Chile. Stan wyjątkowy w Santiago. "Protesty to wynik nierówności, które tam w szczególności występują"

Trzy osoby zginęły w nocy z soboty na niedzielę w pożarze supermarketu w Santiago, który został splądrowany podczas protestów społecznych na tle podwyżki cen biletów na metro. - Płaca minimalna w Chile wynosi 424 dolary. Jeśli za dojazdy metrem trzeba miesięcznie zapłacić 47 dolarów, to zaczyna to już być kosztowne - wyjaśniał w TOK FM podłoże protestów Lech Miodek, wieloletni dyplomata w Ameryce Południowej.

"Trzy osoby zginęły w pożarze. Dwie spaliły się na miejscu a trzecia w bardzo ciężkim stanie trafiła do szpitala, gdzie zmarła" - podała mer stolicy Chile, Santiago, Karla Rubilar.

Protesty stołeczne spowodowane zostały ogłoszeniem podwyżek cen na metro. W różnych częściach miasta protestujący wznosili barykady i starli się z policją, która użyła przeciwko nim armatek wodnych i gazu łzawiącego. Demonstranci niszczyli wejścia do stacji kolejki podziemnej i bramki kontrolne.

"To nie jest protest, to przestępstwo" - oświadczył w piątek prezydent Sebastian Pinera i wprowadził stan wyjątkowy w mieście, w tym godzinę policyjną, obowiązującą od godz. 22 do 7. Jednocześnie pod wpływem gwałtownych protestów cofnął w sobotę podwyżki cen biletów na metro. Stan wyjątkowy został wprowadzony na 15 dni. Przewiduje on m.in. zakaz zgromadzeń oraz odwołanie zajęć na uniwersytetach. 

W samej stolicy w piątek podczas starć aresztowano ponad 300 osób, a 156 policjantów zostało rannych. Uszkodzonych zostało 78 stacji metra. W sumie straty szacowane są na 200 mln dolarów. Ruch pociągów został wstrzymany i - jak poinformowała rzeczniczka operatora metra - nie należy oczekiwać, że zostanie wznowiony w poniedziałek.

Chile. "Społeczeństwo jest bardzo podzielone"

Sytuację w Chile komentował w TOK FM Lech Miodek, wieloletni polski dyplomata w Ameryce Południowej, publicysta tygodnika "Przegląd".

- Wydarzyło się to m.in. dlatego, że społeczeństwo chilijskie jest rzeczywiście bardzo podzielone. To jest wynik nierówności, które tam w szczególności występują - mówił ekspert. 

Zaznaczył, że Chilijczycy wcale nie są szczęśliwym narodem, mimo że dochód narodowy brutto na jednego mieszkańca jest tam wyższy niż w Polsce.

Podkreślił, że choć wydawać by się mogło, że ceny biletów na metro wzrosły nieznacznie (z 1 dolara do 1 dolara i 17 centów, to nie były to jedyne podwyżki, które zostały wprowadzone w ostatnich latach.
- W ciągu 12 lat tych podwyżek było już 20, a metro jest subwencjonowane w 50 procentach. Chodzi też o to, że płaca minimalna w Chile wynosi 424 dolary. Jeśli za dojazdy metrem trzeba miesięcznie zapłacić 47 dolarów, to zaczyna to już być kosztowne - wyjaśniał Lech Miodek. 

Gość TOK FM zwrócił także uwagę, że w Santiago działa sześć linii metra, które dziennie obsługują prawie trzy miliony pasażerów. - Ono jest ważnym ośrodkiem transportu, przede wszystkim dla dojazdów do pracy. Jeśli taki dojazd kosztuje od 1.13 dolara do 1.17 dolara, to jest to istotny wydatek. Koszty przejazdu są też zależne od tego, w jakich godzinach się one odbywają. Jeżeli w ciągu godzin szczytu, to one są wyższe - zaznaczył ekspert. 

Rozmowy posłuchasz też na telefonie dzięki aplikacji TOK FM. 

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
Chile. Stan wyjątkowy w Santiago. "Protesty to wynik nierówności, które tam w szczególności występują"
Zaloguj się
  • uulv

    0

    a zaczęło się od reform Pinocheta.. i teraz mamy efekty.

  • rastablaster

    0

    MANIFEST DESTINY PAX AMERICANA

  • eski57

    Oceniono 2 razy -2

    Chile to w ogromnej, ponad 90% przewadze kraj katolicki dlatego się wolniej rozwija i często – jak w pozostałych krajach Ameryki Łacińskiej wybuchają częste zamieszki , bo występują wielkie nierówności ….

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX