Gwiazdka za pasem. Jak przekonać dzieci, że nowa zabawka nie jest synonimem szczęścia?

MARCIN STĘPIEŃ

- Żyjemy w czasach konsumpcjonizmu, mamy więc wszystko, a nie jesteśmy szczęśliwi - mówi psycholożka dziecięca Monika Perkowska. W rozmowie z Karoliną Głowacką radzi, jak uniknąć histerycznych awantur na zakupach oraz pokazać, że spotkanie w gronie najbliższych jest "ważniejsze niż sto prezentów pod choinką".

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50% taniej. Sprawdź szczegóły >>>

Przed nami Boże Narodzenie, czyli czas, który wielu kojarzy się głównie z prezentami. Do obsypywania podarunkami namawiają nas wszechobecne reklamy. Ale zdarza się, że sami doprowadzamy do sytuacji, że właśnie to, co "pod choinką" jest przedmiotem największych emocji i oczekiwań.

- Dzięki zakupom chcemy być szczęśliwi i zadowoleni. My - dorośli - wiemy, że to działa tylko na chwilę. Żyjemy w czasach konsumpcjonizmu, mamy więc wszystko, a nie jesteśmy szczęśliwi. I tak samo dzieci: jeśli mają za dużo rzeczy, to nie są szczęśliwe. Widzę w swoim gabinecie, że często pojawia się taki problem: nie wiadomo, co kupić dzieciom na święta, bo wszystko już mają - mówiła w TOK FM psycholożka dziecięca Monika Perkowska.

- A marketingowcy dobrze wiedzą, jakimi odbiorcami są dzieci. Kiedyś uderzyło mnie, że w reklamie telewizyjnej padło wprost: powiedz swoim rodzicom, że ten produkt  jest świetny - zwróciła uwagę gospodyni audycji, Karolina Głowacka.

- Takie reklamy są puszczane przed ważnymi dla dzieci dniami, np. przed świętami; zawsze, gdy nadarza się okazja do zakupów. I dzieci taki zasłyszany komunikat powtarzają rodzicom - przyznała psycholożka.

Jak przekonywała, to od rodziców zależy, co wydarzy się dalej. - Ważne jest, czy rodzice zwracają uwagę na rzeczy materialne, czy planują zakupy, wydatki. A zdarza się, że rodzice próbują stawiać dziecku granice, ograniczać zakupy, a sami sobie nie odmawiają. To tworzy w domu chaos, nie ma struktury pokazującej, jak działają zasady - powiedziała Monika Perkowska.

"Na spontanie" trudno wychować dziecko

Nie można zapominać, że to nie nowe zabawki, słodycze są najważniejsze w życiu naszych dzieci. Bo są przecież potrzeby emocjonalne. - To potrzeba bezwarunkowej akceptacji w domu, bliskości, bezpieczeństwa, stabilizacji między rodzicami. A o bezwarunkową akceptację nie jest łatwo. Mówię o zachowaniach rodziców w stylu: jak ty się ubrałaś, będziesz głupio wyglądać; źle się spakowałeś, źle narysowałaś.  Zapominamy, że nasze dziecko każdego dnia podejmuje decyzje wobec samego siebie. Więc jeśli mówimy, że jest zimno, pada deszcz i trzeba założyć spodnie i kalosze, to  pozwólmy na to, żeby to dziecko zdecydowało, które to będą spodnie - radziła w rozmowie z Karoliną Głowacką

Jak podkreśliła psycholożka, krytykowanie i odmawianie dzieciom prawa do decydowania prowadzi do tego, że będzie się ono czuło coraz mniej wartościowe. Będzie szukało okazji, by pokazać, że o czymś decyduje. Na przykład robiąc histeryczną awanturę w sklepie, o kupno kolejnej zabawki, batonika.

- Trzeba rozmawiać o tym, jakie chcemy mieć zasady w domu, wobec siebie i wobec dziecka. Trzeba rozmawiać w parze, jak chcemy wychować dziecko. A myślę, że ludzie tego nie robią. Jakoś to "na spontanie" leci, a potem jest wielka sprawa, wyzwanie - stwierdziła Monika Perkowska.

Rozmawiać trzeba też z dziadkami dzieci, którzy - jak mówiła Karolina Głowacka -  "są w stanie zrobić wszystko dla szczęścia wnuków, albo tego, co dzieci komunikują, jako szczęście". Kupują więc kolejną lalkę, klocki...

Zdaniem psycholożki warto własnym przykładem pokazywać, że kolejny zakup jest zbędny, że zamawianie u św. Mikołaja kolejnej zabawki nie jest dobrym pomysłem. Bo te rzeczy nie są dziecku potrzebne.

- Robiąc pierogi z dzieckiem, wnukiem możemy pokazać, że sitko do przesiewania mąki już mamy i nie potrzeba nam drugiego, tylko dlatego, że np. jest różowe. Swoją postawą pokazujemy, co jest zdroworozsądkowe. A my cały czas utrzymujemy dzieci w przekonaniu, że to słodycze dadzą im poczucie szczęścia, czy nowa zabawka.  A wiadomym jest, że na poczucie szczęścia wpływ mają, przede wszystkim, bliskie i ciepłe relacje z innymi osobami - przypomniała.

Po co nam góra prezentów pod choinką?

- To, co zrobić, żeby pod choinką nie było sterty prezentów; często plastikowych, de facto jednorazowych? Może postawić na przeżycia, czyli np. kupić na prezent bilety? - pytała Karolina Głowacka.

- Tak. Moim zdaniem dobrym pomysłem jest też robienie losowania. Rodzina spotyka się kilka tygodni przed świętami, każdy losuje, dla kogo robi prezent. Wcześniej ustalamy maksymalną kwotę, jaką można na taki prezent wydać. Możemy też wprowadzić inne zasady, że prezentami będą bilety na koncert czy książki. Wszyscy więc kupują to samo, nikt się nie dziwi. To pokazuje, że nasze wspólne spotkanie jest ważniejsze niż sto prezentów pod choinką - podsumowała psycholożka dziecięca Monika Perkowska.

Zobacz także
  • Ratownicy TOPR podczas akcji [zdjęcie ilustracyjne] TOPR zbiera pieniądze na sprzęt medyczny. Pogotowie potrzebuje ponad 250 tys. zł
  • Hanna Zielińska Teatr dla młodzieży: dobrych przedstawień jest coraz więcej. Dlaczego warto? Posłuchaj
  • Uczniowie w klasie Uczniowie, którzy domagają się zadań domowych? Twórca #zadajęzsensem przekonuje, że to możliwe
Komentarze (6)
Prezenty dla dzieci. Psycholożka dziecięca radzi
Zaloguj się
  • anna_annasz25

    0

    Swoje dzieci od początku nauczyłam, że kupujemy sobie skromne upominki. I dzieci się cieszą ze wszystkiego co dostaną. Doceniają co mają. Jak młodsza córka dostała grę Gorącego Ziemniaka to nie rzuciła jej w kąt po kilku dniach tylko nadal w nią gra. I cała rodzina przy grze spędza miło czas. Nie rozpieszczam dzieci drogimi prezentami, dajemy sobie symboliczne upominki.

  • Moje konto

    0

    To trzeba wprowadzić komunizm, wtedy na widok pomarańczy będą się gnoje cieszyć ! :)

  • M Sz

    0

    hehe odgrzewany kotlet ze zmienioną datą na przyszłą oprac. As 01.12.2018 12:33

  • a.k.traper

    Oceniono 1 raz -1

    W mojej rodzinie skromne upominki, najczęściej książki dostawaliśmy na Mikołaja, święta to wspólna wieczerza wigilijna (to nie jest kolacja a raczej obiad gdyż zasiadało się z pierwszą gwiazdką), nie było prezentów za to można było dzieciom częstować się łakociami z choinki. Święta to nie prezenty.

  • djarev

    Oceniono 1 raz -1

    Te obserwacje pani "psycholożki" to chyba z Kanady czy Szwecji. W Polsce większość ludzi raczej wegetuje od pierwszego do pierwszego i jeździ szrotem albo PKP, traktując pińcet plus jak zbawienie.

  • 1stanczyk

    Oceniono 1 raz -1

    "mamy więc wszystko, a nie jesteśmy szczęśliwi"

    "Już kilkanaście osób zmarło w wyniku wychłodzenia. A za nami zaledwie kilka dni mrozów"

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

DOSTĘP PREMIUM

Polecamy