Uczniowie, którzy domagają się zadań domowych? Twórca #zadajęzsensem przekonuje, że to możliwe

Jacek Staniszewski jest nauczycielem historii. Pracuje w jednej ze szkół na warszawskiej Woli. I ma uczniów, którzy dopominają się o prace domowe. Trudno w to uwierzyć? W rozmowie z Agatą Kowalską przekonywał, że to nie fikcja.

Radio TOK FM i Wyborcza.pl teraz w jednym pakiecie - wygodniej i aż o 50% taniej. Takiej oferty nie było jeszcze nigdy!  Sprawdź szczegóły >>>

- Ostatnio mówiliśmy na lekcji o wolnej elekcji; między innymi oglądaliśmy różne obrazy. Powiedziałem uczniom, że jedno z miejsc, które zobaczyli, jest niedaleko naszej szkoły. Zapowiedziałem, że będzie to przedmiotem kolejnej lekcji. Ale jeśli ktoś chce, to może - w ramach pracy domowej - poszukać tego miejsca. Zgłosiło się osiem osób i już na drugi dzień wiedzieli, że chodzi o ul. Młynarską - opowiadał w TOK FM Jacek Staniszewski.

W rozmowie z Agatą Kowalską przekonywał, że wystarczy nieco się postarać, by takie sytuacje były codziennością; by zerwać z tradycją nauczyciela, który kredą na tablicy wypisuje długą listę zadań i tematów do zrealizowania w domu.

- Czasem można tak poprowadzić lekcję, że się aż prosi o pracę domową. Czasem wystarczy nie dokończyć jakiejś debaty, dyskusji czy zadania matematycznego - podpowiadał innym nauczycielom.

- Ale nikt tak nie uczy! - wtrąciła gospodyni Analiz, Agata Kowalska.

- Dużo nas tak uczy - odpowiedział Staniszewski. Na założonej przez niego grupie internetowej #zadajęzsensem jest aktywnych ponad tysiąc nauczycielek i nauczycieli.

- Niektórzy nauczyciele np. proszą uczniów o to, żeby zebrali odpowiedzi - także z tych źródeł, które proponują tzw. gotowce - na bardzo klasyczne pytania dotyczące choćby Powstania Listopadowego: bić się czy nie bić. I uczniowie mają to krytycznie ocenić; co tam jest nie tak. Bo bardzo nam zależy, żeby nauczyciele nie nakazywali rodzicom i uczniom wyłączania internetu, bo nie ma co udawać, że on nie istnieje. Zależy nam na tym, by nauczyciele zajęli się tym, jak uczyć uczniów uczyć się. Żeby zajęli się umiejętnością pracy z ogromem informacji, które są dziś dostępne - przekonywał nauczyciel historii.

"Po co porównywać?"

Zdaniem Staniszewskiego tylko od nauczyciela zależy to, czy dla uczniów praca domowa przestanie być zmorą.

- Wiadomo, że prace domowe mogą być z sensem, tylko musimy się o to postarać. Żadna pani minister czy z lewa, czy z prawa nam tego załatwi - mówił. I podpowiadał inne stosowane przez siebie rozwiązanie. Jego uczniowie mogą... wybierać temat pracy domowej.

- To jak pan porówna, który uczeń był lepszy, a który słabszy? - pytała Agata Kowalska.

- A po co porównywać? - odpowiedział nauczyciel pytaniem na pytanie dziennikarki.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny