"To zsypy na ludzi. Wilgoć, pleśń na ścianach, pogniłe łazienki". Artystka w proteście zamieszkała w kontenerze

Osiedla kontenerowe miały być panaceum na dłużników. Jednak szybko zyskały nazwę "osiedli wstydu". - Tam się nie da żyć - przekuje artystka, która w ramach protestu postawiła swój kontener w centrum Szczecina.

Wszystko zaczęło się od kontrowersyjnej wypowiedzi radnej Małgorzaty Jacyn-Witt w sprawie rewitalizacji śródmieścia Szczecina. Jednym z jej pomysłów radnej było wysiedlenie "patologii ze Śródmieścia" i przeniesienie jej na osiedla kontenerowe na obrzeżach, gdzie mogliby być dodatkowo dozorowani. Na ich miejsce mieliby przyjść np.artyści.

Artystka i aktywistka Hanna Gill-Piątek postanowiła przewrotnie skorzystać z zaproszenia radnej i właśnie w śródmieściu Szczecina postawiła kontener, w którym zamieszkała na kilka dni.

Kontener, w którym aktywistka zamieszkała na kilka dniKontener, w którym aktywistka zamieszkała na kilka dni Fot. Hania Gill-Piątek

- To jest ten straszny kontener? - można by spytać, patrząc na ciasne, ale jednak schludne wnętrze kontenera, który stanął w centrum Szczecina. - To był komfortowy kontener biurowy, oczywiście zupełnie inni niż te, do których się kwateruje ludzi - tłumaczy artystka, wyjaśniając, że jej akcja  miał być interwencją społeczną, pretekstem do rozmowy o znacznie poważniejszym problemie. 

Na czym polega problem z kontenerami?

W założeniu do osiedli kontenerowych mieli trafiać ci, którzy zalegają z czynszem za mieszkania socjalne i utrudniają życie sąsiadom. Władze zapewniają, że nie trafiają tam rodziny z dziećmi, a kontenery stanowią przede wszystkim sposób mobilizowania innych do płacenia za mieszkania.

Od końca lat dziewięćdziesiątych, gdy w Polsce kontenery mieszkalne pojawiły się jako tymczasowe rozwiązanie dla ofiar powodzi, powstało wiele stałych osiedli m.in. w Goleniowie, Skoczowie, Piasecznie, Słupsku, Wrocławiu, Bydgoszczy, Żorach, Bytomiu. Jednak szybko ukuto dla nich określenie „osiedla wstydu”, a kolejne miasta rezygnowały ze stawiania nowych albo próbowały odsprzedać istniejące już rozpadającej się budynki.

Prześledziłam wypowiedzi polityków i urzędników z ostaniach 20 lat na temat kontenerów. To zawsze miał być 'bat na złych dłużników i agresywnych alkoholików', 'kolonia karna' itp. Ale gdy stawały te osiedla kontenerowe, osoby, które się tam trafiały, nie miały nic wspólnego z tym obrazem. Kwaterowano tam rodziny wielodzietne, samotne matki, osoby z niepełnosprawnością intelektualną lub psychiczna czy seniorze, którzy stracili mieszkanie

- wyjaśnia artystka, która problemowi kontenerów poświęciła swoją pracę dyplomową na Akademii Sztuki w Szczecinie.

"To nie są w ogóle budynki mieszkalne"

Stawianie osiedli kontenerowych wielokrotnie powodowało sprzeciw artystów i aktywistów. Tak było choćby w Poznaniu, gdzie po protestach różnych środowisk, władze postanowiły zlikwidować powstałe osiedle kontenerów socjalnych. Przeciwnicy osiedla argumentowali, że to getta biedy i wykluczenia, a warunki życia w blaszanych pudełkach są skandaliczne.

Właśnie na to opróżnione poznańskie osiedle kontenerów przy ul. Średzkiej pojechała Gill-Piątek, żeby przekonać się w jakich warunkach faktycznie żyli kwaterowani tam ludzie. Obrazy z tych kontenerów są dalekie od ideału:

Kontenery socjalne w PoznaniuKontenery socjalne w Poznaniu Fot. Hania Gill-Piątek

To są zsypy na ludzi. Wilgoć, pleśń na ścianach, pogniłe łazienki. To nie są w ogóle budynki mieszkalne, co potwierdziła zresztą opinią zamówiona przez Amnesty International, której celem było wykazanie, czy kontenery nadają się w ogóle do zamieszkania

- komentuje artystka stan osiedla, które odwiedziła.

"To odkręcanie śrubki młotkiem"

Można jednak by spytać: skoro brakuje mieszkań, może kontenery, nawet o tak niskim standardzie, nie są złym wyjściem? - To jest próba odkręcenia śrubki młotkiem - przekonuje Gill-Piątek. - To wykorzystanie straszaka twardej polityki eksmisyjnej do rozwiązywania czegoś, czym tak naprawdę powinna zajmować się pomoc społeczna - wyjaśnia, przywołując historię kontrowersyjnego osiedla socjalnego, które stanęło w Nowej Soli. 

Sprawa zdewastowanego przez swoich mieszańców osiedla socjalnego budziła wiele kontrowersji, zwłaszcza gdy 2015 roku nagłośnił ją prezydent miasta Wadim Tyszkiewicz, pisząc na Facebooku: "Czy dalej pomagać tym, którzy darowane od miasta mieszkania zamienili w chlew? Tym, którzy wyrwali i sprzedali drzwi, bojlery, kaloryfery, krany i kuchenki? Pomagać im? Co z nimi począć?"

Gill-Piątek zwraca jednak uwagę na inny aspekt sprawy.

– Po postawieniu osiedla pomoc społeczna nie pojawiła się tam przez cztery lata. W tym czasie pozostawieni w potrzebie mieszkańcy po części zniszczyli to osiedle. Dowodzi to, że nie wolno przesuwać problemów społecznych na obrzeża miasta, bo to nie służy ich rozwiązywaniu, a tylko je eskaluje przeciwnie

- przekonuje.

Spirala problemów i zadłużenia

- Deficyt pomocy społecznej i pracy z daną rodziną, osobą czy środowiskiem przekłada się na kolosalne problemy czy to z zadłużeniem, czy nieleczonym uzależnieniem i dana osoba wpada już w takie kłopoty, że trudno ją z nich wydobyć - zazna.

Aktywistka daje konkretny przykład jak to działa. Gdy przygotowała w Łodzi projekt rewitalizacji, prowadziła w wydzielonej części miasta badania zadłużeń czynszowych. I co jej wyszło?

 Jeśli po dwóch niezapłaconych czynszach nikt nie zapuka z pomocą do takiej osoby, to już wtedy zaczyna uruchamiać się spirala zadłużenia i bardzo ciężko tej osobie z niej wyjść. A co taka osoba dostaje zamiast pomocy? Zwykle pismo lub upomnienie, którego nie jest w stanie zrozumieć przez skomplikowany język urzędowy

– wyjaśniała Gill-Piątek i zwraca uwagę, że kontenery, w których mieszkanie jest teoretycznie dużo tańsze, są bardzo drogie do ogrzania i często wcale nie ułatwiają wyjścia z długów. 

Co ciekawe nie istnieją żadne statystyki, które pozwoliłyby poznać skali problemu.  - Nikt nie wie, ile tysięcy ludzi w Polsce mieszka w kontenerach, którymi w skutek naciągania prawa zastępuje się mieszkania socjalne - puentuje artystka z nadzieją, że je akcja zwróci uwagę na ten zepchnięty na obrzeża miast i zainteresowania polików problem. 

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (91)
"To zsypy na ludzi. Wilgoć, pleśń na ścianach, pogniłe łazienki". Artystka w proteście zamieszkała w kontenerze
Zaloguj się
  • Oceniono 31 razy 29

    Z tego co widzę na zdjęciach, to jest tam po prostu brak porządku:
    1. walające się fragmenty rur da się uprzątnąć w parę minut
    2. brudne elementy armatury (muszla sedesowa, miska prysznica etc.) należy po prostu wyczyścić

    Kiedy M. Thatcher odwiedziła krótko po objęciu rządów górnicze miasteczko Walii podsumowała: bieda jest poważna i będziemy z nią walczyć, ale braku zwykłego porządku i higieny żadna bieda nie tłumaczy. Na szpadel, grabie, mydło i proszek do prania stać było każdego.
    Tutaj pewnie też.

    Można załamywać ręce, że kontenery nie trzymają standardu przynajmniej 2-gwiazdkowego hotelu, ale taki 2-gwiazdkowy hotel mogą zapewnić sobie w nich sami mieszkańcy. Pełnostandardowa lokale komunalne z pewnością bardziej należą się tym, którzy chętnie zapłacą za nie w pełni i w terminie. Jeśli pozostali uważają, że zasługują na coś lepszego, to z pewnością to coś lepszego znajdą, bo ktoś (np. artysta i działacz) z pewnością chętnie im to "wynajmie".

    "... i właśnie w śródmieściu Szczecina postawiła kontener, w którym zamieszkała na kilka dni". Po pierwsze, na postawienie kontenera w śródmieściu trzeba mieć pozwolenie. Po drugie, "turystyka kontenerowa" to chyba jeden z najbardziej żenujących sposobów na zabłyśnięcie w mediach. Niech lepiej znajdzie pracę tym wysiedlanym mieszkańcom lub pomoże im wyjść z nałogów. No ale to dużo trudniejsze niż "obieranie ziemniaków" w kontenerze przez 2 tygodnie, prawda?

  • nanabun

    Oceniono 21 razy 21

    Z jednej strony na pewno taki osiedle, to tworzenie getta, z którego trudno się wyrwać. Ale np. w Poznaniu, gdy zrezygnowano z kontenerów, zaczęto stawiać budynki socjalne. Na narożniku Fabrycznej i Roboczej stoi taki budynek. Część lokatorów zaraz po wprowadzeniu zdemontowała i posprzedawała armaturę, montując sprzęty ze śmietników. Co bystrzejsi wynajęli trzymane mieszkania, a sami wrócili na meliny. Rozmazane po ścianach na klatce schodowej g.... to normalka. Częste interwencje policji to już też stał widok. Ale bywają też mieszkania, w których widać na ścianie wielką plazmę - a z definicji to pomoc biednym, z czynszem 1 zł za metr. Jestem za pomaganiem takim ludziom, ale powinny być jasno spisane umowy, określające częstotliwość kontroli i konsekwencje dewastacji czy podnajmu mieszkania. Jak ktoś odrzuca pomoc, to pozostaje getto w kontenerze.

  • swobodan1

    Oceniono 20 razy 16

    Ale to nie znaczy,że musi być brut i syf w łazience - trzeba wziąć i posprzątać !

  • Darek Ziele

    Oceniono 17 razy 15

    Zupełnie jak zadłużenie na poprzednich lokalach.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX