Kalifornia pełna obaw po serii silnych wstrząsów. Ekspert tłumaczy: To nie trzęsienie ziemi zabija

Kalifornia zmaga się ze skutkami najsilniejszego trzęsienia ziemi od 20 lat. Wiele wskazuje jednak na to, że kataklizm w tym regionie da jeszcze o sobie znać. Jesteśmy bowiem w stanie przewidzieć, gdzie dojdzie do trzęsienia - wciąż jednak nie umiemy powiedzieć kiedy.

W czwartek i sobotę region nawiedziły wstrząsy o sile przekraczającej 7 stopni w skali Richtera. Nie ma informacji o ofiarach śmiertelnych, wiadomo jedynie, że kilka osób odniosło obrażenia. Około 200 tys. osób zostało zaś pozbawionych energii elektrycznej, część budynków jest uszkodzonych. Teraz mieszkańcy obawiają się wstrząsów wtórnych. Gubernator Kalifornii Gavin Newsom ogłosił stan wyjątkowy w hrabstwach San Bernardino i Kern.

Kalifornia znajduje się na obszarze dużej aktywności sejsmicznej. W 1906 roku potężne trzęsienie nawiedziło całe wybrzeże z San Francisco włącznie. Trwające 65 sekund wstrząsy miały wówczas siłę 8,3 stopnia w skali Richtera. Zginęło trzy tysiące osób, z czego tysiąc w samym San Francisco.

Piątkowe trzęsienie było jedenastokrotnie silniejsze niż to czwartkowe, po którym sejsmolodzy ostrzegali przed kolejnym. Wielu mieszkańców Kalifornii zastanawia się, czy wstrząsy mogły złagodzić tzw. stres górotworu, który ma według prognoz doprowadzić do niezwykle silnego trzęsienia ziemi, zapowiadanego przez sejsmologów i zwanego "The Big One".

W Kalifornii bowiem mieszkańcom zagraża swą aktywnością uskok San Andreas. Jest to miejsce, w którym płyty tektoniczne przemieszczają się równolegle względem siebie. Gdy dochodzi do zatarcia, pęknięcia, występuje trzęsienie. Kalifornia nie jest jedynym obszarem na Ziemi, w którym trzęsienia są stałym i bardzo poważnym zagrożeniem. Zjawisko to tłumaczył w audycji OFF Czarek prof. Marek Grad. - Szacuje się, że w ciągu roku jest około miliona trzęsień ziemi, nie wszystkie nawet rejestrujemy. Tych najsilniejszych jest kilkaset - mówił.

Wyjaśniał też, jak rozumieć skalę Richtera, której używa się do określania siły wstrząsów. - W skali Richtera każdy następny stopień jest w przybliżeniu dziesięciokrotnie silniejszy niż poprzedni - mówił. Przyznał, że prawdziwą siłę trzęsienia pokazują wywołane przez nie zniszczenia. W 2015 roku trzęsienie ziemi w Nepalu, którego siła nie przekroczyła 8 stopni, zabiło ponad siedem tysięcy osób. A wcześniejsze trzęsienie na Antarktydzie, kilkunastokrotnie silniejsze, nie zabiło - jak powiedział - ani jednego pingwina. - To nie trzęsienie ziemi zabija. Gdybyśmy byli w czasie trzęsienia na łące, przewrócimy się. Zabijają zawalające się budynki, estakady - tłumaczył. 

Czy Polsce grożą trzęsienia ziemi?

Zdaniem eksperta, Polska jest pod tym względem krajem szczęśliwości. - Na przestrzeni 500 lat wystąpiło w Polsce zaledwie ok. 50 trzęsień ziemi, największe miało magnitudę 5,6 stopnia i wystąpiło w Myślenicach. Pozostałe były niewielkie - gdzieś się zawalił komin, straty były niewielkie - wyliczał. Przypomniał słynne trzęsienie u wybrzeży Sumatry w 2004 roku, które miało siłę ponad 9 stopni. - Po nim nastąpiło ok. 100 wstrząsów następczych o magnitudzie większej niż 5, tylko następnego dnia. Czyli takich, jakie w Polsce przytrafiło się raz na 500 lat. To jest różnica między obszarami sejsmicznymi a obszarem asejsmicznym - wyjaśniał. Dodał, że niewielka sejsmiczność związana jest z górotworem karpackim. 

Absolutnie nie grozi nam jednak taki kataklizm jak u wybrzeży Indonezji, gdzie po trzęsieniu powstał uskok długości ponad 1200 kilometrów. - Pękanie dzieje się z prędkością 2,5-3 km na sekundę, a więc trzęsienie trwało 10 minut - opowiadał prof. Marek Grad. Niszczycielską siłę miało również trzęsienie, do którego doszło 200 lat temu u wybrzeży Portugalii, a które zabiło 30 proc. populacji Lizbony. - Po zniszczeniach można sądzić, że magnituda wynosiła ok. 9 stopni - dodał. 

Już dziś wiadomo, że trzęsienia ziemi będą się zdarzać w przyszłości we Włoszech, w Japonii czy w Chile. Potrafimy powiedzieć, że one będą, ale nie wiadomo kiedy. - Najgroźniej jest, gdy płyty tektoniczne na siebie nacierają - jedna musi ustąpić, wtedy jedna wchodzi pod drugą płytę. Przykładem jest płyta Nazca, która atakuje Amerykę Południową. Całe wybrzeże Chile jest zagrożone - dodał ekspert. 

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM