Jak policjant zostaje pisarzem? Opowiada Romain Puertolas, "ojciec" fakira, "który utknął w szafie Ikea"

Romain Puertolas nie marzył o tym, by zostać pisarzem. Jego życie zmieniło się dzięki "Niezwykłej podróż fakira, który utknął w szafie Ikea". Z francuskim pisarzem rozmawia Patrycja Wanat.

Patrycja Wanat: W Twojej książce "Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie Ikea" jest moment, gdy twój bohater porzuca poprzednie zajęcie i zostaje pisarzem. Czy w twoim życiu też tak to wyglądało? Nagle rzuciłeś pracę i stwierdziłeś: tak, od teraz będę pisarzem?

Romain Puertolas: Prawdę mówiąc nigdy nie wyobrażałem sobie, że mogę być pisarzem. Nie wierzyłem w to. Co prawda pisałem całe życie; zacząłem, gdy miałem 7 lat. Kochałem czytać i pisać, było to więc dla mnie oczywiste: czytałem opowieści innych ludzi i chciałem spisywać moje własne. Nigdy jednak nie mówiłem sobie: zostanę pisarzem! Dla mnie było to nie do wyobrażenia, nie myślałem nawet o tym.

Chwytałem się więc przeróżnych zajęć. Pracowałem w przemyśle lotniczym - byłem stewardem, nauczycielem francuskiego i hiszpańskiego. W Wielkiej Brytanii pracowałem jako sprzątacz, byłem też policjantem. Ale nigdy nie myślałem o tym, że będą pisarzem.

Ta książka zmieniła całe moje życie, jej sukces postawił wszystko na głowie. Teraz cały czas mogę poświęcić na pisanie. Jestem pisarzem, ale to wszystko ciągle jest dla mnie zaskakujące. Mam wrażenie, że to jakiś wypadek przy pracy.

Może przeznaczenie?

- Ha, tak! Przeznaczenie. Karma. Fakir, bohater mojej książki, zostaje pisarzem, bo zmienia się jego życie. Do pewnego momentu był ulicznym artystą, oszukiwał ludzi, naciągał turystów. I zapragnął stać się dobry. Zastanawiałem się więc: co jest takim dobrym zawodem. Może pisanie historii? Zmienianie świata za pomocą słów?

Czyli wierzysz w moc słów; które mogą coś zmienić? W twoich książkach poza historiami bohaterów zawsze bardzo mocno zarysowane jest tło społeczno-polityczne. Piszesz o polityce, uchodźcach, biedzie… Spisanie tych historii może zmieniać świat?

- Nie wierzę, że słowa mogą zmienić cały świat, ale mogą zmienić indywidualne, osobiste mikro światy i sposób myślenia poszczególnych czytelników. Mam oczywiście tylko władzę nad tym, co piszę, nie jestem w stanie zmienić rzeczywistości. Kiedy czytasz książki, zauważasz, że życie bohaterów się zmienia, tak jak świat, w którym żyją. Ale oczywiście, kiedy zamykasz książkę, to w rzeczywistości nic się nie zmienia. Na tym też polega wielka siła czytania i książek, możesz wierzyć w coś, co nie jest prawdziwe. To jak magia.

Co było najdziwniejszą pracą, jaką wykonywałeś w życiu?

- Nie miałem aż tylu dziwnych lub nietypowych prac, ale na pewno jedną z tych, które zapamiętam, była praca sprzątacza w Wielkiej Brytanii. Czyściłem maszyny do grania, w porcie w Brighton na południu Anglii. Przez jakieś 9 godzin dziennie siedziałem ze sprejem do czyszczenia! To było najgorsza i najlepsza praca, jaką miałem. A to przez to, że wykorzystałem tę straszną pracę, żeby zrobić coś dobrego. Wszystkie pieniądze, które tam zarobiłem, zainwestowałem w naukę: w dobrą szkołę języka angielskiego. A do tego wykupiłem lekcje latania! Chciałem zdobyć licencję pilota. To było więc magiczne, jak możesz wykorzystać pieniądze z nudnej pracy na coś takiego.

Czyli potrafisz latać samolotem?!

- Nie jestem licencjonowanym pilotem, bo do tego potrzebuję dyplomu i bardzo wielu wylatanych godzin. Nie miałem na tyle czasu, żeby to ukończyć. Uczyłem się latać w Anglii, a problemem w tym kraju jest to, że tam non stop są chmury. A jak jest pochmurno, to nie możesz latać! Gdy miałem mieć kolejną lekcję, dzwonił do mnie instruktor i mówił: dziś nie możemy latać, bo jest pochmurno. Ha, oczywiście… jesteśmy w Anglii. Ale i tak było to wspaniałe doświadczenie, bardzo cieszyły mnie te lekcje, które udało się zrealizować.

Podróżujesz niemal tak dużo, jak bohater twojej książki. Dla niego to było przeznaczenie. A jak jest z tobą? Co cię pcha do tych wszystkich podróży? Miłość, ciekawość, praca?

- Na pewno ciekawość oraz nuda. Bardzo szybko się nudzę, zwłaszcza gdy jestem dłużej w jednym miejscu. Albo nudzę się moim życiem i chcę zmienić zajęcie. Wydaje mi się, że już nauczyłem się wszystkiego w danym zawodzie i chcę spróbować czegoś nowego. Chcę przeżyć wiele żyć w ciągu tego jednego. Mamy tylko jedno życie, więc chcę spróbować jak najwięcej rzeczy. Teraz jest to możliwe dzięki pisaniu, bo gdy piszesz, możesz wcielić się w wiele żyć i w wiele postaci. Możesz być, gdzie chcesz, nie ruszając się nawet z miejsca. Dlatego to taka wspaniała praca.

Powiedziałeś, że byłeś policjantem. Kiedy czytałam twoje książki, miałam wrażenie, że to było bardzo ważne doświadczenie dla ciebie.

- Kiedy pisałem "Niezwykłą podróż fakira" pracowałem jako policjant w departamencie, który zajmował się rozpracowywaniem mafii związanych z nielegalną imigracją. Codziennie więc spotykałem wielu ludzi różnych narodowości, których jedynym celem było przekroczenie granicy i znalezienie pracy we Francji. Dla mnie nigdy nie było w tym nic złego ani niemoralnego. Zwłaszcza w porównaniu z gwałcicielami, złodziejami i innymi przestępcami. Ja albo ty też możemy być nielegalnymi imigrantami, wystarczy, że nie masz papierów, by przekroczyć granicę.

Zawsze próbowałem więc wejść w buty osoby, która stoi przede mną i zastanowić się: co bym zrobił, jeśli urodziłbym się w innym kraju, na przykład biednym albo takim, gdzie toczy się wojna. I myślę, że robiłbym dokładnie to samo. Przede wszystkim chodzi mi o to, żeby pokazać, że uchodźcy to tacy sami ludzie jak my i ich los może spotkać również nas, żyjących w Europie. Nagle będziemy musieli w łódkach przedostawać się do Afryki, bo nie będziemy mogli żyć w Europie. A to jest właśnie temat trzeciego tomu o przygodach fakira.

Poza uchodźcami piszesz też dużo o francuskiej polityce, choćby w książce "Niech od-żyje Cesarz!". Jaka jest twoja diagnoza dotycząca francuskiej polityki: co jest jej największą bolączką, z czym Francja musi się przede wszystkim mierzyć?

- Myślę, że te tematy się nie zmieniają, są takie same od lat i wciąż nikt nie znalazł na nie rozwiązania. Chodzi głównie o legalną i nielegalną imigrację. Nikt nie wie jak to uregulować i jak na nią reagować. To się nie zmienia. Do tego dochodzi oczywiście dżihad i zagrożenie atakami. Ale to też nie jest nowy problem. Pierwszy atak był w 1980 roku, prawie 40 lat temu. Teraz to oczywiście eskaluje, ale problem nie pojawił się znikąd.

Ani lewicowe środowiska, ani konserwatyści nie są w stanie niczego zmienić. Potrafią tylko obrażać się wzajemnie, tylko to wydaje się ich interesować.

Francji potrzeba więc Napoleona? Mam wrażenie, że z jednej strony się z niego trochę śmiejesz, a z drugiej go podziwiasz.

- Oczywiście podziwiam go jako przywódcę, bo to bardzo ważna postać dla francuskiej historii. Najbardziej imponuje mi jego żywotność, szybkość podejmowania decyzji. Myślę, że teraz polityka jest bardziej powściągliwa, nic się nie dzieje, politycy są "płascy". Napoleon nie był taki sflaczały, szybko podejmował decyzje, może czasem aż za szybko… Ale trochę się też z niego śmieję, bo wszystkich parodiuję w moich książkach. Muszę jednak przyznać, że fajnie było wcielić się na chwilę w Napoleona, "Napiego" - jak go nazywam. Wyobraziłem sobie więc, co by było, gdyby Napoleon nagle pojawił się we współczesnej Francji, co by sobie myślał i jak reagował.

Akcja twojej ostatniej książki "Całe lato bez Facebooka" rozgrywa się już nie w Europie, ale w Stanach Zjednoczonych. To kryminał, ale wciąż tłem dla tej historii są obecne teraz tematy społeczne: dyskryminacja Afroamerykanów, sytuacja kobiet. Dlaczego jednak postanowiłeś zmienić kontynent dla swoich opowieści?

- Bo uwielbiam podróżować! Zmieniać miejsca, zmieniać bohaterów. Chciałem napisać książkę w Stanach Zjednoczonych. Mogłem osadzić oczywiście tę historię we Francji, ale wybrałem USA. Mamy więc czarnoskórą policjantkę, dzięki temu mogłem
opowiedzieć o rasizmie. Ona żyje w małym amerykańskim miasteczku, a do tego jest bardzo gruba, bo non stop wcina czekoladowe pączki. Jest więc grubą, czarną kobietą. Dla mieszkańców tego miasteczka to trzy najgorsze rzeczy. Ale przy tym jest bardzo silna. Ta siła jest nieoczywista, bo lubię, gdy moi bohaterowie są wyposażeni w taką nieoczywistą siłę życiową, pozytywną energię.

W tę książkę wkładasz bardzo dużo odniesień dotyczących popkultury. Prowadzisz z czytelnikiem grę. Choćby główna bohaterka nazywa się Agatha Crispies, co oczywiście jednoznacznie wiąże się z Agathą Christie. Co właściwie czytasz prywatnie?

- Jeśli chodzi o książki, to uwielbiam Umberto Eco - "Imię róży" należy do moich ulubionych tytułów. Do tego Haruki Murakami, lubię też pełne humoru opowieści ze Skandynawii autorstwa Arto Paasilinna, albo z Niemiec - Davida Safiera i Edgara Hilsenratha, z Hiszpanii Eduardo Mendozy.

Czytam bardzo różnorodne rzeczy, ale zawsze najważniejsza jest dla mnie historia; książki z historią, bo jest dużo książek bez historii…

Jak James Joyce, z którego się śmiejesz?

- Tak, jak Joyce! Tam co prawda jest historia, ale nic z niej i tak nie rozumiesz (śmiech). Jeśli chodzi o filmy, to tu też wymienię "Imię róży", uwielbiam tę książkę i uwielbiam film. Lubię francuskie komedie, zaczynając od Louisa de Funès. Oczywiście to już trochę przestarzały humor, ale dla mnie to ciągle podstawowa. Nie mam jakiś wygórowanych oczekiwań, jeśli chodzi o humor. Lubię proste żarty.

I faktycznie do mojej ostatniej książki włożyłem wiele odniesień dotyczących zwłaszcza literatury, ze względu na moją miłość do książek. Ale są tam też tropy z seriali telewizyjnych i innych programów. Lubię mieszać te odniesienia.

Romain Puertolas jest gościem festiwalu Literacki Sopot. Patronem imprezy jest Radio TOK FM

Książki autora dostępne są w formie ebooków w Publio.pl >>

 
Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM