USA zamknęły drzwi przed Polską? Tłumaczymy, czy rzeczniczka Tillersona faktycznie ogłosiła dementi

Czy rzeczniczka Departamentu Stanu zdementowała informacje o nieformalnych sankcjach USA wobec władz Polski? Z pomocą dr. Sibory analizujemy - co powiedziała wprost, a co padło między wierszami.

Czy prezydent i premier rządu PiS mają "bana" na spotkania z przywódcą USA i sekretarzem stanu z powodu ustawy o IPN? To pytanie rozgrzewa scenę polityczną po publikacji Onetu. Portal dotarł do notatki polskiej ambasady z 20 lutego, sporządzonej po spotkaniu z wysokimi rangą amerykańskimi urzędnikami. W środę została ona ujawniona - mowa jest wprost o zamkniętych drzwiach przywódców USA dla prezydenta Dudy i premiera Morawieckiego.

Prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki nie mają szans na wizytę w Białym Domu. Amerykanie wprowadzili szczególne sankcje wobec polskich władz - do czasu przyjęcia zmian w ustawie o IPN prezydent, ani wiceprezydent USA nie będą się z nimi spotykać. Onet dysponuje dokumentami, które to potwierdzają

- napisał portal. 

Władza i jej media nazywają doniesienia fake newsem, a nawet sprawnie przeprowadzoną operacją uderzenia w rząd PiS. Twierdzą także, że na wtorkowej konferencji prasowej rzeczniczka Departamentu Stanu, Heather Nauert, zdementowała doniesienia Onetu.

Ale czy na pewno mamy do czynienia z dementi ze strony USA? To pytanie portal tokfm.pl zadał dr. Januszowi Siborze, historykowi i znawcy dyplomacji. Razem z nim przeanalizowaliśmy słowa rzeczniczki Departamentu Stanu o Polsce zdanie po zdaniu by przetłumaczyć je z dyplomatycznego na polski.

Anna Dryjańska: Podczas wczorajszej konferencji prasowej dziennikarz zapytał rzeczniczkę Departamentu Stanu czy potwierdza, że strona amerykańska poinformowała przedstawicieli rządu PiS, że z powodu ustawy o IPN ani polski prezydent ani premier nie mogą liczyć na spotkanie ze swoimi amerykańskimi odpowiednikami. Następnie poprosił Nauert, w przypadku gdyby nie mogła tego potwierdzić, o scharakteryzowanie stanowiska administracji prezydenta Trumpa wobec ustawy.

Dr Janusz Sibora: Zanim przejdziemy do tego, co odpowiedziała rzeczniczka Departamentu Stanu pragnę zauważyć, że była bardzo dobrze przygotowana na to pytanie. Miała ze sobą opasły segregator, którym posiłkowała się poruszając kolejne kwestie. Gdy padło pytanie o Polskę, doskonale wiedziała na której stronie go otworzyć i co dokładnie ma powiedzieć.

Nie było miejsca na improwizację?

- Absolutnie nie. Wszystko było dopięte na ostatni guzik.

Wróćmy do tego, co odpowiedziała. Rzeczniczka najpierw przypomniała, że sekretarz stanu Tillerson, ona i ambasador Jones wydali oświadczenia ws. nowelizacji ustawy o IPN...

- Proszę zwrócić uwagę, że dyplomatycznie odwróciła kolejność odpowiedzi na te pytania. Zaczęła od przypomnienia, że ws. ustawy o IPN Stany Zjednoczone zastosowały wobec władz Polski całą paletę nacisków dyplomatycznych.

Potem Nauert powiedziała, że nieprawdą jest, jakoby USA zawiesiły z Polską współpracę w zakresie bezpieczeństwa lub stosunki dyplomatyczne na wysokim szczeblu. Czyli co - nic się nie stało? Burza w szklance wody? Fake news?

- Wręcz przeciwnie. Rzeczniczka Departamentu Stanu robi unik - nie odpowiada wprost na pytanie o prezydenta Dudę i premiera Morawieckiego. Mówi jedynie, że stosunki dyplomatyczne między USA i Polską są utrzymywane. Jednak to nie znaczy, że ma na myśli poziom głowy państwa lub szefa rządu. Stwierdza tylko, że instytucje państwowe się komunikują, co jest dość oczywiste. Nauert ucieka od konkretnej odpowiedzi na to pytanie.

Ma pan na myśli, że coś jest na rzeczy?

- Gdyby relacje między władzami Polski i USA układały się dobrze, rzeczniczka Departamentu Stanu odpowiedziałaby wprost, że nie ma żadnych przeszkód w sprawie ewentualnego spotkania prezydenta Trumpa z prezydentem Dudą lub sekretarza Tillersona z premierem Morawieckim. Odpowiadając w ten sposób Amerykanie wzmocniliby polski rząd.

Warto jednak zauważyć, że Nauert robi wszystko, by nie odnieść się konkretnie do kwestii prezydenta Dudy i premiera Morawieckiego. Stosuje ogólniki, mówi o tym, że nasze państwa się komunikują i nie ma wstrzymania współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa. Jej uniki mówią więcej niż słowa. 

Ale też nie potwierdza też, że doniesienia o zamrożeniu relacji z polskim prezydentem i premierem są prawdziwe.

- Dyplomacja to sztuka czytania z milczenia źródeł. Rzeczniczka nie może tego potwierdzić, ale nie wolno jej skłamać. Dlatego ucieka od konkretów i stosuje werbalne "wypełniacze".

Przy okazji warto też dodać, że nieformalne konsekwencje USA wobec prezydenta i premiera Polski nie zostaną sformułowane na piśmie i opatrzone pieczątką Departamentu Stanu. Takich rzeczy w dyplomacji po prostu się nie robi.

Dlaczego?

- Bo za kilka miesięcy sytuacja międzynarodowa może się diametralnie zmienić i potrzebny będzie dialog między najwyższymi władzami USA i Polski, pomimo ustawy o IPN. Dialog, któremu nie będzie towarzyszyło przypominanie przez media takich drażliwych dokumentów.

Dyplomaci zawsze zostawiają furtkę, bo walenie pięścią w stół może spowodować kłopoty w przyszłości. Natomiast to, co mówi rzeczniczka, to dyplomatyczny odpowiednik publicznej reprymendy dla władz PiS. 

Potem Nauert mówi, że USA cenią uczciwą rozmowę i wolność mediów, które mogą poruszać nawet te tematy, które nie podobają się władzy. Mówi, że w ten sposób możemy wyciągać naukę z historii. Następnie zachęca polski rząd do tego, by wysłuchał amerykańskiego stanowiska, które zostało jasno sformułowane.

- Słowo "uczciwa" nie jest przypadkowe. USA oczekują od władz PiS nie samej rozmowy, ale uczciwej rozmowy. Nie wystarczy mówić, to co się mówi powinno być wypowiadane w dobrej wierze.

Natomiast apel do władz o to, by słuchały co Amerykanie mają do powiedzenia, to wyraźne ostrzeżenie dla rządu PiS. To dyplomatyczny odpowiednik grzmotu. Gdy dyplomata mówi coś takiego, to znaczy, że wykorzystał wszystkie zakulisowe metody. Podkreślam: rzeczniczka Departamentu Stanu mówiła to wszystko w imieniu swoich przełożonych. Wszystko było skonsultowane, to oficjalny komunikat.

Dziennikarz próbuje ją "docisnąć" i wraca konkretnie do kwestii spotkania między prezydentem Dudą i prezydentem Trumpem. Rzeczniczka odpowiada, że nic nie wie o tym, by takie spotkania były planowane.

- To kolejny wybieg. Przecież mogła odpowiedzieć, że w razie potrzeby takie spotkanie jest możliwe i nie ma problemu.

Wtedy dziennikarz mówi, że najbliższą okazją do takiego spotkania między prezydentami może być lipcowy szczyt NATO. Nauert odpowiada, że jeszcze nic nie jest zaplanowane i że przez ten czas jeszcze wiele rzeczy może się wydarzyć. Potem powtarza, że gwarancje bezpieczeństwa dla Polski pozostają nienaruszone, a nasz kraj jest sojusznikiem w ramach NATO. Następnie mówi, że władze USA mają zastrzeżenia wobec ustawy o IPN i wyraziły je bardzo jasno.

- Zauważmy: po raz kolejny rzeczniczka Departamentu Stanu robi wszystko by nie powiedzieć, że relacje USA i Polski są dobre. Nauert podkreśla, że władze Stanów Zjednoczonych nie naruszą kwestii bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej z powodu ustawy o IPN. Tak należy czytać te dwa następujące po sobie zdania. 

Reporter nie odpuszcza i pyta, czy rozmowy między Warszawą i Waszyngtonem trwają. Nauert potwierdza i wskazuje, że bardzo zaangażowany w nie jest amerykański ambasador. 

- Rozmowy techniczne się toczą. Nadal jednak rzeczniczka nie odpowiada na pytanie, czy prezydent Duda ma zamknięte drzwi do gabinetu prezydenta Trumpa, a premier Morawiecki do gabinetu sekretarza Tillersona.

Pada pytanie, czy podczas rozmowy polskich i amerykańskich oficjeli mogły pojawić się choćby sugestie, że będą problemy ze spotkaniem na wysokim szczeblu. Nauert odpowiada, że nie chce spekulować, ale pragnie podkreślić, że władze USA bardzo jasno powiedziały polskim politykom o swoich zastrzeżeniach. Potem znowu powtarza, że jesteśmy sojusznikiem w NATO i dodaje, że nie ma co doszukiwać się dystansu w naszej długotrwałej relacji.

- Ja też powtórzę: rzeczniczka Departamentu Stanu nie zaprzecza, że będą problemy ze spotkaniem na wysokim szczeblu.

Następnie dziennikarz pyta, czy polski minister spraw zagranicznych będzie mile widziany w Departamencie Stanu. Nauert odpowiada, że nie ma żadnych informacji o planowanym spotkaniu.

- Czyli jest gorzej niż myślałem. Zamrożenie relacji dotyczy nie tylko prezydenta Dudy i premiera Morawieckiego, ale również ministra Czaputowicza. To, na co polskie władze dzisiaj stać to rozmowy prowadzone przez panów Magierowskiego lub Szczerskiego.

Potem dziennikarz mówi, że chyba jednak w polsko-amerykańskich stosunkach pojawił się dystans. Nauert odpowiada, że władze USA w klarowny sposób wyraziły swoją niezgodę i rozczarowanie ustawą o IPN.

- To jest już tak oczywiste, że nie ma potrzeby tego "tłumaczyć".

Na koniec dziennikarz prosi rzeczniczkę, by zapytała Wessa Mitchella (uczestnika spotkania, z którego wyciekła notatka - red.), co jego zdaniem mogło spowodować, że Polacy mają wrażenie, że USA się od nich odgradza. Nauert mówi, że zobaczy co da się zrobić.

- Rzeczniczka Departamentu Stanu stosuje kolejny dyplomatyczny trik, by zakończyć temat polskich władz w sposób tak pozytywny, jak to tylko możliwe. 

Jak ocenia pan słowa władzy PiS i jej mediów, że USA zdementowały doniesienia o nieformalnych sankcjach wobec prezydenta Dudy i premiera Morawieckiego?

- Władza PiS świadomie manipuluje polskim społeczeństwem. Dyplomacja Polski jest w ruinie.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (87)
USA zamknęły drzwi przed Dudą i Morawieckim? Tłumaczymy, czy rzeczniczka Tillersona ogłosiła dementi
Zaloguj się
  • rbik53

    Oceniono 19 razy 9

    .
    PiS jak zwykle bezczelnie robi z ludzi wała.

    Plemię smoleńskie, nienawykłe do samodzielnego myślenia, leniwie i bezkrytycznie łyka każdy ochłap rzucony mu przez PiS na pożarcie.

    Bo nie po to ludowi Bozia mózg dała, żeby go sobie psuć na byle co....

  • vomitorium1

    Oceniono 7 razy 7

    "Dlatego ucieka od konkretów i stosuje werbalne "wypełniacze"."
    werbalny "wypełniacze"
    to są werbalne "domyślniki"
    (np
    "czy mogę do pana zadzwonić ?
    może pan
    a na jaki numer ?
    znajdzie pan w książce telefonicznej
    a pana nazwisko ?
    też pan tam znajdzie")

  • sluchaj_bej

    Oceniono 11 razy 7

    W sumie to szacun dla tok.fm za zrobienie materialu edukacyjnego specjalnie dla pisowskich webbrygad.

  • matri3x

    Oceniono 7 razy 7

    A w którym miejscu to "KŁAMSTWO" Wystarczy przesłuchać ZE ZROZUMIENIEM konferencję. Czy jakiś dyplomatołek uważa że jak wadza ma bana to USA powie o tym głośno????

  • tlen69

    Oceniono 5 razy 5

    W wypowiedzi rzeczniczki Tillersona oraz w notatce niejawnej nie ma sprzeczności. USA nie nakłada sankcji na Polskę. Sankcje mają dotyczyć osób z władzy PiS:  Premiera, Prezydenta i inne osoby z organów państwa, które od ponad 2,5 roku niszczą ustrój i konstytucję? Jaka jest władza wykonawcza i ustawodawcza wszyscy Polacy i w świecie  widzą. Ta władza wczoraj przejęła KRS ?!!! TRZECIĄ niezawisłą, niezależną władzę (mającą kontrolować rząd, Prezydenta i parlament) sądowniczą ? Teraz jest istotne, czy wybrani sędziowie zaakceptują niekonstytucyjny wybór, co będzie sprawdzianem ich WIERNOŚCI na prawo, na KONSTYTUCJĘ.?
    Polacy buntują się i nic? Zatem mocarstwa państw świata, które w 1918 r. także upomniały się o niepodległą Polskę po 123 latach zaborów, w 2018 r. upominają się o niepodległą Polskę - bez zawłaszczania przez PiS niezawisłych sądów ?
    Świat dyplomacji międzynarodowej bierze sprawy w swoje ręce ? Chcą pomóc Polsce w sytuacji, w jakiej Polacy znajdują się od ponad 2 lat ?O tym wszystkim było wiadomo od ponad roku,nie tylko w notatkach niejawnych ? USA i KE (UE) nie ma pretensji i uwag do Polski i Polaków. Uwagi dotyczą władz i chaosu prawnego - ustaw, w tym IPN - wokół nich oraz decyzji, które nie wiadomo kto podejmuje i w czyim imieniu ?.Prezydent i Premier nie są samodzielni (mają suflera i reżysera?) ?
    Taka władza kompromituje się sama i przedstawiciele mocarstw nie widzą możliwości współdziałania ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX