"Wkurzenie nie zaprowadzi nas do celu". Napiórkowski radzi, jak przekonywać wierzących w zamach

Jak walczyć z wiarą w "zamach smoleński"? - Trzeba zacisnąć zęby, pohamować emocje i zaproponować własną, atrakcyjną opowieść - mówi dr Marcin Napiórkowski w rozmowie z tokfm.pl.

Anna Dryjańska: 10 kwietnia obchodzimy rocznicę wypadku w Smoleńsku czy zamachu?

Dr Marcin Napiórkowski (UW): Jestem semiotykiem kultury. Nie badam wypadków lotniczych, więc nie chcę swoim stopniem naukowym żyrować wypowiedzi w dziedzinie, o której nie mam pojęcia. Uważam, że byłoby to nadużyciem. Fakt, że ktoś jest doktorem czy profesorem w jednej, wąskiej dyscyplinie nie znaczy, że powinien publicznie zabierać głos w każdej sprawie. Wręcz przeciwnie.

Większość z nas nie jest ekspertami w tej dziedzinie. Ale specjaliści mówią jasno: to był wypadek.

- W tego typu sytuacjach pozostaje nam albo uwierzyć specjalistom, albo nie. Ja jestem wielkim fanem cywilizacji nauki. Uważam, że wiele jej zawdzięczamy. A cywilizacja nauki opiera się właśnie na zaufaniu do ekspertów, którego warunkiem jest także to, że wypowiadają się wyłącznie w kwestiach, w których są kompetentni. Tak więc chociaż mam określony pogląd na przyczyny katastrofy smoleńskiej, nie chcę się nim dzielić publicznie. To jest zresztą bez znaczenia dla analizy mitologii smoleńskiej.

Zapytam inaczej: czy 10 kwietnia 2018 roku Jarosław Kaczyński "dojdzie do prawdy"?

- Może to jest prawda, której wcale nie chce znaleźć, tylko taka, której można wiecznie poszukiwać?

I znowu robi pan unik.

- Bo nie chcę, żeby to była kolejna rozmowa o „strasznym ludzie smoleńskim", która poprawi samopoczucie tej części społeczeństwa, która nie wierzy w zamach. Zamiast się wywyższać albo denerwować, warto się zastanowić nad tym, jak właściwie działa mitologia smoleńska.

To znaczy?

- Odrzucić emocje i spojrzeć na mitologię smoleńską i Jarosława Kaczyńskiego jak na książkę i jej autora. Albo, jeszcze lepiej, jak na kampanię reklamową i jej twórcę. 

Trudno się nie denerwować, jak się słyszy cyników głoszących to, w co sami nie wierzą.

- Te emocje są zrozumiałe, ale co z nich w zasadzie wynika, oprócz utrwalenia podziału społecznego? Im bardziej zależy nam na tym, by przekonać do naszych racji wierzących w zamach, tym uważniej powinniśmy wsłuchać się w ich głos. Przy czym rozumienie wcale nie oznacza tu oddania pola czy przyznania racji.

No dobrze, podejdźmy na chłodno, tak jak pan proponuje: mitologia smoleńska jako kampania reklamowa. Co pan o niej sądzi?

- Jest imponująca! Wygląda tak, jakby została obmyślona z jednym z tych nowych podręczników marketingu w ręku. Przede wszystkim – zgodnie z zaleceniami specjalistów – jest adresowana do ściśle określonej publiczności, trafiając w specyficzną niszę.

Poza tym przekaz nie jest tu kierowany do poszczególnych odbiorców oddzielnie. Jarosław Kaczyński zawsze zwraca się do nich jako do grupy, odtwarzając wokół smoleńskich rytuałów wspólnotę.

Proszę zwrócić uwagę, jak często  i jak sprawnie operuje chociażby zaimkiem „my” i pierwszą osobą liczby mnogiej. To nie jest komunikacja liniowa, z góry na dół, od Kaczyńskiego do słuchaczy, ale modelowa komunikacja wielogłosowa. Przywódcy PiS natychmiast odpowiada chór, który jest bardzo aktywny - i na ulicy i w internecie.

Pewnym niebezpieczeństwem dla mitologii smoleńskiej, jak dla każdej innej prowadzonej w ten sposób komunikacji, i, są tzw. superfani czy fanatyczni followersi, których marka nie jest w stanie kontrolować. W przypadku mitologii smoleńskiej takim superfanem był senator Bonkowski, wyrzucony niedawno z PiS za propagowanie antysemickich treści w mediach społecznościowych. Na miesięcznicach zjawiał się zawsze wyposażony w charakterystyczne transparenty, nadając ton „głosowi ulicy”.

Ale poza przypadkami przesadnego zaangażowania, followersi są dla marki skarbem, o który trzeba dbać: dawać im w odpowiednich momentach użyteczny przekaz, który trafnie diagnozuje i odpowiada na ich bolączki (tzw. „pain points”).

Ale Kaczyński cały czas mówi to samo. "Dochodzimy do prawdy", "jesteśmy coraz bliżej" i tak w kółko, miesiąc po miesiącu. Ile można?

- Tu bym się nie zgodził. Oczywiście Jarosław Kaczyński ma stały komunikat, który konsekwentnie powtarza, ale jednocześnie jego przekaz jest budowany w bliskim związku z tym, co się aktualnie dzieje. Mitologia smoleńska sprawnie reaguje na bieżące wydarzenia.  

Na samym początku smoleńskich miesięcznic Kaczyński nawiązywał do walki o krzyż na krakowskim przedmieściu, zdarzało mu się polemizować z materiałami na temat miesięcznic emitowanymi przez TVN. A dwa miesiące temu odniósł się do wzrostu nastrojów antysemickich po nowelizacji ustawy o IPN.

Powtarzanie stałego komunikatu, które niektórzy biorą za jakąś bezmyślną fiksację, oglądane z innej strony okazuje się podstawą skutecznego marketingu. Z tego punktu widzenia Jarosław Kaczyński to nie jest człowiek, który stracił kontakt z rzeczywistością i działa na oślep - jest wręcz odwrotnie.

Mitologia smoleńska jest dziełem bardzo sprawnie wykonanym pod względem "technicznym". Opiera się na dobrze przemyślanych i umiejętnie skomponowanych toposach szlachetności, zmowy, zdrady...

Po drugiej stronie jest nieprzestrzeganie procedur przez żołnierzy, łamanie prawa przez polityków, i wiele innych, małych rzeczy, które występując razem złożyły się na katastrofę. Czyli nuda. I co teraz?

- Teraz strona, która opiera się na wiedzy ekspertów, powinna zaproponować własną, wciągającą kontropowieść. Atrakcyjną alternatywę. Kontrprzekaz. Nie da się pokonać mitologii samym tylko obalaniem. Trzeba budować własną opowieść o świecie, która skuteczniej odpowie na bolączki odbiorców, zaproponuje lepsze rozwiązania ich problemów. Konkurencję można pokonać tylko lepszej jakości produktem i towarzyszącym mu lepszej jakości przekazem.

Na razie odnoszę wrażenie, że tak naprawdę żaden podmiot na scenie politycznej nie chce się tego podjąć. Mitologia smoleńska odniosła tak oszałamiający sukces właśnie dlatego, że nie miała kontry. Ludzie nie wybierają zazwyczaj między czymś, a brakiem czegoś, ale między różnymi opcjami. Cola lub Pepsi, a nie z jednej strony Coca-Cola, a z drugiej nic, pustka, brak alternatywy.  

 

A co powinni dostać od tej niemitologicznej strony?

- No właśnie w tym pytaniu trochę uwidacznia się błąd myślenia. Ludzie potrzebują mitów. Wszyscy ich potrzebujemy. Nauka, merytoryczne zarządzanie czy sprawne państwo, żeby działać sprawnie też potrzebują swojej mitologii.

Podstawowymi elementami takiej kontrmitologii mogłyby być chociażby transparentność, możliwość obserwacji krok po kroku kolejnych etapów śledztwa. Także szacunek dla procedur, ekspertów i sprawnego państwa.

Nie przekonamy tych, którzy obecnie wierzą w zamach, jeżeli nie zaproponujemy im opowieści o 10 kwietnia, która będzie zrozumiała, i która będzie traktowała ich z szacunkiem.

Tyle, że mleko się już rozlało. Platforma długo uważała, że nie musi kontrować teorii spiskowych. Co można zrobić teraz?

- Można zrozumieć ludzi, którzy wybierają wiarę w zamach, zamiast się z nich wyśmiewać. Przy czym jeszcze raz powtarzam: zrozumienie ich motywacji nie oznacza, że mamy przyjąć ich przekonania i zrezygnować z własnych

No właśnie: dlaczego ludzie wybierają wiarę w zamach? I dlaczego zachowują się przy tym, jak gdyby nigdy nic? Przecież jeśli są naprawdę przekonani, że ktoś zamordował 96 osób w tym samolocie, z prezydentem włącznie, to powinno się to skończyć wojną: albo z Rosją, albo domową, zależnie kogo się obwini. A tu mamy zamach Schrödingera: mówią, że był, ale zachowują się tak, jakby go nie było. Gdzie tu logika?

- Mamy tu do czynienia z ciekawym paradoksem, na który swoich w badaniach nad teoriami spiskowymi natrafiam w zasadzie nieustannie. Ludzie, którzy wierzą w teorię spiskową, nie wyciągają z niej konsekwencji.

Najlepiej widać to w przypadku mitologii radykalnie kwestionujących ogólnie przyjęty porządek świata, takich jak np. opowieści o reptilianach, czyli przekonanie, że światem rządzą inteligentne jaszczury, które przybrały ludzką formę, albo teoria płaskiej Ziemi. Wieczorem wymieniamy się w internecie przerażającymi opowieściami o świecie kontrolowanym przez globalny spisek, a rano jak gdyby nigdy nic wsiadamy w autobus i jedziemy do pracy.

Ten brak podążania za konsekwencjami głoszonych tez to często pierwszy objaw, że mamy do czynienia właśnie z teorią spiskową. I jedna z przesłanek, które czynią mnie sceptycznym wobec mitologii smoleńskiej. Wydaje mi się, że gdybym wierzył, że mojego prezydenta zamordowano, a ludzie, którzy to uczynili, pozostają bezkarni i rządzą Polską czy światem, byłbym w swoich działaniach bardziej energiczny...

Ale dlaczego tworzyć jakieś piętrowe fantazje dla opisania czegoś, co jest boleśnie proste?

- Pyta pani, dlaczego ludzi nie satysfakcjonują „merytoryczne” wyjaśnienia? Dlatego, że są bezduszne. Podam inny przykład. Jakiś czas temu usłyszałem w radio wypowiedź kobiety, której syn zginął w katastrofie hali wystawowej w Katowicach.

Śledczy ustalili, że na katastrofę złożyło się wiele małych przyczyn: od tych, dotyczących projektu budynku, przez kwestie użytkowe, po niewłaściwe odśnieżanie. I ta kobieta, płacząc, pytała w radio, kto zabił jej syna. Z wyrzutem, ironicznie wykrzykiwała do mikrofonu „Nikt nie jest winny?!”

Każdy jest trochę winny. Jeśli prawda jest bezduszna, to tym gorzej dla prawdy?

- Nie sztuka mieć rację. Sztuka przekonać do niej innych. Trzeba przedstawić prawdę w taki sposób, by trafić ze swoimi opowieściami do różnych nisz. Używam liczby mnogiej, bo te narracje powinny się różnić formą ze względu na odbiorców. 

Skąd się wzięła podatność naszego społeczeństwa na mitologię smoleńską?

- Wydaje mi się, że jedną z przyczyn jest inna mitologia, która przez lata skutecznie trafiała do milionów Polaków, zarazem innych zostawiając na marginesie. Mam tu na myśli opowieść o Polsce, która stale się rozwija, odnosi sukcesy w Europie, jest w niej coraz lepiej. Ta Polska „sukcesu”, czy nawet „ciepłej wody w kranie", wykluczała jednak tych, którym się z różnych powodów nie powiodło.

Oni się tą opowieścią czuli urażeni, czasem wręcz wyszydzeni, bo skoro wszystkim żyje się coraz lepiej, a im gorzej, to albo musieli przyjąć, że coś jest z nimi nie tak – że są gorsi, wolniejsi, mniej przedsiębiorczy i europejscy, albo uznać, że jednak ta narracja to oszustwo maskujące jakiś szwindel (żadna z tych odpowiedzi nie jest, moim zdaniem, prawdziwa). 

Analiza materiałów chociażby z miesięcznic smoleńskich i towarzyszącej im recepcji pozwala sądzić, że to właśnie ci ludzie stali się głównym „targetem" mitologii smoleńskiej.

Dlatego warto powściągnąć emocje i zastanowić się nad przyczynami tego stanu rzeczy, zamiast po raz kolejny wyśmiewać się z „ludu smoleńskiego", utrwalając funkcjonujące w społeczeństwie podziały. Swoją drogą wydaje mi się, że dla części polityków ten niszczący podział jest bardzo wygodnym narzędziem. Stoimy więc przed wyborem: albo jakoś przekonać wierzących w zamach, albo podzielić Polskę na pół.

Mam wrażenie, że to wkurzenie skierowane jest głównie wobec producentów mitologii, którzy bardzo dobrze wiedzą, że lądowanie we mgle nie jest najlepszym z możliwych pomysłów, a samolot, który stracił skrzydło, musi się rozbić. Wiedzą to, a mimo wszystko dla partyjnych korzyści karmią ludzi bajkami.

- Rozumiem wkurzenie, podzielam je prywatnie, ale nauka daje twarde dowody na to, że nie zaprowadzi nas ono do celu, wręcz przeciwnie: uwięzi nas w tej sytuacji. Badania pokazują, że eskalacja emocji nie prowadzi do zmiany poglądów, a przeciwnie – utrwala polaryzację.

Natomiast radzenie sobie z gniewem i frustracją, które przecież są po obu stronach, może prowadzić do zmiany paradygmatu myślenia. Trzeba zacisnąć zęby, pohamować emocje i zaproponować własną atrakcyjną opowieść. Innej drogi nie ma.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (29)
Marcin Napiórkowski z UW o katastrofie i mitologii smoleńskiej. Dlaczego ludzie chcą wierzyć w zamach i na czym polega kampania Jarosława Kaczyńskiego
Zaloguj się
  • justas32

    Oceniono 10 razy 6

    Jak walczyć z wiarą ? Z wiarą się nie wygra bo wiara jest odporna na racjonalne argumenty. Zwłaszcza w Polsce gdzie wiarę traktuje się jako piękno duszy a nie jako chorobę słabego umysłu łaknącego uzyskać kontrolę nad sytuacją nad którą nie ma żadnej kontroli. I wszystko jedno czy wierzy się w boga czy w zamach smoleński...

  • dupajasi0

    Oceniono 8 razy 4

    Z czubkami można dyskutować. Ale najlepiej żeby to robili lekarze psychiatrzy. ;-)

  • pull_up

    Oceniono 3 razy 3

    Zamach Smoleński jest miektórym potrzebny. Tak jak oskarżanie Putina o otrucie Skripala czy Assada o używanie broni chemicznej co jest absurdem ale usprawiedliwiającym agresję. Tak jak zaatakowano Irak na podstawie roztrąbionych fałszywych oskarżeń.

  • krzy-czy

    Oceniono 7 razy 3

    a.osiecka-
    nie o to chodzi by złowić króliczka
    ale bo gonić go,go gonić go.

  • wujekdolf

    Oceniono 3 razy 3

    ja z tym robię tak - jak jakiś ciołek opowiada mi o wybuchach (albo jak ostatnio - do prawdy można dochodzić tyle co do prawdy o katyniu) słucham w skupieniu po czym odpowiadam : a łyżka na to NIEMOŻLIWE :)

  • swobodan1

    Oceniono 6 razy 2

    Mam pytanie czy podczas badania przyczyn katastrofy w Smoleńsku zachowano
    podobne standardy jak to się robi badając "Katastrofy w przestworzach" w National
    Geograpohic Channel ?

  • zbych21

    Oceniono 6 razy 2

    Trzeba odróżnić ludzi wierzących w zamach od tych, którzy w niego nie wierząc cynicznie tę wiarę propagują. Tylko ci pierwsi zasługują na szacunek. Jest tylko pewien problem jak odróżnić jednych od drugich. Można jednak założyć, że każdy wykształcony człowiek powinien umieć odróżnić fakty od mitów. A polityków ma interes w tym by takie mity głosić. Dla mnie najbardziej jaskrawy przypadek to Jacek Kurski, który nie wierzył w zamach i potem zaczął wierzyć. Podobno zmienił zdanie po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu nad Ukrainą, jakby te fakty miały ze sobą cokolwiek wspólnego. Takie tłumaczenie jest obrazą ludzkiej inteligencji.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX