Była cenioną nauczycielką. Kiedy wyznała, że choruje, straciła pracę

Pani Karolina straciła pracę w jednej z podwarszawskich szkół niedługo po tym, jak jej przełożeni dowiedzieli się, że choruje na stwardnienie rozsiane. Sąd pierwszej instancji orzekł, że padła ofiarą dyskryminacji.

Pani Karolina w jednej ze szkół pod Warszawą przepracowała rok i bardzo dobrze wspomina ten czas. - Byłam w tej szkole chwalona, spotkałam się z wyrazami sympatii - relacjonuje kobieta. - Zdążyłam poznać pracujących tam nauczycieli. Razem spędzaliśmy przerwy, jedliśmy. Od dyrekcji dostawałam pozytywne informacje, że są ze mnie zadowoleni. Dostałam też informację, potwierdzenie, że w kolejnym roku będę zatrudniona już na dłużej - opowiada.

Stało się jednak inaczej. Podczas późniejszej rozmowy z dyrekcją, która dotyczyła dalszego zatrudnienia, pani Karolina wspomniała, że choruje na stwardnienie rozsiane i w związku z tym dostanie orzeczenie o niepełnosprawności. Jak mówi, wydawało jej się, że przełożeni odbiorą taką wiadomość pozytywnie.

- Słyszałam, że dla pracodawcy korzystne jest zatrudnianie pracowników z takim orzeczeniem. Myślałam, że to będzie dodatkowa korzyść. Oprócz tego, że jestem dobrym pracownikiem, lubianym przez uczniów, to będą korzyści finansowe związane z zatrudnieniem mnie - tłumaczy.

Umowy nie przedłużono

Kilka dni po rozmowie o pracę kobieta dostała informację, że jednak nie będzie zatrudniona. To był dla niej duży cios. - W maju byłam lubianą nauczycielką, pracownikiem pełną parą, a w lipcu zostałam niepełnosprawną rencistką - podsumowała.

- Wywołało to u mnie poczucie, że do niczego się nie nadaję. Trudno znaleźć w takim stanie pracę - wspomina. Nauczycielka rentę otrzymała pierwszy raz w życiu. Wcześniej była dumna, że choroba nie jest dla niej przeszkodą w codziennej pracy.

Za namową znajomych, postanowiła walczyć o swoje prawa przed sądem. - Powódka zgłosiła się do Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego i przedstawiła swoją sytuację, a towarzystwo zwróciło się do mnie z prośbą o prowadzenie tej sprawy - mówi adwokat Hubert Hajduczenia.

Rozprawa była dla nauczycielki trudnym doświadczeniem. - Usłyszałam wiele złego pod swoim adresem ze strony pracodawcy - wspomina.

Sąd przyznał kobiecie rację. - Pani Karolina w przeważającej mierze tę sprawę wygrała. Powiedzmy, że w 80%. Teraz obie strony będą się odwoływały. My będziemy się starali podwyższyć kwotę (nauczycielka domagała się blisko 50 tys. zł zadośćuczynienia, sąd ustalił kwotę 30 tys. - przyp. red.). Udało nam się wykazać przed pierwszą instancją, że przyczyną zwolnienia była choroba - wyjaśnia adwokat nauczycielki.

Warto walczyć o swoje prawa

Prawnik podkreśla, że pracownicy często nie zdają sobie sprawy, że w podobnych sytuacjach prawo stoi po ich stronie.

-  Przepisy są korzystne dla pracownika. Musi uprawdopodobnić, a nie udowodnić, że był dyskryminowany. Musi wykazać, że zapewne doszło do bezprawnego działania - tłumaczy.

Sprawa pani Karoliny będzie tematem dzisiejszej audycji Mikrofon TOK FM. Na państwa telefony (22 44 44 044) czekamy po godzinie 20. Do usłyszenia!

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Serwis informacyjny

Komentarze (4)
Była cenioną nauczycielką. Kiedy wyznała, że choruje, zwolniono ją z pracy
Zaloguj się
  • 2bxornot2b

    Oceniono 3 razy 1

    Wos i Sroczynski tez jeszcze niedawno byli cenionymi dziennikarzami postpeerelu, dzis uprawiakja wolne dziennikarstwo, bo przeciez nie ma obowiazku swiadczenia pracy o czym w EKG slyszalem wielokrotnie od chocby Pana Mordziasiewicza.

  • kiciah

    Oceniono 1 raz -1

    Katolicka miłość bliźniego w polskim wydaniu...

  • endrju1521

    Oceniono 3 razy -1

    W PRL-u takie rzeczy były nie do pomyślenia !

    Wystarczyło iść do komitetu partii ze skargą...

  • maruda.marudna

    Oceniono 3 razy -1

    Bandytyzm pracodawcy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX