"Drwiono, że Piłsudski miał broń w ręku rzadziej niż jego ukochana". Anna Kowalczyk pisze historię kobiet na ziemiach polskich

Kobiety nie znajdowały się wśród tych, których uważano za twórców dziejów, nie pisano o nich. Tę zaległość dotyczącą Polski postanowiła nadrobić Anna Kowalczyk, autorka książki "Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich".

Prenumerata cyfrowa TOK FM i Wyborcza.pl - pierwszy taki dwupak! Do kupienia prosto i wygodnie, a do tego 50% taniej. Sprawdź szczegóły >>>

- Wymyśliłam tę książkę jako rodzaj abecadła czy vademecum historii kobiet na ziemiach polskich. Bardzo długo takiego vademecum sama szukałam i właściwie go nie znalazłam - przyznała w rozmowie z Hanną Zielińską autorka książki "Brakująca połowa dziejów".

Anna Kowalczyk podjęła się opisania m.in. roli kobiet w początkach państwa polskiego - tego pierwszego, sprzed tysiąca lat.

W TOK FM przyznała, że zadanie to nie było łatwe, gdyż materiałów źródłowych, które odnotowywałyby informacje o kobietach jest bardzo, bardzo mało. - Jest taki cytat z opracowań historycznych dotyczących kobiet, jednego z poznańskich profesorów, mówiący o tym, że jeśli wierzyć dziejopisarzom i historykom badającym świadectwa, do XIII, a nawet XIV wieku Polska była takim cudownym krajem, w którym żyli mężni królowie, rycerze, a nawet jakieś chłopstwo. I wszyscy świetnie obywali się bez kobiet - mówiła Anna Kowalczyk.

Przyznała, że Gall Anonim wspomniał z imienia tylko trzy kobiety, z czego jedna z nich była wpół legendarna.

Poniżej publikujemy fragment książki "Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich" autorstwa Anny Kowalczyk, z rysunkami Marty Frej, wydanej przez Wydawnictwo W.A.B. Fragment poświęcony jest Aleksandrze Piłsudskiej.

Dromaderka Ola

Ta jedna z najciekawszych emancypantek i pewnie najbardziej zasłużonych dla walk zbrojnych kobiet w dziejach polskich, została zupełnie niemal przysłonięta postacią swojego słynnego męża. I jest to, doprawdy, chichot historii, że więcej osób w Polsce kojarzy Kasztankę Marszałka niż jego niesamowitą drugą żonę (pierwsza, Maria - którą Piłsudski zdradzał ze Szczerbińską - też zresztą była rewolucjonistką. O jej względy starał się ponoć Roman Dmowski. Wyobraźcie sobie tę rywalizację!). Sama zresztą usunęła się w cień. Jej autobiograficzna książka zatytułowana "Wspomnienia" jest więcej opowieścią o życiu i zasługach Józefa Piłsudskiego niż o niej samej. Całe rozdziały poświęca w niej relacjom z dokonań oraz przemyśleń męża, o sobie wtrącając nierzadko dosłownie jedno zdanie.

A wielka szkoda, bo miała Ola (tak na nią mówiono) życiorys nie mniej ciekawy i bogaty, a jej osiągnięcia rozpatrywać należy nie tylko w kontekście stania przy boku i wspierania słynnego męża (które to wsparcie też nie ograniczało się bynajmniej do prasowania koszul). Piłsudska, urodzona w Suwałkach i wychowana przez babkę, która mogłaby stanowić wzorzec z Sèvres patriotycznej polskiej matrony (po upadku powstania styczniowego nigdy nie zdjęła żałoby i nosiła do końca życia pierścień z wygrawerowaną datą 1863, a w czasie walk przechowywała i przewoziła broń), już od wczesnej młodości szła własną drogą i na pewno nie było jej celem tylko zamążpójście.

Jak pisze w swoich wspomnieniach, koniecznie chciała się wyrwać z rodzinnego miasta i uniknąć klasycznego losu pisanego większości dziewcząt. Wyprosiła więc u babki zgodę na wyjazd do Warszawy i naukę na kursach handlowych, gdzie studiowała prawo i ekonomię, chemię, geografię i języki. Po ukończeniu kursów uczyła się nadal w ramach Uniwersytetu Latającego, gdzie zakosztowała intelektualnej swobody i związała się z patriotyczną lewicą. Jako dwudziestodwulatka wstąpiła do Polskiej Partii Socjalistycznej i zaangażowała się w pracę społeczną w biednych dzielnicach robotniczych Warszawy. Dość szybko okazało się jednak, że lepsza z niej przemytniczka broni i bojownica niż społeczniczka i nauczycielka - dlatego przyłączyła się wraz z kilkoma innymi kobietami do Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej, odpowiedzialnej za napady na banki i inne instytucje, z których można było pozyskać pieniądze na działalność, za produkcję i szmuglowanie broni oraz zamachy na znienawidzonych przedstawicieli carskich władz - słowem, za działalność terrorystyczną.

Najsłynniejszym, choć nieudanym, zamachem członkiń Organizacji Bojowej była próba zabicia warszawskiego generała-gubernatora Gieorgija Skałona, przeprowadzona przez Wandę Krahelską, Marię Owczarkównę i Albertynę Helbertównę w 1906 roku. Ten siejący postrach carski urzędnik, który wprowadził w rewolucyjnej Warszawie terror i karę śmierci bez wyroku sądu, był najpierw starannie inwigilowany przez pepeesówki, a później sprytnie wywabiony ze swojego ściśle strzeżonego rewiru (przebrany za rosyjskiego żołnierza uczestnik spisku spoliczkował publicznie niemieckiego wicekonsula, za co Skałon musiał osobiście przeprosić). Gdy carski namiestnik udał się pod adres wicekonsula zażegnać ten niewątpliwy dyplomatyczny skandal - bojownice już na niego czekały w wynajętym wcześniej mieszkaniu naprzeciwko. Krahelska i Owczarkówna zrzuciły nań z okna cztery bomby, ale dwie z nich nie wybuchły, a pozostałe jedynie raniły obstawę generała. Owczarkównę i cztery inne uczestniczki spisku aresztowano, osadzono w Cytadeli i skazano na karę śmierci, zamienioną na bezterminową katorgę. Jej towarzyszka z celi Kazimiera Ostrowska, też zagrożona karą śmierci za inne akcje bojowe, wzięła na siebie winę trzeciej zamachowczyni - Albertyny Helbertówny, która pozostawała na wolności.

Krahelska musiała wyemigrować do Austrii i szybko wyjść za mąż, by uniknąć deportacji, ale brawurowa akcja trzech kobiet stała się legendą. Wielka szkoda, że dziś znaną głównie pasjonatom historii. Ale nawet gdy dromaderki (tak nazywano działaczki różnych tajnych organizacji, które trudniły się przenoszeniem nielegalnych materiałów, jak prasa, ulotki czy broń) nie próbowały nikogo zamordować, i tak stale narażały życie. Za samo nielegalne posiadanie broni groziło im od czterech do dziesięciu lat katorgi, a w okresie rewolucji, jak już wspomniałam, kara śmierci bez sądu. Tymczasem one na co dzień szmuglowały broń i materiały wybuchowe w walizkach, fałdach sukni, pod gorsetami czy przyklejone do ciał. A wystarczył zbyt gwałtowny ruch albo za wysoka temperatura, by niektóre z tych materiałów eksplodowały. Nie wspominając o wydzielanym przez rozgrzany ciałem dynamit mdlącym zapachu. Ola Szczerbińska była mistrzynią przemycania rewolwerów i paczuszek z materiałami wybuchowymi, wynajdywania kryjówek i utrzymywania ich w tajemnicy. Przez kilka lat odpowiadała za opiekę nad składami broni, ale też zakup i szmuglowanie jej za granicę oraz dostarczenie na miejsce akcji bojowych. Pomysłowość i brawura Szczerbińskiej mogłyby stanowić zresztą kanwę niejednego filmu akcji z elementami czarnej komedii. Wyobraźcie sobie taką sytuację:

"Wzięłam około ośmiuset naboi do pasa specjalnie na ten cel przeznaczonego, który wkładało się na siebie, pod szeroką bluzkę; poradziłam mej towarzyszce, by zrobiła to samo. Ona jednak miała lepszy sposób, jak się jej zdawało; włożyła naboje do szerokich majtek, zawiązanych pod kolanami. Opowiedziała mi na to, że już kilkakrotnie przewoziła naboje w ten sposób bez żadnego wypadku. Szłyśmy ulicą Marszałkowską w stronę dworca, pilnie wówczas strzeżonego przez policję i wojsko. Dwa szeregi żołnierzy stały po obu stronach ulicy, a na samej stacji kręciło się mnóstwo policji. Dochodziłyśmy już prawie do dworca, gdy Hanka zatrzymała się nagle z pobladłą twarzą i szepnęła: - Taśma od majtek pękła! Jeden nabój już leżał koło jej stóp. Za chwilę wypadł drugi i potoczył się do nóg żołnierza, szczęśliwie stojącego do nas tyłem. Po chwili istny deszcz naboi lunął spod spódnicy do rynsztoku, wywołując zrozumiałe zdziwienie przechodniów. Sytuacja wcale nie była zabawna".

Niewątpliwie, zważywszy, że już jeden nabój mógłby sprowadzić im na głowy policję. Na szczęście obie przemytniczki w porę zbiegły. Jeśli to nie jest mistrzowska scena filmowa, to nie wiem, co nią jest. Może jeszcze inna, skądinąd najgłośniejsza akcja Organizacji Bojowej w 1908 roku pod Bezdanami niedaleko Wilna, gdzie Ola i jej Ziuk (tak z kolei mówiono na Piłsudskiego) z niewielką grupą bojowców (wśród nich było jeszcze trzech innych przyszłych polskich premierów - Walery Sławek, Tomasz Arciszewski i Aleksander Prystor) napadli na pociąg pocztowy przewożący podatki z Królestwa Polskiego do Petersburga. Napad udał się (choć dopiero za drugim podejściem), ukradziono dwieście tysięcy rubli, za które kupiono potem broń, szkolono oficerów i uwalniano więźniów politycznych. Znaczną część tych pieniędzy przewiozła na sobie (dosłownie n a s o b i e) Ola.

I na koniec (a może lepiej na początek?) jeszcze jedna scena: młoda Ola jedzie pociągiem z walizką pełną broni i amunicji, które posłużą do napadu na bank w Kijowie. Jest w doskonałym nastroju i serdecznie zaśmiewa się z koleżanką. Pogodny nastrój burzy towarzysząca im starszawa dama, Rosjanka: "Jestem prawie pewna, że pani jeszcze się w nikim nie kochała. Poznaję to po pani śmiechu, bo kobieta, która się kochała, nigdy nie śmieje się tak, jak pani" - zagaja. "Nie, nigdy - odpowiada ubawiona Ola. - Zanadto jestem zajęta swoją pracą, żeby mieć czas na miłość". Na to dama pochmurnieje i przybiera mentorski ton: "Nie wiem, czym się pani zajmuje, ale taka młoda kobieta jak pani po prostu się marnuje, jeżeli nie myśli o małżeństwie, tej jedynej karierze dla kobiety". Obie koleżanki dostają ataku śmiechu. Kufer z amunicją lekko podryguje w rytm stukotu kół pociągu. Czy to nie wspaniała pierwsza scena? A w dodatku nic a nic nie zmyślona. Scenarzyści, nie dziękujcie.

Była też Szczerbińska wytrwałą rzeczniczką kwestii kobiecej u Piłsudskiego i jego środowiska. Raczej nie musiała go przekonywać, że kobiety zdecydowanie mogą się przydać w pracy konspiracyjnej i sabotażowej (przed Bezdanami drwiono, że Piłsudski miał broń w ręku o wiele rzadziej niż jego ukochana), ale zgoda na utworzenie oddziału kobiecego, przy tworzących się właśnie w Galicji zalążkach polskiego wojska, wymagała już więcej zabiegów, bo Piłsudski wprost mówił, że boi się takiego "ośmieszenia" młodej i prawie jeszcze nieznanej organizacji. Niezmordowanie też przekonywała go o konieczności nadania Polkom pełni praw obywatelskich, co do czego sam Piłsudski miał liczne wątpliwości:

"Nasze rozmowy były prawie zawsze harmonijne, to jednak różniliśmy się co do jednej kwestii: było nią równouprawnienie kobiet. Piłsudski, zgadzając się z tym, że w wolnej Polsce kobiety winny mieć prawa równe z mężczyznami, utrzymywał, że nie będą one umiały wykorzystywać swych praw rozsądnie, gdyż mentalność kobiety z natury jest konserwatywna i łatwo jest na nie wpływać. Ja, zacięta feministka, ogromnie się na to oburzyłam. W rezultacie rozmowa przekształcała się w zażartą dysputę".

W końcu jednak musiał przyznać jej rację, choć do końca utrzymywał, że kobiety dostały prawa obywatelskie nie dlatego, że im się należały, a ponieważ sobie na nie zasłużyły pracą na rzecz odzyskania niepodległości. W odrodzonej Polsce Szczerbińska zaangażowała się w działalność charytatywną i podtrzymywanie związków pomiędzy weterankami pierwszej wojny światowej, tworząc Unię Obrończyń Ojczyzny. To pod jej patronatem wydano pierwsze w historii dwutomowe wspomnienia uczestniczek walk zbrojnych: Wierna służba. Wspomnienia uczestniczek walk o niepodległość 1910-1915 oraz Służba ojczyźnie. Wspomnienia uczestniczek walk o niepodległość 1915-1918. To niemające precedensu w literaturze polskiej ani zagranicznej dzieło jest kopalnią wiedzy o realiach życia pierwszych na ziemiach polskich żołnierek.

Ola Szczerbińska (Piłsudską została dopiero w 1921 roku, po śmierci pierwszej żony Marszałka, gdy na świecie były już ich dwie córki) jako żona Naczelnika zrezygnowała z działalności politycznej, by nie prowokować kontrowersji, których wystarczająco dużo wywoływał jej mąż. Wychowała jednak ich wspólne córki na patriotki i kobiety niezależne - starsza Wanda została cenioną lekarką, a młodsza Jadwiga - jedną z trzech polskich pilotek służących podczas drugiej wojny światowej w brytyjskich Royal Air Force.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (3)
"Brakująca połowa dziejów". Anna Kowalczyk o kobietach w historii Polski
Zaloguj się
  • kruk1210

    Oceniono 8 razy 4

    Chętnie przeczytam tę książkę jeśli będzie tam rozdział poświęcony Julii Brystiger.

  • xsawer

    Oceniono 2 razy 2

    A moja prababka przegoniła ze swego domu tego pana, który się u niej ukrywał bo zaczął dobierać się do jej córek, a moich babek.

  • qznia

    Oceniono 4 razy 0

    Agora tonie?
    Związek zawodowy, który działa w Grupie Agora, wydawcy m. in. „Gazety Wyborczej” opublikował instrukcję, co związkowcy powinni zrobić, kiedy grozi im zwolnienie z pracy. W facebookowym wpisie podkreślono, że pojawił się „bez żadnego powodu”.

    Nie możemy komentować plotek – choćby dlatego, że żadnych nie słyszeliśmy. Zatem bez żadnego powodu przypominamy o paru rzeczach

    — pisze na swoim facebookowym koncie NSZZ „Solidarność” Agory SA i Inforadio sp zoo.

    Mimo, że jak podkreśla związek nie ma żadnego powodu, podaje trzy rady dla zwalnianych pracowników.

    PO PIERWSZE - warto wykorzystać zaległy urlop. W razie zwolnienia się po prostu zmarnuje (=wliczy się w okres wypowiedzenia)

    — radzi związek.

    PO DRUGIE - pracownika zrzeszonego w związku nie można zwolnić z zaskoczenia. Organizacja związkowa musi być powiadomiona z tygodniowym wyprzedzeniem. W praktyce niezwłocznie to przekazuje zainteresowanemu, który ma teraz (w zależności od kalendarium wydarzeń) od tygodnia do miesiąca na przemyślenie sprawy

    — wskazano we wpisie.

    Dodano, że może to „dobry moment na zrobienie tych badań lekarskich, które odkładasz od miesięcy z przepracowania”.

    PO TRZECIE - punkt drugi nie dotyczy formalnego zwolnienia zbiorowego, co do którego pracodawca zawarł porozumienie ze związkiem (m.in. po to się właśnie je zawiera). Ale te plotki, których nie słyszeliśmy, nie mówią o takim

    — podkreślono.

    Wirtualnemedia.pl informują, że Agora rezygnuje z wydawców regionalnych w „Gazecie Wyborczej” w siedmiu największych miastach. Według portalu odbyło się spotkanie na którym poinformowano szefów wszystkich lokalnych oddziałów „Gazety Wyborczej” o zmianach. Zwolnienia w grupie mają trwać przez kilka miesięcy.

    ems/Wirtualnemedia.pl/Facebook NSZZ „S” Agora SA i Inforadio sp zoo

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX