Dwa lata temu opisaliśmy "aferę lekową". Sprawdzamy, jak sytuacja wygląda dziś. Jest gorzej

Afera lekowa - to opisane przez TOK FM nieprawidłowości w Ministerstwie Zdrowia, które ułatwiają wywóz leków za granicę. Leków, których brakuje w Polsce, a wspomagają pacjentów w ciężkich chorobach, często ratują życie. Od ministra Radziwiłła dostaliśmy zapewnienie, że sytuacja się poprawia. Dziś mówimy "sprawdzam" i nie wygląda to najlepiej.

Blisko 200 leków ciągle jest zagrożonych wywozem z kraju. Aptekarze biją na alarm, bo nie są w stanie realizować recept. Leki zamawiane dla poszczególnych aptek są limitowane, a producenci przejęli system dystrybucji, by ograniczyć wywóz. W tym samym czasie minister zdrowia zapewnia, że sytuacja jest opanowana. Jego pomysł na rozwiązanie problemu, to śledzenie samochodów wywożących leki z kraju przez służby celne. 

Panie Ministrze! Jest czymś okrutnym i nieakceptowanym, aby chory cierpiący z powodu uporczywych wymiotów po chemioterapii, nie mógł bezzwłocznie otrzymać niezbędnych leków.

Tak zaczyna się list, który farmaceuta z Pleszewa, Mariusz Politowicz przesłał do ministerstwa zdrowia. Potem ten sam list przekierował do dziennikarzy TOK FM twierdząc, że jest bezradny.  

Politowicz opisuje szeroko przypadek swojej pacjentki chorej na raka. Kobieta przyjmuje chemioterapię i potrzebuje leków przeciwwymiotnych. Do apteki przyszedł jej mąż, ale w żadnej z hurtowni nie udało się zamówić potrzebnych medykamentów. Nie znaleźli ich także inni farmaceuci z okolic Pleszewa. Pacjentka czekała na lek prawie tydzień. Udało się załatwić tylko jedno opakowanie. - Jedno jest pewne - mówi Politowicz. - Pacjent, któremu nie udaje się powstrzymywać wymiotów ogromnie cierpi. Znam przypadki, w których pojawiają się myśli samobójcze, bo tego po prostu nie da się znieść - tłumaczy farmaceuta.

Brak leku? Normalność w większości aptek

Może to przypadek, że leku brakowało. Może jakiś nieszczęśliwy zbieg okoliczności? To pytanie zadajemy we władzach izby aptekarskiej. - W żadnym wypadku. To jest niestety normalność dla większości aptek i nie dotyczy tylko tego leku - mówi szef mazowieckiej izby aptekarskiej Michał Byliniak. Problemem nie są już tylko braki leków, lecz także sposób ich dystrybucji. - Część leków nadal wyjeżdża, ale też firmy zabezpieczają się przed potencjalnym wywozem. Ograniczają dostępność nawet, jak tego wywozu nie ma - mówi Byliniak i dodaje, że dochodzi do sytuacji w której aptekarz, żeby dostać lek musi udowodnić, że rzeczywiście zgłosił się pacjent z receptą. Farmaceuta zasłania dane wrażliwe i wysyła zdjęcie do pośrednika, który decyduje czy wysłać lek do apteki czy nie.

Postanowiliśmy sprawdzić, jak duże są problemy z dostępnością leków. Reporter TOK FM razem z kierownikiem apteki na warszawskim Mokotowie próbowali zamówić preparaty. - Proszę zobaczyć. Tu mam receptę niezrealizowaną od kilku dni. Wysłałem skan recepty i dostałem informację, że jeszcze coś muszę wyjaśnić. Coś im się nie spodobało. Dzwonię i proszę, żeby wreszcie ten lek przesłali. To procedura zamawiania leków, nawet tych ratujących życie. Trwa wiele dni, a pacjenci czekają - mówi farmaceuta Eugeniusz Bukiewicz i wskazuje na sporą stertę oczekujących recept. 

Zamawianie leków w praktyce

Dzwonimy do firmy po lek dla osób starszych, które mają problemy z nietrzymaniem moczu. W tradycyjnych hurtowaniach oczywiście nie jest dostępny. Na infolinii otrzymujemy informację, że recepta, którą aptekarz wysłał nie była odpowiednio załączona. – Nie mam obowiązku wysyłania wam recept. Tego nie ma w przepisach. Nie wierzycie mi, że ją mam? - pyta na infolinii Bukiewicz i dostaje informacje, że musi całą procedurę przejść jeszcze raz. Pacjent czeka. 

Wybieramy kolejny lek z tak zwanych deficytów. Tym razem sprawa jest bardzo poważna, bo chodzi o lek przeciwzakrzepowy. Po urazach ortopedycznych, zawałach, udarach jest niezbędny. Rozmowa była wyjątkowo krótka:

– Dzień dobry, mam recepty pacjentów i chciałem się dowiedzieć, jaka jest sytuacja z dostępnością leku – pyta farmaceuta i dostaje jasną odpowiedź

– Nie ma, są braki.

– Kiedy będzie? – dopytuje Eugeniusz Bukiewicz. 

– Nie ma żadnej informacji o spodziewanej dostawie - stwierdziła kobieta przyjmująca zamówienia. Wpisała zamówienie na listę oczekujących i na tym sprawa się kończy.

Eugeniusz Bukiewicz bezradnie rozkłada ręce i mówi, że takie odpowiedzi słyszy praktycznie za każdym razem - Kilkanaście osób dziennie słyszy ode mnie, że leku nie ma i nie wiadomo kiedy będzie - mówi farmaceuta i dodaje, że wiele osób przychodzi z jasną informacja od lekarza, czy po wypisie ze szpitala, by dany lek zacząć zażywać natychmiast.

Staramy się ściągnąć inny lek przeciwzakrzepowy. Znowu mamy sporą stertę recept od pacjentów oczekujących tylko w tej jednej aptece. Najpierw sprawdzamy w systemie informatycznym hurtowni, które zaopatrują aptekę. Wszystko świeci się na czerwono czyli leku nie ma. Dzwonimy, ale okazuje się, że farmaceuta nie zamówi już czterech opakowań w tym miesiącu. Do końca grudnia przysługują mu tylko 3, bo wykorzystał swój limit czyli 7 opakowań. Jeśli chce więcej to oczywiście lek jest, ale trzeba zapłacić prawie podwójną cenę. - Pacjent nie dopłaci 150 złotych do opakowania, więc tak jakby tego leku nie było - mówi aptekarz.

Firmy przejęły dystrybucję

Wywóz leków za granicę jest niekorzystny dla producentów leków - słyszymy wśród farmaceutów. Jeśli opakowanie w Polsce kosztuje 100 złotych a w Niemczech 300 to oczywiste jest, że na niemieckim rynku większe wzięcie będzie miał lek z Polski. To sprawia, że firma sprzeda mniej tych opakowań za 300 złotych.

Widząc praktycznie nieorganiczny wywóz, firmy zaczęły reagować. Tworzyły swoje własne hurtownie i to one przejęły kontrolę nad dystrybucją, to one wprowadzają limity i paradoksalnie to one dbają o to by konkretne leki w ogóle znalazły się w rękach polskiego pacjenta. Nie czynią tego z potrzeby serca tylko czystego rachunku ekonomicznego, ale jak widać efekt jest taki, że leku nadal nie ma.

"Afera lekowa" ciągle trwa

Tak zwaną aferę lekową TOK FM nagłośniło w 2015 roku. W kilku odsłonach wskazaliśmy mechanizm dystrybucji leków i nieprawidłowości w ministerstwie, które ułatwiały, a wręcz zachęcały do wywozu leków za granicę. To urzędnicy z Miodowej wydawali interpretację dla hurtowni, z której wynikało, że mimo obowiązujących przepisów nie muszą się stosować do 5 procentowych marż. Warunek był jeden: leki musiały być kierowane za granicę.

Interpretacje nie były nigdzie publikowane więc wszystko rozgrywało się po cichu. Mówiąc wprost: jeśli hurtownia sprzedawała polskiej aptece zarabiała 5 procent. Jeśli niemieckiej, włoskiej czy szwedzkiej zarabiała nawet kilkaset procent ceny zakupu. Efekt był taki, że duża część polskich hurtowni w ogóle nie sprzedawała na polski rynek, a leków co raz bardziej brakowało.

To była sprawa dla prokuratury, ale już nie jest

Wtedy sprawę do prokuratury skierował poseł PiS-u Tomasz Latos. Po kilku miesiącach  umorzono postępowanie nie dopatrując się przestępstwa. Zdaniem śledczych urzędnicy, którzy wydawali interpretację dla hurtowni, przedstawili korzystne dla siebie opinie prawników. Opinie Najwyższej Izby Kontroli, Biura Analiz Sejmowych i wielu innych prawników były dokładnie odwrotne, ale prokuratura sprawy nie kontynuowała.

Wtedy posłowie PiS-u byli zbulwersowani postępowaniem ministra Arłukowicza i jego pracowników. Minister Radziwiłł tuż po objęciu stanowiska zapewniał, że sprawa leków musi być sprawnie załatwiona. Po dwóch latach rządów wracamy do ministerstwa przy ulicy Miodowej z pytaniem: co zrobiono?

Michał Janczura: Panie ministrze, dwa lata temu mówił pan, że zintensyfikujecie działania, by powstrzymać wywóz leków z kraju. Rozmawiam z ludźmi, którzy są tym żywo zainteresowani i mówią, że nic się nie zmieniało...

Konstanty Radziwiłł: Jedni mówią, że nic się nie zmieniło, inni mówią, że się zmieniło. Problem istnieje, ja tego nie neguje. Intensyfikujemy działania i problem znikających leków nie jest już tak dotkliwy dla pacjentów, jak to było jeszcze kilka lat temu. Przecież o to chodzi. Pracujemy nad kolejnymi przepisami, które będą sprzyjać kontroli np. przepisami dotyczącymi monitorowania transportu pod kątem przemieszczania się leków.

MJ: Można trochę więcej na ten temat?

KR: Minister finansów przygotował przepisy o możliwości śledzenia niektórych rodzajów artykułów czy transportów przemieszczających się przez granicę i właśnie tam zostały dołączone leki. Ale ja jeszcze raz powtarzam: moim zdaniem ta sytuacja nie jest nasilona jak wtedy, gdy alarmowano, że pacjenci nie mają się czym leczyć. Ja co tydzień dostaje raport na ten temat i nie wygląda to tak alarmistycznie jak pan to przedstawia.

Przecież minister sam alarmuje!

No więc sprawdzamy czy rzeczywiście sytuacja jest opanowana. Sięgamy do obwieszczeń samego ministra Radziwiłła, który co jakiś czas publikuje wykaz leków zagrożonych wywozem. Sprawdzamy obwieszczenie z listopada 2015 roku, które obowiązywało, gdy meldował się w swoim gabinecie. Na liście było 147 leków. To i tak dużo, tym bardziej że na liście znajdowały się leki ratujące życie. Główny inspektorat Farmaceutyczny był zasypywany telefonami i listami. Po materiałach opublikowanych w TOK FM dostawaliśmy sygnały od ludzi, którzy wręcz prosili, żeby im pomóc. Minęły dwa lata. Sprawdźmy ostatnią opublikowaną w listopadzie 2017 roku listę i widzimy na niej 197 leków(!) czyli o 50 więcej niż dwa lata wcześniej, gdy sytuacja miała być trudniejsza.

Dlaczego obwieszczenie jest tak ważne? Bo powstaje w oparciu o sygnały z aptek. Te zgłaszają do inspekcji przypadki, gdy nie mogą zamówić leku dla swoich pacjentów. Jeśli zgłoszenie w przypadku konkretnego preparatu się powtarza, to ten trafia na listę, a wtedy wywóz może się odbywać tylko za zgodą odpowiednich organów. - Te przepisy praktycznie nie działają - słyszymy wśród farmaceutów.

Przychodnie od spraw leków

- Wywóz odbywa się teraz głównie przez NZOZ-y (niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej - red.). Firmy zakładają takie NZOZ-y bo mają świadomość, jak słaba jest kontrola organów inspekcji farmaceutycznej. Mają świadomość, że wojewodowie nie decydują się na takie kontrole. Bezkarność jest głównym powodem, który sprawia, że to zjawisko nadal funkcjonuje w takim wymiarze - mówi w rozmowie z TOK FM wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Marek Tomków.  

Rząd zablokował zmianę

Co ciekawe resort Konstantego Radziwiłła próbował podjąć próbę rozwiązania przynajmniej części problemu. W jednej z nowelizacji pojawił się zapis mówiący o 5 procentowej marży. Były wiceminister Krzysztof Łanda odpowiedzialny za politykę lekową, od początku postulował objęcie nią także marży hurtowej leków wywożonych za granicę. Pomysł utrzymał się do etapu prac rządowych, po czym zniknął z ustawy. Jak? Nieoficjalnie wiadomo, że nie zgodził się na ten krok resort rozwoju ministra Morawieckiego. Chodziło o obronę interesów polskich producentów leków, którzy mogliby na takich zabiegach stracić.

Fakt jest jednak taki, że rozwiązania które PiS skarżył do prokuratury nadal obowiązują, a ci którzy mają dostęp do leków wywożą tak jak wywozili. Jak zwykle trudno obliczyć nawet skalę. Jedno jest pewne chodzi o miliardy złotych rocznie. 

Czego konkretnie brakuje?

Sprawdzamy, co jest na liście zagrożonej wywozem. - Tam znajdziemy te najdroższe leki praktycznie z  każdej grupy - mówi farmaceuta Michał Byliniak i wylicza, że wśród 197 leków na liście są

  • leki psychiatryczne (schizofrenia)
  • leki przeciwcukrzycowe (insuliny)
  • leki przeciwastmatyczne (inhalatory)
  • leki przeciwzakrzepowe (stosowane po urazach ortopedycznych i zawałach/udarach)
  • leki stosowane w terapii ADHD
  • leki przeciwdrgawkowe
  • leki stosowane przy leczeniu stwardnienia rozsianego
  • leki immunosupresyjne (stosowane po przeszczepach)
  • antybiotyki
  • leki przeciwnowotworowe
  • szczepionki
  • leki przeciwparkinsonowe
  • leki zwiotczające (stosowane przy operacjach)
  • mleka dla dzieci - stosowane w diecie eliminacyjnej 

Poprawy wciąż nie widać - komentarz od autora

Już w 2015 roku pokazaliśmy ministerstwu jak na dłoni wszystkie mechanizmy rządzące rynkiem obrotu leków - legalne i nielegalne. Wielokrotnie pokazywaliśmy przykłady patologii i bezczynności osób nadzorujących ten proces. Wspólnie z Dziennikiem Gazetą Prawną opisaliśmy przykłady zastraszania inspektorów farmaceutycznych, bezradnych w walce z o poprawę sytuacji, ciąganych po sądach za próby interwencji, słabo opłacanych.

Co w tym czasie zrobił resort zdrowia? Naszym zdaniem tak naprawdę to nic. Były wiceminister chciał tak podnieść ceny urzędowe tak, by nie opłacało się wywozić leków za granicę. Do tego musiałby jednak namówić producentów, którym taki wariant się nie opłaca. Z szumnych zapowiedzi zostały tylko zapowiedzi. Kto przejmuje na siebie odpowiedzialność za sytuację na rynku leków? Aptekarze wysłuchujący od pacjentów i producenci, bo na pewno to spisek wielkich korporacji. A gdzie jest problem? Wśród rządzących. I tych z poprzednich kadencji i obecnej, bo nie zrobili nic, żeby sytuację poprawić.

Prokuratura seryjnie umarzała sprawy dotyczące odwróconego łańcucha dystrybucji. Inspekcja farmaceutyczna nie ma ani narzędzi, ani ludzi, żeby walczyć z wielkim biznesem. Tak, wywóz leków z kraju trzeba określić słowem biznes, bo od początku jeśli chodzi o dochodowość jest porównywany do handlu narkotykami. Różnica polega na tym, że praktycznie nie grożą za to konsekwencje.

Nawet jeśli są przepisy, które umożliwiają ściganie, to złapanie kogoś za rękę i udowodnienie jest praktycznie niewykonalne. Dokładnie w momencie, w którym to piszę premier Morawiecki zapowiada, że każda chęć wywozu leków z Polski będzie zgłaszana do GIF-u. Już widzę, jak handlarze, będą się tłumaczyć ze swoich transportów, ale zawsze to jakieś światełko w tunelu i miejmy nadzieję pierwszy krok w dobrą stronę.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (42)
Dwa lata temu opisaliśmy "aferę lekową". Sprawdzamy, jak sytuacja wygląda dziś. Jest gorzej
Zaloguj się
  • cynnik2

    Oceniono 14 razy 12

    Przede wszystkim BOJKOTOWAĆ APTEKI, W KTÓRYCH WISI KRZYŻ.

  • dublet

    Oceniono 11 razy 11

    Ktoś w rządzie musi mieć interes w przekrętach z lekami, skoro skala wywozu wzrosła! Mozliwe, że nawet sam naczelnik...

  • gblo

    Oceniono 13 razy 11

    To co mówi xiążę minister należy traktować jako ciekawostkę egzotyczną nic więcej. Ci pseudoaptekarze robią wały ,bo są bezkarni. Prokuratury seryjnie " umarzały" . Co można jeszcze zrobić?

  • rbik53

    Oceniono 9 razy 9

    .
    Jak zwykle minister zdrowia jest do d*upy.
    Ciekawe, czy wymiar sprawiedliwości Ziobry dobierze się koledze do skóry...

  • realistas

    Oceniono 9 razy 9

    Tygodnik NIE o tej aferze pisze już ponad 10 lat. Widocznie ten interes jest ponadpartyjny.

  • Stanislaw Kotelko

    Oceniono 7 razy 7

    Ciekawe, że rząd tak szybko radzi sobie np. z sądami a nie może poradzić sobie z opieką zdrowotną. To, co mamy w Polsce, to skandal, jeśli chodzi o opiekę zdrowotną jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc w Europie. Dlaczego brak na wszystko pieniędzy, dlaczego toleruje się handel lekami ze szkodą dla obywateli? I to ma być" dobra zmiana"? Ocknijmy się wreszcie!

  • marwilxs

    Oceniono 7 razy 7

    Uśmiałem się po pachy. Tak to nasze biedne ministerstwo w pocie czoła pracuje, że system monitorowania obrotu produktami leczniczymi, który miał zacząć funkcjonować 1 stycznia 2017 roku (nie dali biedni rady uruchomić środowiska produkcyjnego więc przesunęli termin na 1 stycznia 2018) niestety znów nie ruszył. Proszę tylko poczytać: h t t p : / / a p t e k i p o l s k i e . b i z / z s m o p l - s r o d o w i s k o - p r o d u k c y j n e / jeszcze winę zrzucają na podmioty raportujące czyli hurtownie i apteki choć sami środowisko uruchomili 1 grudnia 2017 ale oczywiście na wariata więc nie nadaje się do pracy. Wstydźcie się ignoranci !

  • Jacek Bielan

    Oceniono 6 razy 6

    Gdzie się nie spojrzeć, to system dziurawy jest jak szer szwajcarski. Dziś mamy takie systemy informatyczne oraz dostępne metody obliczeniowe, że te wałki można ukrócić w 3 minuty. Niestety odpowiednie służby, żeby brzydko nie pisać potrafią zniszczyć zwykłego człowieka, a „tłustych misi” unikać jak ognia, pod pretekstem że to duże sprawy są polityczne....

  • realistas

    Oceniono 6 razy 6

    Wcale sobie nie poradzili i nic o tym nie mówią. Widocznie sami się przy tym interesie kręcą.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX