"Mein Kampf" Hitlera w Teatrze Powszechnym. "Poznajmy to zło"

- George Orwell mówił: ta książka ma moc. My chcemy uświadomić emocje, zdemaskować, skompromitować. Pokazać groźny potencjał. Musimy się do tej książki przybliżyć, żeby się od niej oddalić - mówił w TOK FM jeden z autorów spektaklu "Mein Kampf" w Teatrze Powszechnym.

Spektakl oparty na "Mein Kampf" Adolfa Hitlera zostanie wystawiony w Teatrze Powszechnym w Warszawie - premiera już 23 marca. O kontrowersyjnym pomyśle opowiedzieli w TOK FM reżyser Jakub Skrzywanek i dramaturg Grzegorz Niziołek.

- Szybko znalazłam skrót "Mein Kampf" w internecie i aż mnie to przeraziło, a teraz mam oglądać "Mein Kampf" w teatrze - Marta Perchuć-Burzyńska na antenie TOK FM próbowała zrozumieć motywy wystawienia manifestu Adolfa Hitlera na scenie.

Czytaj też: Wróbel był na "Klątwie". "Hitlerowskie przedstawienie", "demo-lewica". Ale to nie koniec

- Moja potrzeba przeczytania Mein Kampf wynikała między innymi z debaty, w której występowała Joanna Tokarska-Bakir. Starała się ona wtedy analizować współczesny język, którym operujemy, także z perspektywy nienawiści, która jest w niego wpisana. Wtedy zapaliła mi się lampka w głowie i pojawił pomysł, że może sięgnąć po "Mein Kampf". I wtedy przeżyłem też to samo zaskoczenie, że książka wyświetla się w internecie. Jest mnóstwo, jest powszechna, jest ściągalna - mówił w audycji "Kultura osobista" Jakub Skrzywanek.

Nie udawajmy, że tej książki nie ma

- Nie jest tak, że zapomnieliśmy o ideologii nazistowskiej, że ten faszyzm gdzieś nam zniknął. On się odradza - dodał Grzegorz Niziołek.

Dziennikarka TOK FM pytała, czy autorzy nie zwiększają popularności tej książki. - Na plakacie każdy przeczyta: "słowa Adolf Hitler", czyli nie wariacje na temat, ale tekst, który był przez lata zakazany, który był podwaliną najbardziej zbrodniczej ideologii, jaka kiedykolwiek powstała. Ten tekst w teatrze na warszawskiej Pradze, 15 min od warszawskiego getta - zauważyła Perchuć-Burzyńska. 

- Zakazane jest głoszenie poglądów faszystowskich, ale tekst nigdy nie był zakazany. Wprowadzenie zakazu, tabuizacja, powoduje, że ta księga staje się jakąś święta księgą. Nie udawajmy, że jej nie ma i nie poprawiajmy sobie tym samopoczucia. Poglądy faszystowskie i tak się rozprzestrzeniają bez czytania tej książki. Należy czytać, poznawać rzeczy, które nam zagrażają, żeby je zrozumieć. Hitler nie zdobył władzy tym, że wzywał do zagłady Żydów. W ogóle o tym nie wspominał  i w Mein Kampf nie ma o tym mowy - argumentował Grzegorz Niziołek. Mówił też o tym, że dziś łączenie kwestii socjalnych z narodowymi znów zdobywa w Polsce i nie tylko w Polsce ogromne rzesze wyznawców oraz, że również język, jakiego używa się w "Mein Kampf", odbija się w dzisiejszej rzeczywistości.

- Nasz cel jest bardzo jasny: ten spektakl inauguruje w Teatrze Powszechnym rok 2019, czyli rok antyfaszystowski - tłumaczył Jakub Skrzywanek. 

Orwell: Ta książka ma moc

Dziennikarka TOK FM przypomniała również o tym, że książka jest uznawana za po prostu słabą, nędzną. Autorzy spektaklu się z nią nie zgodzili. - Jest to książka hiperkomunikatywna, książka, która miała dotrzeć do wszystkich. Przejawia się tym, że każde zdanie nasycone jest silnym komunikatem popartym emocjonalnym doświadczeniem - stwierdził Skrzywanek. A Niziołek dodał: - George Orwell mówił: ta książka ma moc. My chcemy te emocje uświadomić, zdemaskować, skompromitować. Pokazać groźny potencjał. Musimy się do tej książki przybliżyć, żeby się od niej oddalić - Niziołek.

- Nie boicie się nadania książce specjalnej rangi? Lub niezdrowej podniety faszyzmem? - pytała  Perchuć-Burzyńska. Jakub Skrzywanek przekonywał, że w Polsce mamy od kilu lat przyzwolenie na tę ideologię, więc zarzut do autorów sztuki jest bezpodstawny.

- Demony dawno zostały obudzone - poparł go Niziołek.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny