Co dalej z szefem NBP Adamem Glapińskim? "Jarosław Kaczyński dotarł do sytuacji, której życiowo nienawidzi"

Totalna demoralizacja PiS i skandal - tak politycy opozycji komentują ujawnione w tym tygodniu zarobki w NBP. Z kolei prezes PiS, Jarosław Kaczyński, twierdzi, że "miałby potężne pretensje" do prezesa banku Adama Glapińskiego, jeśli okazałoby się, że to on wprowadził tak wysokie wynagrodzenia.

W tym tygodniu Narodowy Bank Polski odtajnił wysokość zarobków kadry kierowniczej w banku. Najlepiej opłacanym dyrektorem w ubiegłym roku była szefowa departamentu komunikacji i promocji, zarabiająca miesięcznie blisko 50 tysięcy złotych. Ustawa o jawności zarobków w NBP to efekt doniesień "Gazety Wyborczej", która ujawniła, że dwie bliskie współpracowniczki prezesa banku zarabiają kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie.

Wysokość tych zarobków komentował w TOK FM Paweł Zalewski z PO.- To jest przejaw totalnej demoralizacji PiS. Kiedy doszli do władzy, uznali, że jak za króla Sasa: jedz, pij i popuszczaj pasa. Hulaj dusza, piekła nie ma. Ludziom dali 500+, a sami wzięli miliony - mówił Zalewski.

Z kolei Mirosława Stachowiak-Różecka z PiS podkreślała, że zarobki odtajniono dzięki ustawie popieranej przez partię rządzącą. - NBP jest niezależną instytucją, a my reagujemy na oczekiwania społeczne. Jak się pojawił problem wysokich zarobków w przypadku dwóch pań, od razu wprowadziliśmy ustawę ujawniającą pensje i wprowadzającą widełki - argumentowała polityczka PiS. 

Według Agnieszki Ścigaj z Kukiz'15 zastanawiające jest, że prezesa NBP trzeba było zmuszać do tego ustawą. - W odpowiedzi na doniesienia powinien te zarobki ujawnić. Bo jeśli nie ma nic do ukrycia, to w czym jest problem? - pytała posłanka Kukiz'15. 

Michał Kamiński z klubu poselskiego PSL-UED stwierdził, że bardziej niż wysokość pensji w NBP szokuje go struktura zarobków. - Dla prezesa Glapińskiego ważniejsza jest osoba odpowiadająca za propagandę, a nie osoba od bezpieczeństwa wkładów. Dla tej władzy ważne jest to, co jest picem i na to tej pieniędzy nie brakuje - mówił poseł. Jak dodawał, "Jarosław Kaczyński dotarł do sytuacji, której życiowo nienawidzi". - Chodzi o brak kontroli. Gdyby mógł, to by wyrzucił Glapińskiego, bo szkodzi PiS, ale nie może tego zrobić i to frustruje - ocenił Kamiński. 

Natomiast Marcin Anaszewicz z Wiosny Roberta Biedronia mówił, że sama ustawa jest w tej sprawie niewystarczająco. - Potrzebujemy nie tylko jawności, ale też i zasad wynagradzania. Sytuacja jest patologiczna, że urzędniczka w ministerstwie, która podejmuje ważne decyzje, dostaje osiem tysięcy złotych, a dyrektorka od komunikacji publicznej w NBP, która nie ponosi odpowiedzialności, otrzymuje 50 tysięcy. To jest patologiczna sytuacja - podkreślał Anaszewicz. 

Kaczyński apeluje do Glapińskiego

Kaczyński, pytany w sobotę w RMF FM, czy jest zbulwersowany wysokością pensji dyrektorskich w NBP, odpowiedział: "Są na pewne bardzo wysokie. Warto by też (było), żeby społeczeństwo mogło się dowiedzieć, jak to było kiedyś. W pewnym momencie nastąpiła pewna zmiana, nie będę wchodził w szczegóły, ale bywało w NBP inaczej i apelowałbym do pana prezesa Glapińskiego, żeby to jakoś pokazał".

Prezes pytany, czy po zamieszaniu wokół pensji w NBP ma nadal zaufanie do prezesa Adama Glapińskiego, odparł: "Ta nasza współpraca bliska to jest początek lat 90". - On miał wszelkie kwalifikacje, żeby zostać prezesem banku, tzn. był wieloletnim członkiem Rady Polityki Pieniężnej, profesorem zwyczajnym ekonomii, nie mieliśmy innego kandydata, bo wiem, że niektórzy mający wpływ na tę nominację takiego kandydata poszukiwali, no i on ma sześcioletnią kadencję, także pewne sprawy są poza naszym zasięgiem - mówił.

- Chciałbym się dowiedzieć, czy te wysokie pensje, o których pan mówi, pojawiły się wraz z prezesem Glapińskim, bo wtedy miałbym rzeczywiście potężne pretensje, czy też może pojawiły się już wcześniej, wtedy pretensja byłaby jednak mniejsza, bo wiadomo jak to jest jak się obniża płace - mówił Kaczyński.

Przyznał, że po ujawnieniu pensji w NBP będzie chciał się spotkać z Glapińskim. - Proszę pamiętać, że ja nie jestem przełożonym prezesa - zwrócił uwagę. - Będę się starał, żeby te sprawy były do końca wyjaśnione, ale także wstecz, a jeżeli to było tak, że tam są jakieś rzeczy niedobre, to trzeba będzie z tego wyciągać wnioski, ale w ramach tych możliwości, które są - dodał.

Szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna zapowiedział, że po wyborach specjalna komisja Sejmu zajmie się pensjami w Narodowym Banku Polskim za kadencji Prawa i Sprawiedliwości.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj podcastu!

  • Co dalej ze sprawą wieżowców na Srebrnej?
  • Czy obietnice PiS dadzą im dobry wynik w wyborach?
Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM