Kto zapłaci za dowóz niepełnosprawnych dzieci do szkoły? Tu nawet wyroki nie pomagają

Niepełnosprawne dzieci

Niepełnosprawne dzieci (Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta)

Koniec z uznaniowością gmin przy finansowaniu dowozów dzieci
niepełnosprawnych do szkół i przedszkoli. Senat chce zmienić ustawę
o prawie oświatowym.

Chodzi o to, by minister oświaty mógł w drodze rozporządzenia ustalać kryteria dotyczące dowozu dzieci do szkoły czy przedszkola. Dziś, jak mówią rodzice uczniów niepełnosprawnych, jest w tym zakresie duża uznaniowość samorządów.

Do tej pory wielu rodziców miało i wciąż ma problemy z tym, by uzyskać od gminy zwrot kosztów dojazdu dziecka na zajęcia do szkoły.

Bo prawo jest, ale różnie interpretowane. Bywa, że gmina płaci tylko za dowiezienie ucznia i za jego odebranie. Tymczasem rodzic po dowiezieniu wraca do domu i potem ponownie jedzie po dziecko. Niektóre samorządy finansują więc wszystkie cztery przejazdy, inne - tylko dwa.

- I do tego według różnych stawek - mówi pan Artur, tata 9-letniego Maurycego z Tomaszowa Lubelskiego, który codziennie dowozi syna do szkoły w oddalonym o 40 km Zamościu. Przyjeżdża do miasta i czeka.

– Zwrot jest tylko za przejazd w jedną stronę, dlatego jestem zmuszony czekać, aż dziecko skończy lekcje i dopiero wtedy wracamy. Dowozy to duży problem. W każdej gminie jest inaczej, panuje w tym zakresie duża dowolność - mówi mężczyzna.

Jak dodaje, koszty dowozów są dużo większe od tego, co dostaje od gminy. - W ogóle nie uwzględnia się amortyzacji, a ja rocznie muszę wydać nawet kilka tysięcy na naprawę samochodu - mówi pan Artur.

Historia mamy z Krakowa

Projekt zmian w prawie, zaproponowany przez senacką Komisję Ustawodawczą, jest ogólnodostępny - w tej chwili trwają konsultacje społeczne.

Na stronie senat.gov.pl już można znaleźć kilka uwag, nadesłanych przez rodziców. Jedna z matek z Krakowa szczegółowo opisuje swoje „przejścia”, związane z dowozami niepełnosprawnej córki do szkoły. Gmina chciała płacić tylko za dowiezienie dziecka i powrót, czyli dwa przejazdy zamiast czterech. Kobieta sądową batalię prawomocnie wygrała, ale dalej ma problem.

Za rok szkolny 2016/2017 dostała co prawda zwrot kosztów za cztery przejazdy - dojazd do szkoły, powrót do domu, ponowny wyjazd po córkę do szkoły i wspólny powrót - ale pieniądze uzyskała dopiero po wyroku sądu apelacyjnego.

„W międzyczasie rozpoczął się kolejny rok szkolny 2017/2018. Umowę poszłam podpisać w listopadzie 2017. Gmina ponownie zaproponowała warunki „Protokołem z uzgodnień” – za 2 przejazdy (…) Sprawa jest ponownie w sądzie” - napisała mama z Krakowa.

W jej ocenie, odgórne zasady dotyczące dowozów są konieczne. „Bez nich co roku będę spotykać się w sądzie cywilnym z Gminą Miejską Kraków” - uważa kobiet i dodaje, że córka chodzi dopiero do IV klasy, więc przed nią jeszcze lata nauki.

Wygrane w sądzie... niewiele zmieniają

Zacytujmy jeszcze jednego rodzica z Krakowa. „My, zwykli ludzie, mający tak jak ja niepełnosprawne dziecko - doświadczamy skutków złego prawa. Ja osobiście mam dziewięć decyzji wójta Gminy Mogilany uchylonych przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie. Są wyroki, które nie są wykonywane i co dalej? Organ administracji jest władczy. Jako rodzic niepełnosprawnego dziecka i jako zwykły obywatel, tracę nadzieję na dobre prawo. Jednak jeszcze tej nadziei nie straciłam, dlatego biorę udział w tej konsultacji” - pisze rodzic niepełnosprawnego dziecka.

Dowóz do szkoły? Możliwy, ale tylko do najbliższej placówki

Inny z rodziców w swoich uwagach do projektu proponuje, by to rodzic miał prawo wybrać, do której szkoły chce dowozić swoją pociechę. Dziś bowiem często jest tak, że to gmina narzuca najbliższą szkołę w okolicy, by jak najmniej płacić za dojazd.

„Moim marzeniem byłoby, aby dowóz lub zwrot za dowóz obejmował wszystkie dzieci niepełnosprawne, do wybranej przez rodziców szkoły” - pisze. Podkreśla, że jedynym kryterium nie może być słowo „najbliższa”. „Ogranicza to nam, rodzicom, możliwość korzystania z konstytucyjnych praw o decydowaniu o naszym dziecku” - podkreśla rodzic.

„Mamy obowiązek dowieźć do szkoły wszystkie dzieci”

- Problemy z dojazdami są od lat, najwyższa pora to zmienić - mówi Maria Król, prezes Stowarzyszenia „Krok za krokiem” z Zamościa, które od lat opiekuje się niepełnosprawnymi oraz pomaga ich rodzinom.

- Gminy się często tłumaczą, że dowóz dzieci niepełnosprawnych jest dużo droższy niż dowóz pozostałych dzieci. Ja to rozumiem, ale mamy obowiązek dowieźć wszystkie dzieci, bez względu na to, czy są sprawne czy nie - mówi Król. Jak dodaje, urzędnicy zapominają, że mamy Konwencję o prawach osób niepełnosprawnych, a to do czegoś zobowiązuje.

- Chodzi o prawa człowieka i o rozumienie, czym jest równość prawa. Nie mówimy o litości dla osób niepełnosprawnych, ale o realizacji porządku prawnego, który w tym kraju istnieje - mówi Maria Król.

Projekt zmiany ustawy Prawo Oświatowe trafił do senackich komisji. Ich sprawozdania mają być gotowe do 12 maja.

Zobacz także
  • Jedzenie w szpitalu Posiłki w szpitalach mogą szkodzić, alarmuje NIK. "Zamiast sera - hydrolizat białkowy"
  • Róża Luksemburg "Zdekomunizowana" tablica Róży Luksemburg może powrócić. Ale jest warunek w sprawie kamienicy
  • Fragment plakatu promującego kampanię 'Powstrzymać przemoc domową' z 1997 r. "Jak jest rodzina, to nie ma przemocy"? Przez te zmiany może być trudniej będzie przeciwdziałać domowej agresji
Komentarze (19)
Kto zapłaci za dowóz niepełnosprawnych dzieci do szkoły? Tu nawet wyroki nie pomagają
Zaloguj się
  • Lester Greelack

    Oceniono 4 razy 4

    Dla kościoła i pisu jest ważne, by dziecko przedostało się przy urodzeniu przez wargi sromowe rodzącej. Wtedy przestaje już być święte i staje się niepotrzebnym balastem. Pomocy od tych instytucji bym już nie oczekiwał.

  • andrzej1.61

    Oceniono 5 razy 3

    Przecież narodzone niech cierpi dziecko i rodzina na chwałę bożą i KK.

  • marudna.maruda

    Oceniono 2 razy 2

    Nie ma kasy na fanaberie. Potrzebna na ważne sprawy- wożenie prezesa wraz z ochroną, miesięcznice, pomniki, misiewicze nie będą na piechotę od knajpy do knajpy, nagrody za wspaniałe rządzenie sie należą, a i ojciec dyrektor potrzeby konieczne zgłasza. Pani Kaja Godek na pewno uważa, że jest cudnie, a dziecko niepełnosprawne to tylko radość. Kto by tam koszty liczył.

  • madznun

    Oceniono 2 razy 2

    A wrzucić prezesa na wózek inwalidzki zamiast do samochodu, bo on przecież inwalidą życiowym jest i wozić go, wozić, wozić i nie pozwolić mu z tego wózka zejść!!! I kazać mu zapłacić z własnej kieszeni za wożenie!!! Inna sprawa. Może by tak prezesa "podrzucić" do Algierii na teren katastrofy samolotu, Niech poskłada szczątki 257 ofiar do osobnych trumien w kilka dni. Dość tego!!! Jak mogliśmy do tego dopuścić? Już wiem. Jesteśmy po prostu grzeczni. Nie odpowiemy po chamsku, nie klniemy, nie wyzywamy innych, nie pozywamy sąsiada ... A co robi sąsiad? Klnie , wyzywa, straszy sądem, morduje zwierzęta, czyli znęca się nad nami. Ja prezesowi Kaczyńskiemu mówię: NIE!!! Współczuję wszystkim kotom prezesa.Ile on im przelał nienawiści?

  • smiki48

    Oceniono 4 razy 2

    przypuszczam, ze niektórzy rodzice specjalnie wybierają odległe placówki, bo dzięki temu dostają dość duży zwrot kosztów przejazdu. Jeżeli szkoła jest odległa o 50 km to miesięcznie na dowiezienie dziecka o szkoły rodzice dostane ponad 1500 zł, a w bardzo dobrej sytuacji 3000 zł. Jakie są rzeczywiste koszty dojazdu do pracy odległej o 50 km moga powiedzieć osoby, które tak dojeżdżają. A jak samochód jest na gaz, to miesięczne koszty dojazdu wynoszą ok. 500 zł. Czyli 1000 zl dodatkowe.

  • andrew1507

    Oceniono 1 raz 1

    kaczyzm odlatuje na smietnik historii

  • hens

    Oceniono 1 raz 1

    Zabrać subwencję rządową temu jedynemu niepełnosprawnemu z choroba mania prześladowcza, bo był podobny do brata...........posłom należy obniżyć pensje do średniej krajowej i już są oszczędności dla budżetu.
    I nie słuchać biedolenia posła przygłupa który na forum zadaje pytanie.
    JAK TU ŻYĆ ZA OSIEM TYSIĘCY W WARSZAWCE które zostały mu na drobne ruchy po knajpach

  • master_m1nd

    Oceniono 3 razy 1

    niech cie wozi kaja godek. ...i zapytaj jakiego jak ten biedak sobie radzi

  • zewszad_i_znikad

    Oceniono 3 razy 1

    A w tle domniemanie: rodzice niepełnosprawnych dzieci nie pracują. W tym cały problem, stąd się bierze niezdolność do przyjęcia do wiadomości, że zawiezienie niepełnosprawnego dziecka do szkoły i z powrotem to cztery przejazdy, a nie dwa. Tak samo z pewnymi dodatkami na niepełnosprawne dzieci: przysługują pod warunkiem rezygnacji z pracy, czyli mówiąc wprost: deklaracji poświęcenia 100% czasu dziecku, bez prawa do pracy, do dorobienia sobie do tych naprawdę nieszczególnych i niewystarczających pieniędzy. A warto pamiętać, że rodziny z niepełnosprawnymi dziećmi rzadko mają dwoje rodziców, bo jak to jest z "ojcami"... chyba wszyscy słyszeli.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

DOSTĘP PREMIUM

Polecamy