Najcieplejsza dekada w historii. "Jest masa zagadek, jak my w tym wszystkim przetrwamy"

- Pięć najgorętszych lat znajduje się w tej dekadzie. Chcielibyśmy się pocieszyć, że to jest drugi wynik. Ale taka seria może być kłopotliwa, bo ona układa nową rzeczywistość ciągle gorętszych niż zwykle lat - mówił w TOK FM prof. Bogdan Chojnicki z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Rok 2019 okazał się drugim najcieplejszym rokiem w historii pomiarów - ogłosił zespół ekspertów, pracujący w ramach unijnego projektu Copernicus. Nieco cieplej było jedynie w roku 2016. Cała miniona dekada okazała się być najcieplejszą odkąd prowadzone są pomiary.

Rekordowo wysoka średnia temperatura odnotowana została w różnych częściach Europy Środkowej, Azji, Australii, Afryki Południowej, Madagaskaru, Nowej Zelandii, Ameryki Północnej i wschodniej Ameryki Południowej. 

Prof. Bogdan Chojnicki z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu tłumaczył w TOK FM, że fakt, że rok 2019 nie był najcieplejszy w historii, nie jest powodem do optymizmu. 

- Pięć najgorętszych lat znajduje się w tej dekadzie. Chcielibyśmy się pocieszyć, że to jest drugi wynik. Ale taka seria może być kłopotliwa, bo ona układa nową rzeczywistość ciągle gorętszych niż zwykle lat. Już nie trzeba rekordu, żeby dopiec człowiekowi i przyrodzie - mówił. 

Naukowiec podkreślił też, że wraz ze wzrostem temperatury pojawiają się kolejne czynniki, które dodatkowo ją podnoszą. 

- Wzrost temperatury początkowo wywołany zwiększonym stężeniem dwutlenku węgla, wywołuje skutki uboczne. Dodatkowe elementy, które wzmacniają proces, to tzw “sprzężenia zwrotne dodatnie”. Przykładem jest roztapianie wiecznej zmarzliny, która uwalnia dodatkowy gaz, metan, który nagrzewa powietrze.

- Dodatkową porcję dwutlenku węgla dostarczają też pożary, takie jak w Amazonii i Australii. Nowe procesy, które uznawaliśmy za mniej prawdopodobne, wyskakują jak diabeł z pudełka - zauważył. 

Prof. Bogdan Chojnicki zwrócił również uwagę na fakt, że nie widać też żadnych procesów działających w drugim kierunku, czyli osłabiających wzrost temperatury.

Naukowiec mówił, że trudno z całą pewnością powiedzieć, co wydarzy się, nawet jeżeli przestaniemy zupełnie emitować dwutlenek węgla do atmosfery. 

- Zmiany powinny zacząć się cofać i one to zrobią. Musimy pamiętać, że cały system klimatyczny jest w pewnej równowadze. Wytrącenie tego systemu z równowagi, z termodynamicznego punktu widzenia odbędzie się tak, że system przejdzie do następnego stanu równowagi. Nie wiem, czy w takiej sytuacji będzie tak łatwo cały ten proces cofnąć. To jest scenariusz, którego musimy chcieć uniknąć. Bo jeżeli rzeczywistość ustawi się według nowych parametrów, to jest masa zagadek, jak my w tym wszystkim poradzimy sobie, przetrwamy - wyjaśnił.

W Polsce tegoroczny rekord stycznia padł w Szczecinie - termometry pokazały 14 stopni Celsjusza. Na horyzoncie nie widać ani opadów śniegu, ani większego mrozu, poza nocnymi przymrozkami. 

Jak podkreślał na naszej antenie alergolog dr Piotr Dąbrowiecki - to mit, że mróz działa lepiej na nasze zdrowie. - Badania naukowe wcale nie potwierdzają, że po mroźnej zimie giną wirusy i bakterie. Wielokrotnie epidemie grypy, sezon infekcyjny przypada na luty i marzec, kiedy jest już cieplej, a w grudniu i lutym było zimno - mówił. 

Dodał też, że ciepła zima jest korzystna dla naszego zdrowia ze względu na dużo niższy poziom smogu. Za to alergicy odczują to, że szybciej zaczną pylić rośliny.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM