Wołodymyr Zełenski nowym prezydentem Ukrainy. Czy Polska gospodarka może stracić na tym wyborze?

O nowowybranym prezydencie Ukrainy - Wołodomyrze Zełenskim - na razie niewiele wiadomo. Prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, Jacek Piechota, patrzy jednak w przyszłość z optymizmem. Nie boi się też, że ukraińscy pracownicy, zamiast przyjeżdżać do Polski, zostaną w domu. Tłumaczy, że większym problemem może być otwarcie rynku niemieckiego.

Wybory prezydenckie na Ukrainie wygrał z miażdżącą przewagą Wołodymyr Zełenski. Zdobył ponad 70 procent głosów, podczas gdy dotychczasowy prezydent Petro Poroszenko uzyskał około 25 procent głosów. 

Prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarskiej Jacek Piechota mówił w Magazynie EKG, że o tym, jaki Ukraina obierze kurs gospodarczy, będzie można mówić jednak dopiero jesienią. To wtedy odbędą się bowiem wybory parlamentarne. - Władza prezydenta na Ukrainie jest co prawda silniejsza niż polskiego prezydenta, ale jednak w sprawach gospodarczych szczególnie decyduje parlament - tłumaczył specjalista.  

Wyjaśniał jednak, że jego optymizm - co do przyszłości - budzą jeszcze kampanijne zapowiedzi Wołodomyra Zełenskiego. Podkreślił, że prezydent elekt mówił w niej m.in. o walce z korupcją oraz zapowiedział 5-procentową amnestię dla kapitału, który wcześniej został wytransferowany z Ukrainy. -  Szacuje się, że mówimy o kwotach kilkudziesięciomilardowych wyrażonych w dolarach, jeśli nie większych - zaznaczył.

Wybory na Ukrainie. Jak zmienią się relacje Ukraina-Polska?

- Nie bójmy się. Ukraina weszła na drogę integracji z Unią Europejską. To, co jest niezwykle istotne dla sytuacji ukraińskiej, to to, że zachodni donorzy: Amerykanie, Unia, nauczyli się już dokładnie patrzeć na to, na co jest przeznaczana pomoc, wsparcie, kredyty udzielane Ukrainie - wyjaśniał.

Podkreślił, że to pokazuje, iż, świat zachodni przykłada dużą wagę do tego, co dzieje się na Ukrainie. - Pilnuje wdrażania określonych regulacji i standardów - wymieniał Jacek Piechota.

Prowadzący program, Maciej Głogowski, pytał, czy jeśli sytuacja gospodarcza na Ukrainie się poprawi, to czy nie będzie to tak naprawdę kłopotem dla polskiej gospodarki. 

Błażej Spychalski: Jestem przekonany, że Ukraina nie zrezygnuje z zachodniego kursu

- Zdecydowanie większym zagrożeniem dla nas jest otwieranie się rynku niemieckiego. Na pewno poprawiająca się sytuacja na Ukrainie będzie powodowała, że Ukraińcy będą chcieli tam zostać. Ale już dzisiaj polskie agencje zatrudnienia szukają pracowników na Dalekim Wschodzie. Ukraiński rynek pracy już dzisiaj jest wydrenowany - wyjaśniał prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej. 

Dodał, że ze zrealizowanego ostatnio badania wśród ukraińskich migrantów, którzy pracują lub pracowali w Polsce, wynika, że blisko 70 proc. z nich chciałoby dalej pracować w Polsce.

Zamykanie granic przed odrą? Ekspertka: To problemu nie rozwiąże

- Wiele będzie zależało jednak od tego, jakie będziemy stwarzać w tym zakresie warunki dla pracowników z Ukrainy, nie tylko formalne, gdzie jest wiele do zrobienia. Wiele będzie zależało też od tego, jak będzie przebiegać ich integracja w społeczności lokalnej - tłumaczył. 

Wyjaśniał, że dzisiaj w Polsce praktycznie nie ma branży, w której nie byłoby pracowników z Ukrainy. Zwrócił jednak uwagę na jedną niepokojącą tendencję. - To, co niestety pokazało to badanie, to sytuacja, w której zupełnie nie wykorzystujemy potencjału przygotowania zawodowego Ukraińców. Blisko 70 procent ukraińskich migrantów nie pracuje w swoim zawodzie. Mamy wykształconych inżynierów, lekarzy, którzy pracują na budowie, bo tam akurat znaleźli pracę - podkreślił.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

Więcej o:

APLIKACJA TOK FM

Serwis informacyjny