Strażacy, którzy walczyli z pożarami w Szwecji: Bywało, że pracowaliśmy po 20 godzin na dobę

- Pierwsze dni pamiętam jak przez mgłę. Zlały się. Nie wiedziałem, jaki jest dzień tygodnia - opowiadał w TOK FM dowódca polskich strażaków, którzy pojechali do Szwecji, by pomóc gasić pożary lasów.

Susza i bardzo wysokie temperatury doprowadziły do dramatycznej sytuacji w Szwecji - płonęły lasy w centralnej części kraju. W pewnym momencie liczba pożarów sięgnęła 70. Szwedzi poprosili o pomoc za pośrednictwem unijnego mechanizmu ochrony ludności, który z założenia ma być wykorzystywany w sytuacji katastrof naturalnych. Do Skandynawii ruszyli polscy strażacy.

- Prośba wpłynęła do wszystkich krajów unijnych, a Polska jako jedyna zadeklarowała grupę ratowniczą. Większość państw zadysponowała śmigłowce lub samoloty gaśnicze. Prośba, która wpłynęła na początku lipca, zakładała konieczność wysłania grupy strażaków z samochodami, które będą w stanie pomóc pracującym na miejscu Szwedom - tłumaczył na antenie TOK FM mł. brygadier Michał Langner, dowódca działających na miejscu Polaków. 

Polscy strażacy w Szwecji: serce z napisem "Tack Polen"

Do Szwecji pojechało 139 polskich strażaków z grup specjalnych z woj. pomorskiego i wielkopolskiego. Wszyscy byli w drodze już cztery godziny po zapadnięciu decyzji o wyjeździe.

- Byliśmy bardzo zaskoczeni przyjęciem nas przez Szwedów. Na początku myśleliśmy, że wzbudzamy ciekawość, bo drogą jechał konwój 44 pojazdów. Ale z każdym kilometrem ludzi na wiaduktach było coraz więcej, pojawiały się transparenty, polskie flagi - opisywał pierwsze doświadczenia mł. kpt. Rafał Sołowin, po czym dodał: - Zrozumieliśmy, że ci ludzie przychodzą tam dla nas. Byli to i Polacy mieszkający w Szwecji, i Szwedzi, którzy chcieli wyrazić swoją radość, że przyjechaliśmy im pomóc. 

- W miejscu docelowym czekały na nas tłumy z flagami i sercami. Nie wiem, skąd tam się wzięło tyle ludzi, bo na co dzień w tej mieścinie widywaliśmy może kilka osób - mówił, nie kryjąc zaskoczenia st. kpt. Grzegorz Borowiec. Wspominał, że mieszkańcy  namalowali serce z napisem "Tack Polen", czyli "Dziękuję, Polsko". - Dzieciaki nam później to serce do obozu przyniosły. Chłopaki też za każdym razem, kiedy wracali z miasta, z zakupów, to zawsze przywozili kwiatki czy inne rzeczy. Cały czas dostawaliśmy jakieś wyrazy wdzięczności - tłumaczył. 

Polscy strażacy w Szwecji: jak wyglądała praca na miejscu?

Jak wyjaśniał mł. brygadier Michał Langner, skala pożaru była tak duża, że trzeba było podzielić go na kilka części. 

- Nasza praca polegała na zasilaniu systemu spryskiwaczy, aby pożar się nie rozprzestrzeniał, oraz bronieniu przed ogniem jednej z miejscowości - wyjaśniał dowódca. 

Ponieważ obsługa urządzeń była konieczna przez całą dobę, strażacy pracowali zmianowo.

Jak mówił dowódca, jednym z największych zagrożeń, z którymi musieli się mierzyć, było ogromne zmęczenie. - Jechaliśmy tam 1200 km, więc od początku byliśmy zmęczeni długą podróżą. Potem należało szybko zbudować stanowiska gaśnicze. Było bardzo gorąco, 30 stopni, a potem praca przez kilkanaście godzin na miejscu - wspominał Michał Langner. Do tego wszystkiego dochodził stres związany z tym, czy uda się ten pożar w ogóle opanować.

- Te kilka pierwszych dni było kluczowych. Czasami było tak, że pracowało się 20 godzin, a odpoczywało tylko przez cztery, a powinno być 12 do 12. To mogło spowodować brak koncentracji i doprowadzić do wypadku. Te pierwsze dni pamiętam jak przez mgłę. Zlały się. Nie byłem w stanie powiedzieć, jaki jest dzień tygodnia. Napięcie było bardzo duże - wyjaśniał dowódca. 

Mł. kpt. Rafał Sołowin wspominał jednak również olbrzymią motywację kolegów. - Mieliśmy też sytuację, że chcieliśmy ratowników zmieniać na strefie, a oni mówili, że nie, że oni jeszcze muszą zostać, bo jeszcze czegoś nie zrobili. Oni chcieli się tam w ogóle przenieść z namiotami, żeby tylko te dwie, trzy godziny odpocząć i dalej walczyć - przypominał strażak oraz tłumaczył: - Trzeba było ich przekonywać, żeby przenosili się do bazy, żeby zmienili otoczenie, żeby ten odpoczynek był też psychiczny. 

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

  • czy jakikolwiek kraj jest przygotowany na tak duże pożary?
  • dlaczego do akcji pojechali strażacy z woj. wielkopolskiego i pomorskiego?
  • czy pożary gasi się w Polsce inaczej niż w Szwecji?
  • gdzie jeszcze pomagali Polacy?
Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
Polscy strażacy w Szwecji. W TOK FM opowiedzieli, jak wyglądała ich praca
Zaloguj się
  • krzysztof_ptk

    0

    Duda wróci, rozda medale, dodatkowe emerytury, kupi nowe wozy strażackie.

  • przemysl_to

    Oceniono 6 razy -2

    Bywało, że pracowaliśmy po 20 godzin na dobę

    no ta...ale wanze ze bezowi szwedzcy autochtoni mogli wtedy spokojnie spac lub tez ewentualnie gewalcic

    hahahahahahahahahahaaha

  • siwywaldi

    Oceniono 7 razy 7

    Jako stały słuchacz porannych audycji radia TokFM, słuchałem i tej rozmowy.
    Ponieważ środowisko strażackie znam od wielu lat, ZANIEPOKOIŁO mnie cos innego. Otóż mili i inteligentni trzej oficerowie, na co dzień pracujący w Krajowym Centrum Koordynacji Ratownictwa, byli nad wyraz ostrożni w wypowiedziach, jeżeli tylko mogły one wykroczyć poza temat gaszenia pożaru. Bo np. BARDZO OGÓLNIKOWO jeden z rozmówców wypowiadał się w temacie prowadzonej OD LAT akcji pomocy w szkoleniu strażaków z krajów postradzieckich, z którymi mamy znakomite kontakty, TAK SAMO zresztą jak, ze strażakami z Białorusi i Rosji. Zwłaszcza mocno zabolało mnie UKRYCIE, że kilka lat temu, TAKA SAMA grupa strażaków, pojechała do Rosji i tam przez dwa tygodnie gasiła pożary otaczających Moskwę lasów. Dziś żałuję , że ówczesne kierownictwo PSP ani rząd Platformy, NIE ZROBIŁO z tego takiej propagandowej tuby jak dziś, co pozwala skazać na CAŁKOWITE zapomnienie, tamtą, jakże niepolityczną w oczach PiS akcję...

    Druga "konsternacja" nastąpiła w momencie, gdy prowadzący audycję Michał Janczura zapytał o ewentualne protesty, do których kilka tygodni temu przystąpiły służby mundurowe. Tu już pracujący w Komendzie Głównej panowie strażacy, CAŁKOWICIE nabrali wody w usta, rzucając jedynie zdawkowe zdanie, że cyt.: "każdy chciał by zarabiać jak najwięcej". Oczywiście prowadzący zorientował się, i SZYBKO zakończył rozmowę.

    Niestety atmosfery zastraszenia tych młodych strażaków NIE UDAŁO się ukryć. niewtajemniczonych poinformuje tylko, że obecny Komendant Główny PSP gen. Leszek Suski - prywatnie brat posła Marka Suskiego i człowiek o "ciekawym" życiorysie (wystarczy zajrzeć w Google), kilka dni temu wysłał pisma do podległych sobie Komendantów Wojewódzkich PSP, NAKAZUJĄCE USUNIĘCIE z budynków jednostek Ratowniczo-Gaśniczych, elementów świadczących o proteście strażaków - o czym zresztą pisał też i portal Gazeta.pl. - wystarczy nieco głębiej poszperać.
    Cóż, żałosne to i smutne, szczególnie w kontekście KOLEJNEJ pieknej karty, zapisanej przez polskich strażaków.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX