Film "Twarz" opowiada o jego wypadku. Ale życie pana Grzegorza wygląda teraz inaczej

- Jestem zwykłym, szarym człowiekiem, który musi myśleć o tym, skąd wziąć na leki - mówi Grzegorz Galasiński. 5 lat temu lekarze przeszczepili mu twarz. Do kin właśnie wszedł film inspirowany jego wypadkiem.

Grzegorz Galasiński dobrze pamięta moment wypadku. 23 kwietnia 2013 r. był normalnym dniem pracy w zakładzie budowlanym w dolnośląskich Stanowicach, do momentu, gdy maszyna do cięcia kostki brukowej niespodziewanie włączyła się i amputowała mu twarz.

Mężczyzna żyje dlatego, że matka Sławomira Banacha, który w tym samym czasie zmarł na drugim końcu Polski, zgodziła się na oddanie mu twarzy syna, a lekarze wykonali przeszczep.

Teraz, 5 lat po pierwszej operacji, Grzegorz Galasiński podkreśla, że jego życie to ciągła walka o pieniądze na leczenie, dzięki którym może żyć. Mówi, że teraz ma więcej problemów ze zdrowiem niż tuż po przeszczepie, a lekarze nie wiedzą, jak mogą mu pomóc. Ale pan Grzegorz się nie poddaje. Portalowi tokfm.pl mówi, jak wygląda jego codzienność.

Anna Dryjańska: Widział pan film "Twarz" Małgorzaty Szumowskiej?

Grzegorz Galasiński: Tak. Zła reakcja otoczenia, którą tam pokazują, nie ma nic wspólnego z moim życiem. Jedyne co się zgadza, to wypadek i przeszczep twarzy. Ludzie mi pomogli i to wiele.

Ja tam byłem tylko konsultantem, mówiłem, jak się czuję po operacji. Problemy, z którymi boryka się bohater, są odzwierciedleniem tego, co się dzieje z prawdziwymi ludźmi po przeszczepach. Gdy nie ma środków do życia, leczenia, refundacji. Ale film to film, życie to życie. Mówię, co myślę, nie jestem politykiem ani jakąś gwiazdą.

 

Zwiastun filmu "Twarz" Małgorzaty Szumowskiej

Nie jest pan sławny w rodzinnym Niemilu?

- Nie jestem. Nigdy nie byłem i nie będę. Stałem się osobą medialną, ale to nie był mój wybór. To mnie męczy. Jestem zwykłym, szarym obywatelem. Polakiem. Patriotą, ale nie idiotą.

Walczę o wszystko. Życie nie jest fajne, niestety ja zostałem z tym sam. Wypadek był, zrobili mi przeszczep, żyję.

Niektórzy pytają, czego jeszcze chcę. A ja odpowiadam: spokojnego życia.

Na czym polega rehabilitacja?

- Na ciężkiej, bezustannej pracy. Wytrwałość, ogrom wyrzeczeń i czas sprawiają, że można osiągnąć wiele.

Nadal pana boli?

- Tak, ale już się do tego przyzwyczaiłem. To nie zawsze są fale bólu - to też okropne swędzenie w miejscu, gdzie nic nie mogę z tym zrobić. Czasami w uszkodzonym oku swędzi mnie tak bardzo, że mam ochotę je sobie wykłuć.

Czy są jakieś leki, które mogłyby uśmierzyć ten ból?

- Nie wszystko da się załatwić tabletką. Nieraz trzeba po prostu znieść ból, poczekać aż sam minie. Wszystkim się wydaje, że skoro nie mogę pracować, to mam czas i mogę cieszyć się życiem. A to nie jest tak. Teraz mam więcej problemów ze zdrowiem niż tuż po przeszczepie.

Ja jestem zwykłym, szarym człowiekiem, który musi myśleć o tym, skąd wziąć na rachunki, na leki, na wszystko.

Ostatnio miałem kolejny zabieg żuchwy. Usunęli mi kości, które się nie zrosły. Od zeszłego roku cały czas mam komplikacje. Ale nikt mnie nie słucha. Nikogo to nie obchodzi.

Gdy mówię, że coś mi dolega, że coś jest źle, to słyszę od lekarzy, że nic się nie dzieje. To jest właśnie moje życie.

Ile miesięcznie kosztuje pana leczenie?

- Kilka tysięcy. Mama, z którą mieszkam, ma 900 zł emerytury. Razem z moją rentą i tak by brakowało nawet na zwykłe rachunki. A, i mam jeszcze 153 zł z opieki społecznej.

Jak pan co miesiąc zdobywa te brakujące kilka tysięcy złotych?

- Dzięki ludziom. Bardzo mnie wspierają. Można też na mnie przekazać 1 proc. podatku. Jakoś się na razie udawało. Ja środki zdobywam, ale nie mam ochoty o tym mówić. To nie są łatwe pieniądze, choć niektórym tak się wydaje.

Ma pan do kogoś żal? Do losu, polityków, lekarzy?

- Do nikogo. Ja już niczego nie oczekuję.

Lekarze sami nie wiedzą, co dalej ze mną zrobić.

Nie mam o to pretensji. Po prostu ich wytyczne co do mojego przypadku, już dawno się skończyły. Funkcjonuję tylko dzięki fachowej fizjoterapii.

Widzę naklejkę Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na pańskim telefonie.

- Oczywiście. Wspieram zawsze i wszędzie.

Co panu jeszcze doskwiera?

- Bezradność. Po takim przeszczepie już nigdy nie będę mógł podjąć pracy. A ja pracowałem całe życie. Bardzo mi tego brakuje. Dużo siedzę w domu. Nieraz na wioskę wyjdę. Zwykle mało kogo się spotyka, ludzie żyją swoim życiem. Pracują, wiadomo. A ja siedzę w domu.

Zazdrości im pan tego pędu?

- Zazdroszczę im tego, że mają zajęcie.

Mnie jest ciężko siedzieć w domu. Nigdy się tego nie nauczę.

Ja muszę mieć zajęte ręce. Do wypadku paliłem trzy paczki dziennie. Teraz w dłoni trzymam chusteczki, długopis.

Internet pomaga panu na samotność?

- Dzięki Facebookowi mam kontakt z życiem. Śledzę to, co się dzieje. Mam znajomych nie tylko z mojej wioski, ale z całego świata. To głównie Polacy. Raz na jakiś czas do mnie napiszą i to mnie bardzo cieszy.

Jak otoczenie zareagowało, gdy wrócił pan do domu po przeszczepie?

Większość osób była życzliwa, choć nie wszyscy. W każdym społeczeństwie zdarzają się ludzi bezmyślni, którzy robią coś, chociaż sami nie wiedzą po co.

Co się działo?

- Po przeszczepie musiałem wyremontować dom. Chodziło o to, by było jak najbardziej sterylnie, żeby nie wdało się zakażenie, bo wtedy ciało mogłoby odrzucić przeszczep.

Chyba nie wszystkim się spodobał ten remont. No i zdarzało się, że ludzie podrzucali mi na podwórko prezerwatywy, butelki po wódce, śmieci... Do skrzynki wrzucali anonimy, że na mnie doniosą, że prowadzę samochód. A ja nie miałem zakazu od okulisty.

To z zazdrości?

- Nie wiem. W końcu założyłem monitoring i wtedy się uspokoiło. Zresztą już wcześniej się domyślałem, kto to robi. Ale na szczęście większość osób była życzliwa.

Jak wygląda pański dzień?

- Rano i wieczorem biorę leki. Co drugi dzień przed południem mam rehabilitację. W domu nie ma mnie 3-4 godziny. Czasami robię drobne zakupy. Wracam. Jem coś. Nie jem już poza domem, bo to źle wygląda.

Potem oglądam telewizję, wchodzę na Facebooka. Gdy jest ładna pogoda, wychodzę na podwórko. Doglądam warzyw, które posadziłem. Bawię się z psem. Sprawiłem sobie owczarka niemieckiego.

Już pan może mieć psa? Lekarze pozwolili?

- Czuję się na siłach, więc mam. Wielu rzeczy mi nie wolno robić, a i tak to robię. Bo ja żyję, a nie wegetuję. Azor mieszka na podwórku, bo nie może w domu. Wiadomo, zarazki. Zrobiłem mu specjalną, ciepłą budę. Jest tak solidna, że nie może zmarznąć. Azor jest u mnie od kilku tygodni, ma pięć miesięcy.

To bryka!

- Aż za bardzo! (śmiech) Ale ma się gdzie wybiegać. Dzięki niemu czuję się lepiej. Mam jeszcze małego kundelka, Łatka. Bardzo mądry pies, mądrzejszy od wielu ludzi.

Azor i Łatek - psy pana Grzegorza.  Ze względu na konieczność zachowania sterylności domu, mieszkają na podwórku w ocieplanych budach.Azor i Łatek - psy pana Grzegorza. Ze względu na konieczność zachowania sterylności domu, mieszkają na podwórku w ocieplanych budach. fot. Grzegorz Galasiński

To brzmi tak, jakby ktoś pana zdenerwował.

- Jacyś obcy ludzie zamieszczali głupie komentarze u mnie na Facebooku, bardzo nieprzyjemnie komentowali zdjęcia. A ja na coś takiego nie pozwolę. Znam swoje prawa.

Na Facebooku należy pan do grupy Sympatyków KOD.

- Nie podoba mi się to, co PiS robi z krajem. Nie popieram Platformy, ale poprzednia władza robiła więcej dla ludzi. A teraz? No niestety, średniowiecze wróciło. Panuje ciemnogród.

Ale znajomi nacjonaliści zarzucają mi, że to ja jestem faszystą, bo nie popieram władzy. Zresztą podejście rządu jest takie samo. Oni wspierają faszyzm, ale to nas nazywają faszystami, bo się z nimi nie zgadzamy.

Ja słyszę, co się do mnie mówi. "Gorszy sort" na przykład.

Ale ludzie dalej klaszczą, bo dostają 500 plus. Ja tych ludzi znam od dziecka. Cieszą się, że dostają pieniądze, a nie dostrzegają, co się dzieje z narodem.

Czy chciałby pan coś jeszcze powiedzieć czytelnikom?

- Chyba tylko to, że sam wygląd nie świadczy o człowieku. Piękna twarz to nie wszystko.

Na leczenie pana Grzegorza Galasińskiego można przekazać 1 proc. podatku. Wypełniając PIT należy wpisać KRS 00 000 50 135 z dopiskiem "Twarz".

Można także przekaz(yw)ać darowiznę na konto: Dolnośląska Fundacja Rozwoju Ochrony Zdrowia Bank PKO S.A I oddz. Wrocław 45 1240 1994 1111 0000 2495 6839 z dopiskiem "Twarz".

Zobacz także
Komentarze (131)
Grzegorz Galasiński miał przeszczep twarzy w 2013 roku. Wywiad dla portalu tokfm.pl. Mężczyzna opowiada jak wygląda jego życie i co sądzi o filmie "Twarz", którego reżyserką jest Małgorzata Szumowska
Zaloguj się
  • julietwhiskey

    Oceniono 34 razy 28

    Twardy facet. Bardzo twardy. Szacun panie Grzegorzu.

  • pensylwania2

    Oceniono 29 razy 25

    Mam nadzieję, że ten wywiad czyta pan Gowin i inni z PiSu, którym nie starcza do pierwszego.

  • agilmagil

    Oceniono 18 razy 18

    I to jest wlasnie nasz chory system. Skończył sie medialny szum, człowiek trafił w próżnię. Brakuje opieki psychologicznej, wsparcia, które pozwoliłoby takim osobom po wypadkach czuć sie ważnymi i potrzebnymi. Mógłby Pan jeździć do szkół i opowiadać swoją historie, wygłaszać wykłady. Powodzenia i wytrwałości.

  • nasza_droga_sic_gw

    Oceniono 20 razy 18

    Zapomniała Pani Redaktor spytać o Pana Prokuratora, co opóźnił zabranie odciętej części twarzy, przez co nie można było dokonać autoprzeszczepu.

  • tukantoko

    Oceniono 20 razy 14

    Wszystkiego dobrego panie Grzegorzu - życzę panu poznania jakiejś dobrej i mądrej kobiety!

  • margoked

    Oceniono 18 razy 12

    Nie tak dawno myślałam o Panu, co się z Panem dzieje, co u Pana słychać... cieszę się, że jest Pan taki jak jest. Życie jest nieprzewidywalne i mimo wszystko piękne;-)Pozdrawiam.

  • pivonka

    Oceniono 13 razy 11

    "5 lat temu lekarze przeszczepili mu twarz".
    Warto w tym miejscu wspomnieć o prawdziwych mistrzach światowej chirurgii, którzy tego dokonali, czyli o zespole pod kierownictwem prof. Adama Maciejewskiego z Instytutu Onkologii w Gliwicach.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

DOSTĘP PREMIUM

Polecamy