Po dymisji za koncert Przybysz: Poglądy komisarza na kulturę nie powinny mieć żadnego znaczenia

- Politycy często traktują instytucje kultury jak swoją własność. W relacjach polityków z ludźmi kultury brakuje odpowiednich standardów - mówił w TOK FM ekspert od polityki kulturalnej Artur Celiński.

Kamila Michalska, dyrektorka Domu Kultury w Nadarzynie, została zwolniona z pracy w styczniu 2018 roku przez rządzącego gminą komisarza.

To dyrektorka, która w 2016 roku stała się podmiotem głośnych protestów po tym, jak w kierowanym przez nią Domu Kultury odbył się koncert Natalii Przybysz. Występ wokalistki miał miejsce niedługo po opublikowaniu wywiadu, w którym Przybysz opowiadała, dlaczego zdecydowała się na aborcję.

Choć koncert odbył się w listopadzie, to umowę w sprawie występu podpisano w sierpniu, czyli na długo przed publikacją głośnego wywiadu.  Trzeba też dodać, że dyrektor Michalska straciła pracę po decyzji wywodzącego się z PiS komisarza, który został powołany po nagłej śmierci wójta Nadarzyna.

Sprawę tę obszernie opisujemy tutaj: Zorganizowała koncert Natalii Przybysz - straciła pracę. "Nie zgadzam się na niszczenie ośrodków kulturalnych"

- To sytuacja bardziej standardowa, niż mogłoby się wydawać, choć oczywiście polityka nie powinna rządzić kulturą - mówił w audycji "Analizy" ekspert od polityki kulturalnej i znaczenia kultury dla rozwoju miast - Artur Celiński z pisma "Res Publica Nowa".

- Według zapisów w ustawie o samorządzie terytorialnym czy o prowadzeniu działalności kulturalnej, polityka ma za zadanie wspierać rozwój kultury. Władze samorządowe czy krajowe sprawują nadzór organizacyjny: nie są właścicielem instytucji kultury, są jej organizatorem i wykorzystują możliwość tworzenia instytucji kultury do zaspokajania potrzeb mieszkańców - cytował przepisy.

Często mamy do czynienia z politykami, którzy uważają się za właścicieli domów kultury. Uważają, że to nie jest tak, że oni mają stworzyć warunki do rozwoju kultury. Oni mają być kuratorem, stać na straży tego, co wolno sztuce, czego nie wolno i tak dalej

- podkreślił Celiński.

Ale z drugiej strony mamy dyrektorów instytucji kultury, którzy traktują te instytucje jak swoją własność. A przecież każdy z takich dyrektorów, wybrany tą czy inną metodą ma taką instytucję powierzoną na kilka, 3 do 5 lub 7 lat i w tym czasie może realizować swój program, swoją wizję. To teoria. W praktyce niektórzy dyrektorzy szukają sobie patronów politycznych, by móc swobodnie działać. Albo popadają z politykami w konflikt

- mówił gość "Analiz".

Ekspert przypominał też, że komisarz to urzędnik który przejmuje odpowiedzialność za gminę, w warunkach nadzwyczajnych i tymczasowo. W momencie kiedy wójt nie jest w stanie sprawować władzy z powodu jego choroby, czy - jak w wypadku Nadarzyna - śmierci.

I wydawałoby się, że komisarz powinien być takim technicznym nadzorcą: pilnować, żeby rzeczy, które się toczą, odbywały się zgodnie z prawem, żeby procedury trwały itd. W Nadarzynie mamy do czynienia z komisarzem, który jest z politycznego nadania i jest otwartym politykiem Prawa i Sprawiedliwości. Zapowiada też, że będzie startował w najbliższych wyborach (4 marca 2018 r. - przyp. red.) na wójta

- podkreślał Artur Celiński

Generalnie: poglądy osobiste komisarza na kulturę nie powinny mieć żadnego znaczenia: on nie startował w wyborach, nie mówił, jaka jest jego wizja kultury, nikt na niego nie głosował. Teraz jest osobą bez jakiegokolwiek mandatu społecznego

- mówił gość TOK FM.

Celiński zwrócił uwagę, że kierująca od lat Nadarzyńskim Domem Kultury dyrektor znalazła się - po przyjściu komisarza -  w sytuacji, w której jej przełożony ma zupełnie inne poglądy na kulturę. I pojawił się konflikt.

Z drugiej strony, jak podkreślał ekspert, dyrektor Michalska została poproszona przez mieszkańca o podanie kosztów koncertu i nie zrobiła tego. Celiński podkreślał, że nie przekonuje go argument dyrektorki, że wynika to z tajności kontraktu, bo uważa, że podmiot publiczny powinien zawierać umowy, które pozwalają dowiedzieć się obywatelom, jak wydawane są publiczne pieniądze.

- Oczywiście gdyby to był standard, że każdy urzędnik, który robi tajemnicę z rzeczy, które powinny być jawne, ma z tego powodu problemy, to postępowanie komisarza Nadarzyna byłoby bardziej przekonujące. Wygląda jednak raczej na to, że wykorzystał on pewną furtkę, która została otwarta, jako okazję do zwolnienia dyrektorki domu kultury - mówił. I przyznał, że trudno jednoznacznie przesądzić, czy rzeczywiście komisarz kierował się troską o przestrzeganie prawa czy może swoimi osobistymi gustami i chęcią utarcia nosa pani dyrektor.

Na koniec Artur Celiński podkreślił, że w tym i temu podobnym zdarzeniom dostrzega także ogólny problem, że środowisko ludzi kultury nie wypracowało sobie własnych standardów i pozwoliło politykom narzucić ich standardy, które - jak mówił - nie zawsze są standardami najwyższych lotów.

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (42)
Dymisja dyrektor domu kultury w Nadarzynie: "Ludzie kultury nie wypracowali standardów relacji z politykami"
Zaloguj się
  • alfalfa

    Oceniono 5 razy -3

    Długie pierdu, pierdu o kulturze a na koniec okazuje się, że nie chciała podać kosztów i za to została, całkowicie słusznie, zwolniona. Oczywiście "sprawa polityczna", taaa jasne...
    A.

  • Oceniono 3 razy -1

    Nie do konca jest przedstawiona prawa w artykule www.nadarzyn.tv w wyszukiwarce wpisac "Przybysz" i pojawią się 2 artykuły. Pani Przybysz min. nie chciała pokazać umowy, ktorą z mocy prawa powinna okazać. Dla mnie ten artykuł to takie wybielanie się p. byłej dyrektor NOK.

  • abracadabra1

    0

    Robi sie interesujaco - nie wolno organizowac koncertu piosenkarki , ktora usunela ciaze
    lub powiedzala , ze usunela . To jest jawna dyskrymnacja ! W takm trybe to polowa znanych
    artystek musialo by opuscic scene czy plan filmowy !

  • pn-ski

    0

    Nie tylko kulturę, wszystko traktują jak swoja własność.
    Również sport.
    Nie jest potrzebny dla zdrowia młodzieży, ale dla lansowania się polityków. Duda poleciał na olimpiadę na dzień dekoracji złotymi medalami skoczków (jak wiemy, medalu akurat nie było), wrócił wściekły.
    Gdy Stoch zdobył złoto na dużej skoczni, zaraz Duda zatwitowal, ze ten medal to na stulecie niepodległości, uzurpując sobie prawa do dysponowania sukcesem, z którym nie miał nic wspólnego.

  • 2bxornot2b

    Oceniono 2 razy 0

    Njagorsze jest gdy tzw. dzialacze uwazaja jednostki sobie podlegle za swoja wlasnosc i o to toczy sie glowny boj z postkomuna. Spoleczenstwo obywatelskie polega wlasnie na tym iz ludzie kontroluja wydatki wladzy, a przez lata bylo tak iz wybitni managerowie potrzymywali nagrody za wpedzanie swoich placowek w defizyty i to sie wlasnie musi skonczyc, Skonczyc sie musi rowniez brak kontroli finasowych wszedzie tam gdzie znajduje sie pieniadz publiczny. Protesty tenkraju metnej wody sa zrzozumiale ale czas po prostu wywalac na zbity pysk jak w kazdej szanujacej sie korporacji, jest przeciez sektor niepubliczny niech tam kradna.

  • iwano10

    Oceniono 2 razy 0

    Taka niespodziewanka - PiS buduje"nową,lepszą Polskę"stosując metody jak potępiany przez wszystkich Stalin czy inny adolf.Teraz,na potrzeby naszego kraju na nowo trzeba zdefiniować "demokrację" czy "sprawiedliwość".Może jarek z ferajną się kiedyś opamiętają......

  • kazek100

    Oceniono 2 razy 0

    Bardzo chcemy znać nazwisko tego komunistycznego komisarza. Takim ludziom nie podajemy ręki.

  • ziomekp.1

    Oceniono 2 razy 0

    Parę lat temu pracowałem w pewnej firmie produkcyjnej na południu Polski - prywatne korpo, jako, że w tego typu firmach łebonie na stanowiskach zarządzających popierają się wzajemnie tworząc kliki, zostaliśmy "obdarowani" szefem który był totalnym kretynem - kretynem mającym poparcie rodzinne kogoś nad nim. Nie ukrywałem faktu, że mam bardzo złe mniemanie o jego intelekcie oraz sposobie zarządzania -- knuł, knuł i musiałem się zwolnić, amen.
    Wiecie dlaczego o tym piszę? Ano środowisko GAZETY od trzydziestu lat pirdoli, że "niewidzialna ręka rynku" to jest to co zbawi ten kraj, w różnych EKG w Tok Fm słyszymy opowiastki jak to pracodawca winien mieć nieograniczone prawo zwalniania, słyszymy pochwały na temat elastycznego czasu pracy itd. itp. Kiedy dotyka to zwykłych obywateli to GAZETA mówi "trudno, takie są prawa rynku", kiedy zaś dotyka to budżetówki typu teatry czy instytucje kultury podnosi się wielki wrzask.
    Mam gdzieś twoje oburzenie GAZETO czy TOKu Fm, sami propagując dziki, jankeski kapitalizm doprowadziliście do zdziczenia obyczajów.
    Ps. Czy oburzaliście się na łamach gdy zwalniano ponad setkę szeregowych dziennikarzy waszego koncernu?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX