Kobiety w początkach chrześcijaństwa. "Rewolucja równouprawnienia przeżyła tylko swoje przedwiośnie"

- Ze źródłami było ciężko. Także dlatego, że wiele tych opowieści nie było aż tak ważnych dla współczesnych, żeby je zachować - tak, o pracy nad książką "Emancypantki. Kobiety, które zbudowały Kościół", mówiła w TOK FM Zuzanna Radzik.

Radio TOK FM i Wyborcza.pl teraz w jednym pakiecie - wygodniej i aż o 50% taniej. Takiej oferty nie było jeszcze nigdy! Sprawdź szczegóły >>>

Maria z Magdali, równa apostołom Tekla, Egeria, Pryska. Kto, prócz ekspertów zajmujących się początkami chrześcijaństwa, pamięta ich imiona? Szerszemu gronu odbiorców kobiety, które budowały wczesne wspólnoty chrześcijańskie, przypomina Zuzanna Radzik w swojej książce "Emancypantki. Kobiety, które zbudowały Kościół”.

- To niezwykle fascynująca i pasjonująca książka, lekturze której towarzyszy to bardzo specyficzne uczucie. Z jednej strony żal, złość jakiegoś rodzaju poczucie frustracji, a z drugiej strony: wow, nie miałam pojęcia. To książka, która przedstawia kobiety aktywne – w pierwszych latach funkcjonowania Kościoła - nie jako służebnice, ale jako uczennice Jezusa  - mówiła Hanna Zielińska w rozmowie z autorką.

Jak podkreśliła dziennikarka, książka Radzik "to opowieść o tym, że rewolucja równouprawnienia, przedstawiona w Nowym Testamencie, przeżyła tylko swoje przedwiośnie".

Bez fan clubu... zapomnienie

Zuzanna Radzik, teolożka, publicystka "Tygodnika Powszechnego", przyznała, że niezwykle trudno było dotrzeć do informacji o kobietach, którym chciała poświęcić książkę.

- Ze źródłami było ciężko, nie tylko dlatego, że to wszystko działo się bardzo dawno temu. Ale także dlatego, że wiele tych opowieści nie było aż tak ważnych dla współczesnych, żeby je zachować. Siłą rzeczy więc książka, to rekonstrukcja obciążona błędami wynikającymi z tego, że trochę spekulujemy, zgadujemy, jakie były powody. Co warto zauważyć, w starożytność ma to do siebie, że żeby coś się zachowało, to trzeba było mieć wyznawców, swoisty fan club, który przepisze twoje dzieła, będzie kopiował - opowiadała.

Przeczytaj fragment książki Zuzanny Radzik "Emancypantki”. Kobiety, które zbudowały Kościół"

"Wygląda na to, że zachowanie dobrej reputacji i pokazanie, iż chrześcijanie nie są wywrotową sektą, stawało się w cesarstwie rzymskim coraz istotniejsze. Podejrzliwość wobec wszelakich stowarzyszeń można wyczytać choćby z korespondencji między Trajanem a Pliniuszem Młodszym, gdzie wyrażone zostaje przekonanie, że gdy ludzi gromadzi wspólny cel, to niezależnie od nazwy i powodu, wkrótce staną się klubem politycznym. Bano się rebelii niewolników, inwigilowano stowarzyszenia, działały sieci informatorów. Autorzy listów pierwszego i drugiego do Tymoteusza oraz do Tytusa zdają się mówić: jakby co, my, chrześcijanie, nie jesteśmy rewolucyjną sektą. Katalog cnót, jakie powinny cechować przywódców Kościoła, koresponduje z przymiotami, jakimi tradycyjnie powinien się odznaczać wojskowy przywódca, wcielający ideał pater familias. Oto mieścimy się w głównym nurcie kultury. Jeśli zaś chodzi o niewolników, to my, chrześcijanie, też rewolucji wywołać nie chcemy. No i kobiety. W sprawie kobiet jak najbardziej jesteśmy gotowi się podporządkować. Chętnie powiemy im, że mają nie łazić po domach na plotki, uczesać się jak wypada, nie nauczać ani nie przewodzić, tylko siedzieć cicho. W końcu to Adam został stworzony pierwszy, a nie Ewa. Zaraz im przypomnimy.

Ta nieco złośliwa parafraza Pierwszego Listu do Tymoteusza oddaje jednak dobrze atmosferę, jaką w nim napotykamy. Jeśli przypomnimy sobie Kościoły z czasów Pawła, w których kobiety odgrywały pewną rolę, choć nie było to bezproblemowe i podlegało ograniczeniom norm społecznych, to tu wybrzmiewa jednak coś innego. Badacze szacują, że listy pasterskie powstały na samym początku II wieku. Nad ich przesłaniem dotyczącym relacji małżeńskich, życia rodzinnego i losu wdów zawisło cieniem prawdopodobnie nowe prawo, wprowadzone przez cesarza Augusta jako plan moralnej naprawy cesarstwa. Najwyraźniej od zawsze, gdy politycy zajmują się moralną odnową swoich społeczeństw, rykoszetem dostają kobiety, odbija się to na ich wolności i prawach reprodukcyjnych. W tym przypadku powodem wprowadzenia nowych rozporządzeń miała być coraz mniejsza dzietność obywateli, która naruszała pozycję pater familias, ojca rodziny. Autorzy tworzący w czasach Augusta rozwodzą się nad ogólnym upadkiem religijności i moralności, przejawiającym się również w nadmiernym strojeniu się kobiet, które potem tylko chodzą po mieście i roznoszą plotki. Większość kobiet, jeśli odebrać im haftowane złotem buty, bransolety, purpurę i perły, zostanie w domu – pisał Plutarch, łącząc skromność ubioru z mniejszą mobilnością, a o wypowiadaniu się publicznym dodawał: kobieta powinna mówić albo do swojego męża, albo przez swojego męża… Brzmi znajomo?

W trosce o obyczaje cesarz August wprowadził nowe prawo dotyczące małżeństw. Cudzołóstwo stało się przestępstwem kryminalnym, celibat miał być karany, niezamężne i nieżonaci nie mogli dziedziczyć po krewnych, natomiast małżeństwa mogły uzyskać pewne przywileje, dziedzicząc spadek. Najwięcej uwagi ustawodawstwo małżeńskie poświęcało kobietom, które zyskiwały więcej praw, jeśli były matkami co najmniej czwórki dzieci. Wszystkie były zwolnione z obowiązku zamążpójścia (sic!) przez dwa lata po śmierci męża i przez półtora roku po rozwodzie. Mężczyźni byli zobowiązani dzieci płodzić w wieku 25–60 lat, a kobiety w wieku 20–50 lat. Prawo to obowiązywało rzymskich obywateli2

W tej perspektywie można lepiej zrozumieć zaostrzenie kursu wobec kobiet, z jakim stykamy się w Pierwszym i Drugim Liście do Tymoteusza oraz Liście do Tytusa. Ich autorzy oczekują, że chrześcijanie będą gorliwie te nowe małżeńskie obowiązki wypełniać. Więcej nawet, prawo, które obowiązywało rzymskich obywateli, rozciągnięte zostaje również na biedne kobiety i niewolnice. Ideologia moralnej odnowy rodziny ukuta przez cesarza i jego urzędników zostaje włączona w chrześcijańską praktykę. Co zalecają owe listy? Trudno stwierdzić, czy wdowy, o których w nich mowa, są jedynie grupą społeczną, czy też pełnią w Kościołach określoną rolę, przydzielone im zostały konkretne zadania. Niezależnie od tego 1 Tm 5,3–16 podkreśla, że w pierwotnym Kościele taka grupa istniała oraz że była na tyle duża i aktywna, iż wymagała prawnych regulacji. Z listu można odnieść wrażenie, że „wdowy” są grupą posługującą w tamtejszym Kościele, bo wymienione zostają kolektywnie w zaleceniach kierowanych do różnych posługujących: biskupów, diakonów, prezbiterów. Tak jak wszystkim pozostałym, autor listu również wdowom daje wytyczne. Do tej grupy mogą należeć jedynie kobiety, które straciły jednego męża i ukończyły sześćdziesiąt lat. Młodsze mają wyjść ponownie za mąż i rodzić potomstwo, żeby, jak dodaje autor, „stronie przeciwnej nie dawały sposobności do rzucania potwarzy” (1 Tm 5,14). To sugeruje, że dotychczasowy sposób zachowania tej grupy kobiet wywoływał kontrowersje. Czy chodziło o to, że te młodsze, wstrzymując się od ponownego zamążpójścia, łamały cesarskie prawo? Starsze, mające dzieci i wnuki, powinny żyć przy rodzinie. Na pozostawanie bez męża chciano zatem zezwolić jedynie tym kobietom, od których już i tak nie oczekiwano aktywności seksualnej i rodzenia dzieci. To nie zagraża porządkowi społecznemu, lecz go wzmacnia. Wykazując dbałość o społeczne normy, autor listu ubolewa, że owe wdowy „uczą się też bezczynności, krążąc po domach. I nie tylko są bezczynne, lecz i rozgadane, wścibskie, rozprawiające o rzeczach niepotrzebnych” (1 Tm 5,13).

Jak odróżnić oskarżenia, które pod adresem wdów kieruje autor, od ich faktycznych czynów? Czy można spojrzeć na to z większą podejrzliwością, karmioną tym, że we wcześniejszej części listu (1 Tm 2,9–15) nakazuje kobietom milczenie i poddanie? O wdowach mówi, że są leniwe, a one może po prostu nie mają domowych obowiązków. Wytyka im, że łażą po mieście i plotkują, a one, wyzwolone z patriarchalnych domów, zyskały pewną swobodę ruchu. Wreszcie zarzuca im, że mówią to, czego nie powinny, „rozprawiają o rzeczach niepotrzebnych”. A może są według autora zbyt autonomiczne,
mówią o tym, co z ich perspektywy ważne, a tylko z perspektywy autora listu niepotrzebne. To samo obserwujemy przecież dziś, gdy kobiety mówiące o Kościele i swojej w nim roli są cenzurowane lub lekceważone. Sprawy niepotrzebne, choć dla nas tak istotne. Trzeba też zastanowić się, o jakich „wdowach” mówimy? Niezamężna – tak można najlepiej przetłumaczyć greckie słowo chera, często tłumaczone jako wdowa. Chera może być rozwiedziona, może być wdową, może się wreszcie okazać panną, która postanowiła nie wychodzić za mąż. Wygląda na to, że właśnie życie w celibacie było cechą wyróżniającą kobiety określane jako „wdowy”, a przynależność do ich kręgu miała szereg zalet. Były wolne od podległości mężowi czy ojcu, od niebezpieczeństw porodów i trosk wychowywania dzieci, od zajmowania się domem. Rzadki luksus dla kobiet w tamtych czasach. Do grupy wdów mogły też chcieć przystać te mające w tym systemie społecznym zamkniętą drogę: panny przyłapane na przedmałżeńskich relacjach i w efekcie niemające szans na zamążpójście, a także dziewczęta, których rodzin nie stać było na posag. Również chrześcijanki, które odeszły od pogańskich mężów, pozostawione bez środków na utrzymanie.

Czasy, w których prawdopodobnie powstają listy, czyli sam początek II wieku, to moment, gdy Kościół obiera już kurs na instytucjonalizację i wytworzenie struktury, w związku z czym kłopotliwi stają się charyzmatycy i kobiety. Kobiety zaś swój autorytet budują również na tym, że są niezamężne, że zdecydowały się na celibat. Uderzenie w celibat kobiet jest więc pośrednio atakiem na ich rolę we wspólnotach. Często mówi się, że listy pasterskie stanowią swego rodzaju reakcję ortodoksyjnych chrześcijan na pojawienie się gnostyckich sekt, które zdobywały popularność, traktując kobiety jak  równe mężczyznom. Zakaz zawierania małżeństw i przyzwolenie na celibat były zapewne ważnym elementem nauczania nieortodoksyjnych mistrzów. Tym zyskiwali sobie sympatię kobiet. Na czym jednak miałaby polegać ich nieortodoksyjność, w czasie gdy jeszcze decydowało się, czym będzie ortodoksja? Czy nie wolno nam zgadywać, że ta „obca” nauka mogła być całkiem ortodoksyjna, oprócz tego, że wywoływała społeczne turbulencje, przyznając kobietom prawo decyzji i rolę w społeczności wierzących? Zgadujemy, bo dowiedzieć się dokładnie nie mamy skąd. Trzeba więc pytać, nawet jeśli nie znajdziemy pewnych odpowiedzi, czy to tylko inkulturacja cesarskiego prawa rodzinnego i niechęć chrześcijan do bycia uznanymi za wywrotową sektę, czy może coś więcej. Czy intencją autora listów nie było również odebranie kobietom możliwości życia w celibacie, dzięki któremu wzrastał ich autorytet? Nasz dramat polega na tym, że napomnienia skierowane do kilku wspólnot w Azji Mniejszej w czasach Trajana przez następne stulecia aż do dziś były uważane za obowiązujące kobiety w Kościele i poza nim3. Czy jeśli faktycznie autor listów, regulując życie wdów i zachowanie żon, de facto odnosi się do ówczesnych obyczajów i prawa, to my nie moglibyśmy kształtować roli kobiet zgodnie z duchem naszych czasów? Dostosowując się do swojej epoki, zostawili nas z kłopotliwym dziedzictwem. Tajemnicą jest więc, na co dokładnie odpowiada nerwową regulacją posługi wdów autor Pierwszego Listu do Tymoteusza. Być może wdowy sprawiają rzeczywiście dyscyplinarne kłopoty. Być może jest to polemika z kłopotliwą frakcją we własnej wspólnocie. A może chodzi o odmienny nurt Pawłowej tradycji, w którym dawano kobietom przestrzeń do posługi. Jak twierdzi Margaret MacDonald, listy pasterskie są odpowiedzią na ustne przekazy mówiące o tym, że Paweł promował celibat kobiet i ich służbę w Kościele. Trudno to udowodnić, bo nie jesteśmy w stanie tych ustnych tradycji uchwycić. Choć ta sama badaczka uważa, że później zostały one spisane (być może w odpowiedzi na listy pasterskie) i krążyły w formie bardzo popularnego apokryfu, Dziejów Pawła i Tekli, które więcej niż o apostole opowiadają nam o Tekli właśnie, apostołującej kobiecie z Ikonium."

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (3)
Zuzanna Radzik "Emancypantki. Kobiety, które
Zaloguj się
  • endrju1521

    0

    Czekam teraz na publikację, na temat Adama i Ewy w Raju !

  • polak_nieprawdziwy

    Oceniono 3 razy -1

    Powiedzcie mi jak można na podstawie Biblii, gdzie nie mamy ani jednego pierwotnego egzemplarza, za to mamy kopie kopii z wieloma błędami powstałe kilkaset lat później, wysnuwać jakiekolwiek wnioski na temat rzeczywistej sytuacji?
    No jak?
    Przecież to jest zwykłe gdybanie.
    Takiemu tekstowi, który do tego był redagowany a teksty dobierane subiektywnie - absolutnie nie można ufać!!!!
    Można podejrzewać, spekulować, przyjmować najbardziej prawdopodobne scenariusze.
    Co jest bardziej prawdopodobnym scenariuszem?
    Że na Bliskim Wschodzie kobiety robiły rewolucję, czy że jeszcze długo po czasach przypadających na życie Jezusa pełniły poślednią funkcję jako część męskiego inwentarza?
    A w samym Rzymie?
    Nie zapominajmy, że autor (pominę który, bo niektórzy twierdzą, że niewidzialny) w liście do Kolosan głosi nie negację niewolnictwa, lecz pochwałę dobrego traktowania niewolników i odwzajemnione posłuszeństwo tychże.
    O jakich niewolników chodziło? Czyżby chrześcijanie posiadali niewolników? A może sami po części byli niewolnikami (w tym kobiety)?
    Jeśli oczywiście jest to autentyczny pogląd z tamtych czasów, co łatwiej mi zaakceptować nawet jeśli skryby przeredagowały później list i wywróciły pierwotny tekst do góry nogami.
    Zwyczajnie jest to bardziej prawdopodobne, że część chrześcijan była niewolnikami, część kobiet zdecydowanie niewolnicami, nie tylko swoich Panów ale i mężów, stanowiąc część majątku mężczyzny.
    Nie dziwota, że od nich uciekały, gdy otrzymały ofertę zbawienia i lepszego życia i to niedługo!
    Bowiem Jezus miał powrócić lada moment.
    Ale tak jak wystartował pionowo w górę, tak nigdy później już nie wylądował.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX