Prof. Stempin: Partyjni przeciwnicy Merkel przegapili moment na mord polityczny. Teraz CDU ma (coraz bardziej) twarz Merkel

Angela Merkel po raz czwarty będzie ubiegać się o fotel kanclerza Niemiec. Mogła szefować ONZ, ale zwycięstwo Trumpa w USA sprawiło, że ta możliwość się zdezaktualizowała - pisze prof. Arkadiusz Stempin.

Akurat wtedy, gdy jej wielki przyjaciel i sojusznik od politycznych szachów, były prezydent Francji Nicolas Sarkozy, po przegranych niedzielnych prawyborach w partii konserwatywnej zapowiedział ostateczne wycofanie się z polityki, niemiecka kanclerz oficjalnie ogłosiła, że po raz czwarty będzie się ubiegać o posadę szefa niemieckiego rządu.

Oznacza to, że w wyborach parlamentarnych we wrześniu 2017 roku w RFN Merkel będzie wspólnym kandydatem całej chadecji: ogólnoniemieckiej CDU, której przewodzi, i bawarskiej CSU, z którą od ponad roku toczy ostre boje o politykę migracyjną. Jeszcze niedawno siostrzana CSU, koalicjant w jej obecnym rządzie, groziła że do wyborów 2017 wystawi swojego własnego kandydata na kanclerza, co byłoby precedensem w prawie 70-letniej historii RFN. Ale zgodnie z niepisaną tradycją CSU jako rządowy koalicjant zajmuje się także robotą opozycyjną.

Alternativlos

Oświadczenia, które Angela Merkel wygłosiła wczoraj, krótko po godzinie 19, w berlińskiej centrali CDU, można się było spodziewać. Po pierwsze, kanclerz „odpuściła” w tym roku ubieganie się o urząd sekretarza generalnego ONZ, choć miała duże szanse, by stanąć na czele najbardziej prestiżowej organizacji na świecie. Po drugie, z decyzją o niestawieniu się za rok w szranki batalii o ponowny fotel kanclerza nie zwlekałaby aż do połowy listopada, tylko ogłosiłaby ją znacznie wcześniej, by pozostawić innemu kandydatowi chadeckiemu więcej czasu na wystartowanie z kampanią wyborczą.

W tym nieaktualnym już od wczoraj wariancie w grę wchodziły dwie osoby: minister obrony Ursula von der Leyen i minister spraw wewnętrznych Thomasa de Maiziere. Obydwoje jednak w stosunku do niej, dopiero co przecież przez prezydenta Obamę namaszczoną na lidera świata Zachodu, zaledwie jak szachowe gońce wobec królowej. Dla Merkel nie ma dziś w CDU alternatywy.

Słowo alternativlos nie schodzi z ust chadeków, zarówno jej zwolenników, jak i przeciwników. Akurat swoją polityką personalną dokonała ona przerzedzenia, a według innych nawet spustoszenia w szeregach wielkich trustów niemieckiej chadecji.

Im dłużej Merkel rządzi, tym bardziej jej partia przyjmuje jej indywidualne oblicze. Dlatego niedawni jeszcze krytycy kanclerz z własnych szeregów, domagający się gromko za jej politykę migracyjną ustąpienia ze stanowiska, przegapili właściwy moment do politycznego mordu, i jeszcze do wczorajszego wieczora modlili się po kątach, by wreszcie ogłosiła swoją kandydaturę. Bo CDU bez Merkel nie istnieje. „Dobrze, że teraz wszystko jest jasne, że się zdecydowała”, powiedział po wystąpieniu Merkel lider CSU, bawarski premier Horst Seehofer. Kamień spadł mu z serca. Choć latem jeszcze ją grillował.

Dlaczego startuje po raz czwarty?

Indywidualnej motywacji Merkel dla swojej decyzji szukać jednak trzeba poza oczywistym brakiem alternatywy w CDU dla jej osoby. Ale bynajmniej nie w próżności, inspirującej coraz bardziej splecione ze sobą biotopy polityków i celebrytów pod każdą szerokością geograficzną.

Akurat splendor otoczki władzy, w którego pułapkę masowo wpadają politycy (Berlusconi, Strauss-Kahn, Sarkozy czy kardynał Bertone są może najbardziej prominentnymi przykładami) najmniej podnieca kanclerz. Ba, w ogóle jej nie ekscytuje. Odmówiła wielkim kreatorom mody noszenia ich stylizacji, mieszka w kamienicy czynszowej w środku Berlina, Audi A-8 jeździ tylko po parkingach na targach samochodowych, wakacje spędza z plecakiem w górach.

Jeśli się rozkoszuje, to samą esencją władzy. To czyni ją bezwzględną na niemieckim parkiecie politycznym. Więc jeśli nie próżność - by wyrównać 16-letni rekord Helmuta Kohla w długości sprawowania urzędu kanclerskiego - to, co skłania Merkel do ponownego ubiegania się fotel kanclerza? Odpowiedzialność za Niemcy i trzeszczącą w szwach UE.

W sytuacji, gdy społeczeństwa w całym świecie zachodnim pękają na pół, dzieląc się na beneficjantów i przegranych globalizacji, rezygnacja Merkel z próby zmierzenia się z falą populizmu jako środka zaradczego dla owych przegranych równałaby się jej kapitulacji. Byłoby jak opuszczenie tonącego okrętu w stylu kapitana Francesco Schettino z Costa Condordia. Tą dziurą, przez która się wlewa woda jest w Niemczech AfD, w Europie fala populizmu Marie le Pen, Wildersa, Hofera, w USA Trumpa. Mając tę świadomość Merkel zapowiedziała też, że w przypadku zwycięstwa za rok, urząd kanclerski będzie pełniła przez całą czteroletnią kadencję.

Czy wygra?

Ma duże szanse. Z bawarską CSU już się de facto pogodziła. Deal z Turcją wyludnił bałkański szlak, którym uchodźcy dreptali do Niemiec, najczęściej właśnie do bogatej Bawarii. Zapowiedziane zaostrzenia prawa dla naruszających go migrantów, spowoduje że za rok zagadnienie będzie mniej istotne od kolejnego zwycięstwa futbolistów Bayernu Monachium w Champion League, a reprezentacji w Niemiec w piłkarskich MŚ. Gospodarka niemiecka ma się dobrze, eksport niezmiennie wykazuje 200 mld euro nadwyżki, bezrobocie bardzo niskie.

Statystyczny Niemiec pławi się w dobrobycie. Owszem, są przegrani globalizacji (o nich za chwilę). Zagrożenie terroryzmem islamskim? 100-procentowej gwarancji nie ma, ale obecny rząd Merkel zwiększył nakłady finansowe na inwigilowanie sceny salafistycznej w kraju. Wywiad niemiecki po cichu załatwia swoją robotę.

Konkurencja?

W największej partii obok CDU, socjaldemokratycznej SPD, dla której poziom poparcia wynosi niewiele więcej niż 20 proc. - o 10 oczek mniej niż dla kanclerskiej CDU – i w której zaciera się ręce z zadowolenia, że raz na zawsze prysnął mit o „niezwyciężonej Merkel”, nie bardzo wiadomo, kto miałby ochotę rzucić jej rękawicę. Czy lider SPD, nielubiany powszechnie wicekanclerz Sigmar Gabriel, czy były szef Parlamentu Europejskiego, Martin Schultz.

Do tej pory też nominalni socjaliści nie zatroszczyli się nawet o to, by wyciągnąć rękę do rzeczonych ‘przegranych’ globalizacji. Na stan obecny 52 proc. nominalnych wyborców SPD uważa Merkel także za najlepszego kanclerza dla Niemiec na kolejną kadencję.

Razem przeciw populistom

Tymczasem jej strategia w kampanii wyborczej będzie polegała na tym, by niezależnie od wyników wyborów, chadecja po nich mogła dysponować dużą zdolnością koalicyjną i mogła z marszu utworzyć rząd zarówno z SPD, jak i Partią Zielonych. Przeciwnikiem po drugiej stronie barykady w kampanii wyborczej kanclerz będzie antyimigrancka i populistyczna AfD.

Na nią ma już Merkel haka. To finansowy program wsparcia dla najbiedniejszych i wielodzietnych rodzin. Zarazem strategia odbicia utraconych swoich lub pierwotnych wyborców AfD.
Należy się też spodziewać, że najbardziej prominentnym przeciwnikiem Merkel w kampanii wyborczej będzie. Putin.

Mocny przeciwnik

Nie może się on pogodzić z faktem, że w UE kanclerz stała się wręcz biblijną skałą, gwarantem przedłużenia gospodarczych sankcji. Już przed rokiem Putin wszczął w Niemczech wojnę hybrydową, podburzając nastroje społeczne rzekomym gwałtem nastoletniej migrantki rosyjskiej, dokonanym przez arabskiego uciekiniera ze szlaku bałkańskiego. Potem Putin dalej mącił, puszczając w obieg informacje o rzekomym masowym exodusie do Rosji migrantów rosyjskich z lat 90 ub. w. do Niemiec, którzy nad Renem poczuli się do roku niepewnie w zalanym arabskimi migrantami kraju Merkel. A ostatnio rządca Kremla swoje umiejętności w zakresie prowadzenia wojny psychologiczne podszlifował dopiero co zakończonej sukcesem Trumpa amerykańskiej kampanii wyborczej.
Akurat międzynarodowe towarzystwo Trumpa i Putina, ale także Erdogana, a niewkluczone, że od wiosny 2017 Marine le Pen stanie się raczej piaskiem w oczach obecnej kanclerz podczas jej czwartej batalii o fotel szefa rządu.

Wolno jednak przypuszczać, że akurat zwycięstwo Trumpa w USA i wizyta prezydenta Obamy w Berlinie w ubiegłym tygodniu były bezpośrednim impulsem dla Merkel, by przez kolejne cztery lata stanąć w obronie wartości zachodniej demokracji i światowego porządku.  

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (6)
Prof. Stempin: Partyjni przeciwnicy Merkel przegapili moment na mord polityczny. Teraz CDU ma (coraz bardziej) twarz Merkel
Zaloguj się
  • 66kropek

    Oceniono 15 razy 13

    Merkel to pewniak.Lis tez tak powiedział.

  • brian1234

    Oceniono 12 razy 6

    Bardzo dobrze. Merkel to dalszy wzrost napięć społecznych w Niemczech i osłabienie całej Europy. O to przecież chodzi.

  • aaron.goldstein

    Oceniono 13 razy 5

    Bardzo dobrze. Bedzie więcej uchodźców, pozdejmują do końca krzyże, a kościoły zamienią na meczety. Zawsze islam wydawał się dla mnie kuszący swoją prostotą, bezkompromisowościa i jednoznacznoscia. W Europie jest za duzo niedopowiedzeń i Angela Merkel pomoże to zmienić.
    A i kobieta w burce to własciwe postawienie sprawy.

  • szpung

    Oceniono 9 razy 3

    Nie chce krakac, jednak dalsze rzady tej enerdowskiej nudystki grozi wywolaniem niemieckich uspionych upiorow przeszlosci.

  • adamofsky

    Oceniono 10 razy -6

    Niemcy to wróg Polski a ONZ też już nasza władza nie uznaje, więc nam jest ganz egal.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX