"Jesteśmy dumni z powiązań z George'em Sorosem". Uniwersytet na celowniku Viktora Orbana

Węgierskie władze zmieniły ustawę o szkolnictwie wyższym. Cel? Utrudnić działanie jednej, konkretnej uczelni. Jedyną winą Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU) jest to, że założył go i finansuje George Soros - odwieczny wróg Viktora Orbana.

Rząd Orbana przyszykował ustawę, zgodnie z którą zarejestrowana w innym kraju uczelnia, by działać na Węgrzech, musi też otworzyć kursy właśnie w tamtym kraju. Takich kursów nie miało zarejestrowane w Stanach Zjednoczonych CEU. Jego przedstawiciele nie mają wątpliwości: prawo napisano tak, by zmusić uniwersytet do zamknięcia lub przeniesienia. Uczelnia dostosowała się jednak do wymogów, ale wciąż nie dostała kompletu potrzebnych pozwoleń.

W obronie szkoły wypowiedzieli się m.in. Departament Stanu US, komisarz ds. edukacji Unii Europejskiej, prezydent Niemiec, Oxford, Cambridge, 17 noblistów oraz grupa polskich historyków, wśród nich profesorowie Włodzimierz Borodziej, Andrzej Chwalba, Maciej Janowski, Jerzy Kochanowski, Paweł Machcewicz, Dariusz Stola. 

CEU odwiedziła dziennikarka Radia TOK FM Magdalena Paciorek, która rozmawiała z rzeczniczką uniwersytetu, Colleen Sharkey. 

Magdalena Paciorek: Ilu obecnie studentów uczy się na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim?

Colleen Sharkey: Mamy studia magisterskie i doktoranckie, łącznie uczy się u nas około 1440 osób.

Wiadomo już, jak to będzie w przyszłym roku?

- Właśnie kończymy nabór na kolejny rok akademicki i z radością możemy powiedzieć, że żadnego spadku w liczbie podań nie odnotowaliśmy. Ich liczba jest w zasadzie taka sama jak w ubiegłych latach. Bardzo się z tego cieszymy.

Czyli studenci nie obawiają się skutków działań węgierskiego rządu wobec CEU i tego, że będą zmuszeni wraz z uniwersytetem wyprowadzić się z Budapesztu?

- CEU to przede wszystkim uniwersytet o zasięgu międzynarodowym. W zeszłym roku w Times Higher Education, międzynarodowym rankingu uniwersytetów, zajęliśmy drugie miejsce pod względem różnorodności. Studiują u nas ludzie z ponad 110 krajów, nie tylko Węgrzy, ich jest około 15-20 procent. Mamy studentów z Ameryki Północnej, Afryki, z północy Europy, z Europy Zachodniej, z większości krajów Azji.

Cokolwiek stanie się naszej uczelni, uderzy w studentów z wielu krajów. Ale tak jak mówiłam, nie zaobserwowaliśmy spadku zainteresowania nauką u nas. Trudno powiedzieć, czym kierują się ludzie, którzy złożyli podania albo tego nie zrobili. Nie słyszeliśmy, by nasi studenci wyrażali jakiś niepokój lub obawę. Myślę wręcz, że dla części z nich wiele znaczy nasza „misja” i to, że opowiedzieliśmy się za wolnością akademicką.

Ale podejrzewam, że większość z nich – a także pracownicy i wykładowcy – śledzi wydarzenia związane ze zmianami w ustawie o szkolnictwie wyższym, jakie wprowadziły węgierskie władze. Jaki jest obecny status uczelni?

- Obecnie wciąż jesteśmy w stanie prawnego zawieszenia. To trwa już od roku. Niemal równo rok temu rząd przyjął tę ustawę, którą zaczęto nazywać „lex CEU”, bo uważa się, że została wymierzona konkretnie w nasz uniwersytet.

Przez ostatni rok bardzo ciężko pracowaliśmy, by dostosować się do wymogów przewidzianych w nowej ustawie o szkolnictwie wyższym. Obecnie spełniliśmy już wszystkie warunki prawne. W zasadzie to spełniamy je już od jesieni. Ostatnim krokiem na tej drodze było zawarcie umowy z Bard College w Nowym Jorku. Spełniliśmy tym samym warunek prowadzenia działalności edukacyjnej w kraju, w którym uczelnia jest zarejestrowana.

Kursy w Nowym Jorku ruszyły od stycznia. 

- Tak. A od grudnia czekamy na podpis węgierskiego rządu pod umową między stanem Nowy Jork, gdzie jesteśmy zarejestrowani. Wszystkie negocjacje zostały zamknięte,
obie strony były zadowolone z wyników. Teraz strona węgierska musi tylko podpisać te
uzgodnienia.

Niedawno pojawiła się informacja, że uczelnia dostała jednak zgodę na kolejne 5 lat działalności na Węgrzech. Rząd szybko to zdementował.

- To trudne do wytłumaczenia, ale są to dwie różne sprawy. Obowiązuje nas pięcioletni cykl akredytacyjny, te akredytacje przyznawane są przez węgierską komisję. Z racji tego, że nasi studenci mogą dostać dyplom węgierski, ale i amerykański przechodzimy takie procesy akredytacyjne i na Węgrzech i w Stanach Zjednoczonych.

I właśnie teraz dostaliśmy zgodę od komisji węgierskiej na przedłużenie naszej akredytacji. Ta komisja oceniała nasze kursy i uniwersytet. Byli bardzo zadowoleni,  dostaliśmy naprawdę pozytywną ocenę. Ale podkreślam: ta cała procedura jest normalna i obowiązuje większość uniwersytetów na świecie. Sprawa polityczna jest czymś zupełnie innym. To był rządowy atak wycelowany w nasz uniwersytet. 

Mówi pani, że spełniliście wszystkie wymogi i warunki opisane w zmienionej przez węgierskie władze ustawie. Tymczasem rzecznik węgierskiego rządu, Zoltan Kovacs, stwierdził niecały miesiąc temu, że „według rządowej interpretacji, CEU nie dorównuje standardom, które obowiązują wszystkie uniwersytety działające na Węgrzech”. Co miał na myśli?

- To jest dobre pytanie, bo pomiędzy węgierskim rządem a uniwersytetem nie ma żadnej komunikacji. Po tym, jak rok temu złożono projekt ustawy, próbowaliśmy wielokrotnie skontaktować się z rządem, zdobyć odpowiedź na pytanie, co powinniśmy zrobić. Prosiliśmy o bardzo konkretne wymagania, tak abyśmy mogli je spełnić. Ale nasze pytania pozostawały bez odpowiedzi. Uruchamialiśmy kursy w Nowym Jorku, w państwie, w którym zarejestrowana jest nasza uczelnia, bez pewności, że spełni to wymogi rządowe. Nie wiedzieliśmy tego na pewno, bo nie wiemy, czego oni konkretnie oczekują. Myślę, że daje im to pewną przewagę, bo przecież mogą teraz powiedzieć: „nie tego oczekiwaliśmy”. Oni zmieniają elementy tej układanki.

Nie można ignorować faktu, że założyciel uczelni, George Soros, jest politycznym wrogiem numer jeden Viktora Orbana. Myśli pani, że temat uniwersytetu był po prostu wykorzystywany w kampanii i że coś drgnie już po wyborach?

- Jak widzisz chodząc po Budapeszcie, billboardy z wizerunkiem George'a Sorosa są wszędzie. Były tu już kilka miesięcy temu. Gdziekolwiek się odwrócisz, są plakaty, na których zestawiony jest z liderami opozycji, alarmujące, że chce zalać Europę milionami migrantów. George Soros jest jednym z założycieli tego uniwersytetu, razem z innymi intelektualistami z Europy Środkowo-Wschodniej.

Jesteśmy bardzo dumni z powiązań z nim, nigdy im nie zaprzeczaliśmy i nie chcemy
im zaprzeczać. Ale ważne jest to, że jesteśmy niezależni od naszego założyciela. Mamy prezydenta uczelni, rektora, senat i ponad 20-osobową radę dyrektorską. Nasz prezydent odpowiada przed tą radą i przed społecznością uczelni. Pracuję tu 6 lat, poznałam pana Sorosa, ale on nie przyjeżdża tu często, nie ma nic wspólnego z codziennym funkcjonowaniem uczelni. Myślę, że uniwersytet został wciągnięty w bardzo niefortunną polityczną przepychankę między Viktora Orbana i George'a
Sorosa. Nigdy nie chcieliśmy być jej częścią, jesteśmy uniwersytetem, a nie organizacją polityczną, organizacją pozarządową, nie mamy żadnego zamiaru zagrażać władzy. Pech chciał, że zostaliśmy wciągnięci w tę sytuację.

Jako uniwersytet musicie teraz przygotowywać – i przygotowujecie – plan B, na wypadek, gdyby rząd odmówił wam zgody na działalność w Budapeszcie.

- Oczywiście sytuacja jest negatywna. „Lex-CEU” jest negatywne, to atak wymierzony bezpośrednio w naszą uczelnię, ale staramy się patrzeć na to pozytywnie. Utworzenie drugiego kampusu w Nowym Jorku, a możliwie i trzeciego w Wiedniu, może okazać się bardzo dobre dla naszego uniwersytetu.

Będziemy mogli zapewnić naszym studentom możliwość sieć miejsc, w których mogliby studiować, jeździć na wymiany i zdobywać doświadczenie. Mówisz o planie B – myślę, że to bardzo ważne, by mieć taki plan, gdy jest się odpowiedzialnym za całą społeczność, studentów, pracowników. Zwłaszcza gdy jest się obiektem takich ataków. Na początku pojawił się pomysł otwarcia kampusu w Wiedniu. Gdybyśmy zostali zmuszeni opuścić kraj, to byłby nasz plan B.

Ale chcę to bardzo mocno podkreślić – chcemy zostać w Budapeszcie. Pracujemy teraz w niemal zupełnie nowym budynku, otwartym we wrześniu 2016 roku, chcemy tu zostać. To jest nasz dom. Chcemy być odpowiedzialni i w związku z tym musimy mieć plan B.

Co stało się z ruchem „I stand with CEU” (czyli "Trzymam stronę CEU")? Rok temu były tu ogromne protesty.

- Ten ruch wciąż działa, rok temu na ulice wyszło nawet 80 tysięcy osób z hasłami w obronie CEU. Nasi studenci wciąż noszą takie znaczki, nagłaśniają sytuację w mediach społecznościowych. Ten ruch jest aktywny, choć sprawa CEU zeszła już z pierwszych stron gazet. Ale wciąż o niej mówimy,

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (20)
"Jesteśmy dumni z powiązań z George'em Sorosem". Uniwersytet na celowniku Viktora Orbana
Zaloguj się
  • smok61

    Oceniono 14 razy 8

    Gazeta Wyborcza też jest dumna z powiązań z Sorosem . Dzięki pieniądzom uzyskanym od miliardera . codzienni informuje (oczywiście "niezależnie") Polaków jakimi są kretynami , jak bardzo w" prawdziwej europie" niemodny jest katolicyzm (teraz się go już nie nosi) ,ale nie informuje o następstwach islamizacji zachodniej części kontynentu.
    Dowiadujemy się z tej gazety , że razem z Hitlerem wybiliśmy Zydów z całej europy. Dowiadujemy się , że koniecznie za tę"zbrodnie " musimy zapłacić lobby żygowskiemu w USA , ale nie dowiadujemy się, jak Żydzi z polskimi urzędnikami nielegalnie przejmują polskie kamienice.
    ------------
    Duma z finansowania przez pana Sorosa ...nie jest obca, także w Polsce .

  • 68jacekw

    Oceniono 10 razy 6

    Węgry po zwycięstwie Fideszu i uzyskaniu większości parlamentarnej zapewne szybko sobie poradzą z fundacjami p.Sorosa,który chce ich uszczęśliwić imigrantami i stworzyc 'społeczeństwo otwarte" gdzie obywatel kraju ma pracować na zasiłki dla nierobów z Afryki i Azji.

  • vidi12

    Oceniono 12 razy 6

    Węgrzy mają CEU.. my Gazetę Wyborczą i TVN... Pracownicy z Czerskiej i Wiertniczej też są dumni ze swej antypolskiej działalności :((((

  • 2bxornot2b

    Oceniono 10 razy 6

    Na starosc zaczynam dochodzic do smutnego wniosku iz uczelnie nauj niescislych sa bardziej szkodliwe od szkolen komitetu centralnego polski zjednoczony partii roborniczy.

  • mlehc

    Oceniono 7 razy 3

    Słusznie, że Orban nie chce sobie wyhodować w kraju żmii i V kolumny. Wszyscy, którzy kiedykolwiek, kierowani miłosierdziem, przyjęli Żydów pod swój dach, wcześniej, czy póżniej tego pożałowali.

  • Oceniono 13 razy 3

    Jak ktoś dosostaje kasę I to nie mała to wypuści do dupy i diabła mamy przykład w Polsce feministki sponsorowane przez sorosa który jest odpowiedzialny za imigrantów w eu z jednej strony sponsorów pobytu islamistów któremu mają kobiety niżej jak bydło z drugiej strony feministki

  • 0

    Borodziej sobie i Uniwersytetowi Warszawskiemu kiepskie świadectwo wystawił, będąc recenzentem kiepskiej i nieuczciwej pracy doktorskiej Pani Anetty Rybickiej o Ost Instytucie w Krakowie.

  • Janusz Kuszpit

    Oceniono 3 razy -1

    chwalba podpisał?kiedys podpisał kolaborację z esbecją polską...czyli swinia jest świnią.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX