Organizator Marszu Równości: Czułem, że w Lublinie nie mogę się ujawnić jako gej

- Hejt, który pojawił się w internecie, o którym mówił prezydent zakazując marszu, nie jest niczym niestandardowym. Jako gej często się z takim hejtem mierzyłem - mówił w TOK FM Bartosz Staszewski.

Przez kilkanaście dni przeciwnicy i zwolennicy zaplanowanego na dziś pierwszego w Lublinie Marszu Równości spierali się o to, czy powinien się on odbyć. Po tym jak prezydent Lublina - ze względów bezpieczeństwa - wydał zakaz marszu, sprawa trafiła do sądu.

Czytaj też: Paweł Rabiej: Gdyby sąd podtrzymał decyzję o zakazie Marszu, powstałby groźny precedens

Sąd pierwszej instancji decyzję prezydenta podtrzymał. Sprawa trafiła do apelacji - sąd apelacyjny uchylił rozstrzygnięcie pierwszej instancji, a tym samym wydany przez prezydenta zakaz. Powołał się przy tym na wolność zgromadzeń i prawa człowieka. - To zwycięstwo demokracji - mówił Rzecznik Praw Obywatelskich.

Rozmawialiśmy z głównym organizatorem Marszu, 28-latkiem Bartoszem Staszewskim:

Anna Gmiterek - Zabłocka: Panie Bartku, skąd pan się wziął w Lublinie?

Bartosz Staszewski: Urodziłem się w Szwecji, ale jak miałem 7 lat to wróciłem z rodzicami do Lublina i tu spędziłem dzieciństwo. Tu chodziłem do szkoły, mam kolegów, znajomych, rodzinę. Tu przyjeżdżam na święta. Gdy skończyłem 18 lat, zbuntowałem się i wyjechałem do Warszawy, w poszukiwaniu miłości. Tam się zakochałem i tak już zostało. Gdy usłyszałem, że jest grupa, która chce w Lublinie robić Marsz Równości, od razu pomyślałem: fajnie, pomogę. W międzyczasie ekipa organizacyjna trochę się zmieniała, a jako, że nie było komu zarejestrować marszu w urzędzie, zrobiłem to ja. I ja teraz wszystkiego pilnuję.

Czyli jest pan z Lublina, ale pracuje w Warszawie?

Tak, na co dzień jestem reżyserem, współpracuję z organizacjami, które zajmują się prawami człowieka. Robię filmy - mój pierwszy film dotyczył uzależnienia mojego taty od silnych leków przeciwbólowych, a drugi film "Artykuł osiemnasty" jest o art. 18 konstytucji, który dla wielu jest wymówką do tego, by w Polsce nie wprowadzać małżeństw jednopłciowych. W społeczności osób LGBT, ale też osób, które zajmują się prawami człowieka - ten film jest mega ważny. Mogę wszystkich zaprosić na mój film, bo po Marszu Równości będzie wyświetlany w Centrum Spotkania Kultur. 

W piątek po południu odbyliście jako organizatorzy pierwszego lubelskiego Marszu Równości spotkanie z miejskimi służbami i policją. Jak przebiegło i co ustaliliście?

Spotkanie odbyło się bez udziału prezydenta Lublina, za to z udziałem funkcjonariuszy policji z różnych jednostek. Odbyło się w bardzo fajnej, miłej atmosferze, bardzo merytorycznej. Policjanci powiedzieli nam o różnych zagrożeniach, z którymi się możemy zmierzyć, a przede wszystkim - słuchali nas i tego co my mamy do powiedzenia. Mówiliśmy o tym, co wydarzyło się w ostatnich dniach i przedstawialiśmy swoje uwagi na temat tego, co może się wydarzyć.

Czyli spotkanie było potrzebne?

Bardzo. Wydaje mi się, że to było miejsce, w którym - jako organizatorzy marszu - powinniśmy być od samego początku, a dostaliśmy się na nie dopiero na dzień przed Marszem Równości, dodatkowo trochę wypraszając się (Bartosz Staszewski pojawił się w piątek przed południem w ratuszu na konferencji prasowej prezydenta Lublina, Krzysztofa Żuka, na której prezydent zapowiedział spotkanie w Wydziale Bezpieczeństwa. Pan Bartosz zapytał wtedy, czy może wziąć w nim udział i prezydent się zgodził - przyp. red.)

Sąd apelacyjny podkreślił w swoim rozstrzygnięciu, że za zabezpieczenie marszu odpowiadają służby, w szczególności policja.

Tak, zresztą pan komendant miejski policji pisał to w swoim piśmie do prezydenta, że policjanci nie mają problemu z zabezpieczeniem takiego marszu, tak jak nie mają problemu z zabezpieczaniem innych demonstracji, które odbywają się zarówno w województwie lubelskim, jak i w całej Polsce.

Załóżmy, że rozpoczyna się marsz - czy jako organizatorzy będziecie mieć bezpośredni kontakt z policjantami?

Tak, będziemy mieć taki kontakt, przez krótkofalówkę. Natomiast to co jest ważne to fakt, że było pewne niezrozumienie dotyczące naszych służb porządkowych, bo takie służby będą. Ale muszę z całą mocą podkreślić, że służby porządkowe nie zastępują policji. Ich rola jest jedynie taka, że będą np. zwalniać pochód albo przyspieszać. Mają też informować policję o zagrożeniach, które mogą się pojawić na marszu czy w okolicach marszu.

Jest coś, czego się pan obawia?

Złej pogody. (Śmiech). Choć mam nadzieję, że będzie pięknie. Natomiast, tak jak mówiłem od samego początku przed sądem, hejt, który pojawił się w internecie, o którym mówił prezydent zakazując marszu, nie jest niczym niestandardowym. Jako gej często się z takim hejtem mierzyłem. Liczymy na to, że będzie to wesoły pochód, pełen szczęśliwych ludzi z Lublina, ale nie tylko. Pisze do mnie wiele osób, które się w Lublinie wychowały, a dziś mieszkają w innych miastach i przyjadą specjalnie na marsz. Piszą, że chcą zobaczyć, że Lublin jest fajnym, tolerancyjnym, kolorowym miastem. Dlatego liczę, że będzie to dzień pełen wzruszeń - dla mnie szczególnie, bo moja mama powiedziała, że przyjdzie na nasz Marsz Równości. I jest mi z tego powodu strasznie miło.

Marsz przejdzie praktycznie przez całe centrum miasta, z Placu Zamkowego na Plac Teatralny, przed Centrum Spotkania Kultur. W których miejscach może być niebezpiecznie?

Z tego, co ogłaszają środowiska związane z ruchem narodowym, to jest to Plac Litewski przy pomniku Unii Lubelskiej oraz ulica Kowalska - to dwa punkty, w których mogą się pojawić największe grupy przeciwników marszu. Policja o tym doskonale wie.

Pan jest przedstawicielem jakiejś partii?

Nie, absolutnie. Nie znam się na polityce - orientuję się w niej tyle, co widzę w telewizji. Mój chłopak często się śmieje, że nie odróżniam liberałów od lewicy, a czasami nawet zarzuca mi się, że mam konserwatywne poglądy. Jestem totalnie apartyjny.

Pytam o to, bo w Lublinie pojawiły się głosy, że rejestrując marsz, działał pan w imieniu partii Razem.

Absolutnie nie. Wiem, że są takie pogłoski, że pomysł marszu albo data jego organizacji, jest pomysłem Adriana Zandberga. Nie, tak nie jest. Marsze Równości w Polsce działają pod egidą różnych stowarzyszeń. Jest np. Pracownia na Rzecz Różnorodności albo Tęczowe Opole. W Lublinie termin marszu był ustalony na długo przed podaniem terminu wyborów. I chcę stanowczo podkreślić, że marsz i prawa człowieka nie są prowokacją - jak się nam czasami zarzuca.

Przeszkadzają panu te zarzuty, że stoi za tym Razem?

Irytuje mnie to, bo osobiście wkładam w ten marsz mnóstwo wysiłku. Wiele rzeczy, które robię - w tym wpisy na Facebooku czy Twitterze - robię sam. Oczywiście, są osoby, które mi pomagają, w różnym wieku, które reprezentują różne środowiska. Jest kilka osób z młodzieżówki partii Razem, ale jest też jedna osoba z PO, jest człowiek z KOD, jest Honorata - studentka, z nikim nie związana. Dzielimy się obowiązkami. Dlatego mówienie, że jakaś partia nami czy mną steruje - jest po prostu strasznie słabe. To jest nasz wysiłek, nasze nieprzespane noce, ogromne zaangażowanie naszych prawników, którzy nocami - pro bono - pisali apelacje.

Spodziewał się pan tego, co wydarzyło się teraz w związku z Marszem Równości w Lublinie - tej walki, batalii sądowej, tych nienawistnych komentarzy?

Gdy mieszkałem w Lublinie, trochę się tutaj dusiłem. Czułem, że to nie jest miejsce, w którym mogę się ujawnić jako gej. Zrobiłem to dopiero w Warszawie, tam stworzyłem sobie bezpieczny świat. W Lublinie, przy dalszej rodzinie, nie rozmawiałem o moim chłopaku, o nas. A teraz coś się zmienia i myślę sobie: Ojej!. Dzisiaj szedłem po ulicy i nie czułem już uczucia zaduchu. Czułem się dumny, że robimy  Marsz Równości. I wiem, że nie może być tak, że marsz się odbędzie i koniec - jest coś więcej do zrobienia. To jest poczucie mojego lokalnego patriotyzmu - chcę tu wrócić, by w jakimś zakresie móc pomóc tym, którzy tutaj zostają.

Mówił mi pan wcześniej, że po tym, jak w Lublinie został pan twarzą marszu - widać pana w gazetach czy w telewizji - podchodzą do pana ludzie na ulicy.

 Tak, nie tylko na ulicy. Poszedłem coś zjeść, a kasjerka pyta mnie, co z Marszem Równości. Mówię jej, że normalnie, spotykamy się w sobotę, a ona odpowiada: "Super, to właśnie chciałam usłyszeć". Idziemy ulicą, a jakaś pani pyta, czy może nam uścisnąć dłoń. Albo ktoś mówi: "Mam nadzieję, że się zobaczymy w sobotę". To jest coś czego w Lublinie wcześniej nie widziałem - ludzie uśmiechają się do mnie, rozmawiają i to jest strasznie fajne. Fajne jest też to, że piszą do mnie obcy ludzie, z którymi gdzieś poznawałem się w przelocie: "Bartek, nie wiedziałem, że jesteś takim aktywistą. Strasznie się cieszę z tego co robisz dla Lublina, z którego pochodzę". Jest bardzo dużo pozytywnych reakcji, a to dla mnie mega ważne.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (21)
Organizator Marszu Równości: Czułem, że w Lublinie nie mogę się ujawnić jako gej
Zaloguj się
  • jael53

    Oceniono 11 razy 5

    Sympatycznego i niegłupiego człowieka zawsze miło zobaczyć i posłuchać.

  • bart5554

    Oceniono 4 razy 0

    www.youtube.com/watch?v=3cBofeo1Y74

  • nowekonto2

    Oceniono 14 razy 0

    nie jestem miłośnikiem środowisk LGBT, uważam że nie powinni manifestować swoich preferencji seksualnych na ulicach (podobnie jak nie powinni tego robić np. koprofile, dendrofile, zoofile, gerontofile, miłośnicy BDSM itp. trzeba zaakceptować to że pewne zachowania seksualne wzbudzają w dużej części społeczeństwa odrazę i to uszanować). Ale jeśli już chcą manifestować, to powinno się im to umożliwić. Przestrzeń publiczna należy do wszystkich, dlatego należy przyzwolić zarówno na marsze równości, jak i na marsze ONR-u.

  • kl002

    Oceniono 9 razy -1

    a nie pomyślałeś o samobójstwie dewiancie homoseksualny zamiast zatruwać życie normalnym ludziom?

  • jan.go

    Oceniono 7 razy -1

    I tak jest lepiej jak było można się ujawnić jako żyd i cyklista Na południu USA radził bym uważać nawet z tymi ostatnim preferencjami

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX