Kayah o "usługach dla ludności": Muzyka to nie jest sport. Tutaj nie da się zmierzyć, zważyć

- Bardzo mnie kusi, żeby na imprezę, gdzie wszyscy będą z piórami i wyfiokowani, wyjść po prostu prawie sauté. Żeby postawić na przekaz - mówiła Kayah w TOK FM. Wokalistka podkreślała, że nie uznaje obecnego w show-biznesie "wyścigu na sukienki".

W programie Cudowne Lata Kayah opowiadała m.in. o początkach swojej kariery. Od połowy lat 80. występowała w chórkach takich zespołów jak Tilt i De Mono. Jak wspominała, muzycy darzyli ją dość dużym zaufaniem i pozwalali wprowadzać własne aranżacje. Ale były momenty, że czuła się "bardzo zielona za uszami". 

- Jak bardzo "zielona", niedoświadczona byłam. Przekonałam się o tym w Teatrze Stu w Krakowie, gdzie pojechałam po raz pierwszy nagrywać płytę jako chórzystka z zespołem Tilt. Okazało się, że zupełnie czym innym jest mikrofon sceniczny, a czym innym studyjny. Studyjny niestety potwornie obnaża wszelkie braki - mówiła Kayah. Wspominała, że trafienie w jeden dźwięk sprawiało jej wówczas okropną trudność. - Byłam zrozpaczona. Wiele lat musiało upłynąć, żebym bez problemu mogła radzić sobie z nagraniami studyjnymi - przyznała w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem.

Mrozu o pracy nad nowym albumem: Pierwsza iskra była fenomenalna

Piosenkarka zaznaczyła, że nie czuła się gorsza, kiedy nie stała na "pierwszej linii frontu". Dostrzegała wiele zalet takiej sytuacji. - Pierwsza linia frontu ma swoje dobre strony, na przykład największy splendor, ale ma też negatywne strony. To jest wielka odpowiedzialność, wielki wysiłek. Tak naprawdę każdy koncert spoczywa na tobie, ty jesteś lokomotywą. No i pierwsze zgniłe jajo leci w osobę na froncie - dodała. 

Kayah: Nie chcę uczestniczyć w wyścigu na sukienki

Przemysław Iwańczyk pytał, jak zmieniał się rynek muzyczny w czasie kariery muzycznej piosenkarki. - W tej chwili, kiedy artystka schodzi ze sceny, nie komentuje się, ile pracy włożyła w występ, nie komentuje się jej interpretacji. Komentuje się jej sukienkę i wygląd. To wydaje mi się najstraszniejsze w dzisiejszych czasach - powiedziała Kayah. I zdradziła, że ma pewne małe marzenie. - Bardzo mnie kusi, żeby pokazać (temu - red.) środkowy palec i na imprezie, gdzie wszyscy będą z piórami i wyfiokowani, wyjść po prostu prawie że sauté. Strasznie mnie to kusi, żeby właśnie postawić na przekaz - stwierdziła. 

Tadeusz Rolke: Ruiny są fotogeniczne. Same wyciskają łzy. A nowoczesny, upiększony dom niekoniecznie

Wokalistka zaznaczyła, że "nie chce uczestniczyć w wyścigu na sukienki" - Ja w ogóle nie mam natury osoby ścigającej się. Dlatego ani razu nie podjęłam zaproszenia do programów takich jak "Taniec z gwiazdami", czy nie uczestniczę w wyścigach do Eurowizji. Muzyka to nie jest sport, tutaj się nie da zmierzyć, zważyć. To kwestia refleksji, dotarcia do czyjegoś serca - uważa Kayah.

Jak stwierdziła, to, co robi "można nazwać usługami dla ludności". - Żaden artysta nie istnieje bez odbiorcy - dodała.

"Mam pewne przywileje"

Nie tylko koncertami i twórczością Kayah żyje. Opowiedziała także w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem o swoim codziennym życiu.  - Wszyscy, którzy mieszkają w Wawrze wiedzą, że jestem bardzo normalną osobą. Nie chodzę z piórami w tyłku, chodzę bez makijażu. Normalnie funkcjonuję. Ale zdarza się, że mam pewne przywileje. Zdarza się, że jak idę na bazar, sprzedawcy wołają do mnie: Pani Kasiu, mamy dla pani piękne pomidorki - mówiła, choć zaraz podkreśliła, że "pomidorem na scenie też można dostać". 

Bartosz "Fisz" Waglewski broni lat 80.: To nie tylko lajkry, natapirowane włosy i różowe sweterki

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj! Kayah opowiadała także o tym, co dała jej współpraca z Goranem Bregovicem. 

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Skomentuj:
Kayah o swoich "usługach dla ludności": Muzyka to nie jest sport. Tutaj nie da się zmierzyć, zważyć
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX