Niepełnosprawne dzieci w zreformowanej szkole? Rodzice: "Nie możemy pozwolić na eksperymenty"

Rodzice niepełnosprawnych dzieci pełni obaw, jak będzie wyglądać sytuacja ich pociech w zreformowanej szkole. - Z doświadczenia wiemy, że zapis to jedno, a praktyka to inna sprawa - mówi TOK FM mama, która uczestniczyła w rozmowach z MEN.

Za dwa tygodnie rozpocznie się nowy rok szkolny w zreformowanej szkole, a reforma to m.in. zmiany dla dzieci niepełnosprawnych. Kilka miesięcy temu rodzice alarmowali, że wielu rzeczy zabrakło. Bali się, że zniknie m.in. nauczanie indywidualne w szkole. Co wiadomo na dziś?

TOK FM: Pani Agnieszko, jest pani mamą niepełnosprawnego Frania, pani synek ma autyzm. Kilka miesięcy temu w rozmowie ze mną miała pani ogromne obawy, co będzie od września. W tej chwili już wiemy, że MEN wydało kilka rozporządzeń w sprawie kształcenia dzieci. Co pani wie na dziś, jeśli chodzi o naukę Franka?

Agnieszka Kossowska, mama Frania, który idzie do pierwszej klasy: Od wielu miesięcy przygotowywaliśmy się na to, że Franek pójdzie do szkoły blisko domu, byłam w tej szkole, rozmawiałam z dyrektorem. Tyle, że w związku z reformą zmieniły się obwody szkół i w czerwcu okazało się, że ta szkoła już... nie jest w naszym obwodzie. Musieliśmy więc na szybko szukać innej szkoły, która przyjmie dziecko niepełnosprawne z autyzmem i wadą słuchu. Znalazłam taką szkołę, około 20 kilometrów od naszego domu. To mała szkoła, w małej miejscowości, bardzo ciepło nas przyjęto. Będziemy więc wozić syna, bo w naszej szkole rejonowej by się nie odnalazł. A chcemy przecież być spokojni, że dziecku w szkole po prostu będzie dobrze.

Wiem, że część rodziców ma jednak duży problem z wyborem takiej szkoły. Pani jak rozumiem - jeśli chodzi o wybór szkoły dla Franka - na dziś jest spokojna. A jeśli chodzi o zmiany w kształceniu dzieci niepełnosprawnych, związane z reformą edukacji? Mówię o nowych rozporządzeniach.

Przeanalizowałam te rozporządzenia i powiem tak: sukces jest połowiczny. My oczywiście cieszymy się z tego sukcesu, choć oczekiwaliśmy, że zapisów, które chroniłyby nasze dzieci, będzie więcej. Co mamy? W rozporządzeniu o kształceniu specjalnym znalazł się zapis dotyczący AAC, czyli komunikacji alternatywnej i wspomagającej dla dzieci - nie tylko w czasie zajęć rewalidacyjnych, ale w czasie wszystkich zajęć. Każdy uczeń ze złożonymi trudnościami komunikacyjnymi ma, niezależnie od diagnozy, otrzymać wsparcie komunikacyjne. Krótko mówiąc, w czasie całego pobytu w szkole czy przedszkolu wszyscy nauczyciele mają w stosunku do takiego ucznia posługiwać się tą samą metodą AAC. To bardzo ważne.

No właśnie, bo m.in. na to zwracali uwagę rodzice - choćby przedszkolaków, że tego zapisu brakowało.

To jest rzeczywiście niezwykle ważny zapis i bardzo ważny krok, ale ja w swoim piśmie do MEN wnioskowałam także o to, żeby były utworzone standardy dotyczące komunikacji alternatywnej. Niestety, do tego MEN się nie odniosło. Dobrze, że AAC jest zapisane w tym rozporządzeniu, ale z drugiej strony - w ogóle nie ma tu mowy o tym, kto odpowiada w szkole za komunikację alternatywną czy za to, by dziecko było prowadzone tą samą metodą na wszystkich zajęciach. Ważne jest, by w szkole nauczyciele z konkretnym dzieckiem pracowali jedną metodą, a nie kilkoma - każdy inną.

Co z diagnozowaniem dzieci?

W czasie naszych spotkań z panią minister i w czasie debaty edukacyjnej w Warszawie była mowa o tym, że w szkole będą stosowane przez nauczycieli elementy tak zwanej diagnostyki funkcjonalnej ICF– tak deklarowała minister Zalewska. To wzbudziło bardzo duże poruszenie zarówno wśród nauczycieli jak i rodziców. Obie strony obawiały się, że nauczyciele nie są po prostu przygotowani do tego zadania. My jako rodzice mieliśmy nadzieję, że jeśli taka diagnostyka zostanie wprowadzona to stanie się to po to, aby ujednolicić system orzecznictwa.

W rozporządzeniach nie ma jednak ani słowa o ICF i wygląda na to, że nadal mamy orzekanie medyczne i orzekanie dla celów oświatowych. Poza tym, w rozporządzeniu o pomocy psychologiczno-pedagogicznej jest mowa, że szkoły mają rozpoznawać indywidualne potrzeby rozwojowe dziecka. Zastanawiam się, czy wszyscy nauczycie faktycznie będą w stanie to robić, skoro - w związku z reformą – np. przedmiotowcy będą zatrudnieni w kilku szkołach? Czy taki nauczyciel naprawdę będzie w stanie rozpoznać potrzeby dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi? My apelowaliśmy, by dać dzieciom dwuletni okres przejściowy.

Dzieciom niepełnosprawnym?

Wszystkim dzieciom ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Polska szkoła przeżywa w związku z reformą trzęsienie ziemi - wszystko się zmienia, bardzo wiele przepisów, wszyscy o tym wiemy. I my się boimy tych ogromnych zmian dotyczących także naszych niepełnosprawnych dzieci. Ja jestem zwolenniczką edukacji włączającej, prawdziwej inkluzji, ale tej nie da się dokonać z dnia na dzień zmieniając zapisy w rozporządzeniach. Trzeba dać czas szkołom, nauczycielom na dostosowanie przestrzeni i na szkolenia.

Co z nauczaniem indywidualnym w szkole? Rodzice alarmowali, że MEN o tym zapomniało i że takie nauczanie nie będzie już możliwe. Do tej pory uczeń - np. z autyzmem - część lekcji mógł mieć w szkole sam na sam z nauczycielem, ale na tych lżejszych - np. na plastyce - mógł być z klasą. Jak będzie?

W rozporządzeniu o nauczaniu indywidualnym jest mowa o tym, że dzieci, którym orzeczenie o nauczaniu indywidualnym w szkole czy przedszkolu zostało wydane do końca sierpnia tego roku, będą mogły odbywać je tak jak do tej pory. Ale jest jednocześnie zapisane, że takie rozwiązanie dotyczy tylko jednego roku szkolnego, choć z możliwością przedłużenia o jeszcze kolejny rok. A ja się pytam, co z dziećmi, które po orzeczenie zgłoszą się 1, 2 czy 10 września? Dlaczego te dzieci mają być traktowane inaczej, dlaczego wobec nich także nie można zastosować tego okresu przejściowego? Przecież nikt z nas nie wierzy w to, że 31 sierpnia szkoły będą inne niż 1 września - że zmieni się rzeczywistość. Brakuje bardzo tego okresu przejściowego, by żaden uczeń nie został poszkodowany.

Czyli, jeśli dziecko dostanie orzeczenie po 31 sierpnia, to nie będzie mogło mieć - takiego jak do tej pory - nauczania indywidualnego w szkole?

Dokładnie tak. Uczeń będzie mógł mieć zorganizowane nauczanie indywidualne tylko w domu, a jedynie rewalidacja, czyli np. zajęcia logopedyczne czy psychologiczne będą mogły się odbywać na terenie szkoły czy przedszkola. Rozporządzenie pozostawia także furtkę dla udziału dziecka w wybranych zajęciach wraz z klasą. Na moją uwagę do rozporządzenia, że nie we wszystkich domach są warunki do organizowania zajęć lekcyjnych – z różnych powodów, czy to rodzinnych czy lokalowych, MEN odpowiedziało w raporcie do rozporządzenia, że to rodzice są odpowiedzialni za zapewnienie dziecku właściwych warunków do nauki i w razie potrzeby mogą skorzystać ze wsparcia państwa. I w tym momencie chyba ważne jest, aby powiedzieć, że ministerstwo przewiduje trzy różne ścieżki kształcenia dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.

Pierwszą grupą są uczniowie z orzeczeniem o kształceniu specjalnym, którzy zgodnie z zapisami rozporządzenia o kształceniu specjalnym - obok zajęć z klasą mają mieć możliwość zajęć indywidualnych lub zajęć w małych grupach w szkole z nauczycielem, o ile zostaną one zapisane w tzw. IPETcie, czyli indywidualnym programie edukacyjno-terapeutycznym. Drugą grupą są uczniowie z orzeczeniami o nauczaniu indywidualnym, o których już mówiłam, a trzecią grupą są uczniowie, których specjalne potrzeby edukacyjne nie były dotychczas dostrzegane. To na przykład dzieci z chorobami psychicznymi czy onkologicznymi.One mają mieć wydawaną opinię o zindywidualizowanej ścieżce edukacyjnej. Te dzieci mają także mieć możliwość odbywania zajęć indywidualnych z nauczycielem.

Co jednak zastanawiające, to fakt, że do tego zapisu uwagi zgłosiły Konfederacja Lewian oraz Gdańska Rada Oświatowa. Uwagi dotyczą konieczności doprecyzowania przepisów odnośnie finansowania nauczycieli prowadzących zajęcia z uczniem w ramach owej indywidualnej ścieżki. Skoro więc taka uwaga pojawiła się podczas konsultacji społecznych, to wniosek nasuwa się sam –najwyraźniej nie ma precyzyjnych przepisów dotyczących finansowania nauczycieli realizujących zajęcia z uczniami w ramach owej nowej formy wsparcia uczniów. Fakt ten pozostawiam bez komentarza.

Opinia w sprawie zindywidualizowanej ścieżki edukacyjnej jest ważną nowością?

Oczywiście. O potrzebach tej pomijanej grupy uczniów mówiliśmy podczas spotkania z minister Zalewską. Trzeba jednak pamiętać, że opinia nie ma mocy decyzj administracyjnej, co oznacza, że organ prowadzący nie musi jej realizować. Orzeczenie - musi. I to też budzi moje wątpliwości. Nie chcę być czarnowidzem, ale na razie jest we mnie bardzo dużo obaw. To jest bardzo wiele nowych przepisów. Dla nas rodziców ogarnięcie tego - mówiąc kolokwialnie - nie jest proste. W podobnym położeniu są i poradnie, i szkoły.

Czyli rozporządzenia, które pani przeczytała, pani nie uspokoiły? Wciąż jest duża doza niepewności, jak będzie od września?

Uspokoi mnie praktyka, bo papier przyjmie wszystko. A to, co po 1 września będzie się działo w szkołach, to pokaże nam życie. Dowiemy się, czy organy prowadzące będą przekazywały do przedszkoli i szkół subwencję, by mogły być realizowane zajęcia indywidualne dla dzieci niepełnosprawnych albo zajęcia w grupach do pięciorga dzieci. W czerwcu i w wakacje namawialiśmy rodziców, by występowali o orzeczenia o nauczanie indywidualne na starych zasadach - orzeczenia o nauczaniu "mieszanym", czyli część zajęć indywdualnych w szkole i część lekcji z całą klasą, tak jak do tej pory. Bo to orzeczenie na starych zasadach daje - przynajmniej na razie - poczucie bezpieczeństwa. Jako rodzice jesteśmy odpowiedzialni za nasze dzieci i po reformie. A z doświadczenia wiemy, że zapis na papierze jest zapisem na papierze, a praktyka to zupełnie inna sprawa.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (16)
Niepełnosprawne dzieci w zreformowanej szkole? Rodzice: "Nie możemy pozwolić na eksperymenty"
Zaloguj się
  • e.olsen

    Oceniono 5 razy 3

    > Znalazłam taką szkołę, około 20 kilometrów od naszego domu.

    Czniam na taką "reformę" po której niepełnosprawne dziecko będzie miało 20 km do szkoły. Czniam na takie teoretyczne i żałosne faszystowskie państewko...

  • Tomasz Mak

    Oceniono 7 razy 3

    Uprzejmie proszę wszelkiej maści trolle o "odpuszczenie" sobie tego forum. Nie rozumiejąc tematu i nie znając jego niuansów można niezłe się skompromitować. Tu naprawdę nie ma łatwych rozwiązań.

  • jakapral

    Oceniono 13 razy 3

    Szkoły tzw. "Specjalne" są w stanie zabezpieczyć "indywidualne potrzeby" dzieci które mają jakieś ciężkie dysfunkcje (ogólnie). Tam pracują specjaliści, są małe grupy. Tam jest koncentracja pracy z konkretnym uczniem i jego "problemem". To gwarantuje sukces.
    Szkoła powszechna raczej nie będzie w stanie sprostać zrozumiałym oczekiwaniom rodziców dzieci ze szczególnymi trudnościami. Wynika to choćby z braku nauczycieli specjalistów. Nauczyciel np. Matematyki - trudno wymagać aby był także specjalistą z pedagogiki specjalnej, jednocześnie psychologiem rozpoznającym problemy odbiegające od normy. To trochę jak z lekarzami internista zbada, wypisze receptę a złożony problem przekaże specjaliście.

  • otopolskiepieklo

    Oceniono 1 raz 1

    mam coś dla rodziców lub dobrych ciotek - odstąpię bon na zabawki z Auchan - ja nie kupie, jak kogoś interesuje jest z dużą zniżką na allegro

  • 2bxornot2b

    Oceniono 3 razy -1

    Wezmy takie tytuly tworzone przez niepelnosprawnych jak ten z dziennika.de - 'ciezarowka wjechala w wiate', Jest teoria iz geniusz to forma niepelnosprawnosci, jakos mnie to nie przekonuje.

  • wlodzimierz.il

    Oceniono 12 razy -10

    >Rodzice niepełnosprawnych dzieci pełni obaw, jak będzie wyglądać sytuacja ich >pociech w zreformowanej szkole.

    Rok szkolny się zbliża, w GW czas znów podżegać przeciw likwidacji zbędnych gimnazjów i przy okazji przeciw innym zmianom w szkolnictwie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX