Polscy himalaiści są zmęczeni i przyznają, że wrócili na tarczy. "Wiele rzeczy można było zrobić lepiej"

- Na tarczy wróciliśmy jak widać, ale szczęśliwi. Bo wszyscy wrócili, a to był mój najważniejszy cel - mówi Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy na K2. Himalaiści nie kryją zmęczenia. Ale już zapowiadają kolejną próbę zdobycia K2 zimą.

K2 to nadal jedyny ośmiotysięcznik, którego nie udało zdobyć się zimą. Polska narodowa wyprawa wróciła dziś do Warszawy.

- To była czwarta polska próba. A nim Nanga Parbat zostało zdobyte, to tych prób zimowych było ponad 30 - przypomniał Janusz Gołąb. Jego kolega z wyprawy - Adam Bielecki - szybko spointował, że  "30 razy nie będziemy jeździć".

Bielecki przyznał, że jest bardzo zmęczony i najbardziej czeka na spotkanie z rodziną. Ale nie krył, że temat powrotu na K2 był mocno obecny w rozmowach. - Jestem zdecydowanym optymistą, uważam, że ta góra jest do zdobycia zimą. Co więcej, jestem większym optymistą niż przed tą wyprawą. Ta góra jak najbardziej rokuje i mamy szanse na nią wejść. Pewnie będziemy chcieli wrócić w przyszłym roku - mówił w rozmowie z dziennikarzami.

Szczęśliwi

Kierownik wyprawy Krzysztof Wielicki przypomniał słowa legendarnego Andrzeja Zawady, który dzielił wyprawy na udane i szczęśliwe. - Nasza może nie była udana, ale była szczęśliwa. Wszyscy wrócili, a to był mój najważniejszy cel. Na tarczy wróciliśmy jak widać, nie z tarczą, ale szczęśliwi - podkreślał jeden z najlepszych wspinaczy w historii polskiego himalaizmu.

Wielicki przyznaje, że wpływ na sportowy wynik wyprawy miała zmiana drogi i prognozy pogody, który jak podkreślał - prawie zawsze niestety się spełniały. Niestety, bo pogoda nie dawała himalaistom zbyt wielu szans na walkę o zdobycie K2.

Przypomnijmy, polska wyprawa zaczęła próbę od drogi Basków, ale 11 lutego nastąpiła zmiana planów - kierownictwo ekipy wybrała drogę Żebrem Abruzzi. Bezpośrednim powodem były kamienne lawiny, które stanowiły bardzo poważne zagrożenie dla himalaistów.

Adamowi Bieleckiemu kamienie złamały nos, Rafał Fronia ze złamaną ręką musiał wrócić do Polski.

Wyjątkowo wyprawa

Bielecki przyznaje, że "cały szereg rzeczy można było zrobić lepiej", np. szybciej podjąć decyzję o zmianie drogi. Ale równocześnie podkreśla, że podejmowanie tego typu decyzji jest bardzo trudne i nie zazdrości kierownikom, że stawali przed tego typu wyzwaniami.

Himalaista z Krakowa nie ma wątpliwości, że zakończona niedawno ekspedycja była pod wieloma względami wyjątkową wyprawą.

- Bardzo dużo się działo: akcja ratunkowa na Nanga Parbat, wypadek Rafała Froni, mój wypadek, samotny atak Denisa, potem ten opad śniegu, który de facto zakończył naszą wyprawę. Bardzo dużo wydarzeń, bardzo dużo zwrotów akcji. Tym bardziej mam poczucie, że potrzebuję kilka dni, może kilkanaście, żeby to wszystko przemyśleć, poukładać w głowie i spróbować ocenić - stwierdził Bielecki. I nie dał się sprowokować dziennikarzom do wypowiedzi na temat zachowania Denisa Urubki, który pod koniec lutego zdecydował się na samodzielny atak - wbrew planom i poleceniom kierownictwa wyprawy.

- Wtedy przede wszystkim, tak po ludzku, bardzo bardzo martwiłem się o niego martwiłem. Bo taki atak jest bardzo niebezpieczny. Nie jestem osobą, która zwykła się użalać i mówić, co by było gdyby. Nie chciałbym komentować tego zachowania Denisa. Nie ma jasnej opinii, muszę się zastanowić, na spokojnie porozmawiać z Denisem, poukładać to sobie w głowie – mówił Adam Bielecki. A pytany, czy wyobraża sobie wspólne wyprawy z Urubką odpowiedział krótko: "myślę, że tak".

Czytaj też: Urubko nie był ani pierwszy, ani ostatni. "Na wyprawach bardzo często wybuchają gwałtowne konflikty">>>

Akcja, która przejdzie do historii

Polskich himalaistów powitał na warszawskim lotnisku ambasador Francji. Pierre Levy chciał w ten sposób podziękować za uratowanie Elisabeth Revol.

W akcji ratunkowej na Nanga Parbat brali udział: Jarosław Botor, Adam Bielecki, Piotr Tomala i Denis Urubko. Dwójce Bielecki-Urubko udało się po zaledwie kilku godzinach wspinaczki dotrzeć do osłabionej Francuzki. Ale nie było szans, by spróbować odnaleźć Tomasza Mackiewicza.

Jak przyznał Adam Bielecki, uratowanie Elisabeth Revol - prócz niebywałej satysfakcji - zmotywowała himalaistów.

- Pokazała, że jestem w stanie z Denisem dobrze szybko działać w górach - podsumował.

Czytaj też: Wiadomo, dlaczego ratownicy nie poszli po Mackiewicza. Ukazał się raport z akcji na Nanga Parbat>>>

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny