Michał Boni krytykuje unijną dyrektywę dot. internetu. "Naciski, lobbing, brak rzetelnej dyskusji"

Nie chcę, żeby o tym, co jest dopuszczone, a co nie, decydowały platformy internetowe, biznes - tak Michał Boni komentował w TOK FM nową dyrektywę unijną dot. praw autorskich w internecie.

Parlament Europejski przyjął dziś nowe przepisy dotyczące praw autorskich w internecie. Nowe prawo, choć uzasadniane potrzebą ochrony praw autorskich twórców, budzi duże kontrowersje.

Europoseł PO Michał Boni głosował przeciw wprowadzeniu dyrektywy. Największe zastrzeżenia zgłaszał przeciw słynnemu artykułowi 13 (obecnie ma numer 17), zgodnie z którym platformy internetowe będą miały obowiązek sprawdzania wszystkich publikowanych przez siebie treści pod kątem licencji. W praktyce, ze względu na ogrom danych do sprawdzenia, zadanie to będą musiały wykonywać maszyny.

- Mnie się to nie podoba. Nie chcę, żeby o tym, co jest dopuszczone, a co nie, decydowały platformy internetowe, biznes - komentował Boni w TOK FM.

Podkreślił, że dyskusja dotyczy  nie tylko twórczości za którą stoją tradycyjnie definiowani autorzy - muzycy, dziennikarze, fotograficy itd.

- My w skali Polski mówimy o około pół milionowej grupie ludzi, którzy są twórcami świata internetu. Dzisiaj jest mnóstwo osób, które prowadzą swój biznes. Żeby go sprzedać - a dzięki temu gospodarka się rozwija - wpuszczają do sieci jakieś wideo, w tym wideo wykorzystują jakieś fragmenty, coś jest w tle. I teraz będzie się okazywało, że to coś, co jest w tle, może być dozwolonym cytatem, można z tego skorzystać, ale maszyna, która będzie to rozpoznawała może się pomylić. Może uznać, że czyjś mem, który nawet zgodnie z tą nową dyrektywą powinien być dozwolony, zostanie przez maszynę rozpoznającą, którą wszystkie platformy będą musiały zastosować, nie dopuszczony przez pomyłkę do obiegu. To jest prewencja, która mi się kojarzy z cenzurą - krytykował europoseł.

Prowadząca audycję Agata Kowalska zauważyła, że w samej dyrektywie nie ma zapisu o konieczności korzystania z narzędzi do monitorowania treści.

- Ale jest obowiązek rozpoznania czy wszystko co się pojawia, ma licencję -  doprecyzował Boni.

- My tymi zapisami zmieniamy naturę internetu. (...) Będziemy mieli ileś niedopowiedzianych sytuacji, w których czyjaś wypowiedź, wideo, może w maleńkim fragmencie nawiązywać do czegoś, co ma licencję, lub zawierać parodię lub pastisz (...), ale rozpoznawanie tego, przy masie rzeczy, które się pojawiają, będzie trudne - tłumaczył.

Prowadząca audycję Agata Kowalska przypomniała też o artykule 11 dyrektywy, na którym szczególnie zależało wydawcom gazet i portali informacyjnych. Ma on zapobiec kopiowaniu fragmentów treści bez zgody wydawców. Dziennikarka zwróciła uwagę, że ten przepis uderzy też w portale, które zajmują się weryfikowaniem fake newsów.

- To pokazuje, że Internet się zmienia, a my zostajemy usztywnieni w przepisach prawa - skomentował Boni.

Lobbing zamiast rozmowy

Polityk podkreślił też, że przy tworzeniu nowego prawa zabrakło dojrzałej rozmowy, a zamiast tego był silny lobbing i atakowanie się nawzajem.

Jego zdaniem, dyrektywa może być szansą na pozytywne zmiany, jeżeli poszczególne kraje będą miały swobodę wprowadzenia jej po swojemu przy zachowaniu jej fundamentów, ogólnych kierunków.

To część większej dyskusji

Skutków wprowadzenia nowego prawa nie chce na razie przesądzać Edwin Bendyk z “Polityki”.

- Sytuacja robi się klarowniejsza w tym sensie, że mamy jednoznaczne stanowisko prawne, które na pewno wzmacnia pozycję producentów i twórców, którzy żyją z dystrybucji treści. Mają większą szansę na uzyskiwaniu honorariów. Natomiast pytanie o to, jak się ustali praktyka jeżeli chodzi o całą resztę komunikacji - nazwijmy ją umownie - amatorskiej. Tych wszystkich, zwykłych użytkowników, którzy umieszczają filmiki, nie tylko natury rozrywkowej, ale często o charakterze wypowiedzi politycznej i traktowali Facebook oraz YouTube jako platformę komunikacji politycznej. Tu nie wiemy, czy te obawy będą uzasadnione - mówił w TOK FM.

Podkreślił, że potrzebna jest dyskusja nad ładem instytucjonalnym w przestrzeni cyfrowej.

- To nie jest tak, że tam istnieją tylko monolity takie jak Facebook czy YouTube. To jest złożony ekosystem, który wymaga różnych form instytucjonalizacji, żebyśmy nie stracili tego, co jest najważniejsze, czyli różnorodności oferty. Zarówno tej, którą przygotowują profesjonalni twórcy i potrzebują za to pieniędzy, jak i przestrzeni wolności, której potrzebujemy my, jako użytkownicy kultury czy procesów politycznych - przekonywał publicysta.

Edwin Bendyk zwrócił uwagę na fakt, że rozmowa na temat praw autorskich to część dużo większej dyskusji dotyczącej internetowych gigantów.

- Dla mnie to jest jeden z elementów poważniejszej gry, czyli regulacji cyfrowego kapitalizmu. Drugi element, istotniejszy, to zmuszenie wielkich korporacji do płacenia podatków. Do tego, żeby chciały respektować lokalne prawa. Kolejna ważna kwestia to ochrona danych i prywatności użytkowników. Jest też kwestia praktyk monopolistycznych - wymieniał.

Politycy odkryli internet

Jak mówił Bendyk, jesteśmy w ciekawym momencie historii internetu. - Wyszliśmy z procesu technokratycznego zarządzania, zrozumieliśmy, że to jest przedmiot twardej polityki, gdzie są różne interesy, gra sił lobbystycznych. I ta polityka zaczyna być tu dominująca. Politycy dopiero uczą się, że internet to jest temat - równie ważny, jak inne zagadnienia, którymi się zajmują. A może nawet ważniejszy - przekonywał.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (3)
Boni krytykuje unijną dyrektywę dot. internetu. "Naciski, lobbing, brak rzetelnej dyskusji"
Zaloguj się
  • wiosnanasza

    Oceniono 2 razy -2

    Dni Ateizmu 2019
    Warszawa , 29-30 III , - pt , sob , nd
    -koalicjaateistyczna.org
    -lyszczynski.com.pl

  • mrpens

    Oceniono 3 razy 1

    Boni puścił bąka na osłodę lemingom

  • norman67

    Oceniono 3 razy 1

    Niemcy i Francuzi się dogadali i nam internet ocenzurowali.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX