Chłopiec ma niesprawną rękę. Nauczyciela to nie interesowało - kazał skakać na skakance

Dzieci z niepełnosprawnościami często spotykają się w szkole z brakiem wrażliwości i wyczucia ze strony nauczycieli. Jak pokazuje przykład Oskara, mogą to być też wymagania, którym nie są w stanie sprostać.

Oskar to czternastoletni uczeń ze Śląska. Na skutek wad rozwojowych, jego lewa ręka jest niesprawna. Jednak jakiś czas temu, na lekcji WF nauczycielka kazała mu skakać na skakance. Dla nastolatka było to traumatyczne przeżycie. - Nie rozumiała, że nie dam rady. Powiedziała, że to szkoła ogólnodostępna i każdy jest traktowany tak samo - opowiada Oskar.

Jak dodaje jego matka, syn dostał dwóję, a ona poszła ze skargą na nauczycielkę do dyrektora. - Niestety, usłyszałam jedynie, że jestem przewrażliwiona - mówi Marta Dziubka.

Oskar jest niepełnosprawny od urodzenia. Urodził się w 38 tygodniu życia, z licznymi wadami rozwojowymi. Było to m.in. wodogłowie, które na szczęście ostatecznie się wchłonęło. Pozostały problemy z lewą ręką. Chodzi m.in. o jej niedorozwój, brak kości przedramienia i kości stawu nadgarstka. Ręka ma nietypowy wygląd, często boli, a nastolatek niejednokrotnie stara się ją ukryć przed rówieśnikami.

Nastolatek już kilka razy zmieniał szkołę. Ze względu na podejście nauczycieli, ale też zachowania innych uczniów, cechujące się brakiem empatii, niezrozumieniem i nietolerancją. Jak mówi, w szkole bywało ciężko, bo wiele osób nie potrafi zaakceptować "inności". Zdarzały się wyzwiska, szturchańce, a nawet bicie.

Kolejny problem - odpytywanie. Oskar ma w opinii z poradni wyraźnie napisane, że powinien odpowiadać jedynie w obecności nauczyciela, bo obecność innych uczniów bardzo mu przeszkadza i wpływa na to, że się zamyka i nie jest w stanie mówić. - Niektórzy kompletnie tego nie biorą pod uwagę - mówi nastolatek. Bywało, że w takich sytuacjach płakał na forum klasy.

Łzy miała też w oczach mama chłopca, gdy syn miał nauczanie indywidualne w domu (musiał leżeć przez pół roku w łóżku po operacji), a nauczycielka, która przyszła na lekcję, powiedziała mamie, że mają "fajne życie". - Usłyszałam, że ja to mam dobrze - nie muszę pracować, Oskar nie musi chodzić do szkoły. Nie wiem, czy to miał być żart czy co, ale zrobiło mi się bardzo przykro - dodaje pani Marta, która - ze względu na Oskara - utrzymuje się jedynie ze świadczenia pielęgnacyjnego.

Oskar szczególnie dobrze radzi sobie z matematyki i języka angielskiego. W szkole lubi też lekcje WF, szczególnie pływanie i piłkę nożną. - Nie mogę grać, bo mam wadę serca i nie mogę się męczyć. Ale oglądam mecze, jestem fanem tego sportu - wyznaje.

Chłopak, razem z mamą, pojawił się na Kongresie Osób z Niepełnosprawnościami w Warszawie. Przyjechał jako gość, by wziąć udział w panelu, poświęconym edukacji. Opowiadał na nim o swoich doświadczeniach ze szkół, do których chodził. Mówił o tym również na antenie TOK FM.

Takich przypadków jest wiele

Uczniów, którzy muszą zmagać się z problemami podobnymi do tych, które opisuje Oskar są w polskich szkołach są tysiące. Mają orzeczenia z poradni psychologiczno - pedagogicznych z bardzo konkretnymi zaleceniami, ale część szkół tych zaleceń nie realizuje.

Są m.in. dzieci, które powinny mieć nauczycieli wspomagających, ale gmina nie chce takiej osoby zatrudnić. Są przypadki, gdy dziecko - niezwykle zdolne, ale np. z porażeniem - powinno mieć asystenta, bo nie jest w stanie na co dzień samodzielnie poradzić sobie w toalecie, ale rodzice słyszą "nie". Zdarza się, że szkoła oferuje uczniom jedynie logopedę, psychologa i pedagoga, chociaż w orzeczeniu mają zapisane również inne rodzaje terapii.

Oskar marzy, by być programistą, ale też, by mieć sprawną rękę i móc samodzielnie np. ogolić się   Mama walczy, by móc wyjechać z synem na operację do USA, bo w Polsce nikt nie daje już szans na wyleczenie (chłopcu grozi amputacja ręki). Nadzieję daje natomiast jeden z amerykańskich instytutów. Na operację potrzeba ok. 260 tysięcy złotych (plus koszty pobytu przez 6 miesięcy w USA - ok. 100 tys. zł). - Dużo, niedużo, ale ja samodzielnie tego nie uzbieram, bo jestem sama jak palec - mówi Marta Dziubka. NFZ pieniędzy do operacji dołożyć nie chce, dlatego pani Marta założyła zbiórkę w internecie.Pomóc może każdy.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (39)
Chłopiec ma niesprawną rękę. Nauczyciela to nie interesowało - kazał skakać na skakance
Zaloguj się
  • mt.meru100

    Oceniono 17 razy 9

    to nie dziwi; nauczyciele WF to zawsze najwieksze przyglupy w gronie nauczycielskim; jestem nauczycielem matematyki w liceum od 27 lat

  • niktwazny126

    Oceniono 12 razy 6

    Ot, polska szkolna rzeczywistość. Od początku dzieciak ma wiedzieć, że w życiu tylko silni mają władzę, mogą zdeptać, poniżyć, ośmieszyć, odebrać wiarę w siebie. Wiadomo, że rówieśnicy potrafią być okrutni, choć jest też wśród nich wielu wspaniałych, pomocnych, życzliwych. Ale nauczyciel... nie tylko sam powinien być wzorem empatii, wyrozumiałości, wsparcia dla uczniów z problemami, to dodatkowo powinien (zdaje się ma to w obowiązkach) tak pracować z klasą, aby przemocy (fizycznej ani psychicznej) nikt nie stosował. I tutaj znowu- większość nauczycieli rozumie, pomaga, wspiera, i o tych się nie mówi. Mówi się o tych, którzy zajmują stanowisko, którego zajmować nie powinni. A to chyba oni najbardziej wraz z ZNP domagają się znaczącej podwyżki płacy.
    Zadziwia wypowiedź dyrektora szkoły, że matka przewrażliwiona. Podejrzewam, że ten dyrektor ma wspaniały segregator, dotyczący wsparcia pedagogiczno- psychologicznego dzieciom i specjalnych potrzebach edukacyjnych. Najpiękniejszą dokumentację mają ci, którzy nic nie robią.

  • agaelar

    Oceniono 5 razy 5

    Znam to wszystko z autopsji. Mój syn też jest osobą z niepełnosprawnością. W szkole podstawowej i w gimnazjum (będących w tym samym Zespole Szkół, więc tak naprawdę będących jedną szkołą) nauczyciele przymykali oczy na dokuczanie i nasmiewanie się rówieśników. Na wf-ie syn nie mógł ćwiczyć, bo nauczycielka i dyrekcja szkoły zażądali ode mnie przyniesienia zaświadczenie od lekarza, że dziecko ma być zwolnione w wf. A wystarczyło tylko, aby nie wykonywał kilku ćwiczeń. Ale nie - wg. nauczyciela miał robić wszystko, albo nic. A potem, na szczęście, syn poszedł do liceum, gdzie byli myslacy nauczyciele. Na wf-ie nauczyciel w ogóle nie widział problemu w tym, że syn nie może tych kilku rzeczy robić. Traktował go normalnie i oceniał za starania. To samo inni nauczyciele w tym liceum. Ale co przeżyli moje dziecko w podstawówce i w gimnazjum, tego nikt nie cofnie i nie wymaże z jego i mojej pamięci. Takiej znieczulicy doroslych, wyksztalconych ludzi, a na dodatek PEDAGOGÓW, wobec bezbronnego i borykajacego się z problemami zdrowotnymi dziecka, zapomnieć się nie da. Jak widzę na ulicy którąś z tych "miłych pań (specjalnie napisałam małą literą), to mam mordercze myśli.

  • polak_nieprawdziwy

    Oceniono 6 razy 4

    Widać w polskiej szkole od bycia nauczycielem można się nabawić niepełnosprawności umysłowej.
    Jakiś dodatek może dla tego biednego nauczyciela?

  • malgojb

    Oceniono 6 razy 2

    A potem dziwią się, że dzieciak ma zwolnienie z WF przez wszystkie lata nauki

  • hens

    Oceniono 7 razy 1

    Brawo chłopcze, trzymaj się, jesteś bardzo dzielny...............przyjdzie czas że z wilczymi biletami wygonimy ze szkół tą bandę nauczycielskich przygłupów.
    Twoja nauczycielka WF to jest moralnym nie dowartościowanym menelem !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • przelot77

    0

    Jest tutaj tyle okrutnych wpisów, że aż mi się nie chce, wierzyć, że Polacy są tacy źli. Kto to pisze?

  • agaelar

    0

    Znam to wszystko z autopsji. Mój syn też jest osobą z niepełnosprawnością. W szkole podstawowej i w gimnazjum (będących w tym samym Zespole Szkół, więc tak naprawdę będących jedną szkołą) nauczyciele przymykali oczy na dokuczanie i nasmiewanie się rówieśników. Na wf-ie syn nie mógł ćwiczyć, bo nauczycielka i dyrekcja szkoły zażądali ode mnie przyniesienia zaświadczenie od lekarza, że dziecko ma być zwolnione w wf. A wystarczyło tylko, aby nie wykonywał kilku ćwiczeń. Ale nie - wg. nauczyciela miał robić wszystko, albo nic. A potem, na szczęście, syn poszedł do liceum, gdzie byli myslacy nauczyciele. Na wf-ie nauczyciel w ogóle nie widział problemu w tym, że syn nie może tych kilku rzeczy robić. Traktował go normalnie i oceniał za starania. To samo inni nauczyciele w tym liceum. Ale co przeżyli moje dziecko w podstawówce i w gimnazjum, tego nikt nie cofnie i nie wykaże z jego i mojej pamięci. Takiej znieczulicy doroslych, wyksztalconych ludzi, a na dodatek PEDAGOGÓW, wobec bezbronnego i borykajacego się z problemami zdrowotnymi dziecka, zapomnieć się nie da. Jak widzę na ulicy którąś z tych "miłych pań (specjalnie napisałam małą literą), to mam mordercze myśli.

  • fitt

    Oceniono 4 razy 0

    Przeciez tak jest wszedzie, w pracy, w urzedzie w wojsku w szpitalu (dopiero) ...
    a wszyscy udaja ze juz przyszlo 44 i ze dogonili Portugalie ale jakos dziwnym trafem sa na rowni z Bulgaria i Rumunia.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX