Nowy kodeks pracy ma się spodobać pracodawcom. "Nie lękajcie się!" - mówi im szef komisji

26 dni urlopu dla każdego i rezygnacja z tzw. umów śmieciowych. Finalny projekt nowego kodeksu pracy został dziś przekazany ministerstwu.

Propozycje zmian przygotowała specjalna komisja kodyfikacyjna, która wczoraj przyjęła ostatnie poprawki, a dziś kończy swoją misję.

Komisja pracowała nad nowymi rozwiązaniami przez półtora roku. W tym czasie przygotowała w sumie dwa osobne kodeksy: indywidualny i zbiorowy. O ich dalszych losach zdecyduje teraz Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Szef jednego z zespołów komisji, profesor Arkadiusz Sobczyk, mówił w TOK FM, że nowy kodeks i jego przepisy to odpowiedź na lata zaniechań w sferze prawa pracy.

Czas na poważne zmiany w kodeksie pracy

 - Państwo nie budowało narzędzi alternatywnych dla “śmieciówek”. Nie może być tak, że nie mamy umów sezonowych, skoro Niemcy mają. My nie mamy umów elastycznych dla młodzieży, a Anglicy mają - przekonywał.

Przypomnijmy - aktualnie obowiązujący kodeks pracy, wielokrotnie zmieniany, powstał prawie pół wieku temu.

Czytaj też: Czas obalić mity! Prawda jest taka, że pracownik musi mieć więcej do powiedzenia w swojej firmie

Profesor Sobczyk przekonywał, że komisja przygotowała poważne, całościowe zmiany w kodeksie pracy, które stanowią "rewolucję" w myśleniu o pracowniku i jego prawach.

Jak tłumaczył, jedną z najważniejszych proponowanych modyfikacji jest zlikwidowanie tzw. umów śmieciowych. Zasada ma być prosta - pracujesz w zakładzie - masz etat. Alternatywą ma być samozatrudnienie, ale w bardzo konkretnych przypadkach. Jednym z czynników decydujących ma być poziom zarobków danej osoby - musi zarabiać odpowiednio dużo, żeby poradzić sobie bez pomocy państwa. Ale i tak przysługiwać jej będzie ochrona macierzyństwa i określony czas pracy - UE nie pozwala, żeby osoba pracująca była zupełnie niechroniona.

Za wcześnie na krytykę

Profesor Sobczyk przyznaje, że zmian jest dużo i mogą zawierać błędy, ale następne etapy prac nad zmianami w prawie pracy mają na celu wyeliminowanie ich. Jak mówi, alternatywą są “kolejne lata szarości”.

W ostatnich tygodniach pojawiało się wiele głosów krytyki na temat rzekomo zawartych w przygotowywanym dokumencie zapisów, niektóre z “przecieków” okazały się jednak nieprawdziwe.

Jednym z nich była pogłoska, że pieniądze za nadgodziny, nie będą trafiały do pracownika, ale na specjalne konto pracodawcy.

- Nie miałem czasu prostować masy bzdur. Tak naprawdę, chodzi o to, żeby firmy, które okresowo mają mniej zleceń, nie musiały zwalniać etatowych pracowników, ale wypłacać im pieniądze właśnie ze specjalnego konta. Chodzi o wypłaty w okresie obniżonego wymiaru etatu - tłumaczył Sobczyk.

Jego zdaniem, jest wiele sprzyjających okoliczności, by projekt zmian wszedł w życie. Jak mówi, rozstrzyga on ważne szczegóły, a przy tym nie obciąża nikogo. - Kiedy pracodawcy go przeczytają, poziom obaw spadnie - przekonywał.

- Pracodawcy, nie lękajcie się! - uspokajał Sobczyk i stwierdził, że kolejnym potrzebnym krokiem jest teraz debata pracodawców, ekspertów i związków zawodowych.

Więcej o:

APLIKACJA TOK FM

Komentarze (1)
Nowy kodeks pracy ma się spodobać pracodawcom. "Nie lękajcie się!" - mówi im szef komisji
Zaloguj się
  • Oceniono 1 raz 1

    Jestem przedsiębiorca jak czytam o tych fantastycznych pomysłach to włos mi się na głowie jeży nie chodzi o to że uważam że pracownicy powinni mało zarabiać czy nie mieć urlopu ale wygląda to tak że rządzący wpadają na pomysł a później przedsiębiorca związku z tym że jest przedsiębiorczy musi te warunki spełnić niezależnie od tego czy będzie miał pokrycie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX