Tutaj Franciszek nie jest miłym, liberalnym papieżem. W tym kraju to obrońca pedofila

Obywatele państw Ameryki Południowej znani są ze swojej gorliwej religijności. Jednak w Chile wierni odwracają się od Kościoła. I przyłożył do tego rękę papież Franciszek.

James Hamilton miał 17 lat, gdy dostał zaproszenie na spotkanie Akcji Katolickiej w chilijskim Santiago. Uznał to za zaszczyt. Organizacja czasy świetności miała wprawdzie w latach 40., kiedy kierował nią popularny jezuita Alberto Hurtado, wyniesiony potem na ołtarze jako drugi Chilijczyk w historii. Później podupadła, ale wskrzesił ją kolejny charyzmatyczny duchowny, Fernando Karadima. Ulubieniec elit, nienagannie ubrany, wpływowy autorytet mieszkańców miasta. Gdy Hamilton w 1983 roku po raz pierwszy przyszedł na cotygodniowe spotkanie do parafii El Bosque, Karadima przemawiał do blisko 300 młodych katolików. Mówił o świętości, która bazuje na „całkowitym posłuszeństwie” i „pokorze wobec własnych słabości i grzechów”.

Czytaj też: Zbadał, jak polscy katolicy piszą o papieżu Franciszku. "Porażająca skala niechęci"

Hamilton myślał wtedy, że jeśli ktoś jest bliski świętości, to jest to właśnie ojciec Karadima. Gdy więc duchowny zaoferował mu, że zostanie jego powiernikiem i duchowym przewodnikiem, młody James – jak sam mówił po latach dziennikarzom "New York Timesa" - poczuł się wybrany przez samego Boga.

Karadima wysłuchiwał Hamiltona, radził i pocieszał. Zastępował nastolatkowi ojca, który przed laty opuścił chłopca. Gdy zdobył zaufanie chłopca, zaczął przekraczać granicę. Zapraszał go do swojej sypialni, gdzie najpierw próbował całować, a potem dotykał w miejscach intymnych. Niemal identycznie było w przypadku Juana Carlosa Cruza. Chłopak spowiadał się u Karadimy, a ksiądz wypytywał go o jego seksualność, potem wykorzystywał, a po wszystkim groził wyjawieniem jego sekretów.

Przerwanie ciszy

James Hamilton prawdę o księdzu Karadimie wyjawił po ponad dwudziestu latach, w 2004 roku. Opowiedział o wszystkim bliskiemu księdzu, który sprawę przekazał dalej, do kardynała Francisco Javiera Errázuriza. Nie była to pierwsza skarga, jaka do niego trafiła – wcześniej podobne zarzuty wysunął inny mężczyzna, ale Errázuriz w odpowiedzi napisał, że nie będzie żadnego śledztwa w tej sprawie, bo – jak tłumaczył później – oskarżenia uznał za niewiarygodne. Zapewnił jedynie o swojej nieustającej modlitwie. Ale kolejnych skarg nie mógł już ignorować.

Do zbadania szokujących doniesień o szanowanym duchownym oddelegował księdza Eliseo Escudero, który po blisko dwóch latach śledztwa wrócił do kardynała z wiadomością, że sprawa jest poważna i że trzeba zareagować. Kardynał odsunął Fernando Karadimę od kierowania parafią, ale śledztwo w jego sprawie zamroził - na aż trzy lata. Dopiero po tym czasie do Watykanu wysłano 700-stronicowy raport o tym, jak i kogo krzywdził Karadima.

Czytaj też: Papież pisze o uchodźcach na Twitterze, a w komentarzach udziela się polski zakonnik. Wstyd

Stolica Apostolska zamknęła swoje dochodzenie w 2011 roku. Wyrok brzmiał: „życie w modlitwie i skrusze”. Duchowny, który krzywdził dzieci przez co najmniej kilkanaście lat, nie został wydalony ze stanu kapłańskiego. Watykańscy śledczy zakazali mu posługi duszpasterskiej, kontaktowania się z byłymi parafianami i ludźmi, dla których był „duchowym przewodnikiem”.

Mimo to ofiary Karadimy przyjęły tę decyzję jako zadowalającą. Juan Carlos Cruz, niegdyś zastraszany przez duchownego, ogłosił, że prawda wreszcie wyszła na jaw. „To tak, jakby ojciec cię wykorzystywał, a matka, zamiast pomóc – spoliczkowała” – mówił w emocjonalnym oświadczeniu. I dodawał: „Teraz czuję, jakby ta matka mi uwierzyła i przygarnęła do siebie”.

Kościół  w Chile i społeczeństwo

Ale sprawa Karadimy została zamknięta tylko na papierze. Po czterech latach wróciła ze zdwojoną siłą – i z podwójnie silnym gniewem Chilijczyków. Żeby zrozumieć, dlaczego skandal w parafii El Bosque tak ich rozsierdził, trzeba zrozumieć rolę, jaką Kościół Katolicki odegrał w najnowszej historii państwa – zwłaszcza w czasie rządów Augusto Pinocheta.

- Chile było w zasadzie jedynym krajem latynoskim, gdzie Kościół faktycznie zaangażował się przeciw dyktaturze, inaczej niż na przykład w Argentynie – mówi Maciej Okraszewski, autor bloga Dział Zagraniczny. – Większość zwykłych księży wzięła stronę opozycjonistów, choć byli też tacy, którzy reżim popierali, zwłaszcza ci z konserwatywnego Santiago. Jeden z nich to Fernando Karadima. Tacy jak on to była jednak mniejszość, a Kościół cieszył się powszechnym uznaniem, bo szedł ręka w rękę ze społeczeństwem.

Wszystko zmieniło się po 1990 roku. Jak mówi Okraszewski, wtedy oczekiwania Chilijczyków zaczęły rozmijać się z interesami Kościoła. Ameryka Łacińska zaczęła się liberalizować, a mieszkańcy Chile zapatrzeni byli  w szybko zmieniającą się – także pod względem obyczajowym - Hiszpanię. Tymczasem Kościół walczył o utrzymanie wpływu na społeczeństwo. Pozycję zaczęli umacniać ultrakonserwatyści pokroju Karadimy. To oni walczyli na przykład o to, by aborcja była całkowicie zabroniona. Dlatego Chilijczycy zaczęli stopniowo coraz mniej identyfikować się z przekazem hierarchów.

W takich okolicznościach zaczęły pojawiać się doniesienia o molestowaniu seksualnym, którego dopuszczał się nie tylko Fernando Karadima, ale także kilkudziesięciu innych księży. Dziś mówi się o około 80 duchownych, którzy na przestrzeni lat wykorzystywali swoich podopiecznych, parafian lub kleryków. Co więcej, na jaw zaczęły też wychodzić informacje o wieloletniej bezczynności, ignorancji lub – przede wszystkim – celowym tuszowaniu tych przestępstw przez innych księży i hierarchów. Jednym z oskarżonych o takie zaniechanie jest Juan Barros. W 2015 roku za jego sprawą historia Karadimy znów zaczęła burzyć Chilijczyków.

Milczący świadek awansowany na biskupa

Juan Barros przez lata był prawą ręką Fernando Karadimy. Ofiary księdza oskarżają Barrosa, że ten wiedział o molestowaniu, a wręcz był jego świadkiem. Zarzucają mu to, co innym księżom, między innymi kardynałowi Errázurizowi. Tyle tylko, że Barros w 2015 roku (Karadima już od czterech lat oddawał się modlitwie i skrusze) otrzymał sakrę biskupią w mieście Osorno. – To tak, jakby ktoś uczestniczył w jakichś nieprawidłowościach w swojej firmie, a potem jeszcze dostał awans – mówi Maciej Okraszewski. W Osorno, mieście wielkości Rybnika (mieszka tam około 140 tysięcy osób), zawrzało – co piątek zaczęto tam organizować regularne protesty przeciwko Barrosowi - ale sprawą żył cały kraj. Barros został biskupem mimo tego, że do Watykanu docierały skargi nie tylko ofiar molestowania, ale i chilijskich biskupów. Kongregacja do spraw Biskupów wydała jednak komunikat, w którym zapewniono, że nominacja Barrosa została wnikliwie przeanalizowana – i nie znaleziono przeciwwskazań, by wybrać go na biskupa.

Lewacy i głupcy

Oliwy do ognia dolał papież Franciszek, którego kamery nagrały, jak w rozmowie z pielgrzymami mówi, że Osorno, owszem, cierpi, ale z głupoty – bo daje się zwieść „lewakom”, którzy bezpodstawnie mówią o winie hierarchy. Te słowa rozgrzały Chilijczyków do czerwoności. Nie zapomnieli ich do dziś.

Okazją do naprawienia błędów – przynajmniej w wymiarze symbolicznym – miała być dla Franciszka zaplanowana na styczeń 2018 roku pielgrzymka do Ameryki Południowej, w tym także do Chile. Przed jego przyjazdem spekulowano, czy papież odniesie się do oskarżeń nie tylko pod adresem chilijskich duchownych – ale także tych wymierzonych w niego samego. Wizycie towarzyszyły liczne protesty – podczas nich papieża „witały” transparenty z hasłami nawiązującymi do jego słów sprzed dwóch lat. „Ani lewacy, ani głupcy – Osorno cierpi”.

Papież rozpoczynając wizytę poprosił o wybaczenie, mówiąc o „bólu i wstydzie”, ale nazwiska księdza Karadimy nie wymienił. Potem było już tylko gorzej – pytany przez dziennikarzy o sprawę Barrosa, odpowiedział, że nie wypowie się, dopóki nie będzie miał dowodów przeciwko chilijskiemu duchownemu, a oskarżenia wobec niego nazwał „kalumniami”.

Tę ostrą wypowiedź skrytykował nawet papieski podwładny, Przewodniczący Papieskiej Komisji do spraw Ochrony Nieletnich. Sean O’Malley stwierdził, że słowa Franciszka to źródło wielkiego bólu dla ofiar wykorzystywania seksualnego, jakiego dopuszczali się księża.

– Papież popełnił błąd, ale na szczęście ma odważnych współpracowników – mówi Artur Sporniak, kierownik działu „Wiara” w "Tygodniku Powszechnym". Franciszek zresztą sam się do tego błędu przyznał. W drodze powrotnej do Rzymu powiedział dziennikarzom, że jego słowa mogły skrzywdzić wiele osób. „Przepraszam, jeśli nieświadomie je uraziłem, ale nie chciałem zadać tej rany. To bardzo mnie boli”. Powiedział też, że żałuje domagania się dowodów przeciw Barrosowi. „Jest wielu wykorzystywanych ludzi, którzy nie mogą pokazać dowodu, bo nim nie dysponują. Albo mają go, ale trzymają w sekrecie, cierpiąc w samotności”. Papież złagodził swoje stanowisko, ale nie potępił Barrosa.

- Papież szedł w zaparte. Pretensje można mieć do nuncjusza, który zbiera kandydatury na biskupa, bada je i wysyła do Watykanu. Papież się jednak pod tym podpisał, a to był błąd – ale Franciszek zdał sobie z tego sprawę – mówi Sporniak. Dodaje, że papież ten błąd  postanowił naprawić w sposób najlepszy z możliwych – wysyłając do Chile swojego śledczego, maltańskiego arcybiskupa Charlesa Sciclunę. Ma on wysłuchać ofiar Karadimy, ale skupiając się na oskarżeniach wobec Barrosa. Decyzję o tym Franciszek podjął wkrótce po powrocie do Rzymu. Sporniak podkreśla, że Scicluna to specjalista najwyższej rangi, który ma doświadczenie w tego typu sprawach (badał między innymi przypadki molestowania w Szkocji), i który na sprawę spojrzy obiektywnie. Sporniak nie ma wątpliwości: po tym śledztwie Juan Barros straci stanowisko.

Decyzja Franciszka spotkała się z pozytywną, ale nie entuzjastyczną reakcją w Chile. Zwłaszcza, że kilka dni po niej światło dzienne ujrzał list jednej z ofiar Fernando Karadimy, Okazało się, że Juan Carlos Cruz napisał do papieża tuż po święceniach Barrosa – i zadbał, aby koperta trafiła do właściwej osoby. Członkowie Papieskiej Komisji do spraw Ochrony Nieletnich pojechali do Rzymu, przekazali ją szefowi komisji, kardynałowi O’Malley’owi, a ten zapewnił, że przekaże ją Franciszkowi. Wszystko działo się w 2015 roku. Teraz ofiary molestowania zaczęły więc pytać: czy papież o liście zapomniał, a może go przeoczył lub wręcz zignorował? Odpowiedzi na te pytania Watykan nie udziela.

Artur Sporniak z "Tygodnika Powszechnego" przyznaje: cała ta sprawa doprowadziła do tego, że zaufanie Chilijczyków do Kościoła zostało poważnie nadwyrężone. Maciej Okraszewski, autor bloga Dział Zagraniczny, dodaje, że to żniwo wieloletnich zaniedbań. – W innych krajach Ameryki Południowej ludzie też odwracają się od Kościoła Katolickiego, ale przechodzą na przykład do Zielonoświątkowców. W Chile jest inaczej. Ludzie po prostu porzucają wiarę – i zapowiadają, że do żadnego kościoła już nie wrócą.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (56)
Chile - tu Kościół ma za sobą skandal pedofilski i wiernych, którzy się odwracają
Zaloguj się
  • groupen

    Oceniono 11 razy 9

    strasznie obrzydliwy ten kościelny światek grzesznych spaślaków ...po co to wam, ludziska ? :)

  • buk-humor-dziczyzna

    Oceniono 8 razy 8

    czarni zwyrodnialcy

  • 55pagus

    Oceniono 12 razy 8

    HIPOKRYZJA

    fałszywość, dwulicowość, obłuda. Zachowanie lub sposób myślenia i działania charakteryzujące się niespójnością stosowanych zasad moralnych. Udawanie serdeczności, szlachetności, religijności, zazwyczaj po to, by wprowadzić kogoś w błąd co do swych rzeczywistych intencji i czerpać z tego własne korzyści. Charakteryzują się nią szczególnie ostatnie trzy pontyfikaty WOJTYŁA (nieukrywający sympatii do pedofili) – RATZINGER (udający, że zwalczał pedofilię) – BERGOLIO (mówiący o zbrodniach pedofilii swoich podwładnych, ale jak widać z jego postawy w Chile, też kryptoprzyjaciel dewiantów)

  • kniazwitold

    Oceniono 7 razy 7

    Śliski franio rowniez pedofilowi wesolowskiemu zapewnil immunitet dyplomatyczny i wakacje w rzymie do konca jego dni, gdy go zamordowano i pochowano z honorami kardynalskimi.

  • 55pagus

    Oceniono 9 razy 7

    Katolicyzm najpierw TWORZY śmierć - czerpiąc tworzywo z naturalnego umierania - a następnie spieszy ze środkami uśmierzania lęku przed śmiercią. Wynalazek ten - śmierć w dekoracjach katolickich - jest tak obmyślany, by zarazem budzić grozę i nadzieję. Katolicyzm jest lekarstwem na śmierć, z której sam uczynił chorobę" – prof. Bohdan Chwedeńczuk

  • abxcd

    Oceniono 5 razy 5

    JP 2 krył pedzi, Ratzinger krył, Franciszek kryje....oni wszyscy sa po jednych pieniądzach. Tylko czlowiek cierpi. I to wszystko z Bogiem na ustach...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX