"Leaving Neverland". Porażający film o władzy, zależności, fascynacji i przemocy

"Michael Jackson był najlepszym, najbardziej kochającym człowiekiem jakiego poznałem. Bardzo mi pomógł w karierze i rozwoju" - mówi o Michaelu Jacksonie Wade Robson w filmie "Leaving Neverland". - Był również człowiekiem, który wykorzystywał mnie seksualnie przez siedem lat - dodaje.

"Leaving Neverland" to porażający film o władzy, zależności, fascynacji i przemocy. Wade Robson i James Safechuck poznali Michaela Jacksona będąc dziećmi. Przez cały film towarzyszymy - dziś już czterdziestoletnim mężczyznom - w ich historii. Słuchamy opowieści  rodzin. Dojmujące jest to, że w obu przypadkach powtarzał się ten sam wzór zachowań w relacji z oboma chłopcami, które miały miejsce w różnym czasie.

W filmie Robson i Safechuck opowiadają, jak poznali Jacksona, gdy ci byli jeszcze chłopcami i mieli po kilka lat. Robson wygrał konkurs taneczny, w którym nagrodą było spotkanie z piosenkarzem, Safechuck wystąpił w reklamie Pepsi razem z królem popu. Jackson zbliżał się do nich i ich rodzin. Matki obu mężczyzn wspominają, jak bardzo one i ich synowie czuli się wyróżnieni, że Michael Jackson wybrał właśnie ich. Z nimi chciał spędzać czas, chociaż mógł być w każdym miejscu na świecie. U nich nocować, a nie w luksusowych hotelach. Pomagać w rozwoju i karierze.

"Leaving Neverland" to też opowieść o tym, jak rodziny były coraz bardziej uzależnione od Jacksona. Zabierał w trasy koncertowe, finansował luksusowe hotele, gościł w swojej posiadłości Neverland. Kiedy już czuł się członkiem rodziny, zaczynał budować mur między dziećmi a resztą rodziny.

Opisywane przez Robsona i Safchucka zachowania sprawiają, że podczas filmu czasem trudno złapać oddech. Jimmy Safechuck wspomina, że mając jedenaście lat poślubił piosenkarza w jego sypialni. Opowiada o tym pokazując do kamery pierścionek, który dostał tego dnia. Jego dłonie drżą. Mężczyźni mówią, że akty seksualne, do których namawiał Jackson miały być wyrazem miłości, że piosenkarz uważał i przekonywał ich, że są z nim w związku. Safechuckowi tłumaczył nawet, że będzie moment, w którym będzie musiał poślubić kobietę. Ale James miał się nie przejmować. To nie miało być "naprawdę". Prawdziwy związek był przecież między nimi.

Czytaj także: Bioetyk obejrzał "Leaving Neverland": Nie można oskarżać ofiar o to, że nie zgłaszają się wystarczająco wcześnie

Jednym z ważniejszych wątków filmu jest to, w jaki sposób  piosenkarz wymuszał dyskrecję na swoich ofiarach. Jackson straszył ich, że jeśli ktokolwiek się dowie o molestowaniu seksualnym, to zarówno on, jak i dzieci trafią do więzienia i spędzą tam resztę życia. Tłumaczył, że kobietom nie można ufać. Nikomu nie można ufać.

Wzór był następujący: przyjaźń z dzieckiem, przyjaźń z rodziną, uzależnienie finansowe (albo po prostu przyzwyczajenie do luksusu i poczucia wyjątkowości), wykorzystywanie seksualne, zastraszanie, a na końcu wymiana jednego dziecka na inne.

Dlaczego film wzbudza teraz takie kontrowersje? Dwie sprawy o pedofilię, jedna w latach dziewięćdziesiątych, druga w połowie dwutysięcznych. Dzieci śpiące w jednym łóżku z niespokrewnionym dorosłym. Wywiad siostry Jacksony, La Toyi, która mówiła, że między Michaelem a dziećmi dzieje się coś niepokojącego. A przede wszystkim to, że sami Safechuck i Robson bronili Jacksona w sądzie. Mówili, że nigdy nie dopuścił się żadnego nadużycia w stosunku do nich. Dopiero potem następuje długi proces uświadamiania sobie własnej krzywdy. Niech go sobie utrwalą ci, którzy pytają, dlaczego ofiary pedofilii mówią o tych przestępstwach tak późno.

Film wywołał wiele kontrowersji. Rodzina Jacksona, była żona i trójka dzieci, wydali oświadczenia nazywając film HBO “publicznym linczem” a Robsona i Safechucka “seryjnymi krzywdzicielami”. Rodzina piosenkarza również  złożyła pozew do sądu: domagają się wstrzymania rozpowszechniania filmu i 100 mln dolarów odszkodowania. BBC i wiele innych radiostacji przestało emitować piosenki Jacksona. Z drugiej strony wielu fanów oraz dziennikarzy broni Jacksona, tłumacząc, że Safechuckowi i Robsonowi chodzi o wysokie odszkodowania i popularność.

Dan Reed, reżyser filmu, odpowiada na zarzuty o brak głosów broniących Jacksona w filmie twierdząc, że tak naprawdę nie jest to film o królu popu. Na pewno nie jest to film tylko o piosenkarzu - “Leaving Neverland” to opowieść o przemocy i o drodze, jaką muszą przebyć ofiary molestowania seksualnego w dzieciństwie, aby opowiedzieć światu o swoich doświadczeniach. To opowieść o mechanizmach manipulacji i zaślepieniu przez sławę. To też opowieść o samotnym, smutnym, skrzywdzonym człowieku, którego ocenić mają sami widzowie.

 

Smutna opowieść o przemocy i drodze ofiar molestowania 

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (2)
"Leaving Neverland". Czy Michael Jackson był pedofilem?
Zaloguj się
  • 2bxornot2b

    Oceniono 1 raz 1

    To jest stanizm czyli bagno mieszaniny pieniadza slowa 'milosc' ludkiej slabosci i wiary w wieczny absolut ziemskiego bytowania. Czasem stanisci szydza z wierzacych iz wierza w bajeczke o ciesli ktory ich poprpwadzi do domu Pana, w zamian maja inne bajeczki o fajnych dobrych ludziach, zroodlach szczescia. Z tych opowiedzianych bajeczek juz wole swoja, ktora nie za tego swiata pochodzi i w ktorej nie ma falszu ludzkiego zaklamania.

  • wero678

    Oceniono 1 raz -1

    Facet nie żyje od 10 lat, nagle ktoś sobie o czymś przypomniał o czymś 30 lat później w 10 rocznicę śmierci, robi o tym dokument, udziela wywiadów i staje się celebrytą. Już na wstępie widac w jakim celu jest to robione.. $$$ Wade Robson był jego choreografem, tańczył million razy do jego piosenek, chodził z jego bratanicą 7 lat, pracował z jego siostrą Janet nagle po 30 latach (!) przypomina sobie o rzekomym "molestowaniu'?! w dokładnie 10 lat po śmierci gwiazdora?! przecież to niedorzeczne.... i naprawdę mało wiarygodne

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX