"Śmiszek jest jednym z założycieli Wiosny. Mam schować go do szafy?". Tak Biedroń odpowiada na pytania o nepotyzm

Robert Biedroń przekonywał w TOK FM, że ludzie znajdujący się na wyborczych listach Lewicy muszą być "sprawdzeni" i dawać gwarancję na wygraną. - Jeśli ktoś nie zweryfikował się na tyle, że będzie dobrą "lokomotywą", to ja nie mam zamiaru popełniać samobójstwa politycznego - powiedział lider Wiosny. Biedroń odrzucił zarzuty o nepotyzm.

Lewica układa listy wyborcze. Kontrowersje budzi sytuacja we Wrocławiu, gdzie "jedynką" ma być Krzysztof Śmiszek - prawnik i wykładowca, a prywatnie partner Roberta Biedronia. Po ujawnieniu tej informacji szeregi Wiosny opuścił Michał Syska, który jak informowały lokalne media, był typowany na lidera listy kandydatów Wiosny, SLD i Razem. 

Syska w mediach społecznościowych zarzucił Wiośnie "brak struktur demokratycznych" i podejmowanie kluczowych decyzji "na randkach lidera tej partii i jego partnera".

- To są emocje przedwyborcze - skomentował w TOK FM Robert Biedroń, którego o sprawę z Wrocławia pytał Jacek Żakowski. Polityk i szef sztabu Lewicy zapewnił, że żadne decyzje dotyczące "jedynek" jeszcze nie zapadły. - One nie są podejmowane w Wiośnie. Jesteśmy demokratycznym ciałem, w którym są dziś trzy partie polityczne, które założyły ruch lewicowy i kilkanaście innych podmiotów. Wszyscy razem układamy te listy, rozmawiając ze sobą. Dziś one jeszcze nie są gotowe - wyjaśniał.

Jacek Żakowski zasugerował Biedroniowi, że być może będzie musiał zrobić z Krzysztofem Śmiszkiem to, co Jarosław Kaczyński z marszałkiem Markiem Kuchcińskim. - Mówił, że był super, ale jednak go zwolnił - stwierdził dziennikarz.

- Ja nie decyduję o takich sprawach - upierał się Biedroń. Szef Wiosny podkreślał, iż ma nadzieję, że "w wyborach wystartują ludzie, którzy realnie dadzą lewicy szansę na wygraną". - Którzy zbierają duże ilości głosów, we wcześniejszych wyborach zrobili bardzo dobre wyniki, i byli dobrymi liderami swoich list - mówił. - Jeśli ktoś nie zweryfikował się na tyle, że będzie dobrą lokomotywą dla lewicy, to ja nie mam zamiaru popełniać samobójstwa politycznego, które popełniła Zjednoczona Lewica i Barbara Nowacka cztery lata temu - przekonywał gość TOK FM. 

Przypomnijmy, w poprzednich wyborach parlamentarnych Sojusz Lewicy Demokratycznej startował wspólnie z Twoim Ruchem (w którym była Barbara Nowacka). Startowali jako koalicja, więc do wejścia do Sejmu potrzebowali minimum 8 proc. głosów. Zabrakło im około pół procenta. 

Nepotyzm w Wiośnie?

- Ja pomogę i będę uczestniczył w układaniu list, które będą miały realną szansę na wygranie wyborów, a nie tylko wyimaginowaną. Ktoś sobie wymyślił, że chce mieć "jedynkę", "dwójkę" czy "trójkę", ale za tym nie stoją głosy - mówił dalej Robert Biedroń w kontekście oskarżeń postawionych przez Michała Syskę. -Muszę wygrać te wybory dla lewicy i to zrobię - zapewniał.

Jacek Żakowski zwrócił uwagę, że opinia publiczna zarzuca Wiośnie nepotyzm i kierowanie się prywatnym interesem w tworzeniu list wyborczych. Bo już po wyborach do Parlamentu Europejskiego pojawiły się informacje dotyczące prywatnych powiązań, które miały duży wpływ na konstruowanie list wyborczych. 

Biedroń przekonywał, że tego typu stwierdzenia są nieuzasadnione. - Dlaczego takiego zarzutu nie stawia się wobec małżeństwa Zdrojewskich? - pytał. - Mam wrażenie, że jest to podszyte czymś, czego nie chcę nazwać. Ale jest to bardzo niesprawiedliwe - ocenił. 

Robert Biedroń bronił Krzysztofa Śmiszka. Przypomniał, że jest on "jednym z założycieli Wiosny", "osobą publiczną od wielu lat". - Co ja mam zrobić? Mam schować go do szafy i powiedzieć "do widzenia"? - pytał. Podkreślił przy tym, że w wyborach do Parlamentu Europejskiego Śmiszek zdobył ponad 40 tysięcy głosów we Wrocławiu (też był "jedynką"). - Jeśli pochowam dobrych ludzi do szafy, to znów będziecie płakać, że lewica się nie dostała - stwierdził Biedroń. 

Żakowski dopytywał też, czy Wiosna i cała Lewica zadba o osoby, które "spadają" z pierwszych miejsc list. - Co z Martą Lempart? Będzie miała miejsce na listach wyborczych? - pytał. - Nie wiem, rozmawiamy o tym - powiedział Biedroń. Przyznał, że Lempart, jedną z założycielek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, jest "ważną postacią ruchów kobiecych", ale rozmowy w tej sprawie jeszcze się nie toczyły. - Zapraszam na listy - stwierdził. 

"Air Kuchciński"

Robert Biedroń komentował też  dymisję marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Jak stwierdził, cała sprawa "jest fatalna dla państwa", ponieważ "kosztowała wszystkich co najmniej 4 mln zł". - To jest Bizancjum - stwierdził.

Polityk podkreślił również, że ma poważne wątpliwości, co tego, że dobry obyczaj nie został naruszony (jak mówił w czwartek prezes PiS). - Nie kto inny, jak pan marszałek karał posłów, wyłączał im mikrofony, moralizował - mówił Biedroń. - W normalnym państwie prawa ktoś, kto w ten sposób nadużyłby prawa, nie tylko straciłby natychmiast stanowisko, ale też stanął przed sądem - dodał. 

Zdaniem lidera Wiosny "aparat państwa jest dziś nie po to, aby służyć Polkom i Polakom, ale służyć politykom PiS". - Stworzono ośmiornicę z jej odnogami (...). Państwo zostało postawione na głowie, bo zaczęło służyć nie temu panu. Tym panem powinien być suweren - skwitował Biedroń. 

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny