Wysokość wynagrodzenia obowiązkowo w ogłoszeniach o pracę? Ministerstwo popiera pomysł

Resort pracy popiera pomysł posłów Nowoczesnej, żeby ogłoszenia o pracę obowiązkowo zawierały wysokość proponowanego wynagrodzenia. - PiS zależy, żeby mieć opinię partii propracowniczej - mówił w TOK FM Łukasz Guza z "Dziennika Gazety Prawnej".

Wygląda na to, że pracodawcy w ogłoszeniach o pracę będą zmuszeni podawać wysokość proponowanego wynagrodzenia brutto. Taką zmianę  kodeksie pracy zaproponowali posłowie Nowoczesnej. Ich pomysł na ostatnim posiedzeniu Sejmu poparło poparło Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Proponowana nowelizacja zakłada, że pracodawca, publikując ofertę zatrudnienia musi uwzględniać w niej kwotę proponowanego wynagrodzenia zasadniczego brutto. Nowe zasady dopuszczałyby podanie "widełek", czyli możliwą najniższą i najwyższą wysokość takiej pensji. Wtedy musi być jednak dopisek, że ostateczna wysokość pensji podlega negocjacjom.

Co ciekawe, ministerstwo popiera projekt, chociaż jest on autorstwa partii opozycyjnej.

- PiS zależy, żeby mieć opinię partii propracowniczej - interpretował na antenie TOK FM Łukasz Guza z “Dziennika Gazety Prawnej”.

Związkowcy popierają, ale dostrzegają wady

Zmiany w kodeksie pracy popierają związki zawodowe. NSZZ „Solidarność” prognozuje, że pomogą one w walce z nierównościami płacowymi.

Guza przypomniał, że “Solidarność” zwróciła jednak uwagę na lukę w projekcie. Dotyczy ona możliwości przedstawienia przez pracodawcę "widełek". - Ponieważ nie mają one żadnych ograniczeń, pracodawcy mogą minimum wynagrodzenia ustalać na bardzo niskim poziomie, a maksimum na bardzo wysokim poziomie. To powoduje, że i tak wszystko zależy od rozmowy kwalifikacyjnej - tłumaczył dziennikarz.

Przeciwna nowelizacji kodeksu jest część pracodawców. Robert Lisicki, radca prawny, dyrektor departamentu pracy Konfederacji Lewiatan, w rozmowie z “DGP” zwrócił uwagę, że ponieważ wskazywane ma być wynagrodzenie zasadnicze, w gorszej sytuacji będą firmy oferujące wieloskładnikowe pensje, np. z rozbudowanymi systemami premiowania.

Łukasz Guza tłumaczył, że taki problem może dotyczyć głównie pracowników zatrudnionych na wyższych stanowiskach. Jak dodał, w takim wypadku firma mogłaby skorzystać wtedy z usług headhunetra, który skontaktowałby się z kandydatami, żeby przedstawić im dokładnie zasady wynagradzania.

Projekt nowelizacji kodeksu pracy został przez Nowoczesną przedstawiony w lipcu 2018 r.

- Często jest tak, że gdy w ofercie nie ma podanej kwoty, którą pracownik będzie zarabiać, bierze on udział w procesie rekrutacyjnym, po czym rezygnuje. Bo na koniec dowiaduje się, że inna oferta jest lepsza albo proponowana kwota nie jest dla niego odpowiednia. Dzięki widełkom finansowym będzie mógł  zdecydować, czy w ogóle chce brać udział w rekrutacji - mówiła wtedy w TOK FM Monika Rosa.

Posłanka Nowoczesnej zauważyła też, że w niektórych europejskich krajach tego rodzaju wiedza jest dostępna.

- W Szwecji można sprawdzić pensje wszystkich pracowników. W Niemczech tych pracujących w spółkach powyżej 200 osób - wymieniała. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny