Hiszpania. 24-godzinny strajk generalny w Katalonii

Organizatorami strajku generalnego są dwie katalońskie centrale związkowe o profilu separatystycznym - CSC oraz IAC. Pierwszym z dużych zakładów, który ogłosił wyłączenie linii produkcyjnej z powodu strajku, jest fabryka koncernu samochodowego Seat w miejscowości Martorell.

W piątek o północy rozpoczął się 24-godzinny strajk generalny w Katalonii. Protest jest formą sprzeciwu po poniedziałkowym skazaniu przez Sąd Najwyższy w Madrycie katalońskich separatystów.

Największe trudności spodziewane są w związku ze strajkiem na kolei, a także w barcelońskim metrze. Szacuje się, że w piątek w regionie kursować będzie tylko 30 proc. pociągów podmiejskich. 

Poważne zakłócenia spodziewane są ze strony pracowników spółek realizujących transport autobusowy w największych miastach Katalonii. W Barcelonie dodatkowy problem stanowi wiele całkowicie zdewastowanych w nocy z czwartku na piątek przystanków autobusowych. Za aktami wandalizmu stoją aktywiści radykalnych lewicowych organizacji separatystycznych.

W piątek w ciągu dnia trudności spodziewane są też na barcelońskim lotnisku El Prat, gdzie w poniedziałek i wtorek z powodu blokad i zamieszek odwołano ponad 160 lotów. Wstępnie szacuje się, że w piątek nie odbędzie się co drugi lot.

Do strajku mają przystąpić też szkoły podstawowe i średnie oraz uczelnie wyższe. Masowy protest spodziewany jest również w katalońskich szpitalach oraz w innych placówkach publicznej służby zdrowia.

Strajk generalny w Katalonii jest efektem poniedziałkowego wyroku Sądu Najwyższego w Madrycie, który skazał 9 separatystów na kary od 9 do 13 lat więzienia za podburzanie w związku z nielegalnym referendum niepodległościowym w tym regionie Hiszpanii z 1 października 2017 r. Krótko po ogłoszeniu werdyktu w głównych miastach regionu rozpoczęły się protesty zwolenników secesji Katalonii. Z czasem przerodziły się one w zamieszki, w których rannych zostało ponad 300 osób. W środę zmarł w szpitalu 65-letni turysta z Francji, który dostał zawału serca w trakcie starć manifestantów z policją na lotnisku El Prat w Barcelonie.

Katalonia. Kolejna noc zamieszek

Kilkadziesiąt tysięcy separatystów starło się w nocy z czwartku na piątek z oddziałami policji w największych katalońskich miastach. W ulicznych walkach brali też udział aktywiści ze skrajnie prawicowych organizacji popierających jedność terytorialną Hiszpanii.

Do najpoważniejszych starć doszło przed północą w Barcelonie, gdzie pierwotnie policja miała jedynie rozdzielać dwie antagonistyczne grupy młodzieży: separatystów oraz prawicowych zwolenników jedności Hiszpanii. Z czasem doszło do starć zarówno obu grup między sobą, jak i do potyczek z funkcjonariuszami. Z informacji służb medycznych Katalonii wynika, że w nocnych starciach rannych zostało ponad 20 osób. Część poszkodowanych ucierpiała w trakcie walk aktywistów lewicowych organizacji separatystycznych z hiszpańskimi prawicowymi bojówkarzami.

W stronę policjantów rzucano kamieniami, petardami oraz butelkami z benzyną. W centrum Barcelony część separatystycznych aktywistów rozpaliła ogniska na środku kilkudziesięciu ulic. Podpalono też kilka sklepów, a także ławek oraz kontenerów na śmieci.

Do nocnych starć z policją doszło również w Tarragonie. Funkcjonariusze użyli tam pałek wobec stosunkowo niewielkiej grupy manifestantów.

W czwartek wieczorem w wywiadzie dla katalońskiej telewizji TV3 premier Katalonii Quim Torra potwierdził, że jego poranna wypowiedź o planie przeprowadzenia kolejnego referendum niepodległościowego jest “zamiarem, który zostanie wdrożony w życie”.

Od poniedziałku w Katalonii aresztowanych zostało ponad 100 separatystów, a 300 osób odniosło obrażenia. W środę zmarł w szpitalu 65-letni turysta z Francji, który dostał zawału serca w trakcie zamieszek na lotnisku El Prat w Barcelonie.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny