Komisja Europejska nakazała Czechom znieść kontrole importowanej z Polski wołowiny

Tymczasem czeskie służby weterynaryjne znów znalazły salmonellę w polskim mięsie, tym razem w drobiu.

Na zniesienie obowiązkowych kontroli polskiej wołowiny czeskie służby weterynaryjne mają czas do niedzieli. W ocenie Komisji Europejskiej, ten wprowadzony przez Pragę tydzień temu środek zabezpieczający jest niewspółmierny do zagrożenia.

Czeskie ministerstwo rolnictwa wprowadziło go po tym, jak wykryto salmonellę w partii 700 kg wołowiny sprowadzonej z Polski. Same czeskie służby przyznają, że z ponad 200 pobranych w czasie obowiązywania obostrzeń próbek polskiego mięsa, zastrzeżenia były tylko do jednej.

Na razie czeskie ministerstwo rolnictwa nie wypowiedziało się jednoznacznie, czy wykona polecenie Brukseli. W rozmowie z czeskim radiem publicznym rzecznik resortu stwierdził, że priorytetem jest ochrona czeskich obywateli, a kontrole polskiego mięsa wydają się koniecznością.

Polskim ekspertom nie pomoże na pewno wykryty dziś przez czeskie służby kolejny przypadek salmonelli, tym razem w kurzych udkach. Bakterię znaleziono w ważącej ponad tonę partii drobiu, sprowadzonej przez jedną z hurtowni w północno-zachodnich Czechach.

Nielegalna ubojnia w Czechach

Inspektorzy weterynarii, policjanci i celnicy odkryli w czwartek w Pradze nielegalną rzeźnię. Na miejscu znaleziono 1200 kg wołowiny bez certyfikatów i stosownych stempli. O odkryciu rzeźni poinformował rzecznik Państwowego Urzędu Weterynaryjnego (SVV) Petr Vorliczek.

Zdaniem agencji CTK, odkryta nielegalna rzeźnia nie jest jedynym miejscem z mięsem w Czechach, które nie przeszło kontroli weterynaryjnej. Pod koniec 2018 r. koło Pilzna znaleziono 800 kg takiego mięsa i kilkadziesiąt kilogramów już psującej się wołowiny. Nielegalne magazyny z żywnością znaleziono także na głównym praskim targowisku w Holeszovicach.

"Są to niepokojące informacje, gdy dowiadujemy się, że w Pradze, stolicy Czech istnieje nielegalna ubojnia, z której jest dostarczane mięso bez żadnych oznaczeń, bez badań weterynaryjnych, z nieznanego źródła i od nieznanych zwierząt. Znaczy to, że tamten system identyfikacji zwierząt zapewne ma swoje wady" - powiedział PAP Ardanowski.

Informacje mówią także o tym, że mięso nieznanego pochodzenia bez kontroli weterynaryjnej znajdowano również w innych miejscach w Czechach. Pod koniec 2018 r. koło Pilzna znaleziono psująca się wołowinę. Również na głównym praskim targowisku znaleziono magazyny z nielegalną żywnością, czyli tam gdzie bezpośrednio zaopatrują się mieszkańcy Pragi i restauracje - zauważył minister.

Podkreślił, że w Polsce mocno został nagłośniony przypadek nielegalnego uboju krów, w nocy bez nadzoru weterynaryjnego, ale w ubojni, która działała legalnie, miała wszystkie niezbędne zezwolenia.

"Okazuje się, że w Czechach są nielegalne ubojnie pozyskujące mięso z nie wiadomo jakich zwierząt. Może to stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia, także dla mieszkańców naszego kraju. Nie mamy żadnej wiedzy, czy mięso to nie trafiło na polski rynek" - zaznaczył Ardanowski.

"Nie znajduję żadnej satysfakcji w tym, że w Czechach tego typu patologie mają miejsce. Współczuję i życzę jak najszybszego wyjaśnienia sprawy, uszczelnienia systemu nadzoru i rejestracji zwierzą, wzmocnienia inspekcji weterynaryjnej" - powiedział minister.

Dodał, że z przykrością musi stwierdzić, że tę retorykę, która była stosowana przez media czeskie, jak również ministra rolnictwa Czech, bardzo krytyczną wobec Polski i osądzającą nas od czci i wiary, można odnieść również do Czech. Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień. Jak widać na pewno nie są to Czesi" - powiedział

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM