Mieli bronić Polski, a bronili swoich interesów. Znany dziennikarz napisał książkę o bandytach w AK

Powstanie warszawskie, 2 sierpnia 1944 r., ul. Okopowa. Drugi od prawej to prawdopodobnie Wiwatowski. Może o tym świadczyć charakterystyczna czapka pojawiająca się w relacji lekarza oddziału, który 11 sierpnia rozpoznawał zmasakrowane ciało.

Powstanie warszawskie, 2 sierpnia 1944 r., ul. Okopowa. Drugi od prawej to prawdopodobnie Wiwatowski. Może o tym świadczyć charakterystyczna czapka pojawiająca się w relacji lekarza oddziału, który 11 sierpnia rozpoznawał zmasakrowane ciało. (Fot. archiwum)

Wojciech Lada, który już dwukrotnie mierzył się z trudnymi tematami polskiej historii, powraca z książką "Bandyci z Armii Krajowej", w której opisuje niewygodną prawdę o AK.

- Zasadniczo wszystkie armie mają to do siebie, że powstają po to, by zabijać, i Armia Krajowa nie była tu żadnym wyjątkiem. Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie czynił z tego zarzutu. Rzecz jednak w tym, że w odróżnieniu od większości innych armii, w składzie AK znajdowało się bardzo wiele osób zupełnie do tego nieprzygotowanych, ani pod względem przeszkolenia – co akurat dawało się dość łatwo
nadrobić – ani, co znacznie gorsze, psychicznym - pisze Wojciech Lada we wstępie książki "Bandyci z Armii Krajowej".

Oto fragment rozdziału "Nieznośna Lekkość Zabijania" pochodzącego z książki "Bandyci z Armii Krajowej":

"Lesz"

28 listopada 1942 roku tramwaj pękał w szwach. Ale był to tramwaj numer 5 jadący ul. Marszałkowską w stronę Ogrodu Saskiego i fakt, że koło południa pęka w szwach, nie był dla nikogo nawet w czasie okupacji zaskoczeniem. Nikt też pewnie nie zwrócił uwagi na wysokiego mężczyznę w średnim wieku, który niemal w ostatniej chwili wskoczył do środka i pospiesznie zmieszał się z tłumem. Z podobną obojętnością przyjęto kolejnego pasażera, który znalazł się w wagonie w chwilę po tamtym, teraz zaś nerwowo rozglądał się po twarzach ludzi ściśniętych nieopodal.

Niczyjej uwadze nie mogły jednak umknąć wydarzenia, które rozegrały się w ciągu kilku następnych sekund. Kiedy mianowicie drugi z mężczyzn zlokalizował pierwszego, bez namysłu wszedł obiema nogami na poręcz pomostu i lewą ręką trzymając się krawędzi tramwajowego dachu, oddał do wysokiego „Lesza” [NN – przyp. aut.] trzy strzały ponad głowami ludzi. Działo się to przy skrzyżowaniu ze Złotą, a u zbiegu Marszałkowskiej z Sienną „Szlak” wyskoczył, ostrzelawszy jeszcze na ulicy dwóch niemieckich lotników, usiłujących go zatrzymać. Pierwszy mężczyzna był już w tym momencie martwy.

"Armia Krajowa zlikwidowała 2015 Polaków"

Zabójstwo „Lesza” pozornie tylko lokalizacją i brawurą egzekutora różniło się od setek podobnych strzelanin, jakie miały miejsce na ulicach Warszawy, i tysięcy, jakich dokonywali likwidatorzy z Armii Krajowej – tacy właśnie jak „Szlak”, czyli Bolesław Bąk – w innych częściach okupowanego kraju.

Wojskowe i Cywilne Sądy Specjalne obficie szafowały wyrokami. Tylko w okresie od początku 1943 roku do połowy roku następnego Armia Krajowa zlikwidowała dwa tysiące piętnastu Polaków, co daje średnio sto jedenaście osób miesięcznie, trzydzieści osiem tygodniowo, sześć dziennie. Zauważywszy jednak, że mniej więcej 40 procent wyroków nie udało się wykonać, a z drugiej strony bardzo wiele osób zlikwidowano bez takich wyroków, można dojść do wniosku, że liczbę osób, na które każdego dnia polowali akowscy egzekutorzy, należy co najmniej podwoić.

Zobacz także: AK kłamała ws. kolaboracji Brygady Świętokrzyskiej NSZ z gestapo? Poseł Kukiz'15: Oczywiście!

Żołnierze AK: Krępująca sprawa

A jednak śmierć „Lesza” nie była typową likwidacją konfidenta – bo właśnie o bycie konfidentem oficjalnie go oskarżano. Po pierwsze, nikogo jeszcze nie wydał i w najmniejszym nawet stopniu nie zaszkodził AK.

Po drugie, gdyby nawet to zrobił, moralna racja byłaby całkowicie po jego stronie. Sprawa była dla organizacji na tyle krępująca, że nawet jeszcze w połowie lat 90. XX wieku Robert Bielecki w swoim kompendium poświęconym oddziałowi warszawskich egzekutorów pisał wymijająco, że „Lesz” z „trudnych dziś do ustalenia pobudek” stał się niebezpieczny dla swego konspiracyjnego otoczenia. Kulisy wydarzeń dopiero po siedemdziesięciu czterech latach, w styczniu 2016 roku, wyjawił będący blisko tamtej sprawy i znający dobrze „Lesza” egzekutor Lucjan Wiśniewski „Sęp”:

„Lesz” miał żonę i dwóch synów. Chłopców – piętnaście i siedemnaście lat. „De Vran” [Tadeusz Towarnicki – przyp. aut.] zorganizował ekipę. Oczywiście beze mnie, bo mnie „Lesz” za dobrze znał. W tej ekipie, która przyszła do „Lesza”, był chłopak o pseudonimie „Wilk”. To był ostry chłopak. W czasie partyzantki zauważyłem, że on bardzo chce być zastępcą „De Vrana”. W każdym razie ten wysłał „Wilka”. Ten dobrał sobie drugiego, chyba „Czarnego”, Michała Kubryna, i poszli. Chyba za bardzo chcieli się wykazać. Nie zastali „Lesza”. W mieszkaniu była tylko jego żona i jeden z synów. No i wydarzyła się tragedia. Nie znam szczegółów. Najpierw zastrzelili ją, a potem, jak ten chłopak rzucił się w obronie matki, zastrzelili i chłopaka.

Książka Wojciecha Lady "Bandyci z Armii Krajowej" ukaże się w księgarniach 18 lipca.

Armia Krajowa kłamała? "Oczywiście!". Poseł Kukiz'15 broni Brygady Świętokrzyskiej NSZ

Zobacz także
Komentarze (225)
Żołnierze AK. Mieli bronić Polski. A bronili swoich interesów?
Zaloguj się
  • andrzej1.61

    Oceniono 35 razy 25

    Najgorsze jest to że bohaterów i zbrodniarzy pospolitych bandytów umieszczono na jednych pomnikach poniewierając pamięć bohaterów. Lecz przodkami działaczy PiS bilu ci drudzy wiec trzeba zrobić z bandytów bohaterów kosztem tych którzy zasługują na pomniki.

  • lubiedobrze

    Oceniono 37 razy 21

    Na swoje nieszczęście za mało strzelali do kolaborantów z ONR i NSZ.

  • keiron

    Oceniono 27 razy 21

    Zawsze jest jakaś niewygodna prawda, dotyczy to wszystkich środowisk bez wyjątku.

  • M.M. K.

    Oceniono 17 razy 15

    Wojna budzi w ludziach najgorsze instynkty,a życie nie jest funta kłaków warte. Jednocześnie największe kanalie wypływają na wierzch. A potem to już samo idzie...

  • Jarek Lipski

    Oceniono 29 razy 11

    No to teraz na podstawie killku incydentów zaczyna się opluwanie AK.Zawsze i wszędzie trafiają się czarne owce ale z powodu kilku osób nie można oceniać całej armii

  • diabollo

    Oceniono 16 razy 10

    Wojna to mordy, gwałty, porozrywane ciała. Nikt przy zdrowych zmysłach na coś takiego by nie poszedł, ale agitacja nacjonalistyczna plus hormony u młodych mężczyzn i rzeź gotowa.
    A potem jeszcze z tych wstydliwych zbrodni nacjonalizm potrafi opowiadać bajki i mity o "bohaterstwie" i "patriotyzmie".

  • poszum

    Oceniono 28 razy 8

    A kiedy GW napisze o Zydach z Kresow , ktorzy strzelali do wojska polskiego we wrzesniu 1939? Pisze o tym sam Gross w swojej wczesnej ksiazce "Rewolucja zza granicy", a takze Polonsky w "Sasiedzi odpowiadaja". Byl na przyklad taki epizod w zydowskim miasteczku Skidel, gdzie miejscowi zydzi zrobili krwawa rewolte na tylach wojsk polskich. Zgugluj to jesli nie wierzysz. Moze GW laskawie przestala by pomijac tematy tabu.

  • cmochall

    Oceniono 14 razy 8

    Tego zapewne IPN nie potwierdzi bo nie jest od szerzenia prawdy tylko od pamieci a ona jest ulotna.

  • boo-boo

    Oceniono 33 razy 7

    Dziadek mi kiedyś opowiadał jak to do ich wsi w nocy wpadli tacy co to łamanym rosyjskim się posługiwali- kradli co się dało. Na drugi dzień w południe pojawili się wyklęci niby z pomocą- takie tłuki z nich były, że przyszli ubrani w to co w nocy ukradli. Dziadek na nogach jednego z nich swoje buty rozpoznał.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Polecamy