4,5 tys. zł do wzięcia za bycie urzędnikiem wyborczym. Zdaniem szefowej KBW pieniądze nie są małe

Głosowanie

Głosowanie (DOMINIK GAJDA)

W Polsce wciąż brakuje ponad 1500 urzędników wyborczych. To jedna trzecia tego, co potrzeba. Co to oznacza i czego obawiają się kandydaci? O tym rozmawiamy z Magdaleną Pietrzak, szefową Krajowego Biura Wyborczego.

Magdalena Pietrzak do Krajowego Biura Wyborczego trafiła z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Wcześniej była wieloletnią sekretarz powiatu łowickiego. Decyzja o wyborze jej kandydatury zapadła większością głosów – kandydaturę poparło sześciu z dziewięciu sędziów Państwowej Komisji Wyborczej.

Anna Gmiterek-Zabłocka: Pani minister, brakuje około 1500 urzędników wyborczych. Ta liczba może się zmienić?

Magdalena Pietrzak: Tak. Część osób może przecież zrezygnować. Niektórzy wciąż mają potwierdzić swoje dane, co jest ważne z formalnego punktu widzenia. Ale z drugiej strony może się okazać, że braki są mniejsze, dlatego, że niektórzy kandydaci zgłaszali się jednocześnie do kilku gmin. Prosiłam, więc pracowników delegatur Krajowego Biura Wyborczego, by kontaktowali się z takimi osobami i pytali, czy nie chcieliby zostać urzędnikiem w innej gminie, niż podali w zgłoszeniu. 

Urzędnicy zgodnie z uchwałą PKW mają zarobić 4,5 tysiąca za miesiąc pracy, ale ten czas pracy w danym miesiącu może być różny.

- To zależy jak na to patrzeć. Szklanka może być do połowy pusta, a do połowy pełna. Jeśli chodzi o wysokość tego wynagrodzenia, to ono wcale nie jest małe. Myślę, że jedynie dla osób z dużych miast może być zbyt niskie, bo warunki płacowe są tu jednak nieco wyższe, a wynagrodzenie dla urzędników wyborczych jest jedno dla wszystkich. W całym kraju. 

Kandydaci narzekali, że będą musieli dojechać do innej gminy, a nikt im nie zwróci kosztów dojazdu.

- Tu może być różnie, bo czasem trzeba będzie dojechać, niejednokrotnie bardzo blisko, do sąsiedniej gminy, a wtedy to nie są jakieś duże koszty. Zależy też, gdzie urzędnik mieszka.

Urzędnik wyborczy na czas wykonywania obowiązków wyborczych będzie się musiał zwalniać z pracy, w której na co dzień pracuje. Część osób obawia się, że pracodawca może patrzeć na to krzywym okiem.

- Rozmawiamy wyłącznie o pracodawcach samorządowych lub rządowych, bo tak stanowi przepis. Prosiłam i na spotkaniach z samorządowcami, i na Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu, by przychylnym okiem patrzono na te osoby. Jeśli trzymać się tego, co jest w przepisie, to takie osoby, za dzień nieobecności w swojej pracy rzeczywiście nie dostaną w macierzystej firmie wynagrodzenia, bo nie będą świadczyć pracy. I pojawiają się głosy, że przez to stracą część "trzynastki". Ale to nie jest wcale do końca oczywiste. Wystarczy bowiem, że pracodawca wyrazi zgodę na wyjście pracownika w godzinach pracy, oczywiście z obowiązkiem odpracowania tego czasu. Tak jak odbywa się to w każdym miejscu pracy, wystarczy wpis do ewidencji wyjść prywatnych w godzinach pracy. To jest kwestia dobrej woli pracodawcy, którą mam nadzieję, że samorządy wykażą. Poza tym często słyszę głosy, że teraz - po zmianach w prawie - to nie samorządy będą organizować wybory, tylko Krajowe Biuro Wyborcze i urzędnicy wyborczy.

A tak nie jest?

- Właśnie nie do końca. Na jednym ze spotkań z samorządowcami padł ważny głos, że samorządy przy wyborach robią to, co do tej pory, tylko w niektórych sytuacjach wchodzi urzędnik, który współpracuje, nadzoruje wykonywanie pewnych, określonych w ustawie czynności. I to tak właśnie - mówiąc obrazowo - będzie wyglądać. Jeśli chodzi o urzędnika, ma on wykonywać zadania przede wszystkim związane z obsługą komisji wyborczych, które są wybierane 21 dni przed wyborami. Oczywiście, zadania urzędnika zaczną się wcześniej, bo musi wszystko przygotować, ale nie jest tak, że przez trzy miesiące non stop będzie zaangażowany w organizację wyborów. To na początku będą pojedyncze naprawdę zadania do wykonania. Można to robić po godzinach, zdalnie, przez telefon. To będzie kwestia właściwej organizacji swojej pracy przez urzędnika.

A sprawa nadzorowania przekazu z kamer w lokalach wyborczych? Wiem, że ludzie tego się obawiają.

- To są niedomówienia. W kodeksie nie ma czegoś takiego, że zadanie transmisji z lokali wyborczych należy do urzędników. Mają nadzorować przygotowanie lokalu wyborczego, ale nikt nie chciał ich bezpośrednio obciążać kwestią transmisji i kamer. To są zbyt daleko idące wnioski.

Kwestia druku kart do głosowania?

- Dochodziły do mnie takie głosy, że niektórzy zarzucali nam, że jeden urzędnik z tym sobie nie poradzi, bo to są ogromne ilości kart, duże paczki z kartami do przerzucenia i jedna osoba nie da rady. Odpowiadam więc: w kwestii techniczno-organizacyjnej nic się nie zmienia. Nadal będą to robiły samorządy, do których zadań należy m.in. umożliwienie prawidłowego wykonywania zadań przez urzędnika wyborczego. Do urzędnika będzie należało przygotowanie zamówienia tych kart, wybór drukarni. Ale technicznie wszystko nadal będzie wykonywać urząd – tym razem współdziałając z urzędnikiem wyborczym. Podkreślam raz jeszcze ani pieniądze dla urzędników wyborczych nie są wcale małe, ani taki urzędnik nie będzie jakoś szczególnie obciążony obowiązkami, które wyłączą go całkowicie od pracy zawodowej. Jedynie w ostatnim miesiącu - tej pracy będzie więcej, ale wszystko jest kwestią właściwej organizacji. I przychylności pracodawcy oczywiście.

Pani minister, w tej chwili wiemy, że brakuje około 1500 urzędników. KBW zwraca się m.in. do wójtów, marszałków i wojewodów o wskazanie kandydatów na urzędników. Jest na to siedem dni. Myśli pani, że braki uda się uzupełnić?

- Nie chcę się nad tym zastanawiać, zdarzyć się może wszystko. W ostatnim dniu naboru, w poniedziałek, przybyło ponad czterysta zgłoszeń w skali kraju. Bo mamy taką tendencję zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę. Wiem też, że wojewodowie próbowali szukać kandydatów na urzędników w terenie. A być może ten skutek zaangażowania wojewodów nastąpi dopiero teraz. 

Zobacz także
Komentarze (1)
4,5 tys. zł do wzięcia za bycie urzędnikiem wyborczym. Zdaniem szefowej KBW pieniądze nie są małe
Zaloguj się
  • Jan Nowak

    0

    Zbędne wydatki. Na siłę PiSlam chce dać zarobić pierdzistołkom zwanym urzędnikami, a pierdzistołki nie chcą. A i tak wybory ma wygrać PiSlam. Tak powiedział kaczy wypierdek balbina.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Serwis informacyjny

DOSTĘP PREMIUM

Polecamy