"Ludzie z Brukseli mówią, że takiego lobbingu korporacji nie widzieli". Co z ePrywatnością?

- Nie do końca mamy kontrolę nad tym, jakie informacje o nas są zbierane gdy klikamy w internecie - mówi Katarzyna Szymielewicz dodając, że na tym braku kontroli "śledzące" nas firmy zarabiają krocie.

W czwartek 19 października odbędzie się prawdopodobnie kluczowe głosowanie w jednej z komisji Parlamentu Europejskiego - komisji ds wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. To głosowanie kluczowe, bo uzgodniony tekst będzie podstawą debaty i głosowania w całym Parlamencie Europejskim.

ePrywatność: co to jest i dlaczego warto o to dbać

Chodzi o prace nad projektem rozporządzenia "ePrivacy Regulation", czyli lepsze  zabezpieczenie naszej ePrywatności. Dokładniej: chodzi o prywatność w łączności elektronicznej czyli poufność zarówno różnorodnych naszych danych osobowych, które mogą pojawiać się w internecie, ale też o dane, nawet nieosobowe, które są przekazywane pomiędzy urządzeniami.

Jak podkreślała w audycji "Światopodgląd" Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon ten projekt to rodzaj doregulowania, bo prawo w tych kwestiach obowiązuje od 20 lat. Pierwsza ich reforma odbyła się rok temu, to rozporządzenie RODO, czyli ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, które istnieje od 2016 roku a w pełni stosowane będzie od 25 maja 2018. RODO daje zręby regulacji, która ma powstać teraz jako drugi etap reformy.

Projektowane regulacje uderzają w wiele firm zbierających dane

- Okazuje się, że prace nad tą pierwszą regulacją, czyli RODO, jakoś poszły, za to ta druga, dotycząca - najogólniej rzecz biorąc - internetu, budzi duże kontrowersje i prace są hamowane, głównie przez lobbing biznesu - mówiła Szymielewicz. - O ile przy RODO my jako organizacje społeczne bardzo w to zaangażowane widzieliśmy olbrzymią mobilizację rozmaitych branż i tak czuliśmy się jak Dawid w starciu z Goliatem to tutaj - to jest coś bez precedensu. To też mówią ludzie z Brukseli, że takiego lobbingu korporacji, konkretnie wydawców, mediów - być może to też powód dla którego media o tym mało piszą - branży interaktywnej, branży reklamowej - nie widzieli.

Prezeska fundacji "Panoptykon" wyjaśniała iż dzieje się tak dlatego, że projektowane regulacje uderzają w model biznesowy wielu firm, które dzisiaj żyją z tego, że użytkownicy, np. internetu, w tym różnych aplikacji, nie do końca wiedzą, co w tym internecie się dzieje.

Nie do końca mamy kontrolę nad tym, jakie informacje o nas są przez jakiekolwiek medium, w które klikamy, zbierane - mówiła Szymielewicz - Nie wiemy jak działa reklama, którą oglądamy, kto jest w to zaangażowany i kto co zbiera: nie kontrolujemy tego i na tym firmy te zarabiają ogromne pieniądze.

- Wiemy, że wiele usług, jak chociażby największy portal społecznościowy, udostępnianych jest za darmo, choć tak naprawdę tylko bez gotówki, bo ceną za korzystanie z tej usługi jest udostępnianie przez nas swojej prywatności, gdyż gromadzone są dane na nasz temat - mówiła prowadząca rozmowę Agnieszka Lichnerowicz.

Szymielewicz potwierdzała, że realną ceną w tej grze są dane osobowe, a nie wszyscy jeszcze do końca czujemy tę wartość. Zdaniem ekspertki: wielu z nas byłoby mocno zaskoczonych, gdyby firmy gromadzące dane pokazały nam, w jaki sposób następuje ich komercjalizacja, jak dużo o nas wiadomo i jak cenna jest ta wiedza marketingowo, ale też politycznie i społecznie. Bo przecież, jak podkreślała, chodzi nie tylko o marketing butów, ale też na przykład o marketing polityczny, o pokazywanie ludziom pewnej wizji świata.

Stawka jest naprawdę wysoka zwłaszcza, że rozporządzenie, które powstaje w Unii Europejskiej i uchwalone jest przez europejski parlament, staje się automatycznie częścią polskiego prawa bezpośrednio, nie ma potrzeby go wdrażać - mówiła Szymielewicz dodając, że jeśli rozporządzenie to weszłoby w życie będą musiały je respektować wszystkie firmy, i polskie, i zagraniczne, które na polskim rynku serwują nam treści w internecie, ale też nas "śledzą" czy profilują.

Co nowe rozporządzenie ws. ePrivacy zmieniłoby w prawie

- Wbrew pozorom nie jest to rewolucja, zasady gry będą bardzo podobne do tego, co mamy dzisiaj. Ochrona naszej prywatności będzie lepsza, bo będzie wreszcie egzekwowana, przynajmniej taką mamy nadzieję - mówiła ekspertka wyjaśniając, że w całej sprawie chodzi o inną interpretację zasad: nie zmieni się bowiem główna zasada obowiązująca od dawna, która mówi, że generalnie człowieka nie można śledzić bez jego zgody.

- Jeżeli mam bank i ten bank chce mi przedstawić lepszą ofertę kredytu, w sytuacji, w której już jeden kredyt w tym banku mam - może to zrobić i będzie mógł to zrobić, w oparciu o tzw. uzasadniony interes administratora - mówiła Szymielewicz. - Ale, jeśli to nie jest ten bank, ale ktoś trzeci - jakiś broker danych, który jest pomiędzy nami, to jest zupełnie inna historia: i o niej rozmawiamy. I tych firm dotyczy właśnie zasada mówiąca, że nie ma na pośredników zgody, o ile nikt nas o nią nie pytał. Co innego jeśli na takie, jasno zadane, pytanie wprost odpowiemy: "tak", bardzo chętnie, nie mam z tym problemu, wpuśćcie tutaj wszystkich brokerów danych, bo ja nic nie mam przeciwko temu, by oglądać reklamy lodówek czy samochodów. Ale dopóki nie wyrazimy na to zgody: to nie powinno się dziać - mówiła szefowa "Panoptykonu".

Nie ma zgody domyślnej: propozycje wymagają wyraźnej akcji użytkownika

Katarzyna Szymielewicz tłumaczyła, że do tej pory zasadnicza reguła też wymagała naszej zgody, ale ową zgodę wywodzono z ustawień naszej przeglądarki, czyli z czegoś, czego większość nas nie dotyka: najczęściej pozostawiamy po prostu ustawienia fabryczne, a one najczęściej mówią: "OK, śledź mnie". I na tej podstawie - jak mówiła prezes "Panoptykonu" - cały ten biznes opierał się do tej pory.

Proponowane prawo mówi: nie ma zgody domyślnej,  musisz pozyskać zgodę wyraźną - mówiła Szymielewicz. -  Do tego dochodzą realne sankcje i realny organ, który w Polsce powstanie, nowa wersja GIODO, czyli urząd do spraw ochrony danych, który będzie to egzekwował, czasem stosując np. milionowe sankcje.

- A jak to będzie wyglądało? - pytała Lichnerowicz - Czy będziemy musieli zmieniać te ustawienia w ustawieniach przeglądarki?

- To jak to będzie wdrożone w praktyce jest sprawą biznesu - mówiła Szymielewicz podkreślając, że tego prawo nie przesądza. Jak to będzie zrobione - dodawała - zależy od firm, a nie od regulatora. I to że firmy mówią nam: będzie strasznie, internet się popsuje, będą wszędzie popup'y, czyli okienka, które tak nas irytują, to jest kampania dezinformująca, obliczona na to, aby to nowe prawo zablokować.

Lodówka też nie powinna mówić za dużo

Wspomniane regulacje mówią nie tylko o ochronie danych osobowych w internecie, ale dotyczą także komunikacji pomiędzy urządzeniami, której jest coraz więcej. Na co dzień nad tym się nie zastanawiamy, ale nasze urządzenia rozmawiają między sobą: telefon z serwerem, lodówka z serwerem, z jeszcze innym serwerem - samochód, tej komunikacji będzie coraz więcej.

- Te urządzenia nie przekazują danych osobowych, ale jednak przekazują jakieś dane. Chodzi o to, by te dane były objęte poufnością - mówiła Szymielewicz. - Żeby nikt nie mógł wkroczyć w komunikację pomiędzy moim samochodem a firmą, która go obsługuje czy lodówki a serwerem, który lodówka informuje, czego potrzebuje lub co się w niej popsuło. Żeby takich informacji nie mógł dostać ktoś, kogo interesuje np. jak się poruszam i którędy.

Ustawienia fabryczne też powinny oferować maksymalną ochronę prywatności

Rozporządzenie dotyczy ponadto takich aspektów, jak ustawienia fabryczne: wielu z nas się w tym gubi, bo to skomplikowana materia - mówiła prezeska "Panoptykonu". - I nie musimy tych rzeczy rozumieć ani znać, za to możemy mieć - o co walczą "Panoptykon" i inne organizacje - prawo, które stanowi, że każdy producent sprzętu elektronicznego czy aplikacji musi na zaoferować MAKSYMALNĄ ochronę prywatności na wejście. Dopiero, kiedy użytkownik będzie chciał z niej zrezygnować, będzie oczywiście mógł to zrobić, ale w formie aktywnej, w formie podjętego działania - mówiła Szymielewicz podkreślając na koniec, że cały czas mówimy o projekcie przepisów, nad którym prace trwają.

Całej audycji wysłuchasz tutaj:

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (7)
"Ludzie z Brukseli mówią, że takiego lobbingu korporacji nie widzieli". Co z ePrywatnością?
Zaloguj się
  • sselrats

    Oceniono 4 razy 4

    Internet jest nie dla idiotow. W internecie jest zero prywatnosci.

  • 2bxornot2b

    Oceniono 3 razy -1

    Lewactwo przegapilo rozwoj sieci skutki polityczne sa az nadto widoczne. Setki youtuberow hasaja sobie w najlepsze pomimo narzucanej cenzury. Rozjechaly sie przekazy propagndowe mediow i maja spory problem wide gazwyb i temu podobne media.

  • jiddu

    Oceniono 6 razy -2

    Mnie akurat nie martwi to zbieranie informacji, bo ludzie w necie tak kitują i idzie to wszystko w miliardy informacji, że nie widzę takiej opcji, aby ktoś był w stanie to przesiać. Można jedynie obserwować trendy. Gdyby było inaczej aż takich bzdetów i rzucania mięsem w necie by nie było, a jest - czyli jednak ludzie czują tę prywatność dużo bardziej niż w realu, gdzie zazwyczaj trzymają język za zębami.

  • rastablaster

    Oceniono 10 razy -4

    No nie wiem, warto zapytać specjalistów z TOK FM, których witryna częstuje użytkowników całym zestawem śledzących cookies.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX