Pies jadący 'luzem' w aucie może złamać oparcie fotela i kręgosłup pasażera [JAK PRZEWOZIĆ ZWIERZĘTA?]

- Dlaczego jak rodzi się dziecko, to kupujmy odpowiedni fotelik, a jak rodzi się pies, to nie inwestujemy w transporter czy inne zabezpieczenia? - dziwił się w TOK FM Adam Drożdżal i wyjaśniał, jak bezpiecznie przewozić w aucie psy i koty

- Ludzie niestety wciąż nie zdają siebie sprawy, jakie konsekwencje niesie ze sobą nieodpowiednie przewożenie zwierząt. A wystarczyłoby obejrzeć kilka crash testów dostępnych w internecie, żeby przejrzeć na oczy - mówił w TOK FM Adam Drożdżal, autor profilu Bezpieczna Strefa Zwierzaka, w programie "Skołowani".

I wyjaśniał:

Pies, który waży 15 kg, i jedzie sobie "luzem" na tylnym siedzeniu w momencie zderzenia z prędkością 50 km/h, zaczyna ważyć prawie 3 tony. Taki pies potrafi złamać oparcie fotela, złamać kręgosłup pasażera, który jedzie na tym siedzeniu i wypaść przez przednią szybę. Już nie mówiąc o tym, co stanie się z tym psem.

Dla dziecka jest fotelik, a dla psa?

- Biorąc psa czy kota niestety nie zmieniamy w naszym otoczeniu nic i to on się musi do nas dopasować, ale to prowadzi do niebezpiecznych sytuacji. Dlaczego jak dziecko rodzi się dziecko kupujmy odpowiedni fotelik, a jak rodzi się pies to nie inwestujemy w transporter czy inne zabezpieczenia? - dziwił się Drożdżal, jednocześnie wyjaśniając, że problemem jest również brak zapisów prawnych, które regulowałyby to, jak powinniśmy przewozić psy i koty.

A rozwiązania są tak naprawdę bardzo proste. - Wystarczyłyby zasady, że koty powinny jeździć tylko w transporterze, a psy w zależności od wielkości powinny jeździć albo w transporterze albo w pasach, i nie powinno być żadnych innych opcji - proponował  Drożdżal. Nie na kolanach, nie 'luzem' na siedzeniu czy w bagażniku. - Transportery dla kotów i małych psów i odpowiednie pasy dla psów można kupić i w sklepach zoologicznych i w internecie - wyjaśniał.

Jak tłumaczył Drożdżal, gdy chcemy, żeby pies bezpiecznie jechał z nami w aucie najważniejsze jest, żeby dobrze zabezpieczyć jego klatkę piersiową, bo na nią idzie największe uderzenie w czasie wypadku. Pasy bezpieczeństwa dla psów powinny przede wszystkim mieć pionowy, a nie poprzeczny, pas piersiowy. Chodzi o to, żeby szeroki pas okalał mostek psa. Kolejna kwestia to jak wpiąć ten pas.

- Niestety na polskim rynku jest wiele uniwersalnych klamerek do wpisania w gniazda pasów bezpieczeństwa. To się zupełnie nie sprawdza, bo taka klamerka pęka w każdym crash teście jak plastik. Co więcej pies może sam się wypiąć, wystarczy, że nadepnie łapą na czerwony guzik, a my nawet tego nie zauważymy. A są inne, bezpieczniejsze sposoby wpięcia psa w pasy samochodowe - można użyć choćby alpinistycznych klamer i wspiąć ją do Isofixa - wyjaśniał.

WIĘCEJ SZCZEGÓŁÓW i ZDJĘĆ NA BEZPIECZNA STREFA ZWIERZAKA

Zdarza się też, że ludzie, którzy chcą zadbać o bezpieczeństwo swoich czworonogów, nie wiedzą, jak właściwie używać transportera czy pasów. - Wiele transporterów sugeruje złe ustawienie w aucie, bo nie wystarczy go ustawić na kanapie.Transporter trzeba koniecznie, bezwzględnie przypiąć pasami - przekonywał Drożdżal.

- Przeciętny Kowalski ustawia transporter wejściem, czyli tą kratką zabezpieczającą, w stronę kierunku jazdy czyli do fotela przed nim. I to już pierwszy błąd. Transporter powinien jechać prostopadle do kierunku jazdy, pas brzuszny powinien okalać dolną skorupę transportera, a pas piersiowy górną. Nie wolno transportera kłaść na podłogę za siedzeniem, nie może jechać w nogach pasażera z przodu, ani na przednim siedzeniu (chyba że pamiętamy o wyłączeniu poduszki powietrznej) - tłumaczył Drożdżal.

Zwierzęta są za małe, żeby znaleźć się w przepisach?

W Polsce nie ma regulacji, które określałyby, jak należy przewozić zwierzęta domowe takie jak psy czy koty. Niestety brak statystyk, ile zwierząt towarzyszących ginie w wypadkach drogowych w Polsce, przez co trudno określić faktyczną skalę problemu. Brakuje też dobry praktyk, co zrobić ze zwierzętami, które brały udział wypadku.

- Przyjmijmy, że jadę sama ze zwierzęciem, dochodzi do wypadku, a ja - kierowca - stracę przytomność, mną się zajmą, a moje zwierze, nawet jeśli mu się nic nie stało, będzie skazane na łaskę i niełaskę przechodniów i służb ratowniczych. W Polsce jest ciągle tak, że więcej uwagi poświęca się samemu samochodowi czy bagażom, które w nich są, niż zwierzęciu, które może potrzebować pomocy - mówiła dr Dorota Sumińska, gość programu. 

Sumińska zachęcała, żeby jeśli przewozimy zwierzę, najlepiej umieścić w aucie kartkę z imieniem, nazwiskiem, telefonem i adresem osoby, która miałaby się nim zająć w razie wypadku. - W policji drogowej powinni być ludzie szkoleni specjalnie w tym kierunku - przekonywała Sumińska

- To jest świetny pomysł. W sklepach zoologicznych pojawiły się bezpłatne pakiety bezpieczeństwa dla zwierząt, które zawierają naklejki zewnętrzne na samochód - dwie na boczne i tylne szyby, bo tędy najczęściej służby ratownicze dostają się do samochodu jeśli kierowca jest nieprzytomny a z tyłu jest zwierzak. Innym rozwiązaniem jest karta ICE (In case of emergency) i ona może równie dobrze dotyczyć psa, węża czy tchórzofretki - proponował Drożdżal.

Tu można posłuchać całej audycji "Skołowani":

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (23)
Pies jadący 'luzem' w aucie może złamać oparcie fotela i kręgosłup pasażera [JAK PRZEWOZIĆ ZWIERZĘTA?]
Zaloguj się
  • e50604

    Oceniono 9 razy 9

    Jest tu pewna gruba bzdura z tym ważeniem 3 tony, ale zwyczajnie nie mam siły jej prostować. W tym narodzie wiedza z nauk ścisłych jest na poziomie profesorów smoleńskich.

  • justas32

    Oceniono 10 razy 6

    Kłamstwo oparte o wyssane z brudnego palucha bzdurne wyliczenia. Wszędzie prawo - a gdzie miejsce na qw...a wolność ?

  • izopropanol

    Oceniono 9 razy 5

    No tak, jeszcze wiecej zapisow prawnych regulujących......cokolwiek. Jakby juz mało było...

  • tojakiloginniejestzajety

    Oceniono 8 razy 4

    Po pierwsze - akcesoriów do bezpiecznego przewożenia zwierząt (btw to mit, bo pies na siedzeniu nawet przypięty i tak wierci się, jakby miał owsiki) najzwyczajniej w świecie nie ma - w zoologicznych są najwyżej zwykłe szelki z pasem z klamerką. Po drugie - jeśli porównam moje bezfotelikowe dzieciństwo z dzieciństwem mojego dziecka to widzę, że sama jeździłam na mnóstwo fajnych wycieczek, na które moje dziecko jeździ rzadko - z kuzynami czy sąsiadami nie pojedzie, bo przy takiej ilości fotelików jest już za ciasno, powrót do domu z pobliskiego miasta to nie 10 minut samochodem z sąsiadką (bo tam ma fotelik 15-36, a nie 9-18, więc się nie zabierzemy) - tylko ponad godzina użerania się z autobusami, w których dziecko nieraz musi stać - i to niby ma być bezpieczniejsze? Przy prawnej regulacji przewozu zwierząt byłoby podobnie - w wielu przypadkach psy po prostu przestałyby jeździć z ludźmi na wakacje. Schroniska i tak są przepełnione, jest mnóstwo potrzeb dotyczących praw zwierząt - kampania pt. "zostaw psa na 2 tygodnie samego w hotelu, zamiast zabierać samochodem na rodzinne wakacje" (bo do tego się to w praktyce sprowadza) przyniosą imho więcej szkody, niż pożytku.

  • dalacin4

    Oceniono 3 razy 3

    że niby jak?, latający transporter z psem/kotem będzie ważył mniej niż ten "3-tonowy pies", btw. skąd ta waga?

  • 0

    Z tą wagą trochę przesadzili bo czytałem, że w momencie uderzenia pies uderza w fotel kierowy z siłą 450 kg ale nie w tym rzecz. Mój pies zawsze ma założone szelki. Na początku średnio to wychodziło bo gryzł, ale jako zajęcie dostawał do gryzienia ciasteczka snack mobility dog. Z czasem mu przeszło i teraz nie oponuje. Wcale bym się nie zdziwił gdyby wszedł obowiązek przypinania psów.

  • stefan4

    0

    > Pies, który waży 15 kg, i jedzie sobie "luzem" na tylnym siedzeniu w momencie zderzenia z
    > prędkością 50 km/h, zaczyna ważyć prawie 3 tony.

    Żeby pies zaczął ,,ważyć'' (przepraszam mojego dawnego nauczyciela od fizyki za tak nieprecyzyjne użycie terminów, chciałem wpisać się w baśniową konwencję tego artykułu) 200 razy więcej niż normalnie, to przyspieszenie hamowania musi być 200-krotnie większe niż ziemskie, czyli jakieś 2000 m/s^2. Z takim przyspieszeniem samochód jadący 50 km/h, czyli 14 m/s, wyhamowuje do zera w 0.007 sekundy. To chyba musiałoby być uderzenie frontalne w idealnie twardą i niepoddającą się betonową ścianę. Jeśli uderzy z mniejszą prędkością (po choćby krótkim hamowaniu), albo w coś elastyczniejszego (np. w inny samochód), to tak wielkiego przyspieszenia hamowania nie osiągnie.

    Skutki mogą być równie opłakane, ale nie z tego powodu, jakoby Azorek nagle zaczął ważyć 3 tony.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX