"Myślę, że zaprosimy tam PIP na kontrolę". Związkowiec o pomyśle samorządowców PiS na to, jak nie podnieść pensji urzędnikom

Kontrolą Państwowej Inspekcji Pracy może się sprawa pomysłu władz Tomaszowa Lubelskiego. Możliwości wysłania kontrolerów PIP nie wyklucza Piotr Szumlewicz ze Związkowej Alternatywy. Chodzi o pomysł władz miasta na to, jak nie podnieść pensji pracownikom, w związku z wyższą płacą minimalną.

Na początku września prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział sporą podwyżkę płacy minimalnej. Zgodnie z tymi zapowiedziami, na koniec 2020 r. pensja minimalna ma wynosić 3000 zł, tak by dojść w końcu do 4000 zł (w 2024 roku).

Ale taka podwyżka niesie za konkretne problemy i szukanie sposobów na ich rozwiązanie. Jak informowaliśmy w środę, władze Tomaszowa Lubelskiego wpadły na pomysł, jak rozwiązać problem, jakim jest podniesienie wynagrodzeń urzędnikom i pracownikom placówek podległych samorządowi. Pomysł polega na zmniejszeniu wymiaru pracy z pełnego etatu na 3/4.

Zdaniem Piotra Szumlewicza ze Związkowej Alternatywy opisana sytuacja wygląda "bardzo smutno". - Problem polega na tym, że PiS działa szybko, bez raportów, porównań. Tylko rzuca propozycje, a teraz widać, że są one niedopracowane – ocenił. Związkowiec przypomniał, że samorządowcy odczuwają skutki obniżenie podatku PIT z 18 na 17 procent. Bo mniej pieniędzy trafia do budżetów gminnych. A obniżka podatku to także jedna z obietnic wyborczych Prawa i Sprawiedliwości.  - Samorządy stały się biedniejsze. Muszą ciąć budżety, a żadnej dotacji celowej na pensje nie ma – dodał.

Kontrola PIP w Tomaszowie Lubelskim?

Mikołaj Lizut pytał swojego rozmówcę o to, czy to, co zaproponowały władze Tomaszowa Lubelskiego, jest zgodne z prawem. - Myślę, że zaprosimy tam Państwową Inspekcję Pracy na kontrolę - zapowiedział Szumlewicz. - Pracodawca musi uzasadnić, dlaczego twierdzi, że pracownicy mogą wykonywać te same obowiązki szybciej, powiedzmy w sześć, a nie w osiem godzin. Z Kodeksu pracy jasno wynika, że jak nie ma uzasadnienia obniżenia pensji, to taki pracodawca może ponieść karę nawet do 30 tysięcy złotych. To jest bardzo zły kierunek, który wpłynie na ograniczenie pracy urzędu, a także pogorszenie jakości świadczonych usług – tłumaczył gość TOK FM.

Zdaniem związkowca, sytuacja z płacą minimalną pokazuje, że polityka centralna PiS staje się coraz bardziej niekorzystna dla samorządów. - Władza wycofuje się z odpowiedzialności. Daje coraz mniej pieniędzy samorządom, składa obietnice, a potem oskarża samorządowców, że ich nie wypełniają. Nie chodzi tylko o urzędników, ale też dla nauczycieli czy pracowników socjalnych. Żeby nie było tak, że subwencje będą tylko tam, gdzie rządzi PiS – mówił Piotr Szumlewicz.

Lizut wskazywał, że samorząd z Tomasza daje przykład przedsiębiorcom, jak nie podnosić płacy minimalnej. - My jesteśmy za tym, żeby podnosić płace. Jednak odpowiedzialny rząd powinien zamykać możliwości omijania ustawy. A tego jest u nas  coraz więcej: zmniejszanie etatów czy przymuszanie ludzi do przechodzenia na samozatrudnienie – wyliczał Szumlewicz. Zdaniem działacza, w ślad za tego typu działaniami powinny iść większe uprawnienia dla Państwowej Inspekcji Pracy.  - Żeby pracodawcy faktycznie jej się bali – podsumował.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny