Braki w programie, zwolnienia nauczycieli... Ale jest jeszcze coś, co zabije reforma edukacji

Dużo już napisano o reformie edukacji i problemach, które są z nią związane. O takich a nie innych lekturach, brakach w podstawach programowych do poszczególnych przedmiotów czy zwolnieniach nauczycieli. Słuchaczka TOK FM, nauczycielka Monika Komisarczyk zwróciła naszą uwagę na coś jeszcze - gimnazjaliści robili do tej pory szereg najróżniejszych projektów, a teraz z tym koniec.

Pani Monika jest nauczycielką z 18-letnim stażem pracy, uczy języka polskiego w Zespole Szkół w niedużej miejscowości - miała lekcje i w gimnazjum, i w liceum. Część zajęć prowadziła metodą projektu. W mailu, który do nas przysłała napisała m.in.: "Wykorzystywałam potencjał wieku, kreatywności i energii młodzieży gimnazjalnej  i przez kilkanaście lat z powodzeniem realizowałam projekty zarówno polonistyczne, jak i obywatelskie. Wiem, że nie uda mi się to już w „nowym liceum” z taką podstawą programową oraz liczbą godzin. Nie uda się także dlatego, że z praktyki już wiem, jak licealiści/stki niechętnie wychodzą poza szkolną rutynę". Więcej o tym - w rozmowie z panią Moniką.

TOK FM: Uczyła pani do tej pory nie tylko języka polskiego, ale też wiedzy o kulturze czy edukacji medialnej. Napisała pani do mnie "Bardzo żałuję, że zlikwidowano gimnazja". A chodzi o pracę metodą projektu. Co to za metoda i jak to wyglądało w praktyce?

Monika Komisarczyk, nauczycielka z Dolnego Śląska: To metoda, która szczególnie dobrze sprawdzała się w szkołach gimnazjalnych. I teraz, myśląc o tym, co się dzieje w polskiej szkole, zdałam sobie sprawę, że tracę przestrzeń do realizowania z młodzieżą tematów nie tylko z języka polskiego, ale również tych o charakterze obywatelskim, z zakresu edukacji globalnej, które realizowałam właśnie metodą projektu. Uważam ją za ważną, ponieważ ona włącza młodzież do działania, uczy myślenia, sceptycyzmu, konfrontowania różnych poglądów. To sprawdzało się świetnie z klasami gimnazjalnymi, dlatego, że w tym wieku dzieci wyrastają już z okresu dzieciństwa, wkraczają w fazę ważniejszych pytań, refleksji, rozglądają się ciekawie po świecie i warto wykorzystać ten okres w ich życiu. Okres z jednej strony trudny, ale z drugiej - ciekawy i cenny, jeśli się dobrze z dziećmi w tym wieku popracuje.

Pani mówi o tym, że metodą projektu z gimnazjalistami pracowało się pani świetnie, ale z licealistami już niekoniecznie.

To prawda. Młodzi ludzie w wieku już prawie 18 lat zajmują się bardziej własną karierą zawodową, o której dużo się z młodzieżą na ten temat w liceum rozmawia. Młodzież silniej koncentruje się w tym okresie na przygotowaniach do matury, na studiach, na planach związanych z przyszłością, z tym, co poszczególne osoby chcą w życiu robić. I ci starsi uczniowie nie chcą się tak angażować w projekty, jak gimnazjaliści.

Opowiedzmy o jakimś projekcie - na czym polegał?

Zrealizowałam w swojej praktyce zawodowej wiele projektów. Uczę w szkole już 18 lat. Te projekty, które są dla mnie szczególnie wartościowe, dotyczą edukacji globalnej. Sama uczestniczyłam w projekcie "W świat z klasą", realizowanym przez Centrum Edukacji Obywatelskiej. Nauczyciele pisali scenariusze dla koleżanek i kolegów po fachu - scenariusze o tematyce migracyjnej, uchodźczej. I z moją młodzieżą przerobiłam różne tematy po to, by sprawdzić jak młodzi ludzie odbierają współczesne problemy, jak sobie z nimi radzą. Stawialiśmy sobie pewne cele, dzieliliśmy się zadaniami, uczniowie mieli możliwość przeformułowania ogólnego zagadnienia według własnej wiedzy i ciekawości świata. Dla przykładu, moi uczniowie zrealizowali projekt "Dla wszystkich starczy miejsca". Jednym z ekspertów, z którym rozmawialiśmy o tym projekcie, był Jurek Owsiak. To było bardzo cenne doświadczenie. Teraz z kolei realizuję projekt "Porozmawiajmy o uchodźcach" w ramach Klubu Dobrej Rozmowy. I tych projektów mi najbardziej szkoda.

Dlaczego?

Szkoła gimnazjalna to moment, w którym dzieci mają już jakąś wiedzę o świecie, uczą się geografii, mają też wiedzę o społeczeństwie, chcą się rozwijać. I chętnie angażowały się w różne projekty. Nie widzę w tej chwili miejsca na to w nowym, czteroletnim liceum. Już w tym systemie trzyletnim, który do tej pory obowiązywał, było mi bardzo trudno realizować cokolwiek na języku polskim oprócz tego, co powinnam zrealizować, co jest w podstawie.

No właśnie, bo pytanie jest też takie, czy nawet jeśli będzie pani miała ochotę podjęcia pracy metodą projektu, to czy znajdzie się tam miejsce na to wszystko, zważywszy na liczbę godzin i na to, co ma pani przerobić.

Choć nie jestem pesymistką z urodzenia, to jednak dość racjonalnie patrzę na rzeczywistość i wiem, że będzie mi trudno. Może uda się coś zrobić dodatkowo na godzinach wychowawczych. Ale znika mój przedmiot - wiedza o kulturze, co jest dla mnie szczególnie smutne. Na lekcjach wiedzy o kulturze również próbowałam pracować metodą projektu i to się udawało, choć to była tylko jedna godzina w tygodniu.

Jakie dyskusje były prowadzone w ramach lekcji realizowanych tą metodą?

Z reguły były to zajęcia warsztatowe, więc dyskusje dotyczyły tematu, który akurat się pojawiał. Na przykład ostatnio realizowaliśmy warsztaty dotyczące uchodźców i dyskusja była podobna do tej, którą mamy w mediach. Młodzi ludzie pytają, boją się, czują zagrożenie - to zagrożenie jest niestety podsycane. Ale też na końcu zajęć uczniowie pytają, dlaczego mamy zupełnie inny wizerunek uchodźcy w głowach na dzień dobry, przed warsztatami, a dlaczego nam się tak bardzo to zmienia po warsztatach.

Młodzież często postrzega świat w dwóch kolorach - czarnym i białym, jedni są za, drudzy przeciw i nie bardzo trafiają do nich jakiekolwiek argumenty. Z tej pani wypowiedzi wynika, że na tych zajęciach były argumenty i kontrargumenty, które się ze sobą zderzały.

Zwykle jest grupa osób, krytycznie nastawiona do tematyki zajęć w ramach projektu. A argumenty są argumentami usłyszanymi w mediach, ale też w domu, od ludzi dorosłych. To są frazesy, komunały, dotyczące uchodźców, których nie chcę powtarzać, bo one są powszechnie znane.

No właśnie. I gdy wywiązywała się dyskusja, dzieci między sobą obalały te określone stereotypy?

Tak, bardzo często. Moja rola polegała na przyglądaniu się dyskusji i ewentualnym ingerowaniu w momencie, gdy pojawiłaby się mowa nienawiści. Chcę zaznaczyć, że mieliśmy przepracowane zasady dobrej rozmowy, czego nie należy mówić, jakich określeń nie powinno się używać wobec innych ludzi, ale w emocjach - wiadomo - one padają. Natomiast moi uczniowie i uczennice mają już dość dużą wiedzę z zakresu edukacji globalnej, dlatego potrafią rozmawiać na tematy związane z aktualną sytuacją uchodźców.

Pani w mailu do mnie pisze też o tym, że jest osobą, która kończyła 8-letnią podstawówkę i 4-letnie liceum. "W szkole podstawowej do końca ósmej klasy nie miałam pojęcia, czym jest teatr i kino, mieszkałam w małej wiosce na Podkarpaciu. Jedyną rozrywką proponowaną dzieciom było ognisko lub zawody sportowe. Obawiam się, że taka koncepcja, wynikająca po trosze z braku środków finansowych wiejskich szkół, powróci" - to cytat z pani maila.

Wydaje mi się, że to jest bardzo realne zagrożenie. Na prowincji borykamy się z dużymi problemami finansowymi, nasze zarobki są znaczącą niższe od zarobków nauczycieli na przykład z dużych miast. Poza tym, w wielu gimnazjach były pracownie fizyczne, chemiczne z prawdziwego zdarzenia. Wątpię, by znalazły się teraz pieniądze, by tego typu klasopracownie powstały w wiejskich szkołach podstawowych. Wydaje mi się to nierealne, patrząc na to, ile pieniędzy jest w oświacie. Żal mi wiejskich dzieci, bo one wrócą do punktu wyjścia, do tego, co miałam ja trzydzieści lat temu, gdy praca metodą projektu nie istniała, nikt nie zachęcał nas do współpracy czy aktywności innej niż harcerstwo, nie poszerzał horyzontów wiejskich dzieci w żadnej dziedzinie. Wiecznie brakowało pieniędzy na doinwestowanie szkoły.

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (41)
Braki w programie, zwolnienia nauczycieli... Ale jest jeszcze coś, co zabije reforma edukacji
Zaloguj się
  • bezkontownik

    Oceniono 12 razy -6

    Nie widzę poruszonej jednej kwestii:
    Czy w klasach 7-8 podstawówki robienie projektów nie działa?
    Bo jeśli tak, to główna teza artykułu nie ma sensu.

    Poza tym z doświadczenia widzę, że jeśli dyrektor szkoły ma dobrze poukładane w głowie, to pieniądze na inwestycje szkolne się znajdują.
    Porównywanie 1:1 obecnej reformy edukacji do tego, co było 20 lat temu nie ma najmniejszego sensu. Zbyt wiele się zmieniło.

  • kruk6666

    Oceniono 13 razy -5

    Mlaskający gnom wymyślił sobie że stworzy "Nowego Polaka" , wzorując się na nazistowskim programie "Lebensborn", genetycznej selekcji nie przeprowadzi , ale celem jest pranie mózgu waszym dzieciom , rodzice obudźcie się , bo PiS zrobi z waszych dzieci fanatycznych ,niewykształconych katokomunistów.

  • miau.weglowy

    Oceniono 9 razy -5

    nie rozumiem, w czym problem, ostatnie dwie klasy nowej (albo starej, jak kto woli ;)) podstawowki to dwie pierwsze klasy obecnego gimnazjum, mozna z projektami pracowac. jako nauczyciel nie jestem zachwycona praca z projektem (ktorej to metody pani w tym wywiadzie wcale laikom nie wyjasnila, tak na marginesie), poniewaz czesc osob ZAWSZE nie wykonuje przydzielonych im zadan, w wyniku czego nadrabiac musi za nich reszta grupy. to nie jest sprawiedliwe. czesc osob takze nie lubi byc elementem grupy (nie zapominajmy,ze ludzie sa rozni i maja rozne preferencje), woli wykonywanie zadan indywidualnie.
    co do tej niewiedzy, czym jest kino i teatr w podstawowce (staro-nowej) to juz pani z wywiadu zdecydowanie przesadzila. chodzilam do szkoly (w malej wiosce, na Podkarpaciu) kilkadziesiat lat temu, a jednak takie podstawowe rzeczy wiedzial kazdy, hm... :D
    nie przesadzajmy wiec z ta propagadna przeciwko szkole podstawowej starego (nowego ;)) typu, ok?

  • set456

    Oceniono 13 razy -3

    Teraz będzie projekt "Miesięcznica". Dzieci namalujcie pana prezesa jak stoi na krzesełku i puszcza bąki do nieba.

  • Carolus Rex Jr.

    Oceniono 4 razy -2

    Pani Moniko!
    Z szacunku dla Pani chętnie przyznam Pani rację, ale proszę też zwrócić uwagę na fakt, że istnienie gimnazjów nie determinuje o poziomie nauczycieli, którzy w nich pracują. Ma Pani chyba świadomość, że jest Pani wyjątkową nauczycielką w swoim środowisku i że są (były) gimnazja, w których nie działo się nic takiego, o czym Pani mówi. Nawet w tym Zespole Szkół, w którym Pani uczy języka polskiego, ma Pani u uczniów wyjątkowo pozytywną opinię nauczycielki nietuzinkowej. Wymagającej, ale przy tym profesjonalnej. I to jest Pani personalna cecha, a nie skutek istnienia gimnazjum. Rozumiem, że to właśnie gimnazjum daje Pani szansę na sensowną pracę z uczniami, że jest polem do działania, które chciałaby Pani ocalić. Ale rozumiem też, że na losie gimnazjów zaważył ich ogólny wizerunek - szkół, w których nie ma takich nauczycieli, jak Pani. Dla ratowania świata nie wystarczy jeden Judym czy jedna siłaczka. Niestety.
    Pozdrawiam serdecznie
    ojciec Janka, przyszłorocznego maturzysty...

  • Oceniono 1 raz -1

    Reforma edukacji niczego nie "zabija", nie prawdą jest również, że nie będzie można pracować metodą projektów. Oto fragment podstawy programowej dla szkół podstawowych:
    "Nauczyciel w organizowaniu procesu dydaktycznego jest zobowiązany do stosowania
    rozwiązań metodycznych, które zapewnią integrację kształcenia literackiego, językowego
    i kulturowego oraz rozwój intelektualny i emocjonalny uczniom o różnym typie inteligencji.
    W swojej pracy powinien wykorzystywać metody takie jak dyskusja i debata, drama
    lub projekt edukacyjny, które wspomagają rozwój samodzielnego docierania do informacji
    i prezentowania efektów kształcenia przez uczniów". Nie róbcie więc ludziom wody z mózgu.

  • 12345a65

    Oceniono 4 razy 0

    Nie znam żadnego szóstoklasisty czy gimnazjalisty, który żałowałby krótkiej podstawówki i konieczności przeniesienia do gimnazjum. Ich rodzice -dziesiąt lat temu z równą niecierpliwością oczekiwali opuszczenia ośmioletniej podstawówki. Bo dzieciak w tym wieku potrzebuje zmian i wyzwań. Rodzice natomiast- tylko spokoju i stabilizacji. Jeśli myślimy o wygodzie swojej -chcemy usiedlenia dzieciaków najlepiej do 18. roku życia w jednej szkole, jeśli myślimy o dzieciaku, powinniśmy mu zapewnić to, czego jemu potrzeba. Szkoda, że ta reforma jest na takie łąpu- capu. Można było wypracować rozwiązania pośrednie. Obawiam się, że powrót do komuny wyrazi się szybko w słabej jakości nauczania. A zderzenie ośmioklasisty rozleniwionego poziomem nauczycieli danej szkoły, ze ścianą w postaci poziomu liceum, będzie bolała po kieszeniach tylko rodziców (korki). Dzieciaki dzisiaj są inne niż ćwierć wieku temu: wulgarne od 11. roku życia, uzależnione od pornografii czy dopalaczy. I pozostawienie ich z 7- latkami w tej samej szkole niczego nie zmieni. Dziś nauczyciele mieli przynajmniej bat w postaci nieodległego egzaminu, konieczności dostosowania zachowania do zbliżających się konkursów.

  • Jakub Adam Szyda

    Oceniono 4 razy 0

    Każdy kto by się choć trochę zastanowił znalazłby powód niskich wyników matur. 95% gimnazjalistów wybiera się do technikum bądź liceum, przyjmują wszystkich, poziom punktów w niektórych szkołach jest dla każdego, nawet najsłabszego ucznia. I kto się zastanowi, jak Ci uczniowie mają zdać maturę, kiedy ich miejsce było jedynie w zawodówce, a przecież takich fachowców szczególnie brakuje.

  • monikaaleksandra

    Oceniono 16 razy 0

    Słowo "projekt" wychodzi mi już bokiem. Kiedyś po prostu się pracowało, a teraz robi się "projekty". Projekt to może być drogi, domu lub mostu. Nie cierpię "projektów", czyli bełkotu o niczym.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX