Wielka Brytania. Boris Johnson chce wcześniejszych wyborów, ale traci większość w parlamencie

Przeciwnicy twardego brexitu triumfują w brytyjskim parlamencie. Premier Boris Johnson traci większość i zapowiada przyspieszone wybory. Środa będzie dniem ważnych decyzji w Izbie Gmin.

Nieoczekiwany obrót spraw w brytyjskim parlamencie. Rząd Borisa Johnsona utracił większość po tym, jak jeden z parlamentarzystów - Philip Lee - przesiadł się do ław opozycji i ogłosił dołączenie do pro-europejskich Liberalnych Demokratów.

Tym samym deputowanym, którzy chcą zapobiec chaotycznemu brexitowi (bez umowy z UE), udało się przejąć kontrolę nad porządkiem obrad - i wpisać tam głosowanie nad zablokowaniem takiego scenariusza - wbrew woli szefa rządu. Brytyjski premier Boris Johnson zapowiedział z kolei, że złoży w środę wniosek o przedterminowe wybory.

Ważne głosowanie

Opozycja, do której podczas głosowania dołączyło aż 21 posłów rządzącej Partii Konserwatywnej, zebrała 328 głosów przy zaledwie 301 na rzecz rządu (większość 27 głosów).

Dzięki temu zwycięstwu w środę parlament będzie - wbrew woli rządu - obradował nad opozycyjnym wnioskiem otwierającym drogę do zablokowania bezumownego brexitu i potencjalnego opóźnienia wyjścia z Unii Europejskiej do 31 stycznia 2020 roku, w razie braku osiągnięcia porozumienia z Brukselą do 19 października br.

- Niech nie będzie wątpliwości dotyczących konsekwencji dzisiejszego głosowania: to oznacza, że parlament jest o krok od zrujnowania jakiegokolwiek porozumienia, jakie moglibyśmy wypracować w Brukseli, bo jutrzejsza ustawa przekazuje Unii Europejskiej kontrolę nad negocjacjami - grzmiał Johnson po ogłoszeniu wyniku głosowania.

- Nie chcę wyborów i opinia publiczna nie chce wyborów, ale jeśli Izba Gmin zagłosuje jutro za tą ustawą, to naród będzie musiał wybrać, kto pojedzie 17 października (termin następnej Rady Europejskiej - PAP) do Brukseli, aby rozwiązać tę sytuację i poprowadzić kraj naprzód - zapowiedział, potwierdzając, że jego administracja złoży wniosek o przedterminowe wybory parlamentarne.

Opozycja za przedterminowymi wyborami

Zgodnie z ustawą o kadencyjności parlamentu (ang. Fixed-Term Parliament Act), rozwiązanie Izby Gmin jest jednak możliwe jedynie w ściśle określonych przypadkach, m.in. przy upadku rządu i niezdolności powołania nowego premiera lub przy poparciu dwóch trzecich ogółu posłów.

Opozycyjne ugrupowania - Partia Pracy, Szkocka Partia Narodowa i Liberalni Demokraci - jednogłośnie zaznaczyły jednak, że mogłyby udzielić swojego poparcia zamysłowi przeterminowych wyborów, ale wyłącznie po wcześniejszym przyjęciu przez parlament przygotowywanej przez ponadpartyjną grupę ustawy przeciwko bezumownemu wyjściu z UE. Bez głosów posłów z tych ugrupowań, Johnson nie ma szans na zebranie wymaganej większości dwóch trzecich głosów.

Bezpośrednio po głosowaniu część posłów Partii Konserwatywnej, którzy zagłosowali we wtorek z opozycją, informowała, że usunięto ich z klubu parlamentarnego ugrupowania i że stali się w związku z tym "niezrzeszonymi".

W tej grupie znaleźli się m.in. Philip Hammond, który jeszcze przed sześcioma tygodniami był ministrem finansów w rządzie Theresy May oraz zasiadający w parlamencie nieprzerwanie od czerwca 1970 roku były minister w rządach Margaret Thatcher i Johna Majora Ken Clarke, a także wnuk legendarnego premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla, Nicholas Soames.

Przypomnijmy, na chwilę obecną Wielka Brytania powinna opuścić Unię Europejską 31 października br. Premier Boris Johnson przekonywał, że to się stanie - nawet jeśli nie uda się Brytyjczykom dojść do porozumienia z UE.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny