Reforma edukacji: praca w kilku miejscach jednocześnie, czyli jak dopełnić etat

Od września duża grupa nauczycieli w całej Polsce, w związku z reformą edukacji, będzie jeździć od szkoły do szkoły, "łapiąc" godziny do etatu. W jednej szkole pięć godzin, w innej trzy, w jeszcze innej zaledwie dwie. Jak wygląda takie jeżdżenie z pracy do pracy i czy można się do tego przyzwyczaić? O tym w rozmowie z panią Ewą, która tak właśnie żyje. Jeździ z jednej pracy do drugiej. Jest psychologiem w dużym, wojewódzkim mieście.

„Ja aktualnie pracuję w... 6 przedszkolach” – napisała do nas słuchaczka TOK FM, psycholog z pięcioletnim stażem. Pracę w przedszkolu wybrała świadomie, bo już na studiach wiedziała, że najbardziej fascynuje ją psychologia dziecka i w tym kierunku chce się rozwijać.

„Praca w tych 6 placówkach była koniecznością, żeby się utrzymać - z tego wszystkiego mam razem niecałe 3 tysiące złotych. W niektórych przedszkolach mam w tym roku przyznane tylko kilka godzin w miesiącu między innymi dlatego, że ktoś uznał, że psycholog i logopeda, ale też np. nauczyciel rytmiki przydadzą się tylko dzieciom objętym rocznym obowiązkowym przygotowaniem przedszkolnym. Chyba nie muszę pisać, że to jest sprzeczne choćby ze zwykłą logiką, bo wszelkie problemy jakoś nie rodzą się dopiero w wieku lat 5-6 lat tylko wcześniej, ale urzędnicy chyba o tym nie wiedzą” – napisała nasza słuchaczka.  Postanowiliśmy z nią porozmawiać.

TOK FM: Pani Ewo, z czego wynika to, że musi pani jeździć od przedszkola do przedszkola? Że ma pani pracę w różnych placówkach?

Ewa*, psycholog dziecięcy: Tylko i wyłącznie z przyczyn finansowych. Przedszkola ogólnodostępne nie zatrudniają psychologa na cały etat i w tym tkwi problem. Jeśli już ktoś dostaje pół etatu, to jest to mniej więcej tysiąc złotych na rękę – trochę więcej, gdy ma się wyższy stopień awansu zawodowego, a niecały tysiąc, kiedy jest się nauczycielem – stażystą. Nie da się za to przeżyć. Z drugiej strony, mało które przedszkole oferuje to pół etatu. Zwykle jest to kilka - kilkanaście godzin w miesiącu, co oznacza niewielką cząstkę etatu w danej placówce. Dla przykładu, w jednym z przedszkoli mam przyznane zaledwie 4 godziny w miesiącu, co stanowi… 0,04 etatu.

Ale z czego konkretnie to wynika?

Z arkusza organizacyjnego, który tworzy dyrektor - określa w nim, na co będzie zapotrzebowanie w danym roku szkolnym, ile i jakie w przedszkolu będą grupy. A jednocześnie wynika to również z przyznanych przez miasto pieniędzy. Często jest więc tak, że umowę z psychologiem czy logopedą podpisuje się dopiero od października, bo dopiero we wrześniu dyrektor wie, na czym stoi. A to oznacza, że psycholog, jeśli nie ma innych źródeł zatrudnienia, przez cały wrzesień pozostaje bez umowy, a więc i bez prawa do ubezpieczenia. Do tego dochodzi przedziwne założenie, że psycholog czy logopeda jest niejako przydzielony tylko do dzieci z grup najstarszych, więc jeśli jest tylko jedna taka grupa, to i godzin jest mało. Nie mówiąc już o tym, że w wakacje placówki w ogóle uznają, że nie będzie zapotrzebowania na psychologa czy logopedę, więc wówczas też jesteśmy bez umowy i bez ubezpieczenia. To założenie również jest moim zdaniem kuriozalne, ponieważ w okresie wakacyjnym przedszkola jakoś nie pustoszeją. Wiele dzieci chodzi do przedszkola okrągły rok, wliczając w to wszelkie przerwy feryjne, „Sylwestry”, „Wigilie”, nie mówiąc o wakacjach, zatem twierdzenie o braku zapotrzebowania w tym akurat okresie wydaje mi się nieco naciągane. 

Jak to wygląda w praktyce? Po ile godzin ma pani na pracę z dziećmi?

W praktyce pół etatu to jest 11,5 godziny w tygodniu, a w wersji pesymistycznej wspomniane 4 godziny w miesiącu. Do zadań psychologa w przedszkolu należy po pierwsze obserwacja. Obserwuje się całą grupę, ale też konkretne dzieci, u których występuje jakieś zachowanie problemowe – psycholog sprawdza, kiedy ono występuje, ile trwa, co może je wywoływać. Kolejne zadanie to konsultacje z nauczycielami, indywidualne spotkania z rodzicami, grupowe spotkania z rodzicami, a także praca indywidualna z dzieckiem, jeśli są takie wskazania w opinii lub orzeczeniu lub jeśli przedszkole samo dostrzega taką konieczność. Do tego dochodzi grupowa praca z dziećmi, analiza dokumentacji dzieci oraz uzupełnianie dziennika, czasem szkolenia dla nauczycieli, jeśli dyrektor wyrazi takie zapotrzebowanie. Zwykle tego czasu jest za mało nawet na zwykłą obserwację - trzeba wybierać, czy iść do grupy Misiów obserwować dziecko X czy do grupy Krasnali obserwować dziecko Y, choć „waga” problemów dzieci może być zbliżona. Zdecydowanie więcej powinno być współpracy z rodzicami, bo bez tego nie ma co liczyć na zmiany.

No właśnie, a jak ta współpraca wygląda?

Z tym jest różnie. W psychologii rodzinę postrzega się jako system wzajemnie wpływających na siebie i powiązanych ze sobą elementów. Dziecko jest elementem systemu tak samo jak opiekunowie, a zatem chcąc rozwiązać problem z zachowaniem dziecka, nie można do tego podchodzić na zasadzie „naprawimy dziecko i będzie ok”. Wręcz przeciwnie, im młodsze jest dziecko, tym więcej pracy powinno być właśnie z rodzicami. Niestety, z tym jest największy problem, ponieważ wielu rodziców nadal nie tak chętnie garnie się do rozmowy z psychologiem. Ku mojemu zaskoczeniu nadal mocno trzyma się stereotyp, że skoro na horyzoncie pojawia się psycholog, to znaczy, że jest coś, czego trzeba się wstydzić, że to oznacza problemy „psychiczne” czyli takie, o których nie mówi się głośno. Bywa, że u rodzica pojawia się pewien mechanizm obronny i rodzic stanowczo twierdzi, że jego dziecko żadnego psychologa ani żadnych porad nie potrzebuje. Oczywiście nie chcę powiedzieć, że to dotyczy wszystkich rodziców lub większości z nich – jest też wielu takich, którzy sami chętnie zgłaszają chęć spotkania i rozmowy. Tym niemniej, nierzadko jest tak, że to właśnie z rodzicami dziecka, które ujawnia zachowania problemowe, jakoś „trudno jest się spotkać”. Do tego dochodzi frekwencja "w kratkę", która często - choć nie tylko - dotyczy właśnie dzieci objętych pomocą psychologiczno - pedagogiczną i proszę mi wierzyć, że to nie jest wyłącznie kwestia chorowania. Niektórzy rodzice po prostu robią dziecku wolne, jeżdżą na "dodatkowe" wakacje, przyprowadzają "kiedy mają czas"... Ostatnio moją uwagę przykuł rekordzista, który w przedszkolu jest obecny kilka dni w miesiącu. W efekcie dziecko nie jest zaadaptowane, rozstanie jest dla niego trudne, ale rodzice podjęli taką decyzję i już. Odnoszę czasem wrażenie, że przedszkole nadal jest przez wielu postrzegane jako rodzaj przechowalni na czas pracy rodziców, a nie jako miejsce, w którym dziecko uczy się masy ważnych rzeczy i nie mam tu tylko na myśli tego, jak poprawnie trzymać kredkę albo samodzielnie jeść zupę.

Na co brakuje Pani czasu w pracy z dziećmi, w związku z tym, że musi pani jeździć od przedszkola do przedszkola?

Niestety, czasem na porządne przygotowanie się. Mądre książki czytam w autobusach, często mam kłopot, żeby umówić się ze starszym „kolegą po fachu” na konsultację/superwizję, bo cały dzień jestem zajęta. Tak, jak wspomniałam, zwyczajnie brakuje mi czasu, żeby przyjrzeć się wszystkim dzieciom, które tego potrzebują. Na zwykłą obserwację dziecka należy przeznaczyć minimum godzinę - dwie, a to i tak mało! Często jest bowiem tak, że kiedy dziecko domyśla się, że jest obserwowane, to nagle zaczyna się zachowywać inaczej niż na co dzień. Np. dziecko, które bije, funkcjonuje poprawnie akurat wtedy, kiedy psycholog mu się przygląda, więc trzeba przyjść do grupy ponownie. W przedszkolu jest zwykle kilka grup, w każdej minimum jedno dziecko wymagające wsparcia, ale przeważnie więcej – dwoje, troje. A godzin w placówce jest, jak wspomniałam, mało.

Jakie trudności pojawiają się w związku z tym, że musi pani łączyć kilka placówek?

Łączenie placówek jest problematyczne, ale to akurat kwestia dobrej organizacji, choć oczywiście byłabym szczęśliwsza, gdyby dojazd do jednego z przedszkoli nie zajmował mi godziny w jedną stronę. Mnie bardziej doskwiera poczucie, że wszystko robię "po łebkach", że na nic nie mam tyle czasu, ile bym potrzebowała, że muszę decydować, które dziecko ma "większy" problem i w związku z tym „zasługuje” na więcej uwagi, niż inne. Często przytłaczające jest poczucie bezradności. Na przykład wiem, że problemy dziecka w dużej mierze wynikają z sytuacji domowej, choćby z rozwodu, a rodzic nie chce współpracować. Albo stoi na stanowisku, że dziecko nie doświadcza żadnych trudności i kropka. Dodatkowo, mając ułamek etatu ciężko jest dobrze poznać nauczycieli, nawiązać z nimi jakąś relację, nie mówiąc już o dobrym poznaniu choćby tylko tej najstarszej grupy dzieci.  Dodam, że moja sytuacja wcale nie jest wyjątkowa. Większość psychologów czy logopedów, których znam, tak samo jak ja pracuje w więcej, niż jednym miejscu np. uczelnia–szkoła/przedszkole–własny gabinet. Dla przykładu znajoma logopedka pracuje w szkole i 4 przedszkolach.  

Na dłuższą metę, czy można się przyzwyczaić do jeżdżenia od przedszkola do przedszkola?

Na krótszą chyba można, na dłuższą - nie wiem. To jest jednak stres typu czy autobus się nie spóźni, bo jeśli ja się spóźnię, to nie bardzo będę mieć możliwość odrobienia spóźnienia. Należy też pamiętać, że nieodłącznym elementem życia nauczyciela są rady pedagogiczne organizowane co prawda po godzinach pracy, czyli np. 17:00–20:00, jednak przy takiej ilości placówek oznacza to dla mnie, że czasem muszę prosić dyrektora X, żeby pozwolił mi wyjść wcześniej, bo dyrektor Y zaplanował danego dnia radę, na którą jakimś cudem muszę zdążyć, nie mając samochodu. Dostrzegam negatywny wpływ takiego jeżdżenia na mój organizm i samopoczucie. Do samego jeżdżenia jako takiego można jednak przywyknąć, gorzej, jeśli ogólne przemęczenie tym wywołane przekłada się na jakość pracy.

Jak pani widzi swoją przyszłość zawodową?

To chyba najtrudniejsze pytanie. Jeśli już myślę o przyszłości, to marzy mi się stabilizacja zawodowa, praca w zespole ludzi myślących podobnie, jak ja i oczywiście stała umowa o pracę, która da mi… zdolność kredytową.

*Imię rozmówczyni, na jej prośbę, zostało zmienione.

"Mam nadzieję, że polska szkoła przetrwa reformę"

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
Reforma edukacji: praca w kilku miejscach jednocześnie, czyli jak dopełnić etat
Zaloguj się
  • qwertura

    Oceniono 2 razy 0

    Ciekawe kto będzie tworzył tożsamość szkoły, jej klimat itd. Kto będzie się angażował emocjonalnie w życie szkoły. Bo na pewno nie nauczyciele, którzy wpadają na trzy godziny.

  • marudna.maruda

    Oceniono 4 razy 0

    Polskich szkół/ przedszkoli nie stać na pełnoetatowych psychologów. Stać za to na kilka etatów katechetów.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX