"Co będzie można teraz mówić?" - pytają Polaków Ukraińcy. W tle nowelizacja ustawy o IPN

Kontrowersje dotyczące nowelizacji ust. o IPN skupiły się przede wszystkim na kwestiach polsko-żydowskich o określeniu "polskie obozy zagłady". - Ta dyskusja przykryła aspekt ukraiński. A on jest chyba o wiele groźniejszy - mówi TOK FM b. wiceszef MSZ Krzysztof Stanowski.

Członkowie Grupy Polsko - Ukraińskiego Dialogu, która powstała na początku 2017 roku i składa się z ekspertów od polsko-ukraińskich relacji, wystosowali oświadczenie w sprawie nowelizacji.  Napisali w nim m.in., że ustawa "może doprowadzić do eskalacji wrogości i pogłębienia konfliktu politycznego między naszymi narodami". 

Jak mówi TOK FM Krzysztof Stanowski, jeden z sygnotariuszy oświadczenia, w ustawie znalazło się kilka zapisów, które budzą bardzo duże wątpliwości.

- Agresywna polityka Rosji w stosunku do Ukrainy i do całego regionu jest zagrożeniem również dla Polski. I w tej sytuacji, przez ostatnie 25 lat, niezależnie od rządu, niezależnie od opcji politycznej, Polska rozumiała, że dobre relacje z Ukrainą
są kwestią naszego bezpieczeństwa - mówi. 

I dodaje, że znowelizowana ustawa zrywa z obowiązującą w naszym kraju od wielu lat
narracją "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". - Pierwszy raz powiedzieli to biskupi i w oparciu o to budowaliśmy stosunki z Niemcami. Następnie, w ramach takiego samego działania otworzyliśmy się na stronę ukraińską, wspieraliśmy Ukrainę.

Zrównywać zbrodni nie można

Były wiceminister spraw zagranicznych i były wieloletni szef Fundacji
Solidarności Międzynarodowej zwraca też uwagę, że ustawa zrównuje zbrodnie
nazistowskie, sowieckie i ukraińskie.

A takiego znaku równości - zdaniem ekspertów - postawić nie można.

"Zbrodnie sowieckie i niemieckie miały, zarówno w sensie prawno-międzynarodowym, jak i w skali zbrodni, inny status prawny i międzynarodowy, były bowiem organizowane przez państwa będące instytucjonalną emanacją totalitaryzmów – nazizmu i komunizmu" - czytamy w oświadczeniu polskich członków Grupy Polsko - Ukraińskiego
Dialogu.

"PiS nie jest spadkobiercą idei Lecha Kaczyńskiego. Rujnuje relacje z Ukrainą i Żydami">>>

Zaskakujące i niepokojące, w ocenie Krzysztofa Stanowskiego, jest także to, że w ustawie mówi się o zbrodniach w okresie od 1925 do 1950 roku i o
Małopolsce Wschodniej.

- To nie jest ustawa o Wołyniu, bo gdybyśmy chcieli mówić o zbrodni wołyńskiej mówilibyśmy o okresie 1943-1945. A tu jest inaczej - jest mowa z jednej strony o 1925 roku, a z drugiej - o 1950 i o Małopolsce Wschodniej. Co to znaczy? Mamy roszczenia terytorialne w stosunku do Ukrainy? To jest coś strasznie niedobrego - tłumaczy były wiceminister spraw zagranicznych. 
Zdaniem gościa TOK FM, w ustawie jest jeszcze coś, co może być groźne. - Ustawa różnicuje zbrodniarzy w zależności od narodowości. Nie wolno tego robić! Prawo powinno być takie same dla wszystkich, niezależnie od tego, czy mordercą jest Niemiec, Polak, Żyd, Francuz czy Wietnamczyk, kara powinna być taka sama - mówi Stanowski.

"Ta ustawa może trwale ograniczyć polsko-ukraiński dialog"

"Powstaje wrażenie, jakby państwo polskie odnosiło się inaczej do zbrodni ukraińskich niż do działań (w niektórych przypadkach również noszących znamiona ludobójstwa, czystek etnicznych itd.) podobnych formacji organizowanych przez inne narodowości Europy Środkowej, a także do kolaboracji części Polaków" - napisano w oświadczeniu Grupy Polsko -Ukraińskiego Dialogu.
Krzysztof Stanowski pytany, jakie mogą być konsekwencje ustawy dla
polsko-ukraińskich relacji mówi, że może ona trwale ograniczyć możliwość dialogu.

- Już teraz po stronie ukraińskiej słyszymy pytania: "To co wolno powiedzieć, a czego nie wolno mówić?". Odpowiadam, że dalej musimy rozmawiać, prowadzić dialog. Bo alternatywa jest tylko jedna: konflikt polsko-ukraiński, który jest zagrożeniem dla Ukrainy, ale i dla Polski - mówi.

Obawia się też, że wywołane ustawą zaostrzenie polsko-ukraińskich relacji może też doprowadzić do eskalacji przemocy i do zwiększenia liczby ataków np. na Ukraińców w Polsce.

Ustawa a relacje międzyludzkie?

Kilka dni temu do ukraińskiego wątku ustawy o IPN odniosła się prof. Aleksandra Hnatiuk, ukrainistka, tłumaczka, pracownik Instytutu Slawistyki PAN i Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.

W swoim tekście, zamieszczonym na stronie laboratorium.wiez.pl napisała m.in.:
"Uchwalenie tej ustawy było odwróceniem uwagi od wewnętrznego problemu agresywnego nacjonalizmu w Polsce. Miało skierować uwagę opinii publicznej na „dyżurny” temat rozliczenia z ukraińskim nacjonalizmem".
W ocenie prof. Hnatiuk, ustawa może się w sposób bezpośredni przełożyć
na relacje międzyludzkie.

"Od półtora roku narasta wobec ukraińskiej mniejszości w Polsce agresja słowna(...). Zrównanie zbrodni nacjonalistów ze zbrodniami nazistowskimi czy komunistycznymi – co uczyniono w ustawie – zwiększy, a nie zmniejszy skalę agresji" -  uważa profesor.

Czytaj też: Prof. Motyka: Ust. o IPN otwiera bramę dla osób, które wszędzie wietrzą antypolskie spiski>>>

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (34)
"Co będzie można teraz mówić?" - pytają Polaków Ukraińcy. W tle nowelizacja ustawy o IPN
Zaloguj się
  • 2bxornot2b

    Oceniono 8 razy 8

    Nie obchodzi mnie iz na Kremlu strzelaja korki od szampana w Polsce nie ma miejsca na gloryfikacje nazizmu, jestesmy jego ofiara i Polska jest to winna swoim pokoleniom wojennym. Zapytam kto imiennie odpowaiada za umowe z 2012 o zabezpieczeniu emerytalnym bedaca de facto otwarciem unijnego rynku pracy dla panstwa spoza UE, jeszcze nie wysechl atrament, a juz mozemy miec problemy z ta nieeuropejska ludnoscia. Jesli pojawily sie braki na rynku pracy mozna bylo podpisac taka umowe z Bialorusia, narodem spokojnym nad ktorym nie wisi pietno ludobojstwa.

  • Oceniono 13 razy 7

    Nie o to chodzi, że Ukraińcy poparli Hitlera, że masowo mordowali Żydów i Polaków, że mieli SS Galizien, batalion Nachtigal i Iwana Demianiuka.
    Taki był kontekst historyczno-polityczno-spoleczny, a czasu nie cofniemy.
    Problemem jest to, że oni dzisiaj, w XXI wieku, są z tego dumni!
    I nie możemy udawać, że państwo, które wspiera banderowski nazizm i gloryfikuje ludobojców ma cokolwiek wspólnego z wartościami europejskimi.

  • gazkom

    Oceniono 13 razy 7

    "Co będzie można teraz mówić?" - pytają Polaków Ukraińcy.

    Prawdę, drodzy sąsiedzi, prawdę.

  • c.t.k

    Oceniono 6 razy 6

    "Dlatego dwoje uszu,jeden język dano,iżby mniej mówiono,a więcej słuchano":)

  • kowalska-kowalska

    Oceniono 4 razy 4

    A czy według Pani Profesor Hnatiuk Polacy nie mogą czuć się zaniepokojeni tym, że zbrodnicza UPA stała się mitem założycielskim obecnej Ukrainy, rządzonej w gruncie rzeczy przez postsowieckich oligarchów, a prawo ukraińskie zabrania krytykowania UPA.

    Rosję oczywiście należy pilnie obserwować. Jednak trzeba pamiętać, że Rosjanie nie zgłaszają w żaden sposób jakichkolwiek roszczeń wobec Polski. Ponadto przekazali Polsce dokumenty stwierdzające zbrodnie jakich się dopuścili między innymi w Katyniu. A morderców polskich oficerów nie przerabiają w bohaterów rosyjskich.

    Najwięcej zła w stosunkach polsko-ukraińskich wyrządza nacjonalistyczna ideologizacja historii. Historię należy zostawić historykom.
    Żałuję, że jest tak aktywny neobanderyzm na Ukrainie, a w Polsce polonobanderyzm.

    A czy Pani Profesor interesowała się kiedykolwiek mordowaniem przez UPA Żydów na Wołyniu po wkroczeniu tam Niemców w 1941 r. UPA właściwie rozpoczęła na tamtych terenach holokaust. Ale o tym też pewnie zabrania mówić ukraińskie prawo.

    Najlepiej dogadują się zwykli polscy obywatele ze zwykłymi ukraińskimi obywatelami. I dobrze byłoby, żeby politycy, polscy i ukraińscy, im w tym nie przeszkadzali.

  • berek-oberek

    Oceniono 12 razy 4

    Skończy się tym, że Zachód wliczając Stany Zjednoczone poproszą Rosję o interwencję na Ukrainie i w Polsce, w celu ustabilizowania rejonu. Taki zapis już się znalazł w planach strategicznych Rosji. Polska będzie ceną ( ulgą ) za przyjazne stosunki z Rosją.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX