Jak naprawdę wygląda "leczenie homoseksualizmu"? Garrard Conley opisał, jak traktowano go w chrześcijańskim ośrodku

Jak wygląda "leczenie homoseksualizmu"? Garrard Conley wie o tym z pierwszej ręki, jako 19-letni młody mężczyzna trafił do chrześcijańskiego ośrodka, w którym próbowano zmienić jego orientację seksualną.

Swoje przeżycia zawarł w książce "Wymazać siebie", wydanej przez Poradnię K. I choć wypadki, które opisuje, dotyczą 2004 roku, to tzw. terapia konwersyjna, którą świat nauki już dawno okrzyknął jako oszustwo, nadal ma swoich zwolenników, zwłaszcza wśród konserwatywnych polityków i księży. Dotyczy to również Polski.

Poniżej zamieszczamy fragment książki Garrarda Conleya. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

John Smid, wysoki mężczyzna o kwadratowych ramionach, stał z twarzą promieniejącą zza okularów w cienkiej drucianej oprawce, odziany w spodnie khaki i zapinaną na guziki koszulę – w stroju, który stał się uniformem ewangelikanów w całej Ameryce. Pod
koszulą rysowały się lamówki podkoszulki; siwiejące blond włosy przycięto golarką z ostrzem numer pięć, popularnym narzędziem w sieci męskich salonów fryzjerskich Sport Clips na Południu.

Reszta z nas siedziała w półkolu, przodem do niego, wszyscy ubrani zgodnie z zasadami opisanymi w naszym liczącym dwieście siedemdziesiąt cztery strony podręczniku.

Mężczyźni: zawsze obowiązkowa koszula, nawet do snu. Zakazane jest noszenie podkoszulek bez rękawów, także pod koszulą; podobnie nie można zakładać podkoszulek „siłownianych” oraz na ramiączkach. Golenie twarzy obowiązkowe przez
siedem dni w tygodniu. Baczki nie dłuższe niż do czubka ucha.

Kobiety: obowiązkowy biustonosz, nie podczas snu. Spódnica co najmniej do kolan lub dłuższa. Podkoszulki na ramiączkach dopuszczalne jedynie pod bluzką. Golenie nóg
i pach obowiązkowe co najmniej dwa razy w tygodniu.

– Pierwsza rzecz, jaką musicie zrobić, to przyznać, że jesteście uzależnieni od seksu, od czegoś, co nie pochodzi od Boga – powiedział Smid.

Właśnie uczyliśmy się Kroku Pierwszego z programu Dwunastu Kroków, opracowanego przez Love in Action. Ten zestaw zasad zrównywał takie grzechy jak: niewierność, zoofilia, pedofilia oraz homoseksualizm z uzależnieniami takimi jak: alkoholizm lub kompulsywny hazard. Program stanowił coś w rodzaju grupy Anonimowych Alkoholików
dla osób dotkniętych jak to określali terapeuci, "dewiacją seksualną".

Obietnica światła boskiej chwały

Siedząc w biurze sam na sam ze Smidem zaledwie kilka godzin wcześniej, miałem do czynienia z kompletnie innym człowiekiem: skłonnym do żartów klaunem w średnim wieku, zdolnym do każdego wariactwa, byle tylko mnie rozśmieszyć. Traktował mnie jak
dziecko, a ja, zaledwie dziewiętnastoletni, musiałem pogodzić się z tą rolą. Smid powiedział mi, że trafiłem we właściwe miejsce, że Love in Action mnie uleczy, podniesie z grzesznego upadku i wyprowadzi w światło boskiej chwały.

Blask w jego biurze zdawał się świadczyć na korzyść tej tezy; ściany pomieszczenia były gołe, z wyjątkiem kilku oprawionych w ramki wycinków z gazet oraz haftowanych wersetów z Biblii. Za oknem widać było puste pole – rzadki widok w okolicy podzielonej na podmiejskie parcele budowlane; nieużytek, pełen dzikich, nieokiełznanych traw i poznaczony tu i ówdzie neonowożółtymi mleczami oraz tysiącami siwych głów
dmuchawców, których puchate nasiona do końca tygodnia miały przefrunąć na drugą stronę autostrady.

– Staramy się stosować połączenie różnych metod terapeutycznych – zapewniał mnie Smid, obracając się na biurowym fotelu twarzą w stronę okna. W oddali pomarańczowe słońce wspinało się powoli po bielonych ścianach zamglonych budynków. Czekałem,
aż światło słońca się rozleje, ale im dłużej czekałem, tym dłużej wydawało się to trwać. Zastanawiałem się, jak też działa w tym miejscu czas: czy minuty trwają tyle co godziny, godziny tyle co dni, dni tyle co tygodnie?

– Kiedy tylko przyłączysz się do grupy, znajdziesz się na drodze do wyzdrowienia – powiedział Smid. – Istotne jest, by zachować otwartość umysłu.

Mimo mego narastającego sceptycyzmu i skrywanego pragnienia, by uciec od wstydu, jaki czułem od momentu, gdy moi rodzice dowiedzieli się, że jestem gejem – byłem tam z własnej woli. Zbyt wiele zainwestowałem w życie, jakie miałem do tej pory – w rodzinę
oraz w coraz bardziej niewyraźnego Boga, którego znałem od niemowlęctwa – by po prostu to wszystko porzucić.

Boże – modliłem się, wychodząc z biura i zmierzając wąskim korytarzem, nad którym migotały zawieszone na metalowym stelażu jarzeniówki, do głównego pomieszczenia – nie wiem już, kim jesteś, ale proszę, daj mi mądrość, by to wszystko przetrwać (...).

Bezbronność

Teraz już przywykłem do terminologii eksgejowskiej, chociaż za pierwszym razem byłem w szoku, wyczytawszy na stronie internetowej tej placówki, że homoseksualizm,
który przez większość swojego życia próbowałem ignorować, jest "nie do okiełznania" i jak nic doprowadzi mnie do zabawiania się z czyimś psem, jeśli się z niego nie wyleczę.

Jakkolwiek z dzisiejszej perspektywy ta idea wydaje się niedorzeczna, wtedy nie miałem nic innego, na czym mógłbym się oprzeć. Byłem na tyle młody, że miałem niewiele doświadczeń z innymi mężczyznami – albo raczej płytkie. Zanim poszedłem na studia, znałem zaledwie jednego otwarcie homoseksualnego mężczyznę, fryzjera mojej matki (...).

– Musicie uświadomić sobie jeden fundamentalny fakt – mówił Smid, a jego głos rozbrzmiewał tak blisko, że prawie czułem go w piersi. – Posługujecie się seksualnym grzechem, by zapełnić pustkę we własnym życiu – pustkę, która ma kształt Boga.

Byłem tu. Nikt mi nie mógł zarzucić, że się nie staram. (...)

Ośrodek. "To dla jego dobra"

Niewiele pamiętam z tego, jak jechaliśmy z matką do ośrodka. (...) – Czy mogę obejrzeć ośrodek? – zapytała matka. Coś w jej głosie, który nagle uniósł się do uprzejmie pytającego tonu, sprawiło, że poczułem się nieswojo, jak gdyby pytała, czy może obejrzeć nieruchomość.

– Przykro mi, proszę pani – odpowiedział recepcjonista. – Jedynie pacjenci mają wstęp do środka. Wymogi bezpieczeństwa.
– Bezpieczeństwa?
– Tak, proszę pani. Wielu z naszych pacjentów zmaga się z utajonymi problemami natury rodzinnej. Jeśli zobaczą rodzica – nie ma znaczenia, czyjego, nawet jeśli to ktoś tak miły jak pani – tu recepcjonista błysnął pełnym uroku, naznaczonym dołeczkami
w policzkach uśmiechem – może spowodować to u nich niepokój. Dlatego nazywamy to strefą bezpieczną. – Tu rozłożył ramiona na boki i zrobił nimi szeroki gest; pomyślałem, że jest to gest powolny i nieco sztywny, jak gdyby niegdyś jego ruchy były znacznie bardziej szerokie, ale musiał nauczyć się je opanowywać. – Ponieważ ten program trwa tylko dwa tygodnie, pozostanie pani w kontakcie z synem przez cały czas, kiedy nie będzie uczestniczył w zajęciach (...).

– Zadzwoń do mnie, jeśli ci czegoś będzie trzeba – powiedziała matka, ściskając moje ramię. Jej włosy były niezmiernie blond, tusz na rzęsach ciężki i intensywnie niebieski, a oczy błękitne jak wiosenne kwiaty wymalowane na jej bluzce: była jak plama technikoloru w szaroburej scenerii.

– Przykro mi, proszę pani – powiedział recepcjonista – ale musimy zatrzymać jego telefon na czas pobytu w ośrodku. Względy bezpieczeństwa. Powiadomimy panią, jeśli zajdzie jakaś ważna potrzeba.
– Czy to naprawdę konieczne?
Matka i recepcjonista zakończyli rozmowę.
– Takie są przepisy, proszę pani. To dla jego dobra.

(...) – Przejrzę fotografie w twoim telefonie – powiedział. – Oraz wiadomości. To standardowa procedura – wyjaśnił recepcjonista. – Wszystkie zdjęcia zostaną wykorzystane w procesie otrzeźwiającej ewaluacji.

Walka z "fałszywymi obrazami"

To z podręcznika poświęconego fałszywym obrazom (FO); później kazano mi nauczyć się tego rozdziału na pamięć:

Pragniemy zachęcić naszych pacjentów, zarówno płci męskiej, jak i żeńskiej, by utwierdzili się w swojej tożsamości płciowej. Chcemy również, by dążyli do uczciwości we wszystkich swoich czynach oraz w tym, jak się prezentują. W związku z tym wszelkie rzeczy osobiste, strój, ubranie, działanie lub rodzaj humoru, jaki mógłby stanowić kontynuację błędów przeszłości, są wykluczone z naszego programu. Te przeszkody noszą nazwę fałszywych obrazów (FO). Zachowanie wskazujące na FO może obejmować przesadną męskość, prowokujący ubiór, stroje męskie/chłopięce (u kobiet), nadmiar biżuterii (u mężczyzn) oraz "kampowe lub gejowskie/lesbijskie zachowania i wypowiedzi".

(...) Wśród pozostałych członków grupy było kilkoro niewiernych mężów i żon, byłych nauczycieli lub pracowników edukacyjnych, zawstydzonych pogłoskami o swojej seksualności; znalazły się tu i nastolatki, zamknięte w ośrodku w ramach kontrowersyjnego program Refuge (Azyl), odłamu adresowanego do rodziców, którzy uznali, że jedyną opcją dla ich dzieci jest wysłanie ich do tej placówki.

(...) Trafiłem do ośrodka w ramach Source (Źródło), dwutygodniowego okresu próbnego, który miał zdecydować, jak długiej terapii będę potrzebował. Dla większości pacjentów konieczny był co najmniej trzymiesięczny pobyt w ośrodku, najczęściej jednak na tym się nie kończyło. W wielu wypadkach studenci tacy jak ja odchodzili z uczelni na co najmniej rok, by zdystansować się od niezdrowego wpływu rówieśników. Niektórzy zostawali nawet dłużej.

Większość personelu składała się z dawnych klientów, którzy spędzili w LIA co najmniej dwa lata i zdecydowali, że wolą zostać w ośrodku niż wrócić do swego dawnego życia. Od osób, które pragnęły się tu zadomowić, oczekiwano, że znajdą zaakceptowaną
przez społeczność posadę i będą sami zarabiać na życie oraz utrzymywać kontakty jedynie z osobami, które zaakceptuje personel ośrodka, jak też dystansować się od „przestrzeni świeckich”, w tym „wszelkiego rodzaju galerii handlowych” i „niechrześcijańskich księgarni”. Ponieważ pacjentom nie pozwalano zamieszkać zbyt
daleko od biur LIA, grupa wsparcia stawała się centralnym elementem ich życia – „drogą, prawdą i światłem”, o których mówi Jezus w Nowym Testamencie, jedyną prawdziwą drogą ku Bożej miłości. 

Garrard Conley 'Wymazać siebie' (okładka książki)Garrard Conley 'Wymazać siebie' (okładka książki) mat. wyd.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (91)
Jak wygląda "leczenie homoseksualizmu"? Pamiętniki geja, który trafił do ośrodka. Książka "Wymazać siebie"
Zaloguj się
  • endrju1521

    Oceniono 30 razy 24

    Interesująca filozofia...

    Wszystko pochodzi od Boga, tylko nie seks.

    Tych boskich nauk, nie da się słuchać.

    Od rana do wieczora, pranie mózgu, w religijnej pianie.

  • lilo150

    Oceniono 23 razy 15

    rozumiem leczenie łamiących prawo, ale leczenie geja dla leczenia to chyba nie jest normalne

  • chopinn

    Oceniono 25 razy 11

    Niektore komentarze tutaj godne chrzescijanina. Milosc do blizniego jakby nie patrzec to glowna domena tej religii ... a tu jakos jej brak.

    Homoseksualizm byl i bedzie. Predzej to zrozumiemie, predzej zajmiemy sie wazniejszymi sprawami. Szkoda marnowac czas na cos z czym sie nie da wygrac.

  • eva01

    Oceniono 23 razy 11

    Pamiętam jak p. Szydło twierdziła, że to da się wyleczyć..... proponuję "wyleczyć" księzy homoseksualistów, a pozostali wiedzą, że homoseksualizm nie da się wyleczyć i to nie jest przestępstwo w przeciwieństwie do pedofilii..

  • kopandol

    Oceniono 14 razy 10

    Udało im się "wyleczyć" miliony ludzi z rozumu więc sądzą, ze i to im się uda.....

  • algreg

    Oceniono 24 razy 8

    bełkot cymbałów otumanionych bajkami biblijnymi

  • getz54

    Oceniono 5 razy 5

    Jezeli najpierw wyleczy się ludzi z katolicyzmu, to leczenie z homoseksualizmu juz nie będzie nikomu potrzebne.

  • jtby

    Oceniono 4 razy 4

    Ciekawa teza, że seks nie pochodzi od Boga. Idąc tym tokiem myślenia, to człowiek też nie pochodzi od Boga, bo bez seksu nie ma człowieka. Myśl klerykalna jest tak zakręcona, że mniej wytrawni krętacze mogą się pogubić. Tu trzeba arcykrętacza.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX