Rząd jednak oszczędzi wiatraki? "Budujemy drugą nogę nie po to, by amputować pierwszą"

Jeszcze w piątek szef resortu energii zapowiadał, że w ciągu kilkunastu lat wszystkie wiatraki na lądzie czeka zezłomowanie. Teraz jego zastępca twierdzi, że szef został źle zrozumiany.

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50% taniej. Sprawdź szczegóły >>> 

W piątek zaprezentowano rządową strategię energetyczną na najbliższe kilkanaście lat. Według niej, Ministerstwo Energii w projekcie zapowiedziało rezygnację z rozbudowy wiatraków na lądzie - ma je zastąpić fotowoltaika, a od 2026 r. - offshore, czyli wiatraki morskie. Rezygnację z onshore minister Krzysztof Tchórzewski tłumaczył sprzeciwami społecznymi i realizacją wyborczych obietnic PiS.

Tymczasem w środę wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski tłumaczył, że stanowisko resortu zostało źle zinterpretowane, a o losie wiatraków zdecyduje w przyszłości rynek.

- Pojawiły się komentarze, że administracyjnie w Polityce energetycznej kosztem budowania nowej nogi, czyli offshore, planujemy wyhamowanie wiatraków na lądzie. To są nieprawidłowe sformułowania. Budujemy drugą nogę nie po to, by amputować pierwszą. Byłoby nieracjonalnością amputowanie tego, co nam się dobrze rozwija - powiedział Tobiszowski podczas środowej konferencji.

- Budujemy system, synergię powiązań wytwórczych w polskiej energetyce. Po 2030 roku zacznie działać rynek. Wprowadzanie energii po właściwiej cenie będzie tym, co zapewni udział w tym rynku. Taki system funkcjonuje w innych krajach – dodał.

Inaczej wcześniejsze zapowiedzi resortu odebrał m.in. Bartłomiej Derski z portalu WysokieNapięcie.pl.

- Trudno inaczej interpretować słowa pana ministra Tchórzewskiego o tym, że w Polsce energetyki wiatrowej na lądzie już nie będzie, niż w taki dosłowny sposób – dziwił się specjalista.

Na wcześniejsze działania rządu prowadzące do praktycznego uniemożliwienia stawiania nowych instalacji wiatrowych wskazywała także w Analizach w TOK FM Karolina Baca-Pogorzelska, dziennikarka "DGP". 

 

Ceny prądu pójdą w górę? 

Eksperci szacują, że z powodu wzrostu kosztów praw do emisji dwutlenku węgla do atmosfery, ceny prądu od nowego roku pójdą ostro w górę, nawet o ponad 30 procent.

Rząd obiecuje pomoc. - Gospodarstwom domowym planujemy zrekompensować 100 proc. wzrostu ceny energii – zapowiedział minister energii Krzysztof Tchórzewski.

Jednak Polacy nie dostaną tych pieniędzy do ręki. Resort energii ma na to inny pomysł. - Praktycznie ma to wyglądać tak, że rachunek się nie zmieni, rozliczenia będą dokonywać dostawcy. To będą dopłaty, które zostaną ujęte w budżecie, powstanie fundusz, z którego to będzie rozliczanie - mówił minister. - Rachunek się nie zmieni, odbiorca dostanie taki sam rachunek, zapłaci tyle samo - podkreślał.

A może być jeszcze drożej

W najbliższych latach rachunki za prąd mogą być jeszcze wyższe. Najwyższa Izba Kontroli alarmuje, że Polska może nie wypełnić unijnej dyrektywy odnośnie odnawialnych źródeł energii. Mówi ona, że do 2020 w Polsce 15 proc. energii powinno być wytwarzane w elektrowniach wiatrowych, solarnych, wodnych lub z biogazu.

NIK ostrzega, że jeśli Polska - by wypełnić unijne dyrektywy – będzie musiała kupować zieloną energię za granicą, to koszty tego transferu mogą wynieść nawet 8 mld zł. I zapewne wszyscy odczujemy je w rachunkach za prąd.

Więcej o:

APLIKACJA TOK FM