Wykluczenie komunikacyjne - z czego wynika i co trzeba w tej sprawie zrobić. "Magazyn miasta"

Może to zabrzmi paradoksalnie, ale problem wykluczenia komunikacyjnego jest w Polsce tak duży, że właściwie przestaliśmy go dostrzegać. Między innymi dlatego, że wiele osób, nie mając innego wyjścia, kupiło sobie samochód - i, rzeczywiście, może już nie potrzebować autobusów czy pociągów. Choć wciąż nie brakuje głosów, że likwidacja transportu publicznego jest skutkiem "usamochodowienia" Polaków, a nie przyczyną.

Skalę problemu pokazuje jedna liczba: blisko 14 mln mieszkańców Polski żyje na obszarach, na których nikt nie organizuje transportu publicznego. A dostęp do kolei czy autobusów to nie wszystko. Chodzi też o ścieżki rowerowe czy chodniki. Nie można też mówić o dostępie do komunikacji publicznej osoby, która może nawet mieszka przy czynnej stacji kolejowej, ale takiej, na której pociąg zatrzymuje się 3 razy w ciągu doby, i to w irracjonalnych godzinach.

Skąd wziął się w Polsce ten problem? Czy ograniczone fundusze publiczne są jego główną przyczyną? Co należałoby zrobić, żeby tę sytuację zmienić? I jak robią to, na przykład, w Niemczech? O tych, i wielu innych wątkach, związanych z polskim wykluczeniem komunikacyjnym dyskutują goście Marty Żakowskiej: redaktor naczelny pisma "Z biegiem szyn" Karol Trammer i Robert Buciak, aktywista, współzałożyciel Federacji Piesza Polska.

Na pytania i uwagi czekamy pod adresem magazynmiasta@tok.fm

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (1)
Wykluczenie komunikacyjne - z czego wynika i co trzeba w tej sprawie zrobić. "Magazyn miasta"
Zaloguj się
  • king1932

    0

    Poza centrami miast transport publiczny to fikcja. Jeden autobus raz na jedną lub dwie godziny wymusza także w miastach poruszanie się samochodem. Kolejny temat to czas przejadu. Poza Warszawą nie ma metra, szybkich tramwajów. A dojazd do np. przez dwie, trzy godziny nikogo nie interesuje.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX