Sędziowie krytykują porozumienie związkowców z ministerstwem. Mówią o próbie skłócenia środowiska

Porozumienie w sprawie płac pracowników sądów jest zawarte, ale nie wszystkich satysfakcjonuje. Wielu związkowców nie akceptuje propozycji 200-złotowej podwyżki i kolejnych rozmów dopiero w przyszłym roku. Dlatego wciąż są na zwolnieniach lekarskich.

Od niektórych związkowców ze Związku Zawodowego Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości, do którego należy wielu protokolantów, sekretarzy i informatyków słyszymy, że wypiszą się ze związku. Bo nie chcą legitymizować takich warunków porozumienia. - Nie o to walczyliśmy, nie po to się zjednoczyliśmy, żeby zadowolić się kwotą 200 zł od stycznia. Przypomnę, że nasz postulat to było tysiąc złotych na etat – mówi nam jeden z pracowników sądu w Lublinie.

W trakcie rozmów z wiceministrem sprawiedliwości uzgodniono, że strony powrócą do rozmów o kolejnych podwyżkach w przyszłym roku. Wiceminister Michał Wójcik zapowiedział, że mogłyby zostać na to przeznaczone pieniądze z zamrożenia środków, które do tej pory dostawali sędziowie. - To dzielenie naszego środowiska - komentuje jeden z protokolantów. To samo słyszymy od sędzi Barbary Du Chateau, rzeczniczki Sądu Apelacyjnego w Lublinie. - W przestrzeni publicznej słyszeliśmy zapowiedzi, że skoro sędziowie tak solidaryzują się z protestami pracowników, to w takim razie zostaną zamrożone pożyczki mieszkaniowe dla sędziów, kilometrówki czy od 2020 roku również wskaźnik wzrostu wynagrodzeń. Moim zdaniem, są to działania obliczone na skłócenie środowiska. Tak nie powinno być – tłumaczy.

Statystyki dla ministerstwa nie mówią wszystkiego

Sędziowie, z którymi rozmawiamy, podkreślają, że skutki protestu pracowników sądowych sekretariatów dopiero odczujemy. Bo nie chodzi tylko o rozprawy. Ministerstwo Sprawiedliwości chwali się, że stosunkowo niewiele z nich trzeba było odwołać (na Lubelszczyźnie niespełna 500). To prawda, w statystyce rozprawy się odbywają, tyle, że często są odraczane właśnie z powodu protestu. Nie działały biura podawcze (w niektórych sądach wciąż jest z tym problem, bo część osób dalej jest na L4), a przez to nie była przekazywana do wydziałów sądowa korespondencja. Nie miał kto wysyłać korespondencji, która na bieżąco powinna iść do uczestników danego procesu. Chodzi choćby o wezwania na rozprawę.

Rozprawy się odbywały, mimo protestu pracowników, bo zatrudniano ludzi na umowy zlecenia, np. studentów. Niejednokrotnie jednak ci nowi pracownicy nie dawali sobie rady z właściwym protokołowaniem. Na Lubelszczyźnie był przypadek, gdy ze współpracy z  jedną z protokolantek zrezygnowali sami sędziowie, bo nie była w stanie właściwie wykonywać swojego zadania. – Owszem, w jednej ze spraw protokół został spisany, ale przy przejściu do protokołowania kolejnej sprawy pani skasowała protokół z poprzedniej rozprawy. A to oznacza, że cała czynność musi być powtórzona od początku – słyszymy od rzeczniczki lubelskiej apelacji. 

Były sprawy, gdy strony nie zgadzały się na udział protokolanta z zewnątrz. – Tak było na przykład w jednej ze spraw rozwodowych, sąd to uwzględnił i odroczył. Strony nie życzyły sobie, by osoba, która nie jest urzędnikiem sądowym, która nie jest przeszkolona, słuchała, jak opowiadają o swoich prywatnych, bardzo intymnych sprawach – mówi sędzia Barbara Du Chateau.

Rozprawy odraczano z różnych przyczyn

Były jednak i inne… nietypowe przypadki. W Sądzie Rejonowym w Biłgoraju udział w akcji masowego brania zwolnień lekarskich wzięło niewielu pracowników – absencja wyniosła tylko niecałe 5 procent. Mimo to, w dniu 13 grudnia odwołanych zostało aż 17 spraw. Dlaczego? – Okazało się, że te sprawy zostały odwołane z powodu nieobecności prezesa sądu, który pełni też obowiązki w Krajowej Radzie Sądownictwa. I w związku z tym te rozprawy się nie odbyły – dodaje nasza rozmówczyni.

Jak słyszymy, skutki protestu dopiero przed nami. Sędziowie na rozprawach wydają zarządzenia, np. o wezwaniu świadka czy biegłego, albo sprowadzeniu z innego sądu jakichś akt. - Tak naprawdę, w tej chwili chyba nikt nie wykonuje tych zarządzeń. A to będzie rzutowało na pracę sądów w perspektywie najbliższych miesięcy – mówi sędzia Adam Daniel.

- Efekty tego protestu odbiją się na naszej pracy w przyszłym miesiącu, a nawet za dwa, kiedy kolejne sprawy będą „spadały” z wokandy z uwagi na to, że coś będzie albo za późno wysłane, albo niewysłane – mówi sędzia Wojciech Smoluchowski z Sądu Rejonowego Lublin Zachód. – Z sądu wysyłane są tysiące dokumentów i tysiące do sądu wpływają. Trzeba je dołączyć w odpowiednim momencie do akt, przekazać sędziemu, by mógł się z nimi zapoznać. A w ostatnich dniach nikt tego nie robił – mówią nam sędziowie. Nie trafiały do nich także żadne nowe akty oskarżenia, bo nie miał kto ich dostarczyć do poszczególnych wydziałów.

Więcej o:

Dostęp Premium TOK FM

Komentarze (2)
Sędziowie krytykują porozumienie związkowców z ministerstwem. Mówią o próbie skłócenia środowiska
Zaloguj się
  • rozterka47

    Oceniono 2 razy 2

    Po prostu ludzie mają dosyć pracy za marne pieniądze , przy jednoczesnych dużych wymaganiach a już jak słyszą jak to w Polsce się teraz pięknie żyje, jakie miliardy wpływają do budżetu , jakie są nadwyżki . jakie płace w bankach , spółkach skarbu państwa , jakie miliony wydawane są na jakieś gó...ane fundacje , imprezy , pomniki to ich szlag jasny trafia .
    nie mówiąc o tym ,ze pytają , to gdzie są te miliardy , co to podobno PO kradło skoro na podwyżki w budżetówce nie ma, na matki niepełnosprawnych nie ma a na socjal jak w bogatych krajach jest .

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX