Stawiszyński apeluje do opozycji i jej wyborców: Zamiast hejtować zwolenników PiS, pomyślcie, dlaczego wygrali

Opozycja i jej zwolennicy byli święcie przekonani, że zwycięstwo w wyborach im się bezwzględnie należało. A jednak to się nie wydarzyło. Zamiast hejtować wyborców Prawa i Sprawiedliwości, warto sobie teraz zadać kilka fundamentalnych pytań, aby zdiagnozować przyczyny porażki.

Amerykański psycholog i filozof James Hillman powtarzał przy różnych okazjach, że nie można zrozumieć jakiegoś zjawiska, jeśli z góry założy się, że nie powinno ono zaistnieć. Chodzi tu o prosty w gruncie rzeczy ruch, a mianowicie o taki sposób spojrzenia na dany fenomen, który unika wartościowania – rozstrzygania czy to dobrze, czy źle, że się coś stało albo nie stało. Zawiesza się tu zatem wszelkie własne diagnozy, etyki, sympatie, przesądy, lęki albo oczekiwania. Zamiast oceniania, dąży się do uchwycenia procesów, które dały określony efekt; które, innymi słowy, stoją za jego pojawieniem się.

Bo jakieś zawsze stoją. Choćbyśmy nawet wydarzenia, których się nie spodziewamy, i których pragniemy za wszelką cenę uniknąć, postrzegali jako aktywujące się samoistnie, zgoła bez przyczyn, albo też jako sprokurowane po prostu przez takie czy inne "siły zła".

Skądinąd mamy przecież do tego naturalną tendencję. Opisywaną w niezliczonych książkach psychologicznych demaskujących mechanizmy obronne, strategie redukcji dysonansu poznawczego i wszelkie inne techniki, jakie nasz umysł stosuje, żeby nie konfrontować się z rzeczywistością, tylko trwać niezmiennie przy jakichś z góry powziętych przekonaniach. W tym, przede wszystkim, przekonaniu o własnej dobroci i uczciwości.

Lekarstwo bywa elementem choroby

Otóż właśnie tego rodzaju podejście – przestrzegał Hillman – jest najlepszą metodą, żeby się kompletnie rozminąć ze zjawiskiem, z którym mamy do czynienia. Rozumienie nie polega bowiem na rozstrzyganiu, czy coś powinno, czy nie powinno się było wydarzyć, tylko na uważnym rozpoznaniu warunków możliwości oraz środowiska, w którym do niego doszło.

I jeszcze jedna uwaga tego samego autora: wyobrażenie lekarstwa nader często bywa elementem choroby. To znaczy – panacea, o których sądzimy, że okażą się niezawodne w odniesieniu do sytuacji postrzeganych przez nas jako trudne i problemowe, niekoniecznie naprawdę są panaceami. Przeciwnie – mogą być one właśnie emanacją tych problemowych sytuacji, fantazją, która, paradoksalnie, pozwala utrzymywać system w stanie aktywności.

Zalecenie jest tutaj zatem następujące – rozwiązania szukaj gdzie indziej niż w obszarze, który ci się niejako odruchowo jako cudowne lekarstwo narzuca. Przemożne wyobrażenie o tym, jak zniwelować jakiś dyskomfort – najlepiej: szybko i zdecydowanie – prawie na pewno zwiedzie cię na manowce, jest bowiem w istocie bezpiecznikiem, mimikrą „wytwarzaną” przez okoliczności, które doprowadziły do kryzysu. Właśnie po to, żeby kryzys trwał w najlepsze.

Zwycięstwo jednak się nie wydarzyło

Liczne wypowiedzi, posty i komentarze powyborcze – jak również pobieżna lektura wypowiedzi, postów i komentarzy przedwyborczych – dowodzą z pewnością jednego: przedstawiciele i zwolennicy tak zwanego obozu liberalnego byli od pewnego czasu święcie przekonani, że ich opcja polityczna odniesie nad PiS-em jednogłośne zwycięstwo. Nie ma się zatem co dziwić, że reakcje na tę przegraną są – jeśli chodzi o temperaturę emocjonalną – wprost proporcjonalne do świętej pewności, że się zwycięstwo im (czy raczej powinienem powiedzieć: nam, bo się z tym obozem, a w każdym razie z jego częścią, identyfikuję) bezwzględnie należy. A co więcej – że się także bezwzględnie wydarzy.

A jednak się nie wydarzyło.

Właściwe pytanie nie brzmi więc w tym momencie: jak sobie z tym poradzić, tylko jak tę przegraną zrozumieć?

Zobacz także: Wyniki wyborów do Europarlamentu. Grzegorz Schetyna: Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy zrobić, ale musimy zrobić dużo więcej

Odnoszę niestety wrażenie, że, jak na razie, znakomita większość liberalnych polityków i komentatorów, a także po prostu użytkowniczek i użytkowników portali społecznościowych, jest od zrozumienia jak najdalsza, tkwi bowiem wciąż w zdiagnozowanym przez Hillmana fantazmacie. Przyjmuje bowiem odruchowo założenie, że się ta kolejna – i spektakularna – wygrana PiS-u nie miała prawa wydarzyć. Że jest w najlepszym razie jakimś ekscesem, albo nawet wypadkiem przy pracy, w najgorszym zaś epifanią jakichś ciemnych i błotnistych energii krążących intensywnie w umysłach i sercach sporej części polskiego społeczeństwa.

Hejt tylko osłabia

W tych komentarzach – z wyjątkami, oczywiście, na szczęście wcale licznymi – pogarda miesza się z poczuciem wyższości, a przekonanie o bezalternatywności i doskonałości własnych politycznych identyfikacji z nienaruszalnym poczuciem, że ktokolwiek głosował na PiS, ten musi być albo głupi, albo złośliwy, albo przekupny, albo leniwy, albo niewykształcony, albo też dotkliwie skażony rozlicznymi moralno-umysłowymi wadami, z których nietolerancja, ksenofobia, zaściankowość, niechęć do płacenia podatków, a nawet sympatie totalitarno-autorytarne, należą bez mała do najbardziej łagodnych.

Że jest to uleganie najbanalniejszym mechanizmom psychologicznym i popadanie dokładnie w tę odmianę hejtu, którą zarzuca się innym – nie mam wątpliwości.

Że jest to postępowanie gwarantujące brak kontaktu z rzeczywistością własnej przegranej, a tym samym fundujące przegraną w wyborach jesiennych – jestem o tym przekonany.

Że tylko próba refleksji nad tym, co się wydarzyło w niedzielę, jak również, a może przede wszystkim, refleksja nad tym, co się wydarzyło w wyborach w 2015 roku, może doprowadzić do uniknięcia kolejnej porażki – to także jest dla mnie więcej niż pewne.

Bicie na alarm przestało robić wrażenie

Ale takiej refleksji jak dotąd na poważnie nie podjęto ani razu (nie licząc kilku tekstów publicystycznych, często zresztą piętnowanych za rzekomy "symetryzm"). Zaraz po przegranej w 2015 roku, obóz skupiony wokół poprzedniej ekipy rządzącej rozpoczął bowiem rytualne bicie na alarm – i w tym alarmowym stanie trwał bodaj aż do teraz. Przy czym "koniec demokracji", "totalitaryzm", "dyktaturę" i "państwo policyjne" ogłoszono już po tygodniu czy dwóch, a tymczasem w doświadczeniu przeważającej części społeczeństwa słońce jak co dzień wstawało, nikogo nie zamykano do więzień, wciąż można było otwarcie głosić swoje przekonania, gospodarka zaś funkcjonowała tak jak wcześniej.

Ponieważ jednak z najcięższych dział wypalono na wejściu, niedługo później ten nieustający huk salw przestał już na kimkolwiek robić wrażenie. Na kolejne nadużycia i przekroczenia pisowskiej ekipy zwyczajnie zabrakło odpowiednich pojęć, bo pierwotna, histeryczna reakcja opozycji zatarła wszelkie proporcje i zniwelowała możliwość jakiegokolwiek zniuansowania opisu. Dlatego właśnie stał się on nieadekwatny, nieatrakcyjny i zwyczajnie nieskuteczny.

W tym samym czasie bowiem PiS metodycznie spełniał obietnice wyborcze, udowadniając przy okazji, że – mimo tego, co od lat tutaj słyszeliśmy – jak najbardziej da się wprowadzać sensowne rozwiązania w obszarze polityki społecznej, takie choćby jak 500 plus. Budżet wcale nie ulega od tego zagładzie, a beneficjenci realnie zyskują, nie zaś pogrążają się w pijaństwie i rozpuście za państwowe pieniądze.

Jakość życia istotnej części obywateli i obywatelek tego kraju substancjalnie i systematycznie się poprawiała, a w tym samym czasie obóz opozycyjny wzywał ich do buntu przeciwko totalitarnemu okupantowi i dawał do zrozumienia, że jesteśmy pośrodku starcia sił światła z siłami ciemności. I że jedyną racją, która powinna skłaniać do poparcia tego właśnie obozu, jest "odsunięcie PiS od władzy". Zapewne wielu ludzi zadawało sobie pytanie: ale właściwie po co, z jakiej racji?

Opozycja bezprogramowa

I to właśnie – przypuszczam – ów rosnący wykładniczo dysonans pomiędzy alarmistyczną retoryką opozycji a realnym doświadczeniem znacznej części społeczeństwa, które boje o Trybunał Konstytucyjny i inne kwestie prawne postrzegało jako sprawy raczej abstrakcyjne, środowiskowe i w sumie mało znaczące; to zatem rosnący wykładniczo dysonans pomiędzy syrenami alarmowymi a spokojnym krajobrazem rozpościerającym się dookoła, jest jedną z zasadniczych przyczyn niedzielnej porażki obozu opozycyjnego. Po prostu – dość wcześnie stracił on w oczach wyborców i wyborczyń wiarygodność.

Czytaj także: Mirosław Oczkoś: Koalicja Europejska dokonuje swojego żywota na naszych oczach. Do weekendu chyba nie dotrwa

Dodatkowo, za tym alarmem nie stał i dotąd nie stoi praktycznie żaden konkretny program, żadna realna propozycja rozwiązania problemów, których rząd PiS nie rozwiązał, albo które rozwiązuje w sposób powolny albo pobieżny. Sprawy socjalne, edukacja, bezrobocie, ograniczenie destrukcyjnych skutków wolnorynkowego kapitalizmu, poczucie elementarnego bezpieczeństwa i  godności, sensowny pomysł na usprawnienie służby zdrowia, opieki społecznej, komunikacji, infrastruktury – oto niektóre zagadnienia, jakie faktycznie interesują dziś polskich wyborców i wyborczynie.

Niezależnie od wszelkich wad Prawa i Sprawiedliwości, okazuje się, że znaczna część tych wyborców i wyborczyń postrzega tę partię jako po pierwsze, zainteresowaną ich życiem, po drugie, dysponującą konkretną ofertą programową dobrze rozpoznającą ich potrzeby, a po trzecie – faktycznie wprowadzającą w życie kampanijne obietnice.

Autentyczne emocje

Najważniejszy jednak problem tkwi w tym, że wybory w 2015 roku były nie tyle manifestacją poparcia dla PiS, ile raczej czerwoną kartką dla rządu Platformy Obywatelskiej czy szerzej: dla pewnego stylu uprawiania polityki charakterystycznego dla postokrągłostołowych, liberalnych elit. Ten styl nieodwołalnie odszedł wtedy w przeszłość, ale jego reprezentanci jakoś tę okoliczność przegapili.

Co mogą dzisiaj zrobić? Jakkolwiek obrazoburczo to zabrzmi, powinni przede wszystkim... przyznać rację PiS-owi.

Zobacz koniecznie: Wybory do Sejmu już za chwilę. CBOS publikuje nowy sondaż, w którym PiS jest potęgą

Przynajmniej częściowo. Dokładnie rzecz ujmując, powinni uświadomić sobie, że emocje i doświadczenia ludzi głosujących na PiS, emocje i doświadczenia stojące za wygraną ekipy Jarosława Kaczyńskiego są przynajmniej częściowo autentyczne i uzasadnione. Że PiS adekwatnie zdiagnozował nastroje społeczne, umiejętnie i trafnie zdefiniował najważniejsze problemy trapiące znaczną część Polek i Polaków, a także skutecznie dotarł do wyborców i wyborczyń z politycznym przekazem. A okoliczność, że ci ostatni nań zagłosowali, nie oznacza, że są ludźmi głupimi i złymi, tylko że uznali ten przekaz i idącą wraz za nim praktykę, za wiarygodne i korzystne. Bo takie widocznie w dużym stopniu faktycznie są. Mówiąc językiem psychoterapeutycznym – powinni umieć odzwierciedlić nastroje i doświadczenia tej części społeczeństwa, którą starają się przekonać do głosowania na siebie, nie zaś te nastroje i doświadczenia negować, wzniecając fałszywe alarmy albo emitując pogardliwe komentarze.

Nauka od PiS

Powinni zadać sobie także kilka pytań.

Na przykład – które elementy przekazu Prawa i Sprawiedliwości stanowią trafną diagnozę, a które są tylko politycznym PR? Dlaczego utraciliśmy zaufanie społeczne, co zrobiliśmy źle i w którym momencie? W jaki sposób tak zbudować polityczny komunikat, żeby nie deprecjonować wyborców przeciwnika, tylko zaproponować sensowną korektę? W którym momencie sami zachowujemy się tak, jak zarzucamy naszym przeciwnikom? Czy faktycznie z równym zapałem, co u nich,  piętnujemy negatywne zjawiska we własnym obozie?

Oraz – last but not least – czego możemy się od nich nauczyć?

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (38)
Wyniki wyborów do PE. Stawiszyński apeluje do opozycji i jej wyborców: Zamiast hejtować zwolenników PiS, pomyślcie o tym, dlaczego wygrali
Zaloguj się
  • 4m5marek

    Oceniono 5 razy -5

    dla wyborców liczy się to że dają a trójpodział władzy śady krsy to jakaś abstrakcja co obchodzi takiego człowieka który skończył podstawówkę a lepiej wykształcony zawodówkę trybunał konstytucyjny żeby nie tv i internet to by nie wiedział że takie coś istnieje bo mu to do szcześcia nie jest potrzebne i tyle wystarczy że ma na opłaty mieszkaniowe na jedzenie i ubranie i to jest wszystko czego taki wyborca chce ja mam wykształcenie średnie techniczne ale jestem na rencie bo tak się złożyło i interesuję się światem czytam książki interesuję się wydarzeniami w kraju i ww rzeczy mi nie wystarczają do szczęścia dlatego nie głosowałem na pis i nie zagłosuję i gnębi mnie to że pis znowu wygrał i prawdopodobnie wygra i jesienią chyba że opozycja spłodzi równie dobry dla większości program albo gospodarka się załamie i beneficjenci wszystkich + zorientują się że król jest nagi

  • barbarakoss

    Oceniono 8 razy -4

    To ciekawe. Obrazana i hejtowana czuje sie ja, jako osoba, ktora nie jest admiratorka PiSu i Wielkiego Przywodcy. I to obrazana przez czolowych politykow pisowskich, w czolowych mediach, telewizji tzw. narodowej. Jestem gorszego sortu, nie-Polka, wiec zdrajca narodu, postkomunistka itp. Itd., trudno tu wyliczac. I jeszcze nie wierze w zamach smolenski, wiec i nie mowie, ze Tusk morderca i zdrajca. A ten biedny elektorat PiSu trzeba oczywoscie bronic, bo nareszcie ktos sie za nimi ujal. Co tam sady, konstytucja, klamstwa, zadluzanie panstwa.

  • potpurka

    Oceniono 3 razy -3

    Opozycja popełniła ten sam błąd, co w wyborach prezydenckich. Po prostu dla nich (jak i dla każdego normalnego człowieka) było nie do pomyślenia głosować na kogoś takiego, jak A.D. Odpuścili sobie agresywną kampanię, bo uznali, że PiS i tak się sam wystarczająco pogrąża. Otóż pomylili się, bo duża część naszego społeczeństwa po prostu nie myśli trzeźwo (dosłownie i w przenośni), nie śledzi sytuacji i nie dokonuje analiz. To samo przydarzyło się teraz. Żaden normalnie myślący człowiek nie zagłosowałby na PiS. Tego toku myślenia uczepiła się KE, odpuściła sobie kampanię i mamy to, co mamy. Jeśli nie pójdą po rozum do głowy i nie zaczną do plebsu mówić językiem plebsu, to umoczą w jesiennych wyborach.

  • eski57

    Oceniono 3 razy -3

    - Prezes Kaczyński zawołaniem ; „Kto podnosi rękę na Kościół , ten podnosi rękę na Polskę” potwierdził współistnienie z Kościołem i oznajmił się jego obrońcą , co było związkiem przyczynowym do wystąpienia prelegenta p. Tuska na UW ! …………..3.05 ...jak TO czasem niezamierzane ..pomocnym staje się …….
    W tych 45 % Zwycięscy , mieści się najwierniejsza Kościołowi część katolików na pewno pomniejszona o niewielką liczbę beneficjentów „darów” Kaczyńskiego , którzy niekoniecznie kościołowi sprzyjają ! 
    Koalicja Europejska wsparcia ze strony Kościoła NIE ma (PO straciła po przywołaniu K. Łagiewnickiego przez o. Rydzyka do jedności po ; „nie będę klękał …) , wynik , który uzyskała jest optymalnym poparciem rzeczywistych i merytorycznych sympatyków ! 
    - Wiosna – p. Biedroń mimo dość ostrego wejścia w kwestie wyznaniowe – stosunki państwo - Kościół , szczęśliwie udało się 5 % przekroczyć …. Czy wynik ten można traktować , że tylko TAKA liczba Polaków wspiera TAKI rozdział ! ? ! ….
    Wybory te pokazały , że przynajmniej te ok. 45 % polskiego społeczeństwa jest b. związane z KK i ... PiS-em i wyrozumiałe wobec ich Grzeszności i duchowni , mimo wiadomych Filmów … mogą dalej Czuć się pożądani ! - Do następnych wyborów czasu niewiele , jak NA ujawnioną się sytuację ?

  • pszczolkaprezesa

    Oceniono 7 razy -3

    Dlaczego Pis wygrywa?
    Spójrzcie na panie z KE np. Nowacka, Mucha i na panie z PiS - Szydło i Pawłowicz.
    Spójrzcie na panów z KE np. Buzek, Klich i na panów z PiS - Suski, Karski
    Spójrzcie na przeciętnego Polakai odpowiedzcie sobie na to z kim Sóweren będzie identyfikował się?!

  • basiulek5

    Oceniono 7 razy -3

    Wygrali , bo mieli dostęp do skarbu państwa,czyli duuuuuuuuuużo pięniędzy na przekupsta i propagandę.To jest totalitaryzm!!!!.Musimy obal;iż ten rząd.

  • przyganiacz

    Oceniono 7 razy -3

    Stawiszyński apeluje do opozycji i jej wyborców: Zamiast hejtować zwolenników PiS, pomyślcie, dlaczego wygrali

    Wiadomo dlaczego wygrali - zastosowali wielokrotne przekupstwo wybranych grup elektoratu, z użyciem wymiernych pieniędzy wziętych z budżetu, płaconych przed wyborami. Ponadto mają do dyspozycji cały rządowy
    aparat propagandy i demagogii. Nie wygrali uczciwie bo nie było równej konkurencji, w sytuacji gdy wielu wyborców dało się skorumpować i brało kasę bez skrupułów. Inni mogliby jedynie obiecywać ale nie natychmiast dawać...

  • getz54

    Oceniono 9 razy -3

    Przyczyn porazki opozycji nalezy szukac moim zdaniem w racjonalności myślenia elektoratu PiS. Jak wiadomo, kazde zachowanie jest racjonalne, róznią się tylko między sobą racjonalności tych zachowań. Racjonalnośc zachowania zalezy od wykształcenia, doświadczenia, posiadanej wiedzy, środowiska w którym zyjemy, grupy do której przynalezymy, wieku, stanu zdrowia, et cetera. Jaką racjonalnośc myślenia moze prezentowac statystyczny wyborca PiS-u ? Mieszkaniec wsi lub małego miasteczka, słabo wykształcony, bezrobotny, zyjący z zasiłków socjalnych w biednej wielodzietnej rodzinie ? Ma 2000,- co miesiąc z 500+ które dał PiS ? Ma. Dostaje 300,- co rok na wyprawkę szkolną na kazde dziecko ? Dostaje. 888,- do emerytury czy renty dostał? Dostał. Wzrastają zasiłki i najnizsze wynagrodzenie ? Wzrastają. W TVP pokazują jak PiS zamyka bogaczy okradajcych kraj ? Pokazują. A co tych ludzi obchodzi niszczenie trójpodziału władzy, Sądu Najwyszszego, Trybunału Konstytucyjnego, likwidacja KRS, łamanie Konstytucji, łamanie zasad demokracji ? Dług publiczny, likwidacja OFE, nie mają znaczenia dla szczęśliwych absolwentów podstawówek i kursów strzyzenia psów i układania kwiatów dla bezrobotnych. Tych ludzi juz się niewyedukuje, dzieci tych ludzi nie nauczy się samodyscypliny, nie wzbudzi w nich chęci do nauki, nie zmusi do zmiany swojego nędznego zycia. One pozostaną w walących się lepiankach swoich rodziców na Podkarpaciu, Lubelszczynie, co miesiąc pójdą po zasiłek, co tydzień po makaron i mąkę do kościoła, po czyste
    ubranie do PCK. To jest stracone pokolenie genetycznych biedaków, opozycji nie stac na wydawanie miliardów złotych zeby im rozdac ryby, bo wędki PiS im nie moze dac, wzbogacą się dzięki swojej pracy i zmienią polityczny gust, przestaną byc wdzięczni, zdarza się.

  • drakaina

    Oceniono 4 razy -2

    Budżet _jeszcze_ nie ulega zagładzie przez 500+ i tym podobne. Gierek też przez kilka lat odtrąbiał skutecznie propagandę sukcesu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX