Tłumy na Mount Everest. Zginęło już 11 osób

Rośnie liczba ofiar wspinających się na Mount Everest. Podczas zejścia ze szczytu zmarł 62-letni Amerykanin. To w ciągu ostatnich 10 dniu już 11 ofiara najwyższej góry świata.

O śmierci 62-latka poinformowali jego bliscy, cytowani w poniedziałek (czasu lokalnego) przez miejscową gazetę "Denver Post".

W kolejce na Mont Everest

W każdym sezonie setki wspinaczy usiłują wspiąć się na szczyt Mount Everestu, jednak warunki pogodowe pozwalające na podjęcie takiej próby są ograniczone czasowo. W zeszłym tygodniu otworzyło się tzw. "okno pogodowe" (aura sprzyja wspinaczce), przez co do zdobycia szczytu utworzyła się długa kolejka, a dokumentujące to fotografie obiegły świat.

Za przyczynę większości tegorocznych zgonów uznaje się wyczerpanie alpinistów, które nasiliło się, po tym, jak trasy na szczyt i ze szczytu stały się zatłoczone, a w związku z tym doszło do dużych opóźnień.

W TOK FM mówił o tym zjawisku niedawno himalaista Rafał Fronia. - W górach pieniądze zaczynają dominować - stwierdził.

Podkreślił, że komercyjny himalaista jest oczywiście wyposażony w sprzęt, ale nie posiada żadnych umiejętności. - Zdarza się, że szerpa [pomocnik - red.] na ostatnią chwilę robi mu instruktarz z tego, jak powinien założyć raki i posłużyć się czekanem - mówił Fronia. Przyznał też, że w niektórych częściach wysokich gór robi się jak na rynku. 

Kolejki pod Everestem krytykują też inni doświadczeni himalaiści. Zdaniem Krzysztofa Wielickiego turystyka wysokogórska już od dawna nie ma nic wspólnego z himalaizmem. Zdobywca korony Himalajów i Karakorum uważa, że wejście na najwyższą górę świata stało się modne w środowiskach majętnych ludzi, którzy są tam wprowadzani tylko po to, by mogli sobie zrobić zdjęcie na szczycie, które następnie zawiśnie w ich gabinecie.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny